Wojciech Chmielarz przyzwyczaił mnie do określonej konwencji. Spodziewam się zwykle opowieści o charakterze kryminalnym, ewentualnie książki sensacyjnej z elementami thrillera. Tymczasem otrzymałam coś innego. W „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” znajdziemy coś z thrillera, ale również horroru. Tak naprawdę to nie pierwsza taka powieść Wojciecha Chmielarza wykraczająca poza konwencję kryminalną. Pamiętam „Królową głodu”, powieść postapo, ale również taką, w czasie lektury której pojawiała się groza i strach.
Głównym bohaterem powieści „Tam, gdzie mrok zapada wcześniej” jest Szwed. Mężczyzna dojrzały, który od jakiegoś czasu mieszka w Paśle. Podkarpacka miejscowość zaczęła się rozwijać, gdy w jej okolicy odkryto złoża ropy. Choć było to dawno temu, teraz po latach nikt nie może narzekać, że jest tu źle.
Nie najlepiej sobie radzi przyrodnia córka Szweda. Uczennica liceum przechodzi kryzys. Bunt typowy dla nastolatków ma tutaj głębsze źródło. Dziewczyna straciła matkę, a z ojczymem trudno znaleźć wspólny język. Po śmierci Poli dwie osoby, które ją najbardziej kochały, nie potrafią się zrozumieć i wesprzeć w bólu. Tamara nie może poradzić sobie z emocjami, a Szwed niczego jej nie ułatwia. Pogrążony we własnym smutku, nie ma dość empatii czy siły, by zrozumieć nastolatkę.
Dla mężczyzny ucieczką od żałoby jest praca i samochody. Pasję do starych aut mężczyzna przekuwa w zarobek. Ma jednak w garażu pojazd, który traktuje lepiej, niż pasierbicę. Ze swoim ukochanym Saabem lubi spędzać czas wolny. Sprawy się komplikują, gdy okazuje się, że ktoś poluje na Szweda. Mężczyzna zamieszkał w Paśle nie bez powodu. Chciał się tu ukryć. Jakie skrywa tajemnice?
Okazuje się, że przeszłość wraca. Tyle, że w zupełnie innej formie, niż spodziewa się Szwed. Mężczyzna odnalazł się w miasteczku, zdobył stabilną pozycję. Pomogły w tym pewne układy, ale wydaje się, że Szwed nie robi nic szkodliwego. Ot, handluje starymi autami. Surowy i zasadniczy mężczyzna, który ma określone zasady i przyzwyczajenia. Sen z powiek spędza mu Tamara i choć nie postępuje wobec niej jak powinien, chce ją chronić. Wkracza we właściwym momencie, gdy na imprezie młody mężczyzna próbuje dosypać jakąś tabletkę do alkoholu dziewczyny. Sprawcę pobije, ale następnego dnia się dowiaduje, że Leonidas nie żyje. Wkrótce Szwed i Tamara odkrywają, że znaleźli się w niebezpieczeństwie i ktoś na nich czyha.
Książka „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” zaczyna się jak powieść obyczajowa. Poznajemy historię ludzi, którzy nie radzą sobie z utratą bliskiej osoby. Do tego stopniowo odkrywamy przeszłość Szweda, jego pasję do starych aut. Szybko jednak się okazuje, że za komplikacje w życiu bohaterów odpowiedzialne są znane im osoby, ale w tym tkwi pewien haczyk. Groza narasta, a nastrój robi się coraz bardziej mroczny. Zresztą zapowiedź nastroju dostajemy już w samym tytule i Wojciech Chmielarz trzyma się tego konsekwentnie.
Forma powieści jest według mnie pretekstem do ukazania trudnych relacji oraz emocji, z jakimi mają do czynienia główne postacie. Trudna sytuacja staje się dla nich czymś, co zmusza ich do zdjęcia masek i odsłonięcia się, czego na co dzień nigdy by nie zrobili. W obliczu walki z przeciwnikiem trzeba przełamać trudności we wzajemnej komunikacji, powiedzieć sobie prawdę. Bohaterowie żyją w poczuciu winy oraz czują, że w jakimś stopniu zasłużyli na karę. Zło próbuje się na nich zemścić, ale tak naprawdę to może właśnie poczucie winy sprowadza mrok do ich życia. Pola nie żyje, a oni są. Kiedy odchodziła naobiecywali jej wiele, ale trudno im było spełnić te przyrzeczenia. Czytelnik stopniowo odkrywa, co przyczyniło się do sytuacji, w jakiej znalazły się postacie. Akcja przyspiesza, a odbiorca czuje jednocześnie jak narasta groza i chce wiedzieć, czy bohaterom uda się pokonać przeciwności.