„Mała Zagłada” – Anna Janko

Mała Zagłada - Anna JankoDzisiaj upływa siedemdziesiąta rocznica wyzwolenia Auschwitz. Na temat obozu powstało mnóstwo książek. Mamy do wyboru publikacje naukowe, wspomnienia, ale teraz powoli do głosu dochodzą następne pokolenia. Okazuje się, że rodzice przenoszą swoje rany wojenne na dzieci. Anna Janko w książce „Mała Zagłada” pisze o tym, jak jej matka nie dostała się do obozu – choć powinna. Jednak najwięcej skojarzeń, jeśli chodzi o literaturę przywołuje inna książka: „Krótki przystanek w drodze z Auschwitz”.

1 czerwca 1943 roku na Zamojszczyźnie, w miejscowości Sochy, naziści dokonali masowej egzekucji. W ciągu kilku godzin wioska przestała istnieć – jej mieszkańców zastrzelono, a samą wieś spalono. Nie wszyscy zginęli, przeżyła między innymi matka Anny Janko. Dziewięcioletnia Teresa Ferenc była w takim wieku, że obrazy które zobaczyła, naznaczyły ją na całe dalsze życie. Czytaj dalej

„Na Białych Polaków obława” – Grzegorz Motyka

Na białych Polaków obławaGrzegorz Motyka jest doktorem habilitowanym, profesorem ISP PAN. Zajmuje się przede wszystkim historią najnowszą Polski, jest znawcą stosunków polsko-ukraińskich. W 2012 roku za „Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947″ otrzymał Nagrodę Historyczną „POLITYKI” . Tym razem wydał książę: „Na Białych Polaków obława. Wojska NKWD w walce z polskim podziemiem 1944-1953”.

Mija siedemdziesiąt lat po tym jak Armia Czerwona wkroczyła na polskie tereny, by walczyć z Niemcami. Wraz z nią dotarły na nasze ziemie sowieckie „anioły śmierci” – Smiersz, NKWD, NKGB, MWD, MGB. Właśnie one podjęły walkę z polskim podziemiem antykomunistycznym, czyli głównie żołnierzami Armii Krajowej, ale też ze Zrzeszeniem Wolność i Niezawisłość, Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Czytaj dalej

„Naród Zatracenia” – Maciej Świerkocki, Mariusz Sołtysik

Naród zatraceniaSerię wydawniczą „Pamięci getta” otworzyły wspomnienia Arnolda Mostowicza – „Żółta gwiazda i czerwony krzyż”. Drugą pozycją książkową wydaną przez Centrum Dialogu im. Marka Edelmana jest powieść graficzna Macieja Świerkockiego i Mariusza Sołtysika pt. „Naród Zatracenia”.

Niedawno obchodziliśmy siedemdziesiątą rocznicę likwidacji Litzmannstadt Getto. Specjalnie na tę okazję zamówiona została ta powieść. Wybrano do zadania Macieja Świerkockiego, który jest pisarzem, ale też scenarzystą, krytykiem literackim i tłumaczem oraz Mariusza Sołtysika zajmującego się malarstwem, rysunkiem, czy typografią, działającego w obrębie nowych mediów. Z tej wybuchowej mieszanki powstała nietypowa opowieść o łódzkim getcie. Autorzy wykorzystali w swej pracy oryginalne fotografie z Litzmannstadt Getto oraz czerpali z autentycznych wydarzeń, jednak osadzili w swej powieści bohatera fikcyjnego.

Oglądamy getto oczyma znajdy. Główny bohater nie potrafi powiedzieć, kim naprawdę jest, gdyż został podrzucony jako niemowlę pod drzwi rodziny żydowskiej. Chłopiec otrzymał od swego przybranego ojca imię – Dawid. Od początku czuł się samotny i wyobcowany, ale miał Esterkę, przybraną siostrę, dzięki której znalazł się w rodzinie żydowskiego perukarza. Dawid rósł i obserwował otoczenie: „Mieszkaliśmy w mieście, które nazywało się Łódź. Wyobrażałem je sobie jako wielki statek, także dlatego, że w naszej dzielnicy ulice były wykładane kocim łbami, które w moich oczach przypominały fale. Byłem ciekawy, czy ulice można wykładać też głowami ludzi”.

Pewnego dnia zdarzyła się tragedia. Ktoś rozbił kamieniem szybę pracowni perukarskiej, Dawid przewrócił lampę naftową. Wybuchł pożar, z którego uratowała się Esterka i jej przybrany brat, ale nie Rum, ich ojciec. Chłopiec trafia do sierocińca, którym zarządza pan Prezes. Jak się za chwilę okaże, człowiek ten będzie kierował gettem żydowskim. Chaim Rumkowski musi jednak wykonywać polecenia Biebowa, jego Dawid nazywa cesarzem.Naród zatracenia 2

Dawid obserwuje wszystko co dzieje się w getcie. Najbardziej jednak zależy mu na tym, by znaleźć Esterkę. Kiedy wreszcie ją odnajduje, okazuje się, że dziewczyna jest zakochana w innym mężczyźnie. Za sprawą Dawida znowu dojdzie do tragedii. Chłopiec czuje się winnym wszystkich tragedii. Zwłaszcza, kiedy trafi na odpowiedni cytat z „Boskiej komedii” Dantego.

Dawid przez to, że nie wie, kim naprawdę jest staje się niewidzialny. Dzięki temu może oglądać wszystkie tragedie, które dotykają Żydów. Widzi nawet śmierć króla getta -i Rumkowski trafia do pieca w Auschwitz. Dawid obserwuje zło, ale w przeciwieństwie do nazistów, nie czerpie z tych obrazów przyjemności. Będąc świadkiem piekła, dochodzi do wniosku, że ludzie do końca żyją nadzieją. Choć cały czas widzieli dymy unoszące się z pieców krematoryjnych, liczyli, że może akurat im się uda.

Tytuł „Naród Zatracenia” pochodzi z „Boskiej komedii” Dantego. W powieści Macieja Świerkockiego i Mariusza Sołtysika znajdziemy odwołania do poematu tego włoskiego poety. Razem z Dawidem wchodzimy do kolejnych kręgów piekła. W tym jednak przypadku, nie mamy do czynienia z fikcją literacką, gdyż historia oparta została na faktach. Podrzutek obserwuje jak rodzi się zło, sam też się czuje kimś, kto uosabia owo zło. Dybukiem i jednocześnie przewodnikiem po piekle.

Książka graficzna formą przypomina komiks. W podobny sposób o Holocauście mówił Art Spiegelman. Grafika Mariusza Sołtysika utrzymana jest niemal w całości w czarno-białych barwach. Co jakiś czas pojawia się kolor czerwony, by podkreślić najważniejsze momenty w książce. Świat ukazany oczyma Dawida jest przerażający. Tym bardziej, że oparty został na prawdziwych wydarzeniach z tamtych czasów. Oryginalny i nietypowy sposób ukazania historii getta wywołuje skojarzenia z powieścią grozy. Nie brakuje tu też groteski. Autorzy postanowili pójść krok dalej, niż można by się spodziewać. Oprócz historii getta, otrzymujemy również uniwersalne przesłanie. Oglądamy zło, w jego najgorszej postaci, a jednocześnie zastanawiamy nad tym, dokąd potrafi posunąć się człowiek, by stworzyć drugiemu piekło na ziemi.

Powieść graficzną „Naród Zatracenia” przeczytałam dzięki uprzejmości Centrum Dialogu.

„Północ w Pekinie” – Paul French

Północ w PekinieKsiążka Paula Frencha została wyróżniona Nagrodą Brytyjskiego Stowarzyszenia Autorów Powieści Kryminalnych oraz Nagrodą imienia Edgara Allana Poe (w kategorii Best Fact Crime). Autor „Powieści w Pekinie” jest historykiem, znawcą Chin. Dzięki niemu dowiadujemy się, co w 1937 roku przydarzyło się Pameli Werner.

Zmasakrowane ciało dziewiętnastolatki zostało znalezione koło Lisiej Wieży, poza Dzielnicą Poselstw. Chińczycy uważali tę okolicę za nawiedzoną. Wokół Lisiej Wieży krążyła legenda, według której miejsce było odwiedzane przez duchy lisów.

Dla chińskiej policji sprawa Pameli była czymś niewygodnym. Oznaczała olbrzymie kłopoty, zwłaszcza, że całe miasto huczało od plotek. Jednak śledztwo szybko utkwiło w martwym punkcie i zostało zamknięte z powodu braku sprawcy i znalezienia motywu zbrodni. Przez chwilę podejrzanym stał się nawet ojciec dziewiętnastolatki – Edward Werner. Mężczyzna samotnie wychowywał Pamelę, która była jego adoptowaną córką.

Kiedy jednak sprawa zostanie zamknięta, właśnie Edward zajmie się prywatnym śledztwem. Postara się sprawdzić wszystkie poszlaki i ludzi, z którymi miała do czynienia Pamela, krótko przed śmiercią. Dzięki temu odbywamy podróż po mieście  do dzielnicy z czasów dynastii Ming, w której mieszkała rodzina Wernerów. Oglądamy Fox Tower czy dawną Dzielnicę Poselstw – miejsce, w którym mieszkali dyplomaci, gdzie położone były ambasady i konsulaty. Teraz jednak Pekin nie jest nawet stolicą, bo nad miastem panuje mrok. Kolonializm brytyjski w tym miejscu staje się przeszłością.

Za sprawą „Północy w Pekinie” poznamy kontekst historyczny i polityczny. Dowiemy się również, jak wyglądało życie w mieście pod koniec lat trzydziestych XX w. Właśnie ta część książki jest równie istotna, jak samo śledztwo. Ono stanowi pretekst do poznania Pekinu u progu japońskiej inwazji. Jeśli ktoś spodziewa się kryminału, może się zawieść, ponieważ w książce wszystko zostało oparte na dokumentach znalezionych w chińskich i brytyjskich archiwach. Jednak, czy po tylu latach próba zrekonstruowania wydarzeń i poszukiwania sprawcy są wiarygodne? Czy uda się znaleźć sprawcę (sprawców), tej okrutnej zbrodni? Myślę, że warto się przekonać.

Paul French nie oszczędza czytelnika. Opis zmasakrowanego ciała Pameli mogą czytać tylko ludzie o mocnych nerwach. Autor rekonstruując śledztwo w sprawie morderstwa córki Ernesta Wernera daje innym przykład jak powinna wyglądać praca dziennikarza. Bo oprócz morderstwa otrzymujemy panoramę miasta, a nawet portret Chin na krótko przed drugą wojną światową. Pisarz pokazuje jak ojciec Pameli walczy z czasem, bo żeby rozwiązać sprawę sytuacja polityczna musi mu sprzyjać, a z tym może być różnie w tak niepewnym momencie w dziejach.

„Północ w Pekinie” przeniosła mnie do lat trzydziestych XX wieku, gdzie jeszcze można było spotkać ludzi w palarniach opium. Oprócz tego Paul French pokaże nam jak dziś wyglądają te miejsca, które tak dobrze były znane Pameli. Konsulaty, ambasady, czasy kolonializmu odeszły do przeszłości. Co zatem zostało z Dzielnicy Poselstw? Sam cmentarz brytyjski na którym pochowano Pamelę, a wcześniej jej matkę, leży pod drugą obwodnicą Pekinu, za to wciąż istnieje Lisia Wieża. Jednak tylko najstarsi mieszkańcy miasta pamiętają jeszcze legendę o duchach lisic.

Czytając książkę Paula Frencha trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z prawdziwą historią, zrekonstruowaną na podstawie dostępnych źródeł. Natomiast oprócz samej opowieści o śledztwie w sprawie zabójstwa, do głosu dochodzi kolejny bohater – Pekin. Chętnie sięgnęłam po tę książkę, ponieważ chciałam poczuć klimat owego miejsca, poznać jego życie codzienne z kilku perspektyw. Na szczęście Paul French opowiadając o morderstwie, nie zapomina o czasach, w jakich miało to miejsce, a na tym mi zależało – by dowiedzieć się czegoś na temat Chin w latach trzydziestych ubiegłego wieku.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Black Publishing.

„1913. Rok przed burzą” – Florian Illies

1913. Rok przed burząNiedawno minęło sto lat od wybuchu I wojny światowej. Pojawiło się kilka ciekawych pozycji książkowych na ten temat. Dobrze, bo wcześniej temat traktowany był nieco po macoszemu. Jednak jak wyglądała rzeczywistość przed wybuchem Wielkiej Wojny? Dzięki książce Floriana Illiesa: „1913. Rok przed burzą” zostałam wrzucona do świata, który za chwile zmieni się diametralnie. Jednak żadnej nawałnicy na razie nie widać, może gdzieś na horyzoncie widnieją małe chmurki.

Trudno określić gatunek książki. Łatwiej napisać, czym „1913” nie jest. Z pewnością nie jest powieścią, ale książkę czyta się jak kryminał. Można znaleźć w niej informacje historyczne, ale też elementy reportażu. Do tego autor dodaje swój komentarz, czy uzupełnia luki swoimi domysłami.

Mamy do czynienia z migawkami z życia artystów, polityków, wynalazców. Pokazane są one tak, jakbyśmy mieli do czynienia z blogiem. Nie dowiemy się w jednym rozdziale wszystkiego co robił w 1913 roku Franz Kafka, Tomasz Mann, Hitler czy Rober Musil. Informacje są podzielone na części, zgodnie z kalendarzem, gdyż książka ma dwanaście rozdziałów – tyle ile miesięcy w danym roku.

Przyznam, że pomysł na książkę jest błyskotliwy. Jednak nic z tego by nie wyszło, gdyby Illies przedstawił nam tylko suche fakty. Nikomu nie chciałoby się tego czytać, ale nic z tego – autor przedstawi nam takie informacje, że epoka „przed burzą” nabierze barw i to całkiem intensywnych. Zwłaszcza, gdy się dowiemy, jak burzliwe życie prowadzili malarze tacy jak Picasso, czy Oskar Kokoschka, który wtedy właśnie tworzy dzieło życia, a po rozstaniu z ukochaną, nakaże lalkarce stworzyć jej wierną kopię.

Przy Kokoschce rozterki sercowe Franza Kafki są jak westchnienia sztubaka do nauczycielki. Pisze do Felicji Bauer długie listy, ale na tym woli kończyć. Dystans między Berlinem a Pragą wtedy musiał być w miarę bezpieczny, bo dzięki niemu kochankowie nie widują się zbyt często, a i tak jedno spotkanie wystarczy, by doszło do katastrofy. W każdym razie oświadczyny Kafki są doskonałym przykładem na to, jak nie powinno się tego robić, ani sto lat temu, ani dziś.

W 1913 roku dzieje się wiele. Czasami nawet wrze – na przykład w relacji Jung i Freud. Carl Gustav dokonuje  symbolicznego ojcobójstwa na własnym mentorze i ojcu psychoanalizy. Ich drogi się rozchodzą, ale panowie boją się spotkania, do którego musi dojść we wrześniu na kongresie psychoanalityków. Sama świadomość konfrontacji doprowadza do depresji Zygmunta Freuda, z której musi leczy się w sanatorium – z mizernym skutkiem.

Niektórzy wielcy zostawiają po sobie sporo wiadomości. Choćby Robert Musil, autor ?Człowieka bez właściwości?: „w osobistej książeczce notuje każdziusieńkiego papierosa, którego wypali; jeśli przespał się z żoną, stawia w dzienniku ?C?, co oznacza coitus. Ordnung muss sein?. Oprócz tego robi przysiady, podnosi ciężary – pełna samodyscyplina.

Florian Illies dokonuje w „1913. Rok przed burzą” subiektywnego wyboru wydarzeń, które pokazują, jak wyglądał świat przed wybuchem pierwszej wojny. Prawie nikomu nie przychodzi do głowy, że ta rzeczywistość powoli dobiega kresu. Tylko Oswaldowi Spenglerowi, 33-letni mizantropowi i byłemu nauczycielowi matematyki, który właśnie pracuje nad „Zmierzchem Zachodu”, przychodzi to do głowy. Nikt jednak na razie nie słucha jego głosu. Za to Stalin i Hitler mogą się ze sobą mijać w parku  w Monachium, bo ponoć lubią w nim spacerować. Przyszły Führer sprzedaje widoczki, a mieszka w noclegowni dla mężczyzn i miga się przed powołaniem do wojska. oprócz tego przez dwanaście miesięcy będziemy w napięciu poszukiwali Mona Lisy skradzionej z Luwru. Ale czy się odnajdzie?

Autor książki tworzy portret roku, który kończy starą erę, rok później zacznie się współczesność. Póki co wszystko kwitnie i rozwój zdaje się nie mieć kresu. Władcy europejscy wciąż są jedną wielką rodziną i nic nie wskazuje, że za chwilę będzie inaczej. Florian Illies by napisać taką książkę musiał prześledzić mnóstwo źródeł – zresztą wystarczy zerknąć na bibliografię zamieszczoną na końcu książki. Jednak wiele kwestii wciąż jest kwestią domysłów. Autor często stara się odgadywać myśli bohaterów, oprócz tego ubarwia wszystko ironią i sporą dawką humoru.

Narracja jest prowadzona w sposób interesujący, dobór zdarzeń też nie budzi zastrzeżeń. Szczególną uwagę podczas podróży po 1913 roku zwracałam na twórców literatury – oni mnie bardzo intrygowali, ale okazało się, że inni artyści również byli aktywni, bo w tym czasie powstało sporo ważnych dzieł sztuki. Florian Illies stworzył w swej książce niezwykle ciekawy obraz epoki. Choć dawno już odeszła, autor pokazuje jaka była interesująca, dzięki temu, że pisze w sposób niepodręcznikowy nie skupiając się na wydarzeniach politycznych, a ukazując życie niezwyczajnych ludzi.

Dziękuję Czarnej Owcy za książkę.

„Odczytanie listy” – Anka Grupińska

Odczytanie listyAnka Grupińska zajmuje się tematem Zagłady. Pisze o getcie warszawskim, a przede wszystkim o ludziach, którzy się w nim znajdowali. W książce „Odczytanie listy” postanowiła spisać to, co zostało w pamięci świadków i źródłach historycznych o żydowskich żołnierzach walczących z nazistami w czasie powstania kwietniowego. Tworzy w ten sposób cmentarz zbudowany ze słów.

W zasadzie nie wiadomo nawet ilu członków liczyła sobie Żydowska Organizacja Bojowa. Inne są liczby podawane przez historyków, inną wskazują relacje świadków. Wielu faktów, zdarzeń nie sposób dziś już sprawdzić. Po tylu latach, kiedy wreszcie można tym tematem zajmować się swobodnie, przez chwilę pojawia się myśl, czy nie jest już za późno? Na szczęście autorka książki tak nie uważa. Postanowiła ową wiedzę i pamięć innych utrwalić oraz zapisać.

Zatem, co znajdziemy w książce? Otrzymujemy listę osób, które wzięły udział w powstaniu wraz z ich biogramami. Jak mówi sama Anka Grupińska we wstępie: „Zbieram strzępy, fragmenty najróżniejszych zapisków i z nich wyczytuję opowieści o przyjaźniach, o tęsknieniu do Erec Israel, o niedokończonych kochaniach, spisuję opowieści o umieraniu. Szukam szczegółu, przez który wyobrażam sobie tamten świat. Chcę zachować jak najwięcej.” (s. 15)

W 1943 roku Celina Lubetkin, Antek Cukierman i Marek Edelman spisali imiona żobowców zamordowanych w powstaniu w getcie warszawskim – 220 nazwisk. Lista trafiła jeszcze w tym samym roku do Londynu. W ten sposób powstała lista londyńska żołnierzy Żydowskiej Organizacji Bojowej, która została następnie na wiele lat zapomina. Kiedy Marek Edelman przypomniał sobie o niej, Anka Grupińska postanowiła ją skopiować i odczytać na nowo. Ustaliła też, że 31 powstańców przeżyło powstanie i wojnę. Pełna lista nigdy się nie pojawi, ale z tych strzępków pamięci udało się odtworzyć ważną opowieść.

Pierwsza wersja książki została wydana w 2002 roku, choć rok wcześniej Marek Edelman stwierdził, że jest na nią za późno. Teraz, po dwunastu latach, została uzupełniona i poprawiona. Autorka podaje imiona i nazwiska żobowców w kolejności alfabetycznej. Pisze o nich wszystko, co udało się ustalić na podstawie tekstów pisanych, bądź rozmów. Wydanie pierwsze autoryzował Marek Edelman. Kiedy pamięć zawodzi, podawane jest tylko imię żołnierza, kiedy indziej kilka wersji jego śmierci – w zależności od tego, jak zapamiętali ją świadkowie. Anka Grupińska rekonstruuje owe życiorysy tak, byśmy mieli świadomość, kim były owe osoby. Zaskakuje, jak wiele zostało zapamiętane. Choć pamięć jest tak ulotna, mimo wszystko co pozostało wiele nam mówi o tych ludziach.

Bezimienni stają się nagle osobami o określonych poglądach politycznych, marzeniach, miłościach. Ludźmi o złym, lub dobrym wyglądzie. Większość z nich miała niewiele ponad dwadzieścia lat. Obserwujemy ich bohaterskie czyny, ale też poświęcenie. Widzimy beznadziejne położenie powstańców, a przede wszystkim samotność. Historie, które poznamy są niezwykle wzruszające. Również styl, którym posługuje się Anka Grupińska jest nietypowy. Jako, że na opowieść składają się w dużej mierze relacje świadków, w biogramach wyczuwamy tych, którzy mówią. Autorka posługuje się językiem mówionym, dzięki któremu możemy stać się niemal świadkami tamtych wydarzeń.

Życiorysy żołnierzy odkrywają przed czytelnikiem sporo nieznanych faktów historycznych. Pokazują jacy byli byli żobowcy, a tego nie spotkamy w typowych kompendiach wiedzy. Do niektórych nazwisk udało się dołączyć zdjęcia. Dzięki temu dowiadujemy się jak wyglądali powstańcy. Nie pominięto też niewygodnych faktów. Wielu żołnierzy zginęło, ponieważ zostali wydani przez Polaków. O tym też trzeba pamiętać, choć pomagających Żydom również zostali wymienieni. Trudna historia wymaga szczególnej uwagi. Anka Grupińska poprzez „Odczytanie listy” składa żołnierzom powstania kwietniowego hołd – poprzez ocalenie ich od zapomnienia. A my mamy do czynienia z przejmującą opowieścią, która na długo pozostaje w pamięci.

Dziękuję Wydawnictwu Czarne za książkę.