H. P. Lovecraft – Koszmary i fantazje. Listy i eseje

Koszmary i fantazjeWniknąć do umysłu geniusza grozy? Przyjrzeć się pomysłom, nie zawsze zrealizowanym? A może poznać poglądy pisarza? Wszystko to staje się możliwe za sprawą książki „Koszmary i fantazje. Listy i eseje” Howarda Phillipsa Lovecrafta, wydanej niedawno przez SQN.

Ten zbiór tekstów publikowany po raz pierwszy w Polsce, pokazuje ojca horroru i weird fiction w całej okazałości. Miałam okazję zetknąć się z próbkami jego twórczośći – bo w książce umieszczono też fragmenty opowiadań HPL-a.

Autor żył (1890-1937r.) i tworzył w Stanach Zjednoczonych, dlatego tam jest znacznie bardziej popularny niż u nas. Jego opowiadania są nawet w kanonie lektur w szkołach wyższych. Lovercraft pisał opowieści grozy, fantasy i był prekursorem fantastyki naukowej. Jak do tego doszło i dlaczego, dowiedzieć się można właśnie z jego „Listów i esejów”.

„Koszmary i fantazje” ukazują HPL-a jako człowieka niezwykle twórczego. Kogoś, kto potrafił napisać kilkudziesięciostronicowy list, dzisiaj można raczej szukać ze świecą. Dla Lovecrafta wyrażanie w ten sposób myśli, było całkowicie naturalne. – na szczęście – bo dzieki temu lepiej go poznajemy.

W pierwszym tekście mamy do czynienia z „Krótką autobiografią marnego pisarzyny” – błyskotliwym i żartobliwym, ale i ukazującym jak kształtowały się zainteresowania pisarza, objaśniającym jakie lektury miały na niego największy wpływ. Lovecraft niekiedy żył w skrajnym ubóstwie, zresztą nic dziwnego skoro wysyłał próbki swego pisarstwa wydawnictwom, dodając, by nie zawracać sobie nimi głowy. Według niego wystarczy ledwie siedmiu miłośników weird fiction, by czuć się w pełni usatysfakcjonowanym.

Bardzo istotne są też uwagi na temat pisania weird fiction, które powstały w 1933 roku. HPL dał nam świetny wykład na temat tego gatunku. Najbardziej jednak zaskoczył mnie esej o wyższości kota nad psem. Czegoś takiego się nie spodziewałam po tym twórcy – komicznego tekstu na temat wyższości kotów.

Wszystko w „Koszmarach i fantazjach” zostało podane tak, by czytelnik nie odczuł przesytu – gdyż książka jest zaledwie pewnym wycinkiem, daje nam jedynie część z tego, co stworzył Lovecraft. Świetna okładka już zachęca do sięgnięcia po tę pozycję, a peany na cześć tłumaczenia Mateusza Kopacza widoczne są w wielu miejscach. Mogłabym się jedynie przyczepić do zbyt małej czcionki – choć może czas już wybrać się  do okulisty?

Nie muszę pisać, że książka jest lekturą obowiązkową dla miłośników twórczości Lovecrafta. Oni nie przegapią tej pozycji. Jednak trzeba też podkreślić fakt, że do tej pory zwykły pożeracz literatury grozy, mógł nie trafić na tego pisarza. A przecież sam S. King czerpie z jego twórczości – i to całymi garściami.

Inną grupą, która może zwrócić uwagę na „Koszmary i fantazje” są osoby interesujące się historią Stanów Zjednoczonych przed II wojną światową, czy  miłośnicy epistolografii oraz esejów. Można w książce obserwować typowe i nietypowe poglądy człowieka żyjącego w tamtym kraju. Kogoś, kto nie bał się przyznawać do ateizmu, fascynował się odkryciami naukowymi, a jednocześnie wyrażał rasistowskie poglądy – tak naturalne i oczywiste w tamtych czasach. Za sprawą HPL-a odbyłam podróż w czasie po USA i patrzyłam na ten kraj  oczyma Lovecrafta. Niezapomniany widok, niesamowity umysł…

Dziękuję SQN za egzemplarz książki.

W Paryżu dzieci nie grymaszą – P. Druckerman po raz drugi

W Paryżu dzieci nie grymasząAmerykańska dziennikarka Pamela Druckerman znana jest już polskim czytelnikom. Niedawno wydano jej debiutancką książkę – „Dlaczego zdradzamy”. Tym razem mamy okazję sięgnąć po opowieść „W Paryżu dzieci nie grymaszą”. Książkę, która może kojarzyć się z poradnikiem, a jednocześnie – jak się okazuje – mającą wiele wspólnego z powieścią obyczajową.

Autorka, która zamieszkała we Francji zauważyła, że francuskie dzieci są grzeczniejsze niż amerykańskie. Dopóki sama nie posiadała potomstwa, nie zwracała na dzieci uwagi. Jednak, kiedy urodziła córkę, okazało się, że jej metody wychowawcze różnią się zdecydowanie od tych stosowanych przez Paryżan.

Konfrontacja francuskiego modelu z amerykańskim, wypadła na korzyść tego pierwszego. Druckerman postanowiła poszukać przyczyn takiego stanu rzeczy. Próbowała odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego Francuzi są wyspani, nie muszą biegać za dziećmi, mogą spokojnie zjeść posiłek w restauracji?

Niekiedy autorka czuła, że jest na cenzurowanym. Kiedy opiekowała się dziećmi na swój sposób – zaraz wszyscy zaczynali się głośno domyślać, że są Amerykanami. I choć dziennikarka starała się odkryć i poznać tajniki francuskiego wychowania, okazywało się to niekiedy bardzo trudne.

Podczas rozmów, wielu francuskich rodziców twierdziło, że nie stosują żadnych szczególnych metod. Tylko Druckerman nie była w stanie w to uwierzyć, bo ich maluchy po pierwsze potrafiły zjeść posiłek z warzywami włącznie, a po drugie cierpliwie na niego czekały. Dla autorki jako matki, było to niemal niemożliwe do osiągnięcia.

Okazało się, że źródłem różnic jest  samo podejście do dziecka. We Francji jest ono traktowane jako równoprawny członek rodziny, ale nie na pierwszym miejscu. Rodzice nie mają wyrzutów sumienia, gdy pozwolą sobie od czasu do czasu gdzieś wyjść bez potomstwa. Wymagają stosowania pewnych podstawowych zasad, które są dla wszystkich tak naturalne, że nawet ich nie zauważają.

Poznawanie tych reguł było dla dziennikarki bardzo trudne, jeszcze gorzej wypadało wprowadzanie ich w życie. Kiedy Druckerman urodziła bliźniaków wydawało jej się, że już nigdy nie zazna chwili spokoju. Jednak przeprogramowanie swego umysłu na styl francuski przyniosło wiele pozytywnych efektów. Wystarczyło konsekwetnie zastosować parę zasad, by szybko odniosły one skutek.

Książka „W Paryżu dzieci nie grymaszą” napisana jest w zabawny sposób. Niekiedy bardziej przypomina „Dzienniki Bridget Jones” – oczywiście, gdyby miała dzieci – niż poradnik, jak mogłoby wynikać z tytułu. Amerykański sposób myślenia o wychowaniu, w porównaniu z francuskim okazał się mieć wiele wad. Ich źródło było głównie w nastawieniu. Paryżanie nie widzą w dzieciach małych królów, których trzeba wozić od jednych zajęć na drugie. Zależało im na tym, by maluchy były przede wszystkim szczęśliwe. Nie przykładali tak wielkiej uwagi do edukacji niemal od kołyski, jak to się dzieje w USA.

Po przeczytaniu tej pozycji pojawia się pytanie, którą drogę wychowania obierają Polacy? Okazuje się, że coraz bardziej przypominamy Amerykanów. Pamela Druckerman dowodzi, że czasem stanowcze powiedzenie słowa „nie” nikogo nie krzywdzi. Warto pokazać maluchom ramy zachowań – a wewnątrz nich pozostawić im pewną swobodę. Każdy musi znać granice – według autorki – nawet kilkulatek. Myślę, że książka powinna trafić do młodych rodziców, by mogli zobaczyć, którą drogę obrać, wychowując swoje potomstwo. Przy okazji można się dobrze bawić, bo historie przede wszystkim wywołują uśmiech na twarzy. Uczą też dystansu do wychowania, bo dzięki niemu można się czasem odprężyć. A o tym marzą rodzice w każdym zakątku świata.

Dziękuję  Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki .

Dlaczego nie jestem muzułmaninem – Ibn Warraq

Dlaczego nie jestem muzułmaninemCoraz częściej słychać głosy krytyczne wobec islamu. Dla mnie najważniejszy – do tej pory, był Rushdie ze swoimi „Szatańskimi wersetami”. Przy okazji tej lektury okazało się, jak nikła jest moja wiedza na temat tej religii. Z drugiej – zdziwiło mnie, że można za napisanie książki skazać kogoś na śmierć. Na szczęście fatwa ajatollaha Chomeiniego nie doszła do skutku.

Sprawa Rushdiego przyczyniła się do powstania książki „Dlaczego nie jestem muzułmaninem”, autora ukrywającego się pod pseudonimem Ibn Warraq. Praca powstała już kilkanaście lat temu, ale w Polsce została wydana właśnie teraz.

Pisarz urodzony w 1946, w Pakistanie, wychowywany był jako muzułmanin, ale w dorosłym życiu postanowił odejść od tej religii. Książka: „Dlaczego nie jestem muzułmaninem” dokładnie wyjaśnia wszystkie tezy „przeciw” niej.

Ibn Warraq wyróżnia trzy rodzaje islamu. Pierwszy to nauki Mahometa zapisane w Koranie. Islam 2 – czyli religia wykładana, interpretowana oraz rozwijana za pośrednictwem hadisów (tradycji) przez teologów. Islam 3 dotyczy cywilizacji islamskiej. Autor pisze, że ten ostatni rozwijał się wbrew islamowi 1 i 2. Taka jest właśnie główna teza książki. Cywilizacja islamska nie powstałaby, gdyby zawsze stosowano się do litery prawa, które stara się kontrolować wszystkie aspekty życia wiernego.

Autor przedstawia w swej pracy pochodzenie islamu, historię Mahometa i tezy Koranu. Wyjaśnia jak kształtowała się ta religia, co miało na nią wpływ. Z czego czerpała, a co odrzuciła. Sporo miejsca poświęcono kwestiom religijnym oraz historycznym. Warraq pokazuje podboje arabskie, ale nie zapomina o położeniu kobiet w islamie.

Pisarz dowodzi, jak bardzo religia ta sprzeczna jest z demokratycznymi zasadami rządzącymi zachodnim światem. Rzuca śmiałe oskarżenia i pokazuje, że w islamie nie ma miejsca na racjonalizm, czy na prawa człowieka. Wszystko ma być podporządkowane dogmatom religijnym. Łącznie z państwem. Dla autora zbrodnią jest brak rozdziału polityki i religii. Pokazuje, jak kończyli ci, którzy chcieli zmian.

Istnieje sporo stereotypów, którymi posługujemy się mówiąc o islamie. Wszystkie pisarz stara się wyjaśniać i obnażyć przed czytelnikiem. Ukazuje wiele sprzeczności. Ciekawe jest to, jak interpretowany jest Koran. Niekiedy muzułmanie są bardziej gorliwi od ich świętej księgi i posuwają się o krok dalej. Choćby w kwestii cudzołóstwa – w Koranie mowa o tym, że kobieta za karę powinna otrzymać osiemdziesiąt batów. Jednak muzułmańscy prawnicy mogą skazać ją na ukamienowanie. Oczywiście – prawo to nie dotyczy mężczyzn. Głos kobiety jest ważny jak pół głosu mężczyny. Kobiety traktowane są jako istoty gorsze. Nie posiadają równych praw  – mężczyzna może mieć cztery żony, kobieta zaś może mieć tylko jednego męża.

Autor szokuje informacjami, które nam przedstawia. W przejrzysty sposób daje nam wykład dotyczący islamu. Odkrywa przed czytelnikiem wszystkie kontrowersyjne sprawy. Jest ich tak wiele, że nie sposób wymienić choćby najważniejszych. Przerażająca jest sytuacja kobiet w islamie. Najbardziej poruszające były opisy dotyczące obrzezania. Dziewczęta są okaleczane, choć w Koranie nie ma takiego nakazu. Ibn Warraq krytykuje Zachód za to, że jest zbyt tolerancyjny dla islamu. Dla porawności politycznej nie mówi się o łamaniu praw człowieka. Nikt nie staje w obronie krzywdzonych – zwłaszcza kobiet i dzieci. Jeśli temat jest niewygodny, nie mówi się o nim, żeby nie zostać posądzonym o nietolerancyjność.

Po tej lekturze nie da się patrzeć na islam, tak samo jak wcześniej. Zaczynając od samego Mahometa, który potrafił postępować brutalnie wobec swoich przeciwników, po krwawe podboje arabskie, które nie maiały nic wspólnego z nawracaniem z dobrej woli. Oczywiście, podobne zarzuty można mieć wobec chrześcijaństwa. Tutaj jednak autor skupia się na islamie i walczy ze stereotypami. Choć mówi się wiele o tolerancji muzułmanów wobec żydów, Ibn Warraq tłumaczy, jak błędne jest owo przekonanie. Podaje, że wielu „Wyznawców Księgi” musiało zginąć, by Mahomet mógł się uniezależnić finansowo.

Ibn Warraq może być postrzegany jako zbyt krytyczny wobec wyznawców Allaha. Tyle, że nie krytykuje on ludzi, ile fanatyzm religijny. Jest  to istotny głos, który warto poznać. Co wiemy o islamie? Niekiedy tylko tyle, ile podają nam media. Czasami nie mamy pojęcia o tym, co jest przyczyną, albo źródłem pewnych zachowań. Dzięki tej książce, wiele rzeczy niewygodnych, zostaje nam dokładnie wyłożonych. Choć zdanie Warraqa można uznać za jednostronne, warto się mu przyjrzeć. Dzięki niemu można wreszcie zrozumieć dlaczego rzeczywistość świata muzułmańskiego jest właśnie taka, a nie inna.

Dlaczego zdradzamy? Światowy atlas niewierności – P. Druckerman

Dlaczego zdradzamy?Pamela Druckerman w swej książce, „Dlaczego zdradzamy?” postanowiła przyjrzeć się niewierności, ale z perspektywy geograficznej. Wzięła pod lupę swoich rodaków – Amerykanów, udała się do Francji, RPA, Chin, czy Japonii, by sprawdzić jak te nacje postrzegają problem cudzołóstwa.

Autorka tej książki jest amerykańską dziennikarką, która mieszka w Paryżu. Pisała między innymi dla „Wall Street Journal”, „Washington Post”, „The New York Times”. „Dlaczego zdradzamy?” to jej debiut książkowy, choć obecnie na rynku pojawia się druga opowieść Druckerman: „W Paryżu dzieci nie grymaszą”.

W Stanach Zjednoczonych  dziennikarkę zaskoczyło w jaki sposób podchodzi się do cudzołóstwa. Z jednej strony wszyscy je potępiają, a z drugiej – korzystają z okazji. Mimo to – według autorki – mieszkańcy USA różnią się od reszty świata, gdyż uważają swoje postępowanie za złe i swoimi opowieściami chcą naprawiać innych.

Pamela Druckerman postanowiła sprawdzić stereotypy związane ze zdradzaniem wśród różnych nacji. Bardzo się zdziwiła, kiedy okazało się, że Francuzi wcale nie códzołożą częściej niż Amerykanie. Różnice ujawniają się już na poziomie językowym. Amerykanie mają kogoś „na boku”, Rosjanie i Szwedzi ” wymykają się na lewo”, natomiast Izraelczycy „jadają na boku”. Stosowanie eufemizmów jest powszechne. Zdradzany mąż w Chinach „nosi zielony kapelusz”, we Francji jest „rogaczem”, a po angielsku nazywa się go „cuckold”, czyli kukułką (ptakiem, który składa jaja w cudzych gniazdach). Takich określeń autorka podaje całe mnóstwo. Trzeba przyznać, że są niezwykle ciekawe.

Pisarka starała się podejść do sprawy w sposób rzeczowy i naukowy. Zaczęła gromadzić dane. Jak się okazało, było to niezwykle trudne zadanie. Bo jak sprawdzić, czy informacje są prawdziwe? W końcu mężczyźni zawyżają ilość partnerek, a kobiety postępują odwrotnie podając liczbę partnerów. Druckerman udało się ostatecznie zdobyć pewne statystyki. Wynika z nich, że współczesni Amerykanie zdradzają rzadziej niż kiedyś. Z danych wynika, że najczęściej nie dochowują wierności mężczyźni z Togo, bo aż 36% przyznało się do zdrad w ciągu roku, najrzadziej mieszkańcy Bangladeszu i Kazachstanu.

Okazuje się, że mieszkańcom USA zdrada przynosi więcej złego, niż korzyści. Nie chodzi tylko o sam fakt cudzołóstwa, ile o kłamstwa. Jednak na kryzysach zarabiają krocie poradnie małżeńskie, autorzy poradników, a nawet sekty religijne. Bardzo długo trwa proces leczenia ran po zdradzie, czasami jednak remedium – czyli prawdomówność, nie zawsze przynosi szczęście.

Ze wszystkich opisywanych nacji w RPA najbardziej zaskoczyło mnie, jak wiele można ryzykować w imię wolności seksualnej. Tam zdradzanie niemal równoznaczne jest ze złapaniem wirusa HIV, a jednak wiekszość mężczyzn podejmuje ryzyko. Mimo, że ponad milion mieszkańców zmarło na AIDS, wiele osób nawet nie myśli o wierności, czy o podstawowych zabezpieczeniach. Wolą ryzykować życie, niż przełamać schematy.

Książka Pameli Druckerman uświadamia czytelnikowi, jak różne nacje pojmują wierność. Każde społeczeństwo posiada niepisane zasady mówiące, kto i kiedy może zdradzać. Autorka przełamuje stereotypy i przygląda się zdradom współczesnym, choć pisze, że najłatwiej byłoby, gdyby małżonkowie otwarcie mówili o swoich potrzebach i uczuciach oraz spędzali wspólnie czas.

Na szczęście Pamela Druckerman nie ocenia, ani nie moralizuje. Stara się reporterskim okiem przyjrzeć problemowi. Oczywiście zdarzają jej się liczne zdziwienia, jednak informacje, które podaje, łamią pewne stereotypy, a wtedy zaskoczenie może być spore. Czyta się książkę z wypiekami na twarzy, ale nie ze względu na pikantne szczególy, co szokujące informacje o tym dlaczego zdradzamy, skoro niesie to takie, a nie inne konsekwencje?

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za „Światowy atlas niewierności” Pameli Druckerman.

J. Juska – Spóźniona kochanka

Spóźniona kochankaZnalazłam tę książkę w dziale erotyka. Oczywiście według mnie jest to błąd. Ale jak potraktować „Spóźnioną kochankę” J. Juski? Tytuł przywołuje inne skojarzenie… William Wharton napisał przecież powieść pt. „Spóźnieni kochankowie”. Z tym, że u Jane Juska mamy do czynienia z literaturą faktu, książką autobiograficzną.

Kobieta przebywająca na emeryturze, na dodatek nauczycielka wydaje nam się sie osobą stateczną, pozbawioną marzeń i obowiązkowo: starszą niewinną panią Jednak Jane Juska udowadnia, że należy zapomnieć o tym stereotypie i wyemancypować dojrzałych ludzi. Zabiera się do tego w dość nietypowy sposób. Postanawia napisać ogłoszenie do swojej ulubionej gazety The New York Review of Books:

„Zanim skończę 67 lat – co stanie się w marcu – chciałam przeżyć dużo seksu z fajnym mężczyzną. Jeśli wolisz przedtem porozmawiać, możemy zacząć od Trollope’a.”

Tym oto anonsem odmienia całkowicie swoje życie. Na ogłoszenie odpowiada wielu różnych panów. Jane Juska postanawia się z nimi spotkać. Nie ma zamiaru tylko z nimi rozmawiać, chce przeżyć chwile uniesień z mężczyznami, bo do tej pory zaniedbywała tę część życia.

Okaże się, że znajdzie i miłość i rozczarowanie, zdradę, ale też sporo radości. Przy okazji tych spotkań rodzi się inna miłość – do Nowego Jorku, bo tam przede wszystkim będzie spotykała panów z ogłoszeń. Właśnie to miasto, które nigdy nie śpi, staje się drugim bohaterem tej powieści. Juska odkrywa w sobie miłość do tego miejsca.

Autorka pomiędzy spotkaniami z mężczyznami snuje opowieść o swoim życiu w Stanach Zjednoczonych. Najpierw kreśli obraz typowej rodziny – i wychowania w stylu wiktoriańskim. W latach pięćdziesiątych niewiele się mówiło o cielesności, rodzice starali się ją ukrywać przed dziewczętami. Z drugiej strony właśnie dziewczynki mają być idealnymi żonami i  matkami.

Juska pokazuje jak osiągano ten efekt. Aby była atrakcyjna i szczupła karmiono ją amfetaminą. Studia miały służyć temu, by znalazła męża. Wiedzę na temet drugiej płci czerpała z pikantnych opowieści koleżanek, niewiele z tego rozumiejąc. Nigdy nie nawiązała ciepłych relacji z ojcem, czuła się przez to nieatrakcyjna. Zaszła w ciążę, bo wstydziła się pójść do ginekologa. Jedynym wyjściem w tamtych czasach było małżeństwo – choć z niekochanym mężczyzną.

Autorka świetnie pokazała obraz Ameryki i jej mentalności w drugiej połowie XX wieku. Z jednej strony mogła zdobyć wykształcenie i zostać nauczycielką, z drugiej ciągle czuła się zależna od mężczyzn. Wiele lat zajęło jej uwolnienie się od tych niewidzialnych więzów. Właściwie pomogła dopiero terapia u psychoanalityka.

Co może robić starsza pani? Emerytowana nauczycielka ma problem, by się utrzymać, więc podejmuje pracę, działa też charytatywnie. Uczy więźniów twórczego pisania, wspiera kobiety korzystające z kliniki aborcyjnej. Przy okazji chce zrobić coś dla siebie. Jako, że sfera jej życia intymnego nie istniała od lat, postanowiła zmienić tę sytuację. Bez skrępowania i wstydu pokazała wszystkim, że można doznać wielu uniesień w drugiej połowie życia. Najbardziej kontrowersyjnym wyborem był związek z mężczyzną o trzydzieści lat młodszym. Tego nie wytrzymały nawet najbardziej tolerancyjne osoby…

Historia Jane Juski w niezwykle obrazowy sposób pokazuje coś, co do tej pory należało do tabu. Życie seksualne po sześćdziesiątce, na dodatek udane? Myślę, że książka może wzbudzać kontrowersje. Jednak udowadnia, że w każdej chwili można odmienić swoje życie. Trzeba tylko poszukiwać w inteligentny sposób. Bo przecież każdy ma prawo do szczęścia. I tyle.

„Spóźniona kochanka” jest książką, którą pochłania się w jeden wieczór. Jednych mogą zainteresować perypetie miłosne głównej bohaterki. Mnie natomiast najbardziej zaintrygowała przemiana, jak zaszła w mentalności Amerykanów przez ostatnie pięćdziesiąt lat. Nie chodzi tu tylko o pokazanie, że starsze kobiety mają prawo do życia seksualnego. Książka wskazuje jednak drogę, by nie poddawać się i iść za marzeniami. Nawet, gdy się wydaje, że jest już za późno – trzeba odnaleźć siebie.

Dziękuję za książkę Wydawnictwu Czarna Owca.

Cywilizacja komunizmu – Leopold Tyrmand

Cywilizacja komunizmuZ Tyrmandem sprawa jest trudna. Znają go głównie poloniści, bo zasłynął jako autor „Złego” i „Dziennika 1954”. Jeszcze parę osób kojarzy go jako bikiniarza z lat pięćdziesiątych w kolorowych skarpetkach. Inni w ogóle o nim nie słyszeli.

Autor „Cywilizacji komunizmu” żył w latach, kiedy własne zdanie nie było zbyt dobrze widziane. Po 1958 roku, gdy zaostrzono represje wobec pisarzy, Tyrmand nie cieszył się popularnością ze strony władz. Wyjechał w 1965 do kolebki swego ukochanego jazzu – do Stanów Zjednoczonych.

Mimo, że był polskim pisarzem, dobrze sobie poradził w USA, jako publicysta. Właśnie „Cywilizacja komunizmu” stanowi tego doskonały przykład. Niestety, na polskie wydanie książka musiała czekać wiele lat – aż upadnie system komunistyczny.

Leopold Tyrmand pisząc „Cywilizację komunizmu” posługuje się specyficzną formą literacką. Mianowicie tworzy coś w rodzaju poradnika. Jest naszym przewodnikiem i nauczycielem po ideologii zwanej komunizmem. Zaczyna od narodzin człowieka w komunizmie, a kończy na jego śmierci. Odsłania wszystkie absurdy tej ideologii. Bo skoro najlepiej, żeby noworodek wywodził się z rodziny robotniczej, to dlaczego musi liczyć się z brakiem luksusów? W praktyce najlepiej było dla dziecka, by urodziło się w domu dygnitarza partyjnego.

Autor opowiada o każdym aspekcie życia. Coś, co dzisiaj wydaje się niemożliwe – brak paszportów, żywności w sklepach – w latach sześćdziesiątych było na porządku dziennym. Pisarz wytyka po kolei wszystkie wady systemu. Przecież na Zachodzie w tamtych czasach wielu fascynowało się tą ideologią. Tyrmand przestrzega przed tym zaślepieniem. Wręcz porównuje komunizm i hitleryzm, by dojść do wniosku, że ideologia Marksa poszła krok dalej od nazimu:

„Komunizm stwarza POZORY możliwych porozumień z człowiekiem, po czym człowieka, który uwierzył, już bezbronnego, unicestwia za to, co w nim dobre, za niezależność myśli, za poczucie godności, za sprzeciw wobec kłamstwu. Pomoc bliźniemu w komunizmie to taki sam wybór moralny, jak za Hitlera – kara za odruch miedzyludzkiej solidarności jest nieunikniona. Tylko czasem czeka się na nią latami i dlatego świat jej nie zauważa” (s. 147).

Język jakim posługuje się Tyrmand nie należy do najłatwiejszych, bo i temat nie jest prosty. Wystarczy sobie przypomnieć komunistyczną nowomowę. Książka powinna trafić do osób, które albo nie pamiętają, czym jest ideologia marksitowska, albo chciałyby pogłębić swoją wiedzę na ten temat. „Cywilizacja komunizmu” została wydana w serii „Biblioteka wykształciucha”, ale błyskotliwy styl pisarza z pewnością przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom historii i  formy literackiej, jaką jest pamflet, gdzie ironia ściga się z satyrą i ciętymi sformułowaniami.

Wiele osób dzisiaj już nie pamięta o złych stronach komunizmu. O lęku przed drugim człowiekiem, braku zaufania. Kolejki w sklepach, kartki na żywność mogą wydawać  się śmieszne, ale lepiej niech pozostaną przeszłością. Wspominanie z nostalgią tamtych czasów przez poprzednie pokolenia dotyczy raczej ich młodości, niż tęsknoty za systemem. Kogo kusiłby komunizm, nich sięgnie po książkę Tyrmanda. Dzięki niej pozbawi się złudzeń. Ideologia zła została tutaj obnażona i pokazana w całej swej istocie.

Dziękuję za książkę Wydawnictwu MG