Ciemno wszędzie…

Świat w mrokuKiedy powiem a, prędzej czy później nastąpi b. Przeczytałam książkę Krystyny Chiger Dziewczynka w zielonym sweterku, więc nie byłabym sobą, gdybym nie dotarła do Świata w mroku Ignacego Chigera.

Oczywiście zaraz po otwarciu książki zaczynają się tworzyć w mej głowie porównania. Otóż obie pozycje opisują te same wydarzenia, ale z zupełnie innej perspektywy. Krystyna – córka Ignacego – opowiada swą historię z punktu widzenia kilkulatki i wyjaśnieniami dorosłej kobiety. Znajdzie tu się mnóstwo opisów wrażeń, uczuć, wyobrażeń małej dziewczynki.

Natomiast historia Ignacego Chigera to konkretny opis wydarzeń. Podane są fakty, może nie do końca suche, ale powstaje obraz z zupełnie innej strony. Bardziej przemawia do mnie opowieść córki. Nawet pisana z perspektywy lat, pokazuje obrazowo cały bezmiar hitlerowskiego szaleństwa. Natomiast, to co widzi ojciec, uświadamia, jak niewiele brakowało, by losy rodziny Chigerów potoczyły się zupełnie inaczej. Mężczyzna walczy o to, aby przetrwał on, ale i jego cała rodzina. Pomaga im łut szczęścia, ale jest to też tytaniczna praca Ignacego. Dzięki wysiłkowi umysłowemu, sprytowi, wielokrotnie stara się przechytrzyć hitlerowców, ukraińców, a wcześniej i Rosjan.

Trudno uwierzyć, że ludzie, którzy należeli do elity społeczeństwa, nagle są zepchnięci poza jego margines. Z bogatych lwowian stają się nikim, zwierzyną, na którą wszyscy polują. Są zaszczuci, a w kanałach w których mieszkają przez 14 miesięcy – mimo brudu, ciemności i smrodu – mają jakiś względny spokój. Tworzą własny świat, w którym pomaga im się odnaleźć ich  wybawca – Leopold Socha. Znamienne jest, kiedy udaje im się wyjść na zewnątrz, to młodszy braciszek Krysi – Pawełek, pyta mamę, kiedy wreszcie wrócą do kanałów.

Jeśli ktoś widział już film Agnieszki Holland nie będzie zawiedziony jeśli przeczyta książkę Krystyny Chiger. Natomiast, by lepiej poznać fakty, to historia Ignacego Chigera może podać ich więcej.

Czy tylko ślepy los?

Przypadek Adolfa H.Prawdopodobnie tak jak większość pożeraczy książek z Ericem-Emmanuelem Schmittem zetknęłam się przy okazji Oskara i pani Róży. Potem zaskoczył mnie w Małych zbrodniach małżeńskich – dramacie o niewielkiej objętości.

Teraz sięgnęłam po Przypadek Adolfa H. W końcu tematyka historyczna należy do moich ulubionych… Trudno mi było sobie wyobrazić co nowego można napisać o tym największym ze zbrodniarzy. No i znowu spotkało mnie spore zaskoczenie.

Poznajemy młodego chłopaka, który chce zostać artystą. Zdaje do Akademii Sztuk Pięknych. W tym momencie pojawią się dwie wersje Adolfa H. Tego rzeczywistego, którego znamy z kart historii i tego, którego nigdy nie poznamy – wspaniałego malarza.

Schmitt uzmysławia jak cienka linia oddziela nas od zła. W jego wizji Adolf, mógłby być kimś innym, gdyby dostał się na studia artystyczne. Oczywiście nie jest to prosta wizja szczęśliwego człowieka, ale takiego który potrafi sobie radzić z kompleksami. Chodzi nawet na psychoanalizę do Freuda i tam poznaje siebie, dzięki czemu uczy się prawidłowych relacji z kobietami. Jego żoną zostaje Żydówka i to jej rodzina nie potrafi go zakceptować, a nie odwrotnie.

Narodziny zła widzimy w znanej wersji Adlofa. Czlowiek, który nie radzi sobie ze sobą, przelewa całą swą nienawiść tak, by doprowadzić niemal do zagłady świata. Nie potrafi nawiazać żadnych pozytywnych relacji, wszystkimi pogardza, jest okrutnym tyranem.

 Po tym co napisałam można odnieść wrażenie, że jeśli znamy historię, to można pominąć jedną wersję wydarzeń. Tak oczywiście nie jest, bo to co nawet jest doskonale znane, Schmitt pokazuje w bardzo interesujący sposób. Daje czytelnikowi swoją wersję motywacji Adolfa, tego co doprowadziło do II wojny światowej. Na szczęście wszystko co kreśli w swej historii Schmitt nie jest ani banalne ani oczywiste, może zaskoczyć każdego. Książkę czyta się rewelacyjnie. Na początku trzeba się pilnować, by nie pomieszać bohaterów i wątków, jednak po krótkim czasie fabuła się układa w pewną całość, no a sama książka daje sporo do myślenia. Po zakończeniu powieści jeszcze przez długi czas zostaje w głowie czytającego i nie pozwala stamtąd się wyrzucić – moim zdaniem właśnie o to chodzi w książkach.

Dziewczyny w czasie wojny

Dziewczyny wojennePo przeczytaniu książki „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” zaczęłam się zastanawiać, czy w Polsce nie ma podobnej pozycji odnoszącej się do historii naszego kraju. No i znalazłam… „Dziewczyny Wojenne” Łukasza Modelskiego.

Autor opisał 11 historii młodych panien, których dorosłość zaczęła się w czasie drugiej wojny światowej. Jednak na tym nie poprzestał. Historia wojenna dla niektórych z nich dotyczyła również lat 50, kiedy walczyły w AK z komunistami.

Tytułowe dziewczyny zmagały się z innymi problemami niż my. Po wybuchu wojny często same szukały dla siebie odpowiedniego zajęcia – w służbie dla ojczyzny, coś co współczesnym może wydać się anachronizmem. Ryzykowć młodość dla idei? Poświęcić wszystko nadziei na wolną Polskę? Większość historii choć są wzięte z życia mają fabułę, jak niezły film akcji. Ale nie tylko opisano walkę ze złymi Niemcami w tle… pojawiają się też Sowieci oraz kolaboranci.

Modelski starał się ukazać dziewczyny z różnych klas społecznych. Mamy Jadwigę (Jagoda) Piłsudską-Jaraczewską. Łatwo domyślić się z kim skoligacona jest ta panna, ale również pojawia się chłopka bez wykształcenia, jednak z poświęceniem walcząca dla ojczyzny. Dzięki temu, że pisarz pokazuje, jak wyglądały okupacje: hitlerowska i sowiecka, można sobie wyrobić pewną opinię na ten temat. Czasem zdarza się, że trzeba walczyć z Niemcami, Związkiem Radzieckim, a potem już nie wiadomo, kto jest tym dobrym, a kto złym. Po zakończeniu wojny spotyka je nie zawsze zasłużona chwała – czasem wręcz odwrotnie – są straszone karą śmierci za walkę w AK.

Poruszająca jest opowieść Dzidzi, która 6 godzin po ślubie zostaje aresztowana przez hitlerowców. Historie bohaterek książki nie są baśniowe – to znaczy, nie zawsze kończą sie dobrze. Wojna nie pozwala im najpierw zdobyć tego zawodu co chcą, ukochanego, którego wybiorą, a potem miejsca gdzie chciałyby żyć. Bo co to za nagroda GUŁAG – po walkach z okupantem.

Kilkanaście historii czyta się jednym tchem. Trudno skończyć opowieść w połowie, ma się ochotę poznać każdą do końca. Książka zawiera zdjęcia bohaterek pojawiających się w książkach, więc nawet nie trzeba sobie zbytnio wyobrażać tych mlodych dziewcząt. Można było też – moim zdaniem, pokazać jak wyglądały te panie po latach, kiedy spisywano historie ich życia.

Kolor nadziei…

Tytułowa bohaterka książki „Dziewczynka w zielonym sweterku”, to Krystyna Chiger, kobieta która przeszła piekło we wczesnym dzieciństwie. W jej przypadku nie jest ono gorące, ale wilgotne, ciemne i zimne. Bohaterka w 1939 poznaje okupację sowiecką po ataku ZSRR na Lwów, gdzie akurat mieszka z rodzicami i maleńkim braciszkiem Pawełkiem. Bolszewicy odbierają mieszkańcom własność prywatną, wszyscy mają być równi, czyli tak samo biedni jak pozostali. Mimo to nikt nie narzeka, a spora ilość Żydów przybywa na Wschód licząc na ocalenie pod skrzydłami ZSRR. Całą nadzieję burzy atak Niemców na Związek Radziecki. Tylko Ukraińcy się cieszą, bo liczą na niepodległość. Reszta odczuwa niepokój, ale najgorsze represje czekają Żydów.

Rodzina Chigierów zostaje pozbawiona niemal wszystkiego co ma, to co zostało pakują do wózka i przenioszą się do getta.Ten świat dla małego dziecka musiał być szokiem. Wcześniej Chigerowie byli dobrze sytuowaną rodziną, teraz walczą o przetrwanie.

Ojciec odpowiednio zadbał o swoje dzieci. Dorośli musieli pracować, a Krysia z Pawełkiem siedzieli cichutko w jakiejś pomysłowej skrytce zbudowanej przez tatę. Ten czas dziewczynka określiła trudniejszym, od czternastu miesięcy spędzonych w kanałach, bo musieli być sami, nie mieli pewności, czy rodzice wrócą. Trudno sobie nawet wyobrazić co czują kilkuletnie dzieci zamknięte w ciemnej, małej klitce, które słyszą jedynie swoje oddechy. Jednak są dobrze wyszkolone, chcą przeżyć.

Mimo ciężkiej pracy ojciec wraz z inną grupą mężczyzn wykopują tunel do kanałów, aby tam przeżyć czas wywózki Żydów. Spodziewają się, że spędzą tu kilka tygodni. Okaże się, że będą w brudzie, smrodzie i wilgoci przebywać ponad rok.

Kilka razy będzie się wydawało, że już się nie uda. Na samym początku w kanałach jest około 70 osób. Przeżyje tylko kilkoro. Cała akcja udaje się dzięki licznym przypadkom. Gdyby nie Leopold Socha wraz z dwoma kolegami, nie mieliby szans. Kanalarze „za opłatą” przechowują uciekinierów z getta. Niemcy wrzucają do tuneli granaty, ale Leopold wie, gdzie jest bezpiecznie. Przynosi jedzenie, podstawowe rzeczy potrzebne do życia.

Krysia nawet z perspektywy siedmiolatki widzi, że życie w zamkniętej grupie nie jest łatwe. Wybuchają kłótnie, ludzie dzielą sie na grupy i myślą o swoim interesie – dzielą nierówno chleb.

Wczoraj obejrzałam film „W ciemności” Agnieszki Holland. Brakuje w nim kilku ważnych elementów, które są w książce. Myślę, że kto nie ma ochoty na czytanie, to dobrze żeby zobaczył, co za los potrafi zgotować człowiek człowiekowi.

Krysia ma na sobie zielony sweterek, który zrobiła jej babcia. Wprawdzie nie przeżyła, ale pozostała po niej pamięć. Sam sweterek stał się eksponatem w muzeu Holocaustu w USA.

Cztery razy samo H

Dawno nie było o drugiej wojnie światowej… Czas nadrobić straty w wiedzy i temacie.

Podczas lekcji historii jeśli mowa o jakimś bohaterstwie, to głownie chodzi o Polaków, którzy walczą z okupantem. Czasami zdarzają się Francuzi, chociaż stereotypowo twierdzi się, że oni to w większości byli kolaborantami. A tym razem niespodzianka – Francuz pisze o bohaterskich Czechach i Słowakach. I nie są oni bynajmniej śmieszni. Spotykają się z taką samą okrutną rzeczywistością, jak większość ludzi na terytoriiach okupowanych przez hitlerowców.

Tytuł powieści brzmi – „HHhH. Zamach na kata Pragi”. Laurent Binet na kolejnych stronach książki tłumaczy ten skrót jako „Himmlers Hirn heisst Heydrich. Mózg Himmlera nazywa się Heydrich”. To właśnie o zamachu na Heydricha jest ta książka. Choć niezupełnie.

„Blond Bestia” – tak nazywa się kata Pragi, mógł stanowić wzorzec nadczłowieka. Hitler nawet odrobinę nie przypominał blondyna z niebieskimi oczami, ale Haydrich już owszem. Wysoki wzrost, wysokie stanowisko i okrucieństwo na najwyższym poziomie, tak można o nim powiedzieć w skrócie. To Haydrich miał wiele pomysłow na rozwiązanie kwestii Żydowskiej. Miało być szybko, z zachowaniem porządku i w jak największej tajemnicy, przynajmniej dla świata.

Kubis i Benes mają dokonać zamachu na protektora Czech i Moraw. Cała opowieść Bineta to literacka próba odtworzenia tej historii. Francuz wie, że wszystko co napisze, to przypuszczenia i większość stanowi tylko hipotezę. Dlatego właśnie daje nam infrapowieść. Opisuje w niej proces tworzenia, a nie tylko fakty historyczne. Kiedy czegoś nie wie, nie ma pewności podkreśla to, tworzy kilka wersji jednego wydarzenia. W notce encyklopedycznej o ataku na Heydricha będą suche fakty. Tutaj dostajemy próbę rekonstrukcji i wątpliwości autora.

Okazuje się, że o swoich rozterkach i wydarzeniach historycznych można napisać ciekawą powieść. Niekiedy denerwuje to, że już nigdy nie dowiemy się czegoś do końca, ale taka jest rzeczywistość i dobrze jest mieć tego świadomość. Dzięki powieści Bineta możemy tego wszystkiego dotknąć, zobaczyć też jakie wątpliwości rodzą się w głowie piszącego powieść. Mam też małą uwagę do okładki. Im dłużej patrzę na zdjęcie Heydricha, tym bardziej mi się wydaje, że ma kozy w nosie…

Świat bez końca, czy z kontynuacją?

Ken Follet - świat bez końcaKiedy przeczytałam „Filary ziemi” poczułam niedosyt, że to już koniec. Na szczęście szybko odnalazłam książkę będącą opowieścią o potomkach Jacka i Toma. Powieść „Świat bez końca” jest równie ciekawa. Komuś, komu spodobały się „Filary ziemi’ ta pozycja przyniesie tyle samo radości. Kto z kolei nie lubi wielostronicowych czytadeł niech nawet nie zerka na okładkę.

Akcja toczy się w średniowieczu – mojej ulubionej epoce historycznej, ale dwieście lat później. Podobnie jak w pierwszej części mamy jasny podział na dobrych i złych. Bohaterowie są podobni do tych z „Filarów ziemi”, autor bawi się jakby tą konwencją, bo bohaterowie sami wspominają o tych podobieństwach. Nie dość, że nie zmieniają się przez całe życie, to jeszcze z pokolenia na pokolenie. Również mają do pokonania wiele przeciwności i kiedy wydaje się, że nie może już być gorzej, okazuje się, że los dalej się nie poprawia.

Postacie znowu są bardzo współczesne. Mamy tu dziewczynę Caris, która posiada niezwykłe umiejętności – wie, co jest przyczyną dżumy i zna sposoby na pozbycie się epidemii (trochę to oczywiście naciągane). Musi pokonać wielu przeciwników, by jej argumenty trafiły do mężczyzn, żeby zechcieli jej posłuchać. Oczywiście to jeden z wielu wątków.

Teraz mam apetyt na „Upadek gigantów”…