„Cień góry” – Gregory David Roberts

Cień góry, Gregory David Roberts„Shanataram”, książka Gregory Davida Robertsa, zachwyciła wielu czytelników. Nie odstraszyła ich nawet objętość powieści. Okazało się, że te 800 stron czyta się jednym tchem. Drugi tom pt. „Cień góry” jest równie obszerny, ale czy dorówna pierwszej części? Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że inspiracją dla pisarza były prawdziwe wydarzenia, z jego własnego życia, to wydawać by się mogło, że „Shantaram” wykorzystała wszystkie możliwości. A jednak „Cień góry” jest książką równie obszerną, wątków trzymających w napięciu także nie zabraknie.

Od wydarzeń opisanych w „Shantaram” mijają dwa lata. Lin, główny bohater powieści, właściwie powinien się załamać, ponieważ utracił ukochaną Karlę. Wszystko robił dla niej, a ona poślubiła milionera. Oprócz tego zginął Kadirbaj, szef bombajskiej mafii, a jednocześnie przyjaciel oraz duchowy przewodnik Lina. Co zostało mężczyźnie, który zachwycił się Bombajem i ludźmi tu mieszkającymi? Czy wystarczy mu coraz mniejsza grupa przyjaciół? Jak potraktują Lina nowi przywódcy gangu?

Lindsay nazywany w Indiach Shantaramem, musi w Bombaju od nowa budować swoją pozycję. W świecie gdzie rządzi prawo silniejszego, nie będzie to łatwe. Tym bardziej, że po śmierci Kadirbaja rozpoczyna się walka o władzę. Lin coraz mniej che w tym uczestniczyć, nie ma zamiaru mieszać się w wojnę gangów. Pragnie być z boku, ale czy w takim mieście jest to możliwe?

Bohater zauważa, że po jego powrocie wszystko się zmieniło. Bombaj tak samo tętni życiem, ale niektóre sytuacje sprawiają, że Shantaram chce się odciąć, próbuje nabrać do tego brutalnego świata dystansu. Uczestniczy w wielu brutalnych wydarzeniach, ginie coraz więcej ludzi, dlatego Lin postanawia pracować na własną rękę. Łatwo się jednak domyślić, że dawni wrogowie dadzą o sobie znać, zwłaszcza, że odeszła osoba zapewniająca bohaterowi pewien parasol ochronny.

Jak wygląda Bombaj z perspektywy Lina? Mamy do czynienia z niezwykle kolorowym miastem, pełnym sprzeczności. Nie brakuje tu ludzi wszelkich religii oraz wielu narodowości. Biedni i bogaci żyją obok siebie, ale różnice są olbrzymie. Pisarz pokazuje nam różnorodność, wielokulturowość tego miejsca, ale nie zawsze ci wszyscy ludzie żyją ze sobą w zgodzie. Cała struktura społeczna jest bardzo skomplikowana, a główny bohater nie zawsze rozumie i zauważa te wszystkie powiązania i zależności jednych ludzi od drugich. Dlatego nie wie, z której strony przyjdzie zagrożenie.

Brawurowych i niebezpiecznych akcji nie zabraknie w „Cieniu góry”. Jednak w „Shantaram” te wszystkie sytuacje były nowe, tu już zdążyliśmy do nich przywyknąć. I tak jak w pierwszej części łatwiej udawało się tolerować filozoficzne wywody bohaterów, tu już trochę nużą. W poprzednim tomie nie brakowało aforyzmów, teraz postaci doprowadzają do pojedynku na złote myśli. Te rozmowy i dysputy filozoficzno-religijne odbywać się będą właśnie w cieniu góry.

Akcja powieści Robertsa nieco zwolniła w porównaniu z „Shantaram”, ale i tak nie brakuje wydarzeń trzymających czytelnika w napięciu. Tym bardziej, że bohater będzie się starał stanąć w obronie tych, których najbardziej kocha, nawet jeśli uczucie nie jest odwzajemnione. Choć mamy do czynienia z człowiekiem łamiącym prawo, to Lin kieruje się honorem i miłością. Znalazł się w Bombaju, ponieważ uciekł z więzienia, a jednocześnie szuka wolności oraz pragnie być wierny swoim ideałom. Kwestie moralne próbuje pogodzić z zasadami rządzącymi światem gangów, więc nie zawsze się to udaje.

Książka „Cień góry” została napisana w podobnym stylu, co „Shantaram”, ale jest bardziej mroczna niż pierwsza część. Postaci o najciekawszym charakterze już odeszły, a nowi bohaterowie nie są w stanie zapełnić tej luki. W drugim tomie dostrzegamy jeszcze więcej drastycznych historii, których te pozytywnie się kończące nie są w stanie zrównoważyć. Zło się pleni i zaczyna przeważać, a tym samym brud moralny zalewa kolorowy Bombaj. Natomiast same obrazy miasta zmieniają się jak w kalejdoskopie, ponieważ wraz z Linem oglądamy je z siodełka motoru. Dynamiki tu nie brakuje, chyba, że akurat zaczynają się wywody natury filozoficznej. Niektórych te refleksje zaintrygują, inni uznają je za banał. Nie mniej jednak w „Cieniu góry” dostrzegamy, że bohater wciąż szuka odpowiedzi na trudne pytania, bo pragnie odnaleźć wewnętrzną harmonię. W powieści zobaczymy, czy mu się to uda. Natomiast dzięki temu, że Lin uczestniczy w życiu różnych grup społecznych: od narkomanów, przez gangsterów, filozofów, mieszkańców slumsów, artystów, mamy okazję trafić do naprawdę niezwykłego miasta, w którym zawsze coś się dzieje.

    • Myślę, że w „Shantaram” ta magia wynikała z inaczej ułożonych proporcji. W „Cieniu góry” za dużo było tych refleksji niby-filozoficznych. Tak jakby pisarz nie do końca wiedział dokąd zmierza. Sama bardziej skupiałam się na warstwie opisującej zwykłych ludzi i miejscu. Ciekawe czy dzisiaj Bombaj jest równie niebezpieczny…

  1. Mimo wielu zachwytów wokół „Shantaram” nie byłam w stanie przebrnąć przez pierwsze 100 stron. Reklama mocno przesadzona. Za II część tej książki w ogóle się nie zabiorę, Wasze recenzje mnie w tym utwierdzają.

    • Czytelnicy dzielą się na tych, co się zachwycają i tych, którzy nie mogą przebrnąć przez pierwsze sto stron. Jeśli „Shantaram” Ci nie odpowiadała, to bez sensu byłoby sięgać po kolejny tom – nic na siłę. 🙂

  2. O proszę, z tego co widzę na podstawie komentarzy, książka wywołuje dość skrajne emocje. W tym momencie nasuwa się pytanie, na ile jest to efekt rozbudzonych oczekiwań, które nie wytrzymały konfrontacji z rzeczywistością : ) W przypadku powieści najnowszych powoli przekonuję się do tezy, że czytanie jakichkolwiek blurbów może tylko zaszkodzić odbiorowi dzieła : )

    • Sporo jest tych zawodów ze względu na rozbudzone oczekiwania. Skoro nazywa się te powieści „Literackim świętym Graalem”, to nie dziwię się, że ludzie spodziewają się nie wiadomo czego. Lepiej nabrać do tego dystansu 🙂

Skomentuj Ambrose Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *