„Matka Makryna” – Jacek Dehnel

Matka MakrynaNie miałam jeszcze do czynienia z twórczością Jacka Dehnela, chociaż wielokrotnie spotykałam się z pozytywnymi opiniami na temat książek tego autora. Udało mi się sięgnąć po „Matkę Makrynę”, która przyznam szczerze, zbiera różne opinie. Jednych powieść zachwyca, inni są mocno zawiedzeni.

Ostatnia książka Jacka Dehnela opowiada o oszustwie niemal doskonałym. Postać tytułowa żyła naprawdę w XIX stuleciu, a pisało o niej wielu: od Adama Mickiewicza zaczynając, po Juliusza Słowackiego, Cypriana Norwida czy Zygmunta Krasińskiego. Dopiero w latach dwudziestych ubiegłego wieku odkryto mistyfikację.

Jak to się stało, że kobieta podająca się za zbiegłą z Rosji unicką przełożoną zakonu bazylianek, oszukała wszystkich – łącznie z samym papieżem? Grzegorz XVI i Pius IX rozmawiali z Makryną Mieczysławską, ten ostatni nawet ją odwiedził. Historia prześladowanej zakonnicy obiegła wiele europejskich miast, dając kobiecie sławę i rozgłos.

Ksieni zakonu bazylianek opowiadała o tym jak ona i jej podopieczne cierpiały z powodu prześladowań ze strony Rosjan, ponieważ nie chciały przejść z grekokatolicyzmu na prawosławie. Bite, maltretowane, wolały ginąć śmiercią męczeńską, niż przyjąć znienawidzoną wiarę. Tylko że wszystko było wymyślone przez Makrynę. Owszem była bita, ale przez męża, rosyjskiego oficera . Naprawdę nazywała się Irina Wińczowa, a kiedy jej mąż alkoholik umarł, znalazła w sobie siłę, by wreszcie podnieść się z samego dna.

Makryna w formie monologu opowiada dwie wersje swojej historii. Jedną oficjalną, drugą prawdziwą. Obie usłyszymy z jej ust – jak na spowiedzi. Kobieta podawała się za bazyliankę, ponieważ wyobraziła sobie, że to jedyna dla niej szansa na godne życie. Właściwie, można powiedzieć, że Mieczysławska była jedną z pierwszych feministek. Wymyśliła całą mistyfikację, by znaleźć dla siebie szansę na godne życie. Wcześniej nikt jej nie szanował. Należała do najniższego gatunku, a to jako przechrzta żydowska, czy też żona, którą mąż miał prawo maltretować. Najpierw jednak chodziło o możliwość przetrwania. Po śmierci męża tylko dobre kłamstwo mogło ją wyciągnąć z nędzy. Okazało się, że Irena Winczowa w snuciu fantazji doskonale sobie daje radę.

W czasach kiedy Polska znalazła się pod zaborami, nic tak nie działało na romantyków, na całą Wielką Emigrację, jak opowieść o męczeństwie zakonnicy, cierpieniu, które doznawała ze strony Rosjan. Dlatego wszyscy wielcy literaci polskiego pochodzenia tak wielbili matkę Makrynę. Nawet udało jej się odwieść Adama Mickiewicza od sekty Towiańskiego – a może to kolejna mistyfikacja Ireny Wińczowej? Tak naprawdę tylko skłoniła wieszcza do spowiedzi, choć przez chwilę wydawało się, że Mickiewicz odwróci się od Towiańskiego.

Jacek Dehnel pisząc powieść, posłużył się dostępnymi źródłami historycznymi. Zwłaszcza, że za życia Makryna chętnie wypowiadała się na temat swego męczeństwa. Te jej wyznania były jednak niespójne. Mimo to nikt nie dopatrzył się oszustwa. Traktowano ją niemal jak świętą, a jej pozycję ugruntował domniemamy cud – pewien francuski misjonarz ks. Blanpin po wspólnej modlitwie z matką Mieczysławską uznał, iż właśnie dzięki zakonnicy odzyskał utracony po chorobie głos.

Kolejnym zabiegiem Jacka Dehnela jest stylizacja językowa. Makryna posługuje się dziewiętnastowieczną polszczyzną. Choć może to nieco utrudniać odbiór, na końcu książki znajduje się słownik z trudnymi wyrazami. Archaizmy te pochodzą z polszczyzny wileńskiej, czyli języka bliskiego samemu Mickiewiczowi. Jednak stylizacja językowa z czasem nie powinna utrudniać odbioru, a uwiarygodnia całą historię.

Za sprawą „Matki Makryny” poznajemy historię, która choć nieprawdopodobna, wydarzyła się naprawdę. Irena Wińczowa, kobieta z marginesu społecznego, dotarła na sam szczyt. Wykorzystać jej historię próbowała wielka polityka. W końcu Makryna uosabiała umęczoną Polskę. Z kolejnymi stronami książki odkrywamy prawdziwą historię. Matka Mieczysławska znalazła swój sposób na to, by zapobiec swojemu cierpieniu. Z osoby poniżanej, nie mającej żadnych praw, stała się kimś – przełożoną zakonu bazylianek, niemal świętą męczennicą.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Grupy Wydawniczej Foksal.

  1. Bardzo lubię Dehnela. Koniecznie przeczytaj jego „Lalę”!
    Natomiast ta książka już na mnie czeka. Trochę się jej obawiam, ale i ciekawa jej jestem ogromnie.

  2. Ciekawi mnie ta książka, tym bardziej, że w trakcie Krakowskich Targów Książki byłem na spotkaniu z Panem Dehnelem i pisarz mówił właśnie o „Matce Makrynie”. Ogromnie intrygująca historia i ogromnie mnie kusi, żeby sprawdzić jak Panu Jackowi udało się przekuć ją w literaturę.

  3. Strasznie chcę poznać tę książkę. Uwielbiam Dehnela. „Lala” jest piękna, podobały mi się opowiadania „Rynek w Smyrnie” i „Balzakiana” – takie 4 minipowieści. „Lala” była z nich najlepsza, ale Dehnela mogę przeczytać wszystko w ciemno, więc nie mogę się doczekać tej lektury 🙂

  4. Pingback: „Księgi Jakubowe” – Nagroda Nike 2015 | Czytam, bo chcę i już

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *