„Bóg mi świadkiem” – Makis Tsitas

Bóg mi świadkiem, Makis TsitasNie jest łatwo darzyć sympatią irytujących bohaterów literackich. Postać główna powieści „Bóg mi świadkiem” nie znajdzie się nigdy wśród tych, z którymi chętnie się utożsamiamy. Jeśli między nim a nami trafią się jakieś cechy wspólne, to raczej będziemy się ich wypierać.Grecki pisarz przez pryzmat tego antybohatera pokazał nam swój kraj i jego bolączki. Nie będzie opowieści o pięknych widokach. Nie usłyszymy szumu morza, ani nie zobaczymy rajskich plaży. 

Książka „Bóg mi świadkiem” jest monologiem Chrisowalandisa. Mężczyzny, który niczego w życiu nie osiągnął. Dorobił się jedynie otyłości i cukrzycy. Zanim został bezrobotnym, zmagał się z okropnym szefem. Przez ostatnie pół wieku, które ma już za sobą, nie zdążył dorosnąć. Stał się za to zakłamanym fanatykiem religijnym, a w jego wierze nie odnajdziemy za wiele z jej istoty. Wiara w Boga to tylko wydmuszka, zupełnie pusta w środku.

Według Chrisowalandisa winni jego złej sytuacji są inni ludzie. On sam czuje się ofiarą. Uważa się za osobę, która doświadczyła wielu traum. Jego problemy zaczynają się w okresie dzieciństwa, a po latach tylko się pogłębiają. Nie zauważa jednak, jak wpływają na jego życie kolejne, złe wybory. Chrisowalandis jest człowiekiem pełnym sprzeczności. Nie cierpi obcych, ale marzy mu się kobieta spoza Grecji. Nie potrafił znaleźć do tej pory miłości, ale bez problemu odnajdował adresy burdeli. Osoby płci żeńskiej to dla niego istoty z innej planety, pragnie ich, ale nie przeszkadza mu, by mieć o nich inne zdanie. Nie rozumie jednocześnie, dlaczego żadna kobieta nie chce z nim być. Swoich wad oczywiście nie zauważa.

Bohater książki staje się w powieści kimś, kto wychodzi na pierwszy plan i zasłania tło. Jego monolog to jedno wielkie narzekanie na zły los, trudną sytuację, problemy z pracą. Stopniowo czytelnik dostrzega to, z czym naprawdę muszą zmierzyć się współcześni Grecy. Poprzez Chrisowalandisa widzimy nasze współczesne problemy. Ludzi, którzy w erze konsumpcjonizmu, po przegranym wyścigu szczurów dostrzegają, że nic im w życiu nie pozostało prócz samotności. Za późno na odnalezienie szczęścia, miłości, czy choćby satysfakcji z dobrze wykonanej pracy. Zostaje ewentualnie dewocja, bo bez nadziei w istnienie Boga, nic już nie pozostaje.

Monolog jednej postaci nasuwa skojarzenia ze starożytną grecką tragedią. Czy taka postać ma szansę na poprawę losu? Jednak takie powiązania może są zbyt daleko idące. Bohater Makisa Tsitasa jest oczywiście na wskroś współczesny i potrafi posłużyć się również humorem. Przede wszystkim jednak drażni, jak sól w oku. Taki typ człowieka jak ten nieudacznik nie ma szansy na naszą sympatię. Skoro oceniam go w taki sposób, może niczym się od niego nie różnię? Chrisowalandis przecież jest świetny w krytykowaniu wszystkich dokoła. Negatywne diagnozy i oceny stawia bardzo szybko, wszystkim, tylko nie sobie. Ukrywa w ten sposób swoją samotność. Przez całe swoje życie nie potrafił się zbliżyć do drugiego człowieka. Brakuje mu tego, stąd stopniowa ucieczka pod skrzydła kościoła. Tyle, że żaden duchowny mu tego nie zapewni, skoro bohater nie potrafi nawiązać więzi z inną osobą.

Powieść Makisa Tsitasa wyróżniono Nagrodą Literacką Unii Europejskiej. Podczas lektury może nas odrzucać od książki z powodu irytującego bohatera. Lektura okazuje się trudna, jest przegadana i drażniąca. Często nie wiemy, dokąd to wszystko ma zmierzać. Sam monolog staje się rodzajem zwierzenia, które sprawia, że czujemy się spowiednikami Chrisowalandisa. Czy będziemy umieli dać mu odpuszczenie win, albo czy znajdziemy w sobie jakieś pokłady empatii? Po lekturze nasuną się gorzkie wnioski, nie tyle na temat naszego antybohatera, co współczesnego świata.

  1. Ja czułam się zirytowana nie tylko samym bohaterem, ale przede wszystkim miałkością problematyki. Odnoszę wrażenie, że autor sam nie wiedział, co chce powiedzieć. W ostatecznym rozrachunku nie powiedział niczego odkrywczego.

    • Mnie ów bohater irytował, ale doszłam do wniosku, że choć nie jest to może nic nowego, ale mnie zmusiła ta opowieść do myślenia.

  2. Dla mnie książka wydaje się całkiem interesująca (bo zdecydowanie mniej traumatycznym doświadczeniem jest uczenie się na cudzych błędach niż na własnych), chociaż jak przypuszczam, ci, do których jest adresowane jej przesłanie raczej jej nie przeczytają.

    • Zazwyczaj tak jest, że ludzie, którzy powinni poznać daną książkę nie mają o niej zielonego pojęcia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *