„Była raz wojna. Bomby poszły” – John Steinbeck

Była raz wojna. Bomby poszły, John SteinbeckJohn Steinbeck kojarzy się większości z nas z powieściopisarstwem najwyższych lotów. Wiele jego książek znalazło się w kanonie literatury. Są jednak też takie mniej znane, a które warto poznać, by zobaczyć jak noblista radził sobie z nieco inną formą. Takim przykładem mogą być dwa tytuły zebrane w jedną książkę: „Była raz wojna. Bomby poszły”. Nie są to historie na miarę książek „Grona gniewu”, czy „Tortilla Flat”, albo „Na wschód od Edenu”. Zbiór, o którym dzisiaj mowa, jest związany z II wojną światową. John Steinbeck pisze jako korespondent wojenny i autor tekstów o charakterze propagandowym.

„Była raz wojna” to opowieść o losach amerykańskich żołnierzy w czasie wykonywania służby. Nie będzie tutaj opisów działań wojennych. Nie ujrzymy wielkich batalii, a przede wszystkim zobaczymy zwykłego żołnierza i jego trud. Wielka Brytania, Afryka północna, Włochy w czasie kiedy jeszcze nie wiadomo było jak potoczą się losy wojny to miejsca, w których John Steinbeck przygląda się uważnie żołnierzom. Dostrzega ich zmagania, drobne sprawy, które na pozór nie mają żadnego znaczenia. Steinbeck nie tyle podkreśla bohaterskie czyny jednostki, a opiewa zalety grupy, całej armii. Takiej, która działa jak doskonała maszyna, w której świetnie zostały  dopasowane  nawet najdrobniejsze elementy. Istotna jest współpraca i to zostało wyraźnie pokazane.

Czytając zapiski korespondenta mamy wrażenie, że znaleźliśmy się za kulisami wojny. Docieramy tam, gdzie zwykły człowiek nie zajrzy. Jednocześnie autor wspomina, że nie wolno mu było mówić o wszystkim. Cenzura działała w czasie wojny w taki sposób, by wróg nie miał zbyt dokładnych informacji. Być może właśnie dlatego Steinbeck skupia się na kwestiach na pozór mało istotnych. Widzimy, jak istotny był tzw. „Wysiłek Wojenny”. Jemu wszystko było podporządkowane. Niekiedy autor podkreśla humorystyczny aspekt ludzkich działań, np. kiedy opisuje kobiety, które niezłomnie działają na stanowiskach artylerii przeciwlotniczej, by po służbie oddawać się podziwianiu gwiazd filmowych i mdleć na ich widok. Fantazja wygrywa z rzeczywistością. Albo u niektórych zgrozę budzi fakt, że niemiecka piosenka staje się popularna wśród amerykańskich żołnierzy. Można powiedzieć, że to hit ponad podziałami.

„Bomby poszły” to tekst typowo propagandowy. Powstał po to, by zachęcić amerykańskich obywateli do wstępowania do Sił Powietrznych, czy oddawania swoich męskich potomków właśnie do lotnictwa wojskowego. Steinbeck walczy z mitami i pokazuje w pozytywny sposób Siły Powietrzne. Nie podkreśla heroizmu czy rycerskości załogi bombowca, a pokazuje jej wkład w obronie kraju czy atakowaniu wroga.

By w pozytywny sposób odbierano działania załogi samolotu, według Johna Steinbecka należało dokładnie opisać, czym się zajmują kolejno jej członkowie, a następnie przejść do opowieści o współpracy ekipy. Pisarz opiewa osiągnięcia technologiczne, zwraca uwagę jak nowoczesna jest to jednostka, a także jak wyjątkowi są ci młodzi ludzie, którzy dostali się do Sił Powietrznych. Nie ma mowy o ryzyku, jakie czeka tych ludzi. Pokazano przymioty członków załogi bombowca, które są podstawą jej skutecznego funkcjonowania.

Zbiór „Była raz wojna. Bomby poszły” niewątpliwie zainteresuje miłośników historii II wojny światowej, ale również tych, którzy pragną poznać mniej znane teksty noblisty. Dzięki tym nieco górnolotnym zapiskom zobaczymy życie codzienne żołnierzy na chwilę przed działaniami wojennymi, wracających z przepustki, albo przygotowujących się do bitwy. Mamy do czynienia ze zbiorowym bohaterem, czyli całą armią, która walczy ze złem, w tym przypadku broni USA i cały świat przed nazizmem. Autor nie kwestionuje sensu wojny, podkreśla wyjątkowość obywateli amerykańskich, którzy w trudzie i znoju podejmują ciężką pracę dla dobra ogółu. Bohaterem jest każdy, bo według tego sposobu narracji wszystko musi działać w najdrobniejszych szczegółach. Nie jest to możliwe bez wysiłku człowieka. I właśnie dla korespondenta wojennego, czy autora tekstu propagandowego owa jednostka działająca dla zbiorowości jest najważniejsza, jej pracę Steinbeck zauważa i podkreśla.

      • Przede mną jeszcze te najobszerniejsze dzieła, a do tej pory się nie zawiodłam, więc skoro tytuł „Tortilla Flat” mi się podobał, to chętnie się przyjrzę bliżej książkom „Na wschód od Edenu” oraz „Myszy i ludzie”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *