NIe sposób dzisiaj sobie wyobrazić, co czuli ludzie 20 lipca 1969 roku, kiedy siedzieli przed ekranami telewizorów i oglądali transmisję z lotu na Księżyc. Jeszcze trudniej uświadomić sobie emocje, jakie toworzyszyły członkom misji Apollo 11. Dzisiaj, pół wieku po tym wydarzeniu, warto dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Książka Andrewa Smitha „Księżycowy pył. W poszukiwaniu ludzi, którzy spadli na Ziemię” pozwala nam zbliżyć się nieco zarówno do ludzi, zdobywców Księżyca, jak i poznać konteskst społeczny i kulturowy tego zagadnienia. Można odnieść wrażenie, że po pięciu dekadach od tamtych wydarzeń, mimo olbrzymiego postępu technologicznego, pod względem lotów kosmos, jesteśmy w tym samym miejscu. Publikacja, po którą sięgnęłam, pozwala znaleźć odpowiedź na to dlaczego tak się stało i czy rzeczywiście nie spoglądamy ku gwiazdom.
Dotarciu na Księżyc towarzyszyło wiele chwil napięcia i niepewności. Nie wiadomo było, czy wszystko pójdzie tak, jak przewidywano. Podczas lotów na Srebrny Glob nie brakowało momentów grozy, choć lata przygotowań sprawić miały, by tych komplikacji było jak najmniej. Dwanaście osób mogło pochwalić się tym, że zostawili odcisk buta na Księżycu. Kiedy Andrew Smith zaczynał pracę nad tą książką, żyło dziewięciu zdobywców Luny. Autor postanowił dotrzeć do astronautów i zobaczyć, jacy są po powrocie na Ziemię. Jak lot na Księżyc ich zmienił? Czy są tymi samymi ludżmi, co przed wyruszeniem poza orbitę ziemską? Te pytania zadawał sobie Andrew Smith i swoimi wrażeniami ze spotkań i rozmów z członkami misji Apollo, dzieli się z nami.
Jeśli czytelnik spodziewa się typowej książki historycznej czy popularnonaukowej o lotach na Księżyc, lepiej niech odłoży „Księżycowy pył” na półkę. Andrew Smith postanowił pójść o krok dalej. Spróbował dotrzeć do istoty sprawy, a nawet duszy kosmicznych kowbojów. Okazało się bowiem, że po latach od misji na Srebrny Glob ci ludzie zostali bohaterami i celebrytami jednocześnie. Z jednej strony zrobili coś, co miało wpływ na ich poglądy i osobowość, a z drugiej musieli się mierzyć z ziemską egzystencją ludzi popularnych, choć niekoniecznie pragnących sławy. Każdy z członków misji poradził sobie z tym inaczej.
Andrew Smith opisuje i kreśli charakterystyki tych niezwykłych astronautów. Od początku nastawiony jest na to co bardzo ulotne, a mianowicie próbuje znaleźć tego prawdziwego człowieka, który skrywa się pod wieloma skafandrami, które dały mu pewną powłokę ochronną. Świat bowiem zadawał im wciąż te same pytania, ale czy ludzie, którzy dotknęli Księżyca, potrafią na nie odpowiedzieć?
Wszyscy bohaterowie „Księżycowego pyłu” po powrocie na Ziemię podążyli własnymi ścieżkami. Smith pokazuje, kim się stali. Jakich wyborów dokonali, jeśli chodzi o życie zawodowe i osobiste? Pobyt na Księżycu stał się punktem kulminacyjnym ich życiorysu. O tym momencie w życiu nie mogli zapomnieć, wręcz odwrotnie, wielokrotnie musieli do niego powracać. Autor książki zastanawia się też, czy pobyt na Srebrnym Globie stał się odniesieniem wszystkiego, co potem robili?
Książka „Księżycowy pył” powinna być sprzedawana z muzyczną playlistą. Andrew Smith wielokrotnie odwołuje się do utworów, które wpłynęły na pokolenia doastające w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Podczas snucia opowieści o wielkich kowbojach kosmosu, mamy do czynieia z narracją, dzięki której stopniowo odkrywamy kulisy programu Apollo, a także odkrywamy, jaki to miało wpływ na kulturę i całe pokolenie. Zresztą sam Smith przyznaje się do tego, że temat go fascynuje z tego względu, że należał do tej epoki, która wierzyła w możliwość zdobywania kosmosu. Loty na Księżyc dawały na to nadzieję. Dlatego pisarz w książce nie ukrywa własnego ja i snuje opowieść przez pryzmat własnej osoby, odsłania uczucia, czy wątpliwości. Choć „Księżycowy pył” nie jest łatwą lekturą, bo wymaga od czytelnika pełnego skupienia uwagi, to im bardziej się w nią zagłębiamy, tym bardziej fascynujące informacje znajdujemy na temat „ludzi, którzy spadli na Ziemię” oraz całego programu Apollo.
PS Książka w tłumaczeniu Rafała Lisowskiego.
Super, że książka ukazała się na naszym rynku akurat w tym roku, w okrągłą rocznicę lądowania na Księżycu. Odnoszę wrażenie, że to niezwykłe wydarzenie jest w naszym kraju niezbyt mocno celebrowane. A szkoda, bo akurat Kosmos, a w szczególności najbliższe Ziemi obiekty i planety to nasza przyszłość. I może wcale nie taka znowu odległa.
Na szczęście jakieś tytuły się pojawiają w związku z okrągłą rocznicą, chociaż też spodzieeałam się większego rozgłosu wobec tego tematu.