„Tour de France. Etapy, które przeszły do historii” – Richard Moore

Tour de France, Richard Moore

Miłośnicy kolarstwa wreszcie doczekali się książek, dzięki którym mogą zobaczyć, jak powstawała i rozwijała się legenda takich wyścigów jak Giro d’Italia czy Tour de France. Ten ostatni ma już 115 lat, a przez trzy tygodnie lipca mogliśmy śledzić tegoroczne zmagania najbardziej znanych kolarzy. Z pewnością każdy sportowiec, który ściga się na szosówce, marzy by pojawić się jako pierwszy na mecie. W tym roku zwycięzcą klasyfikacji generalnej został Geraint Thomas. Nie wiem, czy jego dokonania przejdą do legendy, ale z pewnością dostarczyły fanom tego sportu sporo emocji. O dwudziestu najbardziej zapierających dech w piersiach momentach francuskiego wyścigu opowie nam Richard Moore w książce „Tour de France. Etapy, które przeszły do historii”. Czytaj dalej

„Wyspa Węży” – Małgorzata Szejnert

Wyspa Węży, Małgorzata SzejnertRodzinne historie mogą zainspirować takich reporterów jak Małgorzata Szejnert. Tego nazwiska nie trzeba przedstawiać miłośnikom gatunku, czy ludziom, którzy chcieliby podążać jej śladem i zajmować się literaturą faktu. Poznałam ostatnie wydane książki Małgorzaty Szejnert: „My, właściciele Teksasu. Reportaże z PRL-u” oraz „Usypać góry. Historie z Polesia”. Teraz możemy sięgnąć po najnowsza publikację reporterki noszącą tytuł „Wyspa Węży”. Czytaj dalej

„Ekspedycja. Historia mojej miłości” – Bea Uusma

Ekspedycja, Bea UusmaMari Beatrice „Bea” Uusma jest szwedzką pisarką, którą przez wiele lat fascynowała pewna wyprawa balonowa. W 1897 trzej podróżnicy postanowili zdobyć biegun północny. Salomon August Andrée, inżynier Knut Frænkel oraz fotograf Nils Strindberg odlatują 11 lipca, ale po kilku dniach znikają bez śladu. Ich ciała zostają znalezione dopiero po trzydziestu latach. Dla Bei Uusumy jest to zagadka, którą chce rozwiązać, ponieważ do tej pory nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, co było przyczyną śmierci członków ekspedycji. Czytaj dalej

Lata sześćdziesiąte – Jenny Diski

jennydiski okladka_3.inddUwielbiam muzykę lat sześćdziesiątych. Uważam, że tworzyli wtedy genialni artyści. Zachwyciła mnie nie tak dawno temu książka Patti Smith, pt. „Poniedziałkowe dzieci”, w której wiele się mówi o tej dekadzie. Jednak, czy wiem, co wtedy kształtowało młodych buntowników? Myślę, że moją nieco chaotyczną wiedzę może uzupełnić nowa seria z Wydawnictwa Officyna, nosząca nazwę „Twarze kontrkultury”.

Pierwszy tytuł „Lata sześćdziesiąte” Jenny Diski został wybrany nie bez powodu. Oto osoba opowiada o latach swojej młodości, którą przeżyła właśnie w tamtych czasach. A jej historia to typowy, wręcz klasyczny przykład buntowniczki i kontestatorki, której nie było obce hasło: sex, drugs & rock’n’roll.

Jenny Diski wspomina lata sześćdziesiąte z pewnym sentymentem, ale nie mitologizuje i nie wynosi na piedestał tamtych idei. Potrafi na nie spojrzeć trzeźwym okiem. Nie boi się krytykować, szuka odpowiedzi na pytanie, jak na dalsze losy świata wpłynęły lata sześćdziesiąte.

Niemal wszystkie mity zostały przez autorkę obalone. Przede wszystkim podejście do seksu. Bohaterka opisując swoje doświadczenia wspomina, że została kilka razy zgwałcona, gdyż niektórzy mężczyźni nie rozumieli słowa „nie”. Kobieta nadal bywała traktowana przedmiotowo, a rewolucja seksualna dawała najwięcej korzyści płci męskiej.

Skrytykowany został również indywidualizm jednostki. Diski uznała, że stał się on źródłem zła w latach osiemdziesiątych, gdyż przyczynił się do powstania modelu konsumpcyjnego. Przez to dwadzieścia lat później hasło być zastąpiło mieć. Autorka nie popiera indywidualizmu wolnorynkowego z czasów M. Thatcher, ale według niej winę ponoszą właśnie lata sześćdziesiąte.

Pisarka opisując zjawiska, mechanizmy zawsze zaczyna od swoich osobistych, niekiedy intymnych doświadczeń. Na początku pisze o modzie, która w tamtych czasach miała olbrzymie znaczenie, bo określała do jakiej subkulury należy taki młody człowiek. J. Diski nie krytykuje muzyki, ją uznaje za najważniejsze osiągnięcie tamtej dekady.

Autorka opisuje czasy swej młodości z angielskiego punktu widzenia. Nie skupia się na zjawiskach ogólnoświatowych. Mieszkając w Londynie doświadczyła rewolty, ale mało upolitycznionej. Ważniejszy był dla niej wtedy swingujący Londyn, niż wydarzenia ze świata, które później przeszły do historii. Wtedy, istotne w kontrkulturze, z punktu widzenia młodego Anglika, było odróżnienie się od dorosłych, choćby strojem, czy możliwością sięgania po narkotyki. Tyle, że od próby wyglądania inaczej, zaczęły się pozostałe „inności”. Następna była rewolucja w polityce, szkole i w psychiatrii.

Autorka książki szuka „złotego środka” opowiadając o epoce lat sześćdziesiątych. Poddaje te czasy krytyce, ale nie zapomina o tym, co dobrego nam dały. Dzięki ironicznemu spojrzeniu na tę dekadę, poznajemy ciekawy, bo mało stereotypowy, punkt widzenia. Kilkadziesiąt lat dystansu również swoje robi. Z jednej strony mamy do czynienia ze świadectwem, a z drugiej z analizą i krytyką. Nie ze wszystkim trzeba się zgadzać czytając tę książkę, choć przedstwia ona ciekawy punkt widzenia. Po przeczytaniu tej pozycji niecierpliwie czekam na kolejne tytuły z tej serii. Następne będą „Wspomnienia bitniczki” Diane di Primy. Mam nadzieję, że będzie to równie ważny i interesujący głos, jak ten przedstawiony przez Jenny Diski.

Dziękuję Wydawnictwu Officyna za książkę „Lata sześćdziesiąte”.

Jedno oko na Maroko – reportersko dla dzieci

Jedno oko na MarokoTomasz Kwaśniewski postanowił napisać pierwszą reporterską książkę dla dzieci. „Jedno oko na Maroko” jest zbiorem rozmów z niezwykłymi, bo troszkę innymi ludźmi. Znany dziennikarz połączył swoje siły z Anną Bedyńską – utalentowaną fotografik, nagrodzoną World Press Photo, z tej oto mieszanki wyszedł majstersztyk, który będę gorąco polecała.

Teoretycznie książka napisana została dla dzieci. Jednak dorosły też ma możliwość zadawania dziecięcych pytań. Takich, które nurtowały nas wieki temu, a zapomnieliśmy o nich po latach,  teraz możemy wrócić do tego stanu niewinności i zaspokoić zwykłą ciekawość.

„Jedno oko na Maroko” zostało napisane w formie wywiadów. Autor zadaje bohaterom swych rozmów dziecięce pytania, przez co zmusza ich do konkretnych i rzeczowych odpowiedzi. Rozmówcy muszą przecież posługiwać się prostym i zrozumiałym językiem, by wszyscy – niezależnie od wieku – ich zrozumieli. Tomasz Kwaśniewski prowadzi wywiady ze znanymi – księdzem Adamem Bonieckim, paraolimpijczykiem Jarosławem Rolą, czy kulturystą Marcinem Łopuckim. Bardziej liczna jest jednak grupa ludzi anonimowych, którzy wyróżniają się w jakiś sposób – osobą skazaną za morderstwo, nudystą, kobietą w ciele mężczyzny, bezdomnym, niewidomym, kobietą bez rąk. Kimś, kogo byśmy wstydzili się zapytać na ulicy, jak sobie radzi z utrudnieniami w życiu.

Bohaterowie tej książki w bardzo mądry i delikatny sposób, tłumaczą, kim są i jak muszą sobie radzić z rzeczywistością. Kobieta cierpiąca na achondroplazję, która ma zaledwie 120 centymetrów wzrostum, wyjaśnia, że nauczyła się w życiu prosić o pomoc. Jarek dziwi się, jak to jest, że dorośli budując domy, chodniki, nie zauważają, że istnieją ludzie bez nóg – bo nie wszędzie są podjazdy dla takich jak on.

Dzieci, kiedy czytałam im tę książkę, zaspakajały swoją wrodzoną ciekawość. Dzięki temu łatwiej będzie im zaakceptować inność. Bo przecież ludzie są różni. Tomasz Kwaśniewski wręcz zachęca, by do takich osób podchodzić i pytać. Może to jest lepsze, niż wytykanie palcami?

Cieszę się, że są takie publikacje, które ubogacają czytelników. Łatwo zaakceptować tych, którzy są podobni do nas. Co się dzieje z takimi, którzy czymś sie różnią? Nie mają łatwo, nie są akceptowani. Jednak dzięki takim pozycjom jak „Jedno oko na Maroko” dzieci poszerzają swoje horyzonty. Akceptują inność. Przyznam, że maluchom przychodziło to łatwiej niż sądziłam. I rzeczywiście, chcą wiedzieć, a ich ciekawość jest naturalna.

Podobało mi się to, że autor bardzo dobrze wszedł w rolę. Tak zadawał pytania, że kiedy dzieci dopytywały, to odpowiedź za chwilę padała na stronach książki. Jak się okazuje, maluchy zwracaja uwagę na konkrety – np. jak to jest, że panu bez nóg nie wypłynęła cała krew z ciała? U nudysty zakrytego w miejscach intymnych żelazkiem, doszukiwały się blizny po operacji serca – to było dla nich ciekawsze od nagości. Dla dzieciaków nie ma tematów tabu, stwarzamy je dopiero my – dorośli.

Sporym plusem książki są fotografie. Autorka zdjęć zrobiła wszystko, by intrygowały, ale też wnosiły sporo do rozmów. Tylko do jednego mogę się doczepić – chciałabym, by fotografii było więcej. Myślę, że nie można bać się takiej książki. Dzięki rozmowom Tomka Kwaśniewskiego pokazujemy dzieciom świat, a na tym właśnie polega nasza rola. Dobrze, że są tacy, którzy nam – rodzicom w tym pomagają. Moje dzieci były zachwycone, bo poznawały ciekawych ludzi. A to przecież jest ważne, również dla najmłodszych.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarna Owieczka.

Ciągle po kole – Anka Grupińska

Ciągle po koleKsiążką po którą sięgnęłam tym razem, została wydana po raz pierwszy w 2000 roku. Autorka – Anka Grupińska – zajmowała się tematem powstania w getcie przez trzydzieści lat. W efekcie rozmów z powstańcami, powstała książka „Ciągle po kole”.

Pierwszy wywiad z Markiem Edelmanem miał miejsce już w 1985 roku. Potem dwa lata zajęło autorce zbieranie wspomień powstańców żyjących w Izraelu, później z Inką w Warszawie. Tak powstała pierwsza wersja tej opowieści – „Po kole”. Doszły kolejne rozmowy, aż książka zatoczyła koło i została zamknięta drugim wywiadem z Edelmanem.

Zaskakujące jest w tych historiach to, że choć często opowiadają o tych samych wydarzeniach, każdy z pytanych po latach widzi je w nieco inny sposób. Nawet te same osoby mogą mieć kilka wersji imion – bo niektórzy stosują polskie, a inni hebrajskie, są też imiona w jidysz.

Rozmów jest w sumie dziesięć. Kiedy w getcie wybuchło powstanie, bohaterowie zdawali sobie sprawę, że idą na śmierć. Jednego tylko nie przewidzieli – że przeżyją. Ci nieliczni, którym się udało, nie wiedzieli co z sobą zrobić. Jaką drogę obrać? Niektórzy po wojnie zostali w Polsce – jak Marek Edelman, czy Inka – Adina Blady Szwajger. Inni osiedlili się w Tel Awiwie: np. Masza Glajtman Putermilch, Pnina Gryszpan-Frymer, czy jak Szmuel Ron, który zamieszkał w Jerozolimie.

Historie, które opowiadają, łączy powstanie w getcie. Wszyscy rozmówcy brali w nim udział. I choć każda z osób miała inne doświadczenia życiowe, poglądy na świat, to wszyscy za wszelką cenę chcieli przeciwstwić się nazistom. Anka Grupinska pokazuje jak bardzo różnili się od siebie. Jednak chcieli walczyć, ich jedyną wolnością był wybór rodzaju śmierci. Posiadali na tyle silny instynkt przetrwania, że udało im się – na przekór wszystkiemu – przeżyć. Niekiedy dzieliło ich od niej niewiele, przecież śmierć ich otaczała, często czuli jej oddech, a jednak mogą nam opowiedzieć o swoich przeżyciach i emocjach.

Choć nigdy do końca nie poznamy ostatecznej wersji wydarzeń, możemy wniknąć do getta poprzez tych ludzi. Pokazują oni, jak żyli w czasie okupacji, przed i po wojnie. Kształtuje się też pewien wspólny mianownik, choć niemożliwe jest ustalenie dokładnej historii. Szokować mogą dosadne zdania Marka Edelmana, który twierdził, że w getcie nic nie było znaczące. Padają krytyczne słowa w stosunku do księży katolickich, którzy popierali antysemityzm. Nawet Kolbe w swym „Rycerzu Niepokalanej” pisał przed wojną antyżydowskie teksty. Przecież Jezusa zabili Żydzi – takie było powszechne zdanie chrześcijan. Powstańcy tak samo bali się nazistów, jak i Polaków. Zagrożeni byli z każdej strony, mogli wydać ich nawet Żydzi.

Dzięki książce Grupińskiej zachowana zostaje pamięć o Zagładzie. Nie jest może ona doskonała, ale istnieje. Ważne są odczucia bohaterów. Natomiast ich poglądy polityczne tłumaczą pewne postawy – dlaczego niektórzy zostali w Polsce, a inni wyjechali do Izraela. Obraz, który otrzymujemy, przełamuje stereotypy. Pokazuje jak skomplikowany i złożony jest problem Holokaustu.

Wprawdzie Marek Edelman wypiera się bohaterstwa, każe mówić o instynkcie, jednocześnie uświadamia czytelnikowi, że nie można porównywać tamtej moralności z dzisiejszą. Tak łatwo oceniać i szufladkować. Rozmówcy Anki Grupińskiej pokazują nam chociażby, jak źle byli traktowani ze strony AK. Nie otrzymali wsparcia, a niektórzy z Armii Krajowej gotowi byli nawet do tego, by zabijać tych żołnierzy, którzy przeżyli walki w getcie. Pewne fakty szokuja, a jednak warto je poznać, by samemu nie powielać błędnych streotypów. Może wiedza, którą nabywamy dzięki tym rozmowom, przyczyni się do tego, by wreszcie antysemityzm stał się przeszłością?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne