„Błękitna planeta” – sztuka w Teatrze Miniatura

Błękitna planeta, Teatr Miniatura

fot. Piotr Pędziszewski / mat. Teatru Miniatura

Dzisiaj są walentynki, a my z tej okazji wybraliśmy się z dziećmi do teatru, a nie tak jak większość na film o jakimś Szarym panu. Zresztą dosyć długo czekaliśmy na spektakl pt. „Błękitna planeta” w związku z remontem gdańskiej Miniatury, jednak w końcu się doczekaliśmy. Na wpisy o książkach z miłością w tle trzeba będzie poczekać kilka dni, ale obiecuję, że się pojawią.

O spektaklu dowiedzieliśmy się podczas Literackiego Sopotu. Przed warsztatami rodzinnymi odbywało się czytanie książek dla dzieci właśnie w wykonaniu aktorów teatralnych. Edyta Janusz-Ehrlich poleciła nam książkę „Historia błękitnej planety” Andriego Snæra Magnasona oraz spektakl. Zaczęliśmy od książki autorstwa islandzkiego pisarza. Teraz przyszedł czas na przedstawienie, które wystawiono w gdańskim Teatrze Miniatura w reżyserii Erlinga Jóhannessona.

Tytułową planetę zamieszkują wyłącznie dzieci. Cieszą się szczęściem i wieczną młodością. Nie mają żadnych zmartwień, ani problemów. Błękitny glob daje im wszystko, czego potrzebują. Jednak kiedy na planetę przybywa dorosły, sprawy się komplikują. Początkowo wydaje się, że Cezary Nakręcony chce dać mieszkańcom planety jeszcze więcej radości. Jednak robi to kosztem i dzieci, i stopniowo niszcząc przyrodę. Czy młodzi mieszkańcy w porę zrozumieją, że czasami trzeba myśleć o czymś innym niż tylko czubek własnego nosa?

Spektakl „Błękitna planeta” przede wszystkim jest historią o przyjaźni Brimira i Huldy. Ta para uczy się czym jest przyjaźń i poświęcenie. Zrozumieją, że kłamanie i fałsz powodują ból serca, a jednocześnie z czasem zrozumieją, że trzeba zatrzymać Cezarego Nakręconego. Czy uda im się wytłumaczyć innym dzieciom, że należy przestać ingerować w naturę?

Historia dzieci z błękitnej planety przywodzi na myśl „Władcę much” i „Małego księcia”. W sposób prosty poruszono wiele problemów, na kilku poziomach. Najmłodsi odbiorcy będą z uwagą śledzili przygody bohaterów. Nieco starsi zobaczą ich przemianę oraz dojrzewanie. Dowiedzą się na czym polega przyjaźń, zaufanie, ale też rozczarowanie. Początkowo czyste i niewinne serca, z pewną pomocą Cezarego, staną się niemal puste. Nie tylko zabraknie w nich młodości, ale też wyższych uczuć. Dzieci z błękitnej planety przez jakiś czas będą tylko i wyłącznie hedonistami. Zobaczą jednak, że nie prowadzi to do niczego dobrego. Altruizm wcale jednak nie będzie łatwiejszy, ponieważ wygodniej jest korzystać z życia, niż poświęcać się dla innych.Błękitna planeta, Teatr Miniatura

fot. Piotr Pędziszewski / mat. Teatru Miniatura

W „Błękitnej planecie” mowa też o ekologii. Bohaterowie początkowo żyją zgodnie z rytmem przyrody. Natura daje im to, co ma, ale dzieci korzystają z niej w sposób właściwy. Wszystko się skomplikuje, kiedy będą chciały zmieniać prawa natury. Nie widzą, jakie konsekwencje przyniosą te pozornie drobne zmiany. Mowa w tej sztuce o manipulacji – tak postępuje dorosły Cezary, by osiągnąć swój cel.

Spektakl można polecić już siedmiolatkom. Syn, który jest właśnie w takim wieku, w niektórych momentach się bał, ale wczuwał się w tę opowieść. Dziesięciolatka zauważyła już trochę więcej, negatywnie oceniała postępowanie Cezarego. Podobała im się scenografia i kostiumy. Według mnie dobre było to, że pozwolono dzieciom posługiwać się ich własną wyobraźnią. Nie wszystko bowiem zostało im pokazane w sposób dosłowny, a w sposób umowny. Jednak mali odbiorcy doskonale potrafili sobie pewne rzeczy dopowiedzieć. Teatralna adaptacja książki „Historia błękitnej planety” spełniła nasze oczekiwania. Do tego na uwagę zasługuje świetna gra aktorska, zwłaszcza Jakuba Ehrlicha i Edyty Janusz-Ehrlich (Brimira i Huldy). Sądząc po reakcji wszystkich dzieci na sali, nie tylko nam spodobał się ten spektakl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *