Prawdziwa królowa – Andrew Marr

Prawdziwa królowaKsiążka Andrewa Marra „Prawdziwa królowa. Elżbieta II jakiej nie znamy” właściwie nie opowiada tylko o królowej Elżbiecie. Dzięki tej obszernej pozycji czytelnik odbywa podróż w czasie. Choć niekoniecznie jest to odległa przeszłość, jednak dzięki autorowi oglądamy ją z pewnym dystansem, niemal z lotu ptaka, otrzymując szeroką perspektywę.

?Prawdziwa królowa?. Sam tytuł książki podsumowuje panowanie Elżbiety. Jeśli jeszcze dodamy, że to królowa jakiej nie znamy ? sukces czytelniczy murowany. Któż nie chciałby dowiedzieć się czegoś więcej?

Ale kto szuka tabloidowych informacji, może odłożyć książkę natychmiast na bok. Marr snuje niezwykle interesującą historię, zaczynając od Jerzego V – założyciela dynastii. Dzięki temu w ogóle wiemy skąd się wzięła i co kształtowało Elżbietę. Wydarzenia polityczne oraz wszystko co działo się w jej rodzinie na początku XX wieku miało zasadniczy wpływ na jej charakter. Wystarczy przypomnieć sobie, co stało się z kuzynem Jerzego V, carem Mikołajem II i jego najbliższymi. Liczne afery miały miejsce na długo przed przyjściem na świat Diany i Karola.

Autor przedstawia portret psychologiczny Elżbiety, dzięki czemu staje się ona sympatyczną i ciepłą osobą, a nie tak jak by chciały bulwarówki ? zimną i wyrachowaną. Wreszcie zrozumiałam, co nią kieruje. Niektóre ideały mogą być nieco przestarzałe, ale królowa jest im wierna. Za to można ją tylko cenić. Autor wyjaśnia wiele zachowań – np. po śmierci Diany. A. Marr stara się oczyścić królową z wielu zarzutów, pokazując, że właśnie tak powinno wyglądać postępowanie Elżbiety II, a nawet starała się otworzyć na potrzeby opinii publicznej – mimo, że nie było to zgodne z zasadami.

A kto wie, jakie relacje miała królowa z kolejnymi premierami Wielkiej Brytanii? Tu wszystko zostaje skrupulatnie podane. Niewiele osób pamięta o tym, że Elżbieta przecież czuje się odpowiedzialna za dawne kolonie oraz Australię i Kanadę. Miłośnicy historii mogą zacierać ręce.

Cały świat zdążył się kilka razy zmienić, a Elżbieta II wydaje się być czymś stałym. Może na tym polega jej fenomen? Udało jej się znaleźć dla siebie miejse w społeczeństwie. Jej ideą jest służba obywatelom, nie odwrotnie. Królowa właśnie dlatego nie będzie wpływała na parlament. Może jedynie naprowadzać polityków zadając im pytania, nie wyrażając jednocześnie swoich poglądów.

Dzięki książce Marra dowiedziałam się wiele o Elżbiecie II i samych Anglikach. Choć konwenanse stają się powoli przestarzałe i niezrozumiałe, królowa wciąż stara się przestrzegać tracycji. Pragnie dopasować się do potrzeb Anglików, ale jednocześnie nie podlegać modnym zachowaniom, a patrzeć daleko w przyszłość.

Dzięki „Prawdziej królowej” weszłam za kulisy miejsc, których zwykły czlowiek nie może zobaczyć. Poczułam, jak wokół rozgrywa się wielka polityka, której autorytetem jest właśnie Elżbieta. I choć nie ma w sobie nic z bajkowej postaci, dzięki tej biografii coś zrozumiałam. Warto przyjrzeć się bliżej tej książce, by zrozumieć zasady, którymi kieruje się Elżbieta II.  Mogę polecić ją każdemu, kto poszukuje rzetelnej wiedzy o Windsorach.

Czy papież jest winny? Geoffrey Robertson

Czy papież jest winny?Geoffrey Robertson w książce „Czy papież jest winny?” podjął delikatny temat związany z brakiem odpowiedzi Watykanu na liczne przypadki molestowania seksualnego, których dopuszczali się duchowni. Ten znany prawnik wysunął tezę, że papież jest winny naruszania praw człowieka i powinien za to odpowiedzieć.

Czytałam wcześniej „Nie lękajcie się” E. Overbeeka, która omawia problem molestowania dzieci przez polskich duchownych katolickich. Książka „Czy papież jest winny” zajmuje  się podobnym tematem, jednak w znacznie szerszym zakresie. Jako, że autor jest jurystą, zajął się sprawą właśnie z prawniczego punktu widzenia.

Dla Robertsona Watykan przede wszystkim nie może być uznawany za państwo, ponieważ nie spełnia warunków wymaganych przez prawo międzynarodowe. Uznał, że w związku z tym można by posadzić papieża na ławie oskarżonych – np. jako obywatela Niemiec. Większość państw uznaje jednak Stolicę Apostolską, w tym wypadku papież może czuć się bezpieczny ze względu na immunitet, który go chroni jako przywódcę kraju. Dla autora nie do pomyślenia jest, że Kościół Katolicki i reszta świata powołuje się na traktaty laterańskie wyodrębniające Watykan, a podpisane przez – Mussoliniego.

Autor obala wiele argumentów, którymi Kościół Katolicki chroni się, gdy mowa o łamaniu prawa. Molestowanie seksualne jest przestępstwem, dlatego Robertson nie może zrozumieć, dlaczego Benedykt XVI do tej pory nie podjął żadnej sensownej próby, która by z nim próbowała walczyć.

Według prawnika działania Kościoła Katolickiego przypominają zasady funkcjonowania mafii. Przerzucanie księdza pedofila do innej parafii, a nawet na inny kontynent, to według niego zachowania, które powinny być karane, bo chroni się w ten sposób przestępcę. Autor uważa, że takich księży należy postawić przed sądem. Prawo kanoniczne jest w takiej sytuacji mało skuteczne. Najczęściej biskupi tłumaczą się, że nie informowali policji o przestępstwie, bo musieli zachować tajemnicę spowiedzi.

Procedury biskupów, które miały na celu eliminowanie pedofilii, prowadziły często do nagradzania przestępców. Według Robertsona tylko nieliczni byli wykluczani z szeregu kapłanów. Wielu natomiast uniknęło kary w wyniku przedawnienia przestępstwa, nietórzy kontynuowali swoje zbrodnie, tylko w innym miejscu. Przenoszenie kapłanów do kolejnych parafii było jedynie zamiataniem problemu pod dywan.

Według Benedykta XVI zaledwie 1% księży dopuściło się molestowania seksulnego wobec dzieci. Jednaka niektóre badania mówią, że jest ich znacznie więcej, od 4, 6 do 9%. Według raportu ekspertów z John Jay Collage winę orzeczono wobec zaledwie 6% księży, a zaledwie 2% z nich zostało skazanych. Najbardziej szokuje, że aż o 76% oskarżeń księży dotyczących wykorzystywania dzieci nie poinformowano organów ścigania.

Geoffrey Robertson uważa, że Joseph Ratzinger już jako kardynał miał do czynienia z problemem pedofilli w Kościele. Dlatego własnie on ponosi odpowiedzialność, jako ktoś, kto ukrywał przestępstwa. Autor domaga się, by wymagano od Watykanu, by stosował się do obowiązujących konwencji, a nie wymawiał się prawem kanonicznym. Nie mieści mu się w głowie, że Kościół, który stworzył fundamenty etyki, nie stosuje zasady „Zero tolerancji” wobec pedofilów.

Autor, jako prawnik, specjalizujący się w w prawie międzynarodowym oraz prawach dziecka, nie zgadza się na to, by księża byli traktowani inaczej niż pozostali obywatele. Twierdzi, że skoro Benedykt XVI chce być głową państwa, powinien przestać domagać się tego, by księża byli sądzeni według zasad prawa kanonicznego. Duchowny skazany za pedofilię musi podlegać karze laicyzacji, inaczej Kościół straci wiarygodność.

Robertson stawia tezę, że Ratzinger mógłby być sądzony, gdyby zrezygnował z władzy. Uznał, że nie ma takiej możliwości, gdyż abdykacja jest oksymoronem. Jak widać, nie przypuszczał, że papież zostanie emerytem.

Dzięki książce „Czy papież jest winny” czytelnik może zastanowić się nad tym, jak trudną kwestią jest problem pedofilii w Kościele Katolickim. Robertson domaga się takich regulacji od papieża, tak by zgodne one były z prawami dziecka. Nie krytykuje samej religii, rytuałów, czy instytucji. Warto poznać poglądy autora i zwrócić uwagę na tę kwestię. Czy nowy papież podejmie wyzwanie i zmieni zasady? Temat jest delikatny, ale nie można przed nim uciekać. Należy dyskutować i szukać rozwiązań. Nie sądzę, by ktoś chciał postawić Benedykta XVI przed sądem, jednak warto sobie uświadomić, że molestowanie dzieci jest przestępstwem, a ukrywanie winnych też podlega karze. Poglądy Robertsona są jasne i wyłożone w bardzo logiczny sposób. Na ile autor ma rację, czytający musi sobie odpowiedzieć sam.

Dziękuję za książkę Wydawnictwu Czarna Owca.

Obcy w domu – Raja Shehadeh

Obcy w domuRaja Shehadeh został nominowany w 2012 roku do Nagrody im. Kapuścińskiego za reportaż literacki „Palestyńskie wędrówki”.  Nie czytałam tej pozycji, ale zainteresowały mnie problemy, jakie podejmuje autor w swoich książkach.

„Obcy w domu” jest opowieścią autobiograficzną o człowieku, który został wypędzony, jeszcze zanim się urodził. Jego rodzina pochodziła z Jafy, ale miejscowość została zaanektowana w 1948 roku przez Izraelczyków. Rodzice Rai udali się do Ramallah, gdzie mieli letni dom. Shehadeh rodzi się w 1951 roku – czasie, kiedy życie Palestyńczyków było bardzo trudne.

Główny bohater wzrasta w tymczasowym domu, miejscu, gdzie żyje się tęsknotą za czymś, co zostało utracone prawdopodobnie na zawsze. Jego ojciec angażował się na rzecz pokojowego współistnienia Palestyńczyków i Izraelczyków. Pierwsi uznali go za zdrajcę, drudzy z kolei nie w pełni ufali.

Raja dorastał w cieniu ojca. Uwielbiał opowieści babki, które dotyczyły utraconego hotelu w Jafie. Nadopiekuńcza matka zostawiała go często w domu, więc jego kontakty z rówieśnikami były bardzo ograniczone. Stał się delikatny i wrażliwy, co bardzo denerwowało jego ojca.

Shehadeh przez całe życie pragnie się uwolnić od jego wpływu. Skazane jest to jednak na niepowodzenie. Od początku bohater stara się przypodobać ojcu, ciągle szuka  jego akceptacji, jednak bez skutku. „Obcy w domu” między innymi jest historią o trudnych relacjach między synem a ojcem. Ich osobiste relacje nie były łatwe. Jednak zaważyły na osobistych wyborach życiowych Rai. Chłopak wzrastał w cieniu ojca Aziza, ale w sumie podążał podobną drogą. Jak on skończył studia prawnicze, choć początkowo nie wiedział którędy iść. Ten delikatny chłopak chciał służyć dobru Palestyny, mimo że nieco inaczej niż Aziz. Ostatecznie dochodzi do ostrego konfliktu między ojcem a synem.

Kolejnym elementem powieści jest konflikt izraelsko – palestyński. On właśnie przekłada się na relacje rodzinne. I kiedy Raja Shehadeh dowiaduje się o morderstwie ojca, zdaje sobie nagle sprawę, że już nigdy się nie pojednają. Nie doczeka akceptacji Aziza, ani go nie przeprosi.

„Obcy w domu” to ważna książka, która nie dzieli świata na czarno-biały. Z jednej strony mamy obraz Izraelczyków, będących według Shehadeha okupantami. A z drugiej – autor sam będąc Palestyńczykiem – pisze, że jego rodacy też są winni temu co się dzieje obecnie. Otrzymujemy historie o Izraelczykach bezprawnie wywłaszczających Palestyńczyków, gdzie biurokracja działa tylko na korzyść okupantów. Oni torturują i prześladują więźniów. Shehadeh krytykuje również rodaków. Tak jak ojciec uważa, że winę ponoszą sami Palestyńczycy, którzy wycofali się z działań politycznych na terytoriach okupowanych. Po prostu oddali wszystko agresorowi, bo nie chcieli w żaden sposób współpracować.

Aziz pragnął uznania państwa Izrael, ale jednocześnie uważał, by jak najwięcej uzyskać od okupantów – a docelowo wywalczyć w ten sposób wywzolenie – drogą kolejnych ustępstw. Nieco przypomina to pozytywistów w czasach zaborów. Taki pogląd był dla Palestyńczyków ewidentną zdradą, przykładem kolaboracji.

Książka Shehadeh porusza nie tylko tematyką, którą podejmuje. Pokazuje pewien problem, stawia sporo trudnych pytań. Mnie urzekła również opowieść o trudnych relacjach między ojcem a synem.  Shehadeh podszedł do tematu inaczej niż Schulz w „Sklepach Cynamonowych” – choć wnioski mogą być podobne. Świetnie zostało pokazane piękno Palestyny – wygląda niemal jak pierwsza ukochana. Rewelacyjny język „Obcego w domu” wręcz przenosi czytelnika w opisywane miejsce. Utracony kraj został pokazany w sposób niezwykle zmysłowy i fascynujący, ale i z pewną nostalgią. Shehadeh tworzy obrazy, by je utrwalić na zawsze, gdyż krajobraz pod wpływem Izraela ulega ciągłej przemianie, aż do całkowitej dewastacji.

Dziękuję wydawnictwu Karakter z książkę „Obcy w domu”.

Alfred Hitchcock. Nieznana historia „Psychozy” – Stephen Rebello

Alfred Hitchcock„Mary zaczęła krzyczeć i nagle zasłonka rozsunęła się jeszcze bardziej, a do środka wsunęła się dłoń trzymająca rzeźnicki nóż. Był to nóż, który chwilę później uciął jej krzyk. I jej głowę.”

Ten cytat pochodzi z książki Roberta Blocha, na podstawie której powstał film.  Dzisiaj  „Psychoza” uznawana jest za klasyka thrillera. Sceny pod prysznicem nikomu nie trzeba wyjaśniać – od razu wiadomo, o jaki obraz chodzi. Jak doszło do powstania filmu, w jaki sposób powstawał i co się działo po jego nakręceniu, dowiemy się z książki „Alfred Hitchcock. Nieznana historia Psychozy” Stephena Rebello.

Nie przez przypadek tak głośno o reżyserze filmu „Północ, Północny Zachód”. Do kin wchodzi właśnie obraz „Hitchcock” z Antony Hopkinsem, w tytułowej roli.  Reżyser Sacha Gervasi  pokazuje jak powstała „Psychoza”, ale trzeba pamiętać, że film ma być rozrywką. Nie jest dokumentem, w którym wszystko przedstawiono rzetelnie i na podstawie suchych faktów.

W książce otrzymujemy mnóstwo informacji na temat „Psychozy”. Rebello zaczynał swą przygodę z tym filmem od pisania artkułu prasowego. Z czasem nazbierało się tyle materiałów, by mogła powstać książka, którą opublikował w 1990 roku. Autor miał możliwość spotkania i rozmawiania z wieloma ludźmi, którzy przyczynili się w jakiś sposób do tego obrazu „Psychozy”, który wielu miłośników kina zna niemal na pamięć.

Zaczynamy wkraczać w świat filmu od samej inspiracji, jaką był pewien morderca. Ed Gein zasłynął z tego, że w wolnym czasie zajmował się nietypowym rękodziełem. W jego domu znaleziono portmonetkę i bransoletkę z ludzkiej skóry, z niej też wykonano tapicerkę na krześle. Podobnych potworności było mnóstwo. Ed opowiadał policji, że „rozbiera rzeczy” (w sensie – ludzkie szczątki), by  sprawdzić „jak działają”. Historia Geina zainspirowała Roberta Blocha do napisania powieści.

Tak właśnie powstała „Psychoza”. Książka, która musiała trafić do słynnego reżysera. Alfred Hitchcock był u szczytu sławy. Jednak jego ambicje były olbrzymie. Postanowił stworzyć coś, czego nikt  jeszcze nie widział. Bo przecież zabicie głównej bohaterki po dwudziestu minutach flmu, wydawało się samobójstwem dla mającego powstać obrazu.

Hitchcock został przedstawiony jako człowiek, który wie, czego chce. Uznał, że gwiazdą filmu będzie – on i fabuła. „Psychoza” stała się dla niego wyzwaniem. Uwierzył w nią tak mocno, że nawet sam ją sfinansował. Wytwórnia Paramount zgodziła się na dystrybucję filmu, między innymi dlatego, że reżyser zrezygnował z honoarium, miał otrzymać sześćdziesiąt procent własności negatywów. Nikt nie przypuszczał, jaki sukces finansowy odniesie „Psychoza”.

Problemem była cenzura. Zgodnie z kodeksem Haysa niewiele można było pokazać. Kontrowersje wzbudzała nie tylko scena pod prysznicem, ale i pomysł sfilmowania… – toalety. Co ciekawe, cenzorzy za każdym razem widzieli w filmie co innego. A to dwaj doszukali sie nagości, za to inni się jej nie dopatrzyli. Po ponownym obejrzeniu filmu, ci pierwsi uznali, że nie ma golizny, a ostatni, że jednak jest… Ostatecznie film trafił do kin.

Z książki dowiemy się, jak reżyser dobierał aktorów, ile dni kręcono obraz, jakie były kwestie sporne. Z pewnością udało mi się nieco lepiej zrozumieć „Psychozę”. Rebello przedstawia punkt widzenia reżysera, jak on sam interpretował poszczególne sceny. Co chciał uzyskać w kolejnych ujęciach.

„Nieznana historia Psychozy” jest książką dla miłośników dobrego kina. Sporo się można dowiedzieć na temat, w jaki sposób tworzył filmy mistrz reżyserii. Nie ma miejsca na plotki, czy tabloidowe informacje. W filmie z Hopkinsem w roli Hitchcocka, skupiono się na relacji reżysera z żoną, tu tego nie znajdziemy. Warto sięgnąć po książkę Rebello, by dowiedzieć się czegoś o samym Hitchcocku. Obraz, który otrzymamy, jest bardziej wiarygodny, niż ten z filmu Sachy Gervasiego, który niedawno wszedł na polskie ekrany. Fanów Hitchcocka nie trzeba namawiać do lektury. Przeczytałam „Nieznaną historię Psychozy” dla mistrza suspensu. Miłośników historii mrożących krew w żyłach, zachwyci opowieść o Edzie Geinie. Mnie natomiast autor przekonał do samego Hitchcocka. Udowodnił, jak wielkim geniuszem był ten człowiek i jak dobrze znał ludzkie wnętrze.

Dziękuję wydawnictwu SQN za egzemplarz książki.

Lękajcie się – Ekke Overbeek

Lękajcie sięO tym tytule słyszeli już pewnie wszyscy. Ekke Overbeek w książce „Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią” postanowił zająć się problemem, który zdaje się być u nas tematem tabu. O książce wypowiedziało się już sporo osób, dlatego też chciałam ją poznać, by zobaczyć, o czym tak kontrowersyjnym napisał holenderski dziennikarz.

Pierwsza część książki nosi tytuł „Polska milczy”. Autor stara się zestawić problem pedofilii w Kościele Katolickim w Polsce, z tym jak sobie z nim radzono w innych krajach. Sporo tu danych statystycznych  i wyliczeń. Bez tego jednak książka byłaby mało wiarygodna. Overbeek wydaje się być obiektywny. Nie ocenia księży. Wskazuje, że jeśli dla innych problemem są księża homoseksualiści, to dla niego nie – bo nie ma tu mowy o łamaniu prawa świeckiego. Jednak pedofilia jest przestępstwem, a on stara się zbadać skalę tego problemu w środowisku księży katolickich.

Mimo, że papież w 2002 roku przyznał, że pedofilia wśród kapłanów jest problemem, w Polsce tego tematu się nie rusza. Media milczą, podobnie biskupi. Ci ostatni głoszą, że instytucje kościelne nie mogą płacić za przestępstwa dokonywane przez księży. Dlatego po odszkodowania ofiary powinny się zgłaszać do sprawców, nie instytucji. Overbeek z tym się nie zgadza. Mówi, że chociaż sam nie jest katolikiem, przecież zdaje sobie sprawę z tego, czego uczy Kościół. Gdzie tu miłość bliźniego, miłosierdzie, współczucie? Kapłani uznawani są za autorytet moralny i od nich należy wymagać, że będą postępować jak wzór. W momencie, kiedy duchowni nie potrafią sprostać wymaganiom i okazują się pedofilami, powinno się ich karać, a nie chronić – tak jak to się często dzieje.

Książka Overbeeka nie jest atakiem na Kościół Katolicki. Pokazuje, że im szybciej nastąpi walka ze zjawiskim, tym lepiej. Uczą tego afery z zagranicy. Nie można kryć przestępców. Warto się zastanowić, co dzieje się z ofiarami księży pedofilów. One powinny być na pierwszym miejscu i nad nimi powinien się pochylić Kościół. Niestety, autor nie mógł w pełni sprostać zadaniu. Nie dał rady ocenić skali zjawiska w Kościele Katolickim w Polsce, bo trudno znaleźć dane na ten temat. Władze kościelne milczą, a ofiary boją się mówić.

Ich świadectwo zostało przedstawione w drugiej części książki – „Ofiary mówią”. Historie, które zebrał Overbeek, opowiedziane zostały prostym językiem. Szybko można zauważyć pewne schematy. Ludzie, którzy byli molestowani w dzieciństwie, zazwyczaj milczeli. Nawet jeśli zdecydowali się mówić, nie otrzymywali wsparcia – ani od najbliższych, ani od Kościoła. Nie ma mowy o współczuciu. Jeżeli sprawcy zostali skazani, nie zdobyli się na mały, skromny gest – przeprosiny. Żadna z ofiar nie otrzymała odszkodowania. Tylko jedna, spośród dwunastu, stara się o rekompensatę.

Wszystkie z opisanych sytuacji mogłyby się zdarzyć na naszym podwórku. Dzięki takiej książce można chociażby zwrócić uwagę na problem. „Lękajcie się” jest mocnym tytułem. Autor świadomie prowokuje, by wywołać dyskusję. Kiedy rozmawiamy, temat przestaje być tabu, więc zostaje osiągnięty pewien cel. Nie chodzi przecież o to, by krytykować instytucję Kościoła, bądź atakować księży. Sprawcą przestępstwa może być każdy. Czy jest nim ksiądz, czy ktokolwiek inny, nie wolno zamiatać problemu pod dywan.

Wydawało mi się mało wiarygodne, że można milczeć, gdy pojawia się problem pedofilii wśród księży. Książka Ekke Overbeeka pokazuje, jak delikatny jest ten temat. Przeraziły mnie opowieści anonimowych ofiar. Wiele z nich bało się mówić, bo przecież wtedy kapłani robiliby im problemy – nie pozwolili ochrzcić i bierzmować dzieci, pogrzebać zmarłych. Ofiary bały się zemsty, wykluczenia ze społeczności, często zwyczajnie wstydziły się. W książce pokazane zostało, jak łatwo było im ulec manipulacjom pedofilów – przecież każda z ofiar była wtedy nieletnia. „Lękajcie się” poczyniło pierwszy krok. Reszta należy do odbiorców, bo to od nas zależy, czy problem przestanie być tabu i czy coś się zmieni.

Po książkę powinni sięgnąć nie tylko miłośnicy literatury faktu. Również osoby, które chciałyby się dowiedzieć coś więcej na temat ludzkiego wnętrza. Overbeek pokazuje, co się dzieje w psychice nieletniej ofiary przestępstwa seksualnego. Ważne, by przeczytali ją rodzice – uświadamia ona bowiem, jak zachowuje się dziecko molestowane przez pedofila. Tu nie ma taniej sensacji, ale są  ważne pytania, na które warto sobie odpowiedzieć.

Sporo informacji na ten temat znajduje się w najnowszym numerze Newsweeka.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za książkę „Lękajcie się”.

Więzienie? Hotel Kerobokan – K. Bonella

Hotel KerobokanWyspa Bali kojarzy się przede wszystkim z turystycznym rajem. Miejscem, gdzie ludzie się udają, by zapomnieć o szarej rzeczywistości. Z luksusem, na który nie może pozwolić sobie zwykły Polak. Dzięki książce Kathryn Bonella – „Hotel Kerobokan. Piekło na rajskiej wyspie Bali” – zobaczyłam inny świat, tę niewiedoczną, mało wygodną, a jednak istniejącą stronę księżyca.

Jak łatwo się domyślić, nazwa więzienia – Hotel K – jest ironiczna. Choć z drugiej strony, będąc na wyspie, można pomylić więzienie z tanim kurortem. Jednak wszystko, co dzieje się za jego murami, mrozi krew w żyłach. Przekraczając więzienną bramę, wkraczamy w świat korupcji, przemocy, seksu, alkoholu i narkotyków. Miejsce, w którym rządzą pieniądze.

Ten mroczny świat, jest domem dla przestępców obojga płci. Kobiet jest znacznie mniej i są one traktowane jak obywatele drugiej kategorii. Dziennikarka Kathryn Bonella odwiedziła Hotel K za sprawą Australijki Schapelle Corby, która została skazana w 2005 roku na dwadzieścia lat za przemyt 4,2 kg marihuany. Z tej historii powstała książka Jeśli doczekam jutra: horror więzienia na Bali. Została ona wydana w Polsce przez Świat Książki w 2010 roku.

Autorka postanowiła opisać Hotel Kerobokan w kolejnej książce. Opowiedziała, jak wygląda tam życie, na podstawie historii kilku więźniów. Znajdzie się tu opowieść o mordercy, który dokonał dekapitacji swojej ofiary. W więzieniu cieszył się dzięki temu sporym szacunkiem. Przeraża opowieść o kobiecie zwanej Czarnym Potworem, która zasłynęła tym, że zaszła w ciążę przez kraty swojej celi. Jest historia kilku skazanych na śmierć terrorystów oraz króla Bali, który nie miał wprawdzie władzy politycznej, natomiast traktowany był jak władca. Najwięcej miejsca autorka poświęciła skazanym za przemyt narkotyków.

Sądy na wyspie Bali są niezwykle skorumpowane i za to samo przestępstwo można otrzymać skrajne wyroki. Dziennikaraka dedykuje książkę wszystkim turystom wybierającym się na wyspę:

Uważaj. To mogą być wakacje, których nigdy nie zapomnisz. Nawet jedna tabletka ecstasy może cię kosztować dziesiątki dolarów i zapewnić ci miejsce w piekle Hotelu Kerobokan.

W więzieniu dominuje władza pieniądza. Kto je ma, może sobie wszystko kupić. Najważniejszym i najbardziej pożądanym towarem są narkotyki, potem seks. Autorka podczas rozmów z więźniami wielokrotnie widziała osoby dające sobie jawnie w żyłę, albo kopulujace na oczach innych. W Hotelu K łatwo doprowadzić się do obłędu. Spora część więźniów przystosowuje się, staczając się po równi pochyłej. I tak jak w tytule pierwszej książki Kathryn Bonella, nie jest pewne, czy doczekają jutra. Jeśli natomiast się uda, kim będzie człowiek, który stamtąd wychodzi? O resocjalizacji nie ma mowy.

„Hotel Kerbokan” nie jest wygodną książką, po którą się sięga dla odprężenia. Historia wywołuje negatywne uczucia – od obrzydzenia, po poczucie bezsilności. Opowieść fascynuje, bo coś co może wydawać się fikcją rodem z najbardziej brutalnych horrorów, w Hotelu K staje się rzeczywistością. Warto się jednak przemóc i poznać mroczną stronę Bali. Dzięki tym rzetelnym informacjom czytelnik wyrabia sobie obraz wyspy – inny niż z kolorowej pocztówki. Historia, którą czytałam, przypomniała mi trzecią serię  „Prison Break”, w której bohater przebywa w więzieniu w Panamie. W książce Kerbokan natomiast nie ma miejsca na fikcję, są tylko fakty, niekiedy bardzo szokujące.

Za „Hotel Kerobokan” dziękuję wydawnictwu Świat Książki.