Roma Ligocka jako „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku”

Dziewczynka w czerwonym płaszczykuPowstało wiele książek o Holocauście. Można się zastanowić po co? Jednak ci, którzy uważają, że należy pamiętać, będą sięgali po takie pozycje. Książka Romy Ligockiej jest autobiografią i dotyczy nie tylko jej życia podczas II wojny światowej. To, że ukształtowały ją czasy pogromu Żydów, będzie miało na nią olbrzymi wpływ. Dlatego właśnie ta część życia zostanie opisana najbardziej szczegółowo.

Jak przetrwać w świecie, który uparł sie, że należy zgładzić wszystkich Żydów? Rodzice Romy stwierdzili, że należy nadać ich córce bezpieczny, aryjski wygląd. Dziewczynce w getcie na siłę farbują włosy na blond. Jednak nie da się zmienić czarnych oczu na niebieskie. Dlatego Roma boi się spojrzeć przechodniom w oczy. Niewiele z tego rozumie. Odczuwa tylko lęk. Otacza ją zawsze i wszędzie, jest wszechogarniający oraz paraliżujący.

Ligocka pisze o tym co widziała z punktu widzenia kilkulatki. Obserwuje chodniki zabarwiające się na czerwono, po tym jak mordowani są kolejni ludzie. Widzi śmierć dziecka, z którym się przed chwilą bawiła. Kiedy chowa się z innymi w ciemnym pomieszczeniu wpada w panikę, bo przebywa obok trupa, z którego wychodzą robaki – jak się okazuje, był to tylko manekin. Przez chwilę zrobiło się bardzo niebezpiecznie, bo dziewczynka zaczęła krzyczeć i mogła zdradzić nazistom  kryjówkę. Inni przebywający w tym miejscu omal nie udusili dziewczynki. Poczuła jak wiele rąk zaciska się na jej twarzy.

Wiele jest sytuacji, w których mogła zginąć. W pewnym momencie ucieka z matką do aryjskiej części Krakowa. Z wielkim trudem udaje im się znaleźć kryjówkę. Zostają przyjęte przez kobiety z rodziny Kierników. Strach jednak nie mija. Roma z Liebling, zamienia się naa Ligocką. To nazwisko zostawią sobie już na stałe.

Po upadku Hitlera życie wcale nie staje się łatwiejsze. Choć mimo wszystko Roma nie może uwierzyć, że wolno już swobodnie wychodzić na zewwnątrz, że nie trzeba lękać się innych ludzi. Mimo to wciąż się boi. A i komuniści nie ułatwią im egzystencji.

Ligocka w autobiografii opisuje świat powojenny. Odnajduje się jej ojciec, jednak idylla trwa krótko. Po aresztowaniu przez ubecję, jego organizm nie wytrzymuje. Zostaje uwolniony, prawdopodobie był torturowany – teraz jest zbyt słaby, by mógł zaszkodzić komunistycznej Polsce. Umiera, gdyż nie ma dla niego odpowiednich leków.

Kobiety zostają same i próbują jakoś żyć. Dziewczynka nie może odnaleźć się w szkole żydowskiej, ani w katolickiej. Dopiero jako komunistka jest wskazywana jako wzór. Fascynacja ideologią trwa krótko, bo Roma szybko zauważa wypaczenia komunizmu. W liceum odkrywa wreszcie siebie. W końcu ma przyjaciółki. Doskonale radzi sobie z językiem polskim, świetnie rysuje i maluje. O Holocauście i przeżyciach wojennych z nikim nie rozmawia, nawet najbliższymi. Trudno jej się porozumieć z matką. Ligocka opisuje swoje studia na Akademii Sztuk Pięknych. Jej przyjaciele są elitą artystyczną Krakowa. Nie mają nic prócz swej twórczości. Bohateka zakochuje się i wychodzi za mąż. Okazuje się, że wybranek jest alkoholikiem. Kiedy Roma ma dwadzieścia jeden lat rozwodzi się z Wiesławem.

Książka Ligockiej opowiada o dziewczynce, która wciąż w niej tkwiła. Kiedy Spielberg kręci „Listę Schindlera” odnajduje w nim siebie. Właśnie ona została w nim przedstawiona, jako dziewczynka w czerwonym płaszczyku. Jako jedna z nielicznych ocalała. Teraz chce opowiedzieć o tej dziewczynce, „która w głębi mojej duszy płacze i nadal się boi”.

Trudno sobie wyobrazić, jak wiele szczęścia miała Roma i jej matka. Jej historia porusza. Dowodzi też, że nie da się zapomnieć o tych strasznych przeżyciach. Bez wsparcia, szczerych rozmów i zrozumienia ze strony bliskich, nie udało się kobiecie poradzić z traumą. Wspomnienia wracały w snach i na jawie – np. kiedy słyszała pewne zwroty w języku niemieckim. Biografię czyta się jednym tchem, choć nie zawiera miłych i wygodnych faktów. Pewne opisy wydają się być nie do wytrzymania, a na dodatek historia pokazana została z perspektywy trzyletniego dziecka. Nie można przejść obojętnie obok tej książki, wstrząśnie każdym.

A zabawa trwała w najlepsze – Alan Riding

A zabawa trwała w najlepszeDruga wojna światowa nie kojarzy się Polakom z zabawą. Dla nas są to najmroczniejsze czasy w historii XX wieku, gdzie – jak się wydaje – albo walczono o ojczyznę, albo umierano, co najwyżej próbowano przeżyć. Wciąż niewiele się mówi o tym, że na świecie zginęło więcej żołnierzy w czasie I wojny, niż w drugiej. Jednak skutki nazizmu wciąż są trudne do wyobrażenia.

Te stereotypy nie dotyczą Francji z czasów II wojny światowej. Z naszej perspektywy Francuzi postąpili źle łatwo poddając się Niemcom, że nie wspomnę o tym, iż wcześniej nie chcieli umierać za Gdańsk, a ich postępowanie nazwano „dziwną wojną”.

Alan Riding napisał historię o tym, jak wyglądało życie kulturalne w kraju Woltera od momentu ataku Hitlera na Francję, aż do jej wyzwolenia przez aliantów. Tytuł sugeruje, że autor skupi się na samej stolicy. W książce pokazano jednak szerszą perspektywę. Opowiada ona o całym kraju, choć Paryż jest w centrum uwagi autora, bo tam najbardziej kwitła kultura – mimo mrocznych czasów.

Jeżeli ktoś chciałby poznać Paryż wojenny, może sięgnąć po wciąż mało znane „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego. Polski autor, który wojnę spędził przede wszystkim w stolicy Francji, opisuje życie codzienne, miasto i ludzi w swoim dzienniku. Po wojnie Bobkowski udał się na emigrację do Argentyny, a jego „Szkice piórkiem” nie miały szansy na dotarcie do szerokiego odbiorcy, gdyż książka nie była wygodna dla władz komunistycznych.

Riding z kolei opowiada o artystach ważnych dla kultury. Przedstawia ich poglądy i zachowanie po wkroczeniu wojsk niemieckich do Francji. Dominowało kilka strategii oraz zachowań. Niektórzy artyści zaszywali się w mało znanych miejscach i milczeli, inni zaś tworzyli w najlepsze, popierając nazistowską (pétainowską) politykę, inni pisali – żeby przeżyć, bywali też tacy, którzy publikowali w gazetach konspiracyjnych i działali w ruchu oporu.

Pisarz nie ocenia twórców. Stara się im przyjrzeć, śledzi ich poczynania, wyciąganie wniosków należy do odbiorcy książki. Czytając o artystach w okupowanej Francji, uzmysłowiłam sobie, ile dylematów czekało na potencjalnego twórcę. Jednak życie artystyczne kwitło. Ci, którzy byli żydowskiego pochodzenia zniknęli, a na ich miejsce wkraczali następni – niekoniecznie wybitni działacze kulturalni.

Niektórzy musieli zapłacić po wojnie najwyższą cenę – życie. Riding pokazuje, jak zmieniała się ocena artystów z perspektywy czasu. Najszybciej osądzeni, mieli największe szanse na najwyższy wymiar kary. Osoby podobnie kolaborujące – ale sądzone parę lat po wojnie, nie były już tak surowo karane.

Można fascynować się życiem bohemy paryskiej w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Pełny obraz otrzymujemy dzięki książce „A zabawa trwała w najlepsze”. Dopiero wtedy wypływało prawdziwe oblicze artystów. Co ciekawe – moi ulubieńcy – pokazali się z dobrej strony. Najbardziej interesowali mnie pisarze francuscy, ale Riding wymienia wszystkich – od poetów, do malarzy, nie pomijając muzyków, czy aktorów.

Ciekawie też przedstawiono obraz Niemców we Francji. Są niezwykle zakompleksieni w stosunku do Francuzów. Lubują się we francuskiej kulturze, wręcz ją wielbią. Choć sam Hitler planował zdławić życie artystyczne we Francji, bynajmiej mu się to nie udało. A w przeciwieństwie do Warszawy, rozkazu zburzenia Paryża w czasie ewakuacji wojsk niemieckich, nikt nie wykonał – na szczęście dla całego świata.

Książka  „A zabawa trwała w najlepsze” została napisana tak, by zainteresować każdego. Nie ma tu tylko suchych danych. Jest historia, która trzyma cztelnika w napięciu. Wystarczy znać parę nazwisk, by się łatwo orientować. Picasso, Camus, Sartre, Gide, Piaf – między innymi o nich jest ta opowieść. Riding stara się zrozumieć postawy artystów, a jednocześnie, swym sposobem pisania, potrafi wciągnąć czytelnika do zastanowienia się nad tymi problemami. Łatwo jest oceniać, trudniej zrozumieć. Najważniejsze, by coś na ten temat wiedzieć. Książka Alana Ridinga daje czytelnikiowi bazę, z której potem może czerpać.

Dziękuję wydawnictwu Świat Książki za możliwość przeczytania „A zabawa trwała w najlepsze”.

Córki chrzestne – dwa głosy jednej historii

Córki chrzestneTrzydzieści sześć lat temu – 30 lipca 1977 roku, dochodzi do morderstwa Jürgena Ponto, prezesa zarządu Dresdner Bank. Zbrodnia jest zamachem terrorystycznym dokonanym przez trzy osoby, członków RAFu – Frakcji Czerwonej Armii. Książka Julii Albrecht i Corinny Ponto „Córki chrzestne. Rozmowy w cieniu terroryzmu RAF”, ukazuje historię morderstwa z punku widzenia córki ofiary i siostry sprawczyni tej zbrodni.

Wyobraźmy sobie dwie zaprzyjaźnione rodziny. Tak bliskie sobie, że mężczyźni zostają ojcami chrzestnymi rodzących się dzieci. Hans-Christian Albrecht i Jürgen Ponto są z zawodu prawnikami, znają się od wielu lat. Ten ostatni zostaje ojcem chrzestnym młodszej siostry Susanne Albrecht, która przyczyni się za jakiś czas do jego śmierci.

Kiedy Julia, córka chrzestna Jürgena, ma trzynaście lat, jej świat zostaje wywrócony do góry nogami i nigdy już nie wróci na swoje miejsce. 30 lipca na wizytę do państwa Ponto przybywa Susanne Albrecht wraz z dwoma towarzyszami, którzy mordują Jürgena. Świadkiem zbrodni jest żona ofiary.

Corinna Ponto i Julia Albrecht po trzydziestu latach od tragedii, postanawiają odnowić znajomość i porozmawiać o tym, co je spotkało. Po śmierci Jürgena obie rodziny zrywają ze sobą kontakt, teraz kobiety wspólnie spróbują się zmierzyć z demonami z przeszłości.

Sięgając po tę historię nie wiedziałam, czego się spodziewać po książce. Otrzymałam fascynującą opowieść o emocjach. Co może czuć córka ofiary? Jak poradzić sobie z traumą, na ile jest to możliwe? Corinna Ponto pozwoli czytelnikowi na intymne spotkanie ze swoimi uczuciami. Opisze też śmierć ojca słowami swojej matki. Najbardziej interesujące – moim zdaniem – są listy pisane do Julii. Po trzydziestu latach tyle jest do opowiedzenia.

Julia Albrecht zrelacjonuje swoje przeżycia i uczucia. Jak wpłynął na nią czyn starszej siostry? Co może czuć trzynastolatka w takiej sytuacji? Po latach wciąż próbuje wniknąć w psychikę Susanne. Dlaczego zdradziła rodzinę i przystąpiła do RAFu? Na ile była świadoma swoich czynów, czy organizacja terrorystyczna planowała morderstwo, a może tylko porwanie ojca chrzestnego młodszej siostry?

Sytuację Julii komplikuje fakt, że Susanne przez trzynaście lat była poszukiwana. W 1990 roku została aresztowana w NRD. Wcześniej rodzina nie wiedziała, czy kobieta żyje, choć w tym czasie znajdowała się całkiem blisko. Tyle lat myślenia o siostrze, a ta podczas spotkania w więzieniu brutalnie stwierdziła, że nie pamięta Julii. Wyparła ją zupełnie z pamięci.

Oprócz pytań o zbrodnię i winę, autorki zastanawiają się nad możliwością pojednania. Odkrywają przed czytelnikiem, jak wiele tajemnic skrywa RAF. W dalszym ciągu nie zbadano powiązań tej organizacji ze światem komunistycznym, a większość zbrodni nosi miano – nierozwiązanych. Autorki domagają się prawdy, twierdząc, że należy odpowiedzieć na wiele pytań – część z nich zostaje zresztą zadana przez Julię Albrecht.

?Córki chrzestne” są książką, która odsłania czytelnikowi inne oblicze Niemiec. Nie to wymarzone miejsce dobrobytu przed upadkiem komunizmu, a – mroczne, zepsute przez ideologię. Rozmowy kobiet w niezwykle poruszający sposób pokazały, czym jest terroryzm i do czego może doprowadzić. Zło bowiem dotyka nie tylko ofiary, ale i ich rodziny, a nawet najbliższych kata. Autorki podjęły się trudnego zadania, bo tak naprawdę niewiele jeszcze można powiedzieć o Frakcji Czerwonej Armii, jej zasięgu, czy sposobie funkcjonowania. Julia Albrecht i Corinna Ponto pokazały, że nie można zapomnieć zła. Należy podejmować próby odkrywania prawdy i przekazywania jej następnym pokoleniom.

Dziękuję wydawnictwu Świat Książki za możliwość poznania tej poruszającej historii.

„Dym” – dla dzieci o Holocauście

DymWydawnictwo Tako odważyło się zilustrować i opisać bardzo trudny, a zarazem niezwykle ważny temat. Jak opowiedzieć dzieciom o zagładzie Żydów? Może nie najmłodszym, ale tym które uczą się już historii – czyli początkującym nastolatkom…

O Holocauście wspomina się mniej więcej na jednej lekcji w szóstej klasie. Pada ledwie kilka zdań na ten temat. O ile uczniowie sami nie zapytają, nauczyciel raczej nie zdąży wspomnieć, że ofiarami nazistów były również dzieci. Temat jest niezwykle trudny, bo na wrażliwe dzieci ta tematyka wpływa  porażająco. Inne z kolei nie potrafią sobie wyobrazić skali tej zbrodni.

Na emocje oddziałuje książka „Dym” z ilustracjami Joanny Concejo i tekstem Antóna Fortesa. Historia przedstawiona została w pierwszoosobowej narracji. Chłopczyk, który trafia do obozu zagłady opowiada bezpośrednio o sobie. W książce pada niewiele słów, każde jest jednak bardzo ważne. Nie tylko ze względu na informacje, które za sobą niesie, ale emocje, jakie rodzą się w czytelniku. „Dym” po prostu poraża. Nie da o sobie zapomnieć.

Dym - kruki„Dym” nie byłby tak niezwykły, gdyby nie ilustracje. Książka tonie w szarościach. Ilustratorka zastosowała ołówek, delikatną kredkę, a nawet długopis. Można pokusić się o tezę, że strona graficzna w „Dymie” jest bardziej istotna niż tekst. Rysunki niekiedy są dosłowne, a innym razem metaforyczne. Przykładem mogą być ilustracje strażników obozu, tu przedstawionych jako kruki. Rozsypanym ziemniakom towarzyszą dziecięce głowy – z pustymi oczyma.

Żeby nie było mało odzdziaływań na zmysł wzroku, to autorzy jeszcze wspominają obozową orkiestrę. Aż słyszę tę melodię.. Dwa zdania, a mówią tak wiele:

Mama każe mi zamknąć oczy, żeby potem nie śniły mi się smoki. Staram się patrzeć na muzyków, często słucham ich na dziedzińcu. 

dym - ilustracjaDym z kominów i smoki – bardzo trafna symbolika. Chłopiec śni, że pożera go smok z czarnym jęzorem. Niestety historia nie pozostawia czytelnikowi żadnych złudzeń. Dziecko ostatecznie trafia do domu z kominem. Wie, co się tam stanie. Chłopczyk nie chce umrzeć, mimo że matka tłumaczy, iż potem trafi do nieba, gdzie jest cudownie. Woli ten stan głodu, upokorzenia i niepewności. Siłę daje mu miłość najbliższych i bliskość jedynego przyjaciela, z którym idzie na śmierć.

Trudno sobie wyobrazić, że nastolatek trafi na taką lekturę, A powinien. I choć napisałam, że „Dym” jest adresowany do młodzieży, wpłynie na uczucia każdego, kto sięgnie po tę pozycję. Dorośli z pewnością zwrócą uwagę na szczegóły – łatwiej im będzie zrozumieć ukryte przesłania książki. Przekreślone czerwonym długopisem numery, niewiele powiedzą dwunastolatkom – dla nas dorosłych będą jednoznaczne. Książki nie da się przeczytać i zapomnieć. Budzi w czytającym refleksje, powoduje odkrycie w sobie olbrzymich pokładów empatii. I oswaja z czymś, czego w zasadzie nie można oswoić, ale jednak trzeba poznać.

Mam takie małe pragnienie – chciałabym, aby w bibliotece każdego gimnazjum pojawiła się choć jedna książka „Dym”. Ile by otworzyła serc i jak uczyłaby wrażliwości – nie sposób sobie wyobrazić.

Niespełnione marzenie Celta

Marzenie CeltaMario Vargas Llosy nie trzeba nikomu przedstawiać. Nagrodę Nobla otrzymał w 2010 roku, a powieść „Marzenie Celta”, jest pierwszą wydaną książką tego autora, już po otrzymaniu tejże nagrody.

Na ponad 400 stronach śledzimy autentyczną postać Rogera Casementa. Jego historia jest opowiedziana z perspektywy celi, w której przebywa. Stopniowo poznajemy życie bohatera. Większą część życia spędza na tropieniu nieprawości, których dokonywali współcześni mu Europejczycy w Kongo i Amazonii ponad sto lat temu. Dawno, a jednak nie tak dawno temu.

Co przeżyli rdzenni mieszkańcy z rąk rasy białej, trudno sobie wyobrazić. Opisy zbrodni przechodzą najśmielsze oczekiwania. Aż strach przytaczać jakiekolwiek przykłady, by nie być posądzonym o skłonność do perwersji. Pozornie Casement jest człowiekiem bez skazy.W obliczu wszystkich zbrodni, które opisuje, jako jedyny ma w sobie poczucie honoru i czystości. Jednak dlaczego został skazany na śmierć?

W pewnym momencie rodzi się w nim patriotyzm. Jako obywatel świata myślał głównie o cierpiących w Amazonii i Afryce. Po ukończeniu prac na rzecz tych ludzi, odnalazł innych, którzy potrzebują wolności – swoich rodaków Irlandczyków. Roger angażuje się na rzecz odzyskania niepodległości przez swój naród. Dlatego zostaje nazwany przez przyjaciół – Celtem.

O czym marzy ów idealista? Celt pragnie wolnej Irlandii, ale i młodych mężczyzn. Ten drugi fakt wnosi w jego życie mrok. Coś, co nie pozwala mu pogodzić się ze sobą. I choć pragnie bliskości drugiego człowieka, nigdy nie pozna prawdziwej miłości. Ryzykuje wiele – ponad sto lat temu skłonności homoseksualne mogły grozić karą śmierci. Do tego pisze pamiętnik – w którym wyraża swe najskrytsze pragnienia. Niefortunnie dla siebie – robi zapiski tego, co się nie wydarzyło, tak jakby miało to miejsce w rzeczywistości.

Kiedy zostaje złapany, te dzienniki znalezione przez Scotland Yard, wnoszą do jego życiorysu aurę skandalu. Choć obecnie wciąż do końca nie wiadomo, czy były autentyczne. Casement ma nadzieję, że jego poglądy będą najważniejsze. Pragnie poparcia Conrada – autora „Jądra Ciemności”, którego naród, podobnie jak Irlandia, również jest pod obcym panowaniem. Jednak nigdy nie otrzyma wsparcia od dawnego przyjaciela.

„Marzenie Celta” nie jest lekką i łatwą lekturą. Wymaga sporego wysiłku intelektualnego. Wiele w niej informacji na temat kolonializmu, historii Konga i ludów Amazonii. Do tego przewijają się liczne wątki politczne. Największą gratką dla mnie, było odwołanie do „Jądra ciemności”. Ukazanie postaci Casementa, jako człowieka niejednoznacznego, wielowymiarowego – a jednak na wskroś współczesnego, jest niezwykle sugestywne.

Najbardziej przeraża w „Marzeniu Celta” pokazanie naszej skłonności do zła. Okazuje się, że eksterminacja ludności miała miejsce nie tylko podczas drugiej wojny światowej. Warto o tym pamiętać. Chciałoby się powiedzieć „Ludzie, ludziom zgotowali ten los” już znacznie wcześniej. A wszystko w imię poczucia misji, że oto Europejczycy wnoszą do Ameryki i Afryki wspaniałą cywilizację. Czy napewno?

Arka a kolekcje…

Dziecko NoegoNiemal każdy zetknął się z Oskarem i panią Różą Erica-Emmanuela Schmitta. W podobnym stylu – acz na inny temat – pisana jest opowieść Dziecko Noego. Książka (książeczka) została wydana już ładnych parę lat temu, ale myślę, że warto ją odkurzyć i sięgnąć do niej.

Schmitt tym razem również korzysta z dziecięcego narratora i jego oczyma pozwala nam obserwować świat. Czasy drugiej wojny światowej. Chłopiec to Żyd, dziecko, które nie rozumie początkowo dlaczego musi się ukrywać. Temat tej historii może się wydawać wyeksploatowany, ale warto do niej zajrzeć, bo okaże się niebanalna. Nie ma tu zbędnych sentymentów. Źli niekoniecznie są tacy źli, a ci dobrzy potrafią przeklinać, być bezbożnikami – a jednocześnie postawić się hitlerowcom.

Joseph odkrywa tajemnice swojego wybawiciela, księdza Ponsa. Ukrywa on sporą ilość żydowskich dzieci – oni sami nie wiedzą czasami, że należą do tej grupy. Siedmioletni chłopiec jest zauroczony obrzędami katolickimi, w których musi uczestniczyć. Nic o nich nie wie, ale mają one dla niego jakąś magię i moc. Jednak ksiądz Pons nie pozwala mu zapomieć o swej prawdziwej tożsamości.

Opowieść została oparta na prawdziwych wydarzeniach. Rodzice oddają swoje dziecko pod opiekę katolikom, licząc na to, że chociaż ich syn się uratuje. Chłopiec trafia do Żółtej Willi – internatu, w którym niemal nie czuje, że trwa polowanie na takich jak on. Joseph odkrywa arkę – ksiądz Pons gromadzi w podziemiach kaplicy to co zostało po kulturze żydowskiej, to właśnie jego kolekcja. Uczy Josepha hebrajskiego, a swoim podopiecznym tak organizuje czas, żeby mogli odpoczywać w szabat. Dzieci, dzięki ciężkiej pracy księdza, czują się bezpieczne. W środku piekła mają swój mały raj.

Schmitt opowiada historię w prosty sposób. Nie ma ozdobników, zdania są proste. Mimo to historia ta wcale  nie jest  łatwa. Jak opowiedzieć o czymś tak okrutnym i strasznym? Pisarz mimo, że podejmuje tak trudny temat, nie boi się używać żartobliwego języka i pokazywać zabawnych sytuacji. Humor pozwala uciekać od nadmiaru afektacji. Prosty język powoduje, że każdy człowiek może być odbiorcą tej historii. Jednak do odkrycia w tej krótkiej książeczce jest sporo warstw.

Sama historia wydaje się niemal baśniowa. Dobro zwycięża, zlo zostaje pokonane. Josephowi udaje się przeżyć i odnaleźć rodziców. Warto jednak pamiętać, że historia jest inspirowana realnymi wydarzeniami. Schmitt daje nam pewną wskazówkę – dobro może zdarzyć nawet w najgorszym piekle. Polecam książkę zwłaszcza tym, którzy mają mało czasu, a chcą się podładować pozytywną energią.