„Entropia” – Maroš Krajňak

Entropia, Maroš Krajňak„Entropia” Maroša Krajňaka, słowackiego pisarza, intryguje już samym tytułem. Cóż oznacza to słowo? Entropia jest miarą chaosu, więc po książce spodziewać się można wszystkiego, tylko nie tradycyjnej formy. Maroš Krajňak obecnie mieszka w Bratysławie, ale jego trzy książki odwołują się do tradycji, historii oraz kultury łemkowskiej. Trylogia została nominowana do nagrody Anasoft Litera 2014.

Entropia zaczyna się od słów: „Buko i Forel biegną przez zbitą, gorącą mgłę do domu towarowego, gdzie przed wejściem, trzymając w rękach dużo pogniecionych, brudnych gazet, siedzi Wychudły Schizofrenik. Siedzi, wykrzykuje po swojemu najnowsze wieści i przypadkowym przechodniom wciska stare popołudniówki. Nikt na niego nie zwraca uwagi, bo go tu nie ma.” (s. 9). W ten sposób zaczyna się podróż głównych bohaterów, która odbywa się w szaleńczym tempie.

Buko i Forel biegną w poszukiwaniu Pepo, by go „przeczytać”. Czy im się to uda? Podczas tej wędrówki zaciera się czas i przestrzeń. Tak jakby przeszłość oraz teraźniejszość były jednym. A może ten bieg pozwala im spojrzeć na wydarzenia sprzed wielu lat, kiedy Łemkowie żyli u siebie a potem doświadczali wielu tragedii? Za radą Wychudłego Schizofrenika bohaterowie udają się do Kurdybanywki w ukraińskiej części Galicji, do żony Pepo. Jednak ich podróż będzie miała kilka przystanków.

„Kurdybanywka jest prototypem wyludnionej osady, która miała być wzorem dla reszty Galicji, a później i całego świata. Ktoś musiał wywołać jej entropię, kontrolować ją i stymulować wzrost do najwyższych granic. Kurdybanywka nie żyje. Są tam martwe domy, ruiny cerkwi i szkoły, od lat niepielone ogródki i zapuszczone sady. Mieszkali tu Polacy, Ukraińcy, Żydzi i potomkowie mieszanych małżeństw w każdym możliwym układzie. Teraz to miejsce zajęła pustka.” (s. 168). Dlaczego tak się stało? Jednych wymordowali Niemcy, innych armia radziecka a potem reżim sowiecki. Przetrwali tylko ci, którzy uciekli.

Łemkowszczyzna przenosi się do onirycznej krainy. Istnieje przede wszystkim w umysłach ludzi, ale ich pamięć jest ulotna. Czy ta kultura i tradycja wkrótce zostanie zapomniana? U Maroša Krajňaka wszystko przypomina sen. Surrealistyczne historie trudno ułożyć w jeden ciąg przyczynowo-skutkowy, ponieważ czas płynie tu inaczej. Buko i Forel odbywają niczym nieograniczoną podróż. Niemal żadne prawa fizyczne nie są dla nich barierą. Potrafią nawet jak Jezus utrzymać się na wodzie, tyle że nie chodzą, a leżą na powierzchni Dniestru.

Lektura „Entropii” przywołuje skojarzenia z prozą Brunona Schulza. W książce Maroša Krajňaka zaciera się granica rzeczywistości oraz snu. Mamy wręcz wrażenie, że wykraczamy poza czas, by z szerszej perspektywy zobaczyć historię Europy Środkowej. Zaskakują opisy, którymi posługuje się autor, by wprowadzić nas w ten niezwykły świat. Taki, w którym ograniczeniem może być jedynie nasza wyobraźnia. Najbardziej istotna staje się tu forma, rytm frazy, przez co książkę nawet trudno nazwać powieścią. Z chaosu wydarzeń wyciągamy wrażenia, które zabierają nas do odchodzącego świata Łemków. Nie zabraknie tu symboli, a kreacja i język są na pierwszym miejscu. Wymagająca lektura, którą warto czytać uważnie.

    • Nie jest to proste wyzwanie, bo wymaga pełnego skupienia. Ale za to satysfakcja po lekturze może być wielka. 🙂

  1. Oj dziwna to była książka. Jednak fascynująca i czerpiąca z tak wielu źródeł – powieści onirycznej, baśni, popkultury (Bolek i Lolek). Dobra rzecz, a nawet bardzo dobra.

    • Przyznam, że mnie mocno zaskoczyła – oczywiście w pozytywnym sensie. Zwłaszcza to połączenie surrealizmu z postaciami z popkultury.

  2. Ha, mnie entropia kojarzy się głównie z zajęciami z termodynamiki, ale jej ślady widać wyraźnie w codziennym w życiu – nasza człowiecza egzystencja jest przecież nieodwracalnym procesem, co oznacza, że stopień nieuporządkowania układu stale rośnie.

    W tamtym roku udało mi się sięgnąć po kilku czeskich pisarzy. Pomysł, by bliżej poznać literaturę słowacką także wydaje się kuszący.

    • Dla mnie entropia była terminem jeszcze bardziej zagadkowym, ale na szczęście znam takich, co chodzili na zajęcia z termodynamiki. Natomiast tytuł świetnie oddaje to, co się w tej powieści dzieje. Co do naszych południowych sąsiadów, warto sięgnąć po słowackich i czeskich autorów, bo mają sporo do powiedzenia. Można porównać to, w jaki sposób postrzegają rzeczywistość oraz podchodzą do własnej historii.

Skomentuj Wioleta Sadowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *