Do Trójmiasta nie mam tak daleko, więc co jakiś czas tam zaglądam. Miło pospacerować po Gdańsku czy Sopocie. Jednak do Gdyni trafiam najrzadziej. Mimo to miasto zawsze mnie intrygowało. Jak to możliwe, że w tym miejscu sto lat temu wszystko wyglądało zupełnie inaczej? Chciałoby się przenieść w czasie i zobaczyć, jak Gdynia się zmieniała i to w tak niesamowicie krótkim, międzywojennym czasie. Sprawdziłam, czy dzięki książce „Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939” Grzegorza Piątka jest to możliwe.
Na początek zaskoczyło mnie, że wcale nie było takie oczywiste, że właśnie Gdynia stanie się tym jakże ważnym, nowym polskim oknem na świat. Gdańsk nie został przyłączony do II Rzeczypospolitej, stał się Wolnym Miastem, więc Polacy doszli do wniosku, że potrzebują własnego portu. Ciekawostką jest to, że pierwszy wybór padł na Tczew, ale miasto było za daleko od morza i jego przebudowa oznaczałaby ogromne koszty dla jakże biednego państwa. Już w 1920 roku Tadeusz Wenda zaproponował budowę portu we wsi Gdyni, ale dopiero dwa lata później pojawiła ustawa o jego budowie.
Wyobraźnia tworzy w mojej głowie obraz ludzi pracujących nad projektem przestrzennym miasta, tak aby powstało piękne i modernistyczne miejsce. Takie, którym będzie można się pochwalić, jak drogocenną perłą. Tymczasem Grzegorz Piątek pokazuje, że nic nie było takie łatwe. Opisuje trudności, z jakimi musieli się zmagać budowniczowie i projektanci.
Autor pokazuje, jak silny jest mit Gdyni. Oczywiście dobrze by było widzieć same sukcesy. Dostrzec tylko i wyłącznie piękne, nowoczesne miasto, w którym zakochują się wszyscy miłośnicy modernistycznej architektury. Grzegorz Piątek potrafi zachwycić nas tą białą Gdynią. Istnieje jednak druga strona medalu. Oglądamy zwykłych ludzi, którzy pracowali nad tym, by miasto się unowocześniało i stawało coraz piękniejsze. Wielu potraktowało Gdynię jak miejsce, do którego można uciekać i zaczynać wszystko od nowa. Taki Dziki Zachód, jak w Ameryce. Warunki do życia jednak nie były zbyt ciekawe. To właśnie ta ciemna strona budowy Gdyni. Oglądamy chaos i bałagan przy planowaniu powstawania miasta. Okazuje się, że Gdynia była najdroższym miastem w Polsce. Ludzie przybywali tu w ciemno, więc wielu żyło i pracowało w trudnych do wyobrażenia warunkach. Kontrastowało to z tą piękną częścią miasta.
Grzegorz Piątek przywołuje pisarzy, którzy wpływali na opinię Polaków. Wiele o Pomorzu pisał Stefan Żeromski. Właśnie on przyczynił się do tego, że Gdynia zyskała poparcie, jako właśnie przyszłe miasto portowe. Autor pokazuje, jak różniło się to miasto i całe Pomorze od reszty kraju. Zresztą nic dziwnego. Polska miała przed sobą trudny czas łatania jednego kraju z trzech zaborów.
Reportaż „Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939” zaskoczył mnie tym, że oprócz opowieści o miejscu, jest też pokazany ciekawy obraz tego, jak rozwijała się Polska i jaki miało to wpływ na kształt Gdyni. W nowopowstającym mieście odbijały się wszystkie problemy, z którymi zmagała się II RP. Widzimy antysemityzm, gdyż miasto miało być wolne od obcych, w tym Żydów. W Gdyni kupować i sprzedawać mieli tylko Polacy. Ograniczano możliwość nabywania działek, budowania domów ludziom pochodzenia żydowskiego. Grzegorz Piątek jest architektem i krytykiem architektury, więc w tym reportażu zobaczymy również, jak postrzega architekturę. Autor zmusza nas do refleksji nad tym, jak postrzegamy mit Gdyni. Opowiada w zajmujący sposób. Potrafi zabrać nas prosto do dwudziestolecia wojennego i pokazywać Gdynię z różnych perspektyw. Nie dziwię się, że Grzegorz Piątek został laureatem Paszportów POLITYKI właśnie za tę książkę.
Brzmi ciekawie. Chętnie bym zajrzała do tej książki. Lubię Gdynię, to miasto z klimatem i charakterem. Sama mieszkam w portowym mieście, więc może też dlatego mam do niej pewien sentyment. 😉
Zdecydowanie warto. Nawet jeśli ktoś nie zna Gdyni, to poczuje jej klimat i zobaczy, jak złożoną historię ma to miejsce. 🙂