Nikomu nie trzeba przedstawiać Eltona Johna. Zwłaszcza ludzie z mojego pokolenia musieli zetknąć się z jego muzyką. Młodszym nie udało się przejść dzieciństwa bez znajomości choćby jednej z jego piosenek – mam na myśli tę z filmu animowanego „Król Lew”. Jednak jeśli ktoś sięgnie po książkę Eltona Johna „Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie” wcale nie otrzyma typowej autobiografii, tylko opowieść o tym, jak epidemia AIDS wpłynęła na tego artystę.
W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku wirus HIV zaczął być uznawany za nową dżumę. Początkowo nie wiadomo było, jak traktować chorych. Uważano, że jest to epidemia, na którą narażenie są homoseksualiści. Kiedy jednak zachorował pewien chłopiec – Ryan, okazało się, że problem może dotyczyć każdego z nas. Trzynastoletni Ryan White chorujący na hemofilię zaraził się wirusem HIV, ponieważ podawano mu czynnik zawierający osocze, a poprawiający krzepliwość, pobierany z krwi dawców. On otrzymał krew od osoby zarażonej. Chłopiec od razu poczuł konsekwencje swojej choroby. Dowiedział się po pierwsze, że zostało mu zaledwie kilka miesięcy życia, a po drugie nie mógł żyć normalnie, ponieważ zaczęły się szykany.
W połowie lat osiemdziesiątych dobrze już znano źródła zakażeń AIDS. Wiedziano, że nie można się zarazić tą chorobą chorobą przez podanie ręki. Jednak zabroniono Ryanowi chodzenia do szkoły. Kiedy matka nastolatka odwołała się w sądzie i wygrała sprawę, rodzice zaczęli wypisywać swoje pociechy ze szkoły. Jak widać strach przed AIDS był ogromny, choć nieuzasadniony w tej formie. Jednak co łączy Eltona i Ryana? Otóż właśnie za sprawą tego chłopca o AIDS zaczęło robić się głośno. Walka tego zwykłego dziecka o prawo do normalności spowodowała, że wielu artystów przyłączyło się do walki z tą chorobą. Elton John poznał osobiście Ryana, zaprosił go na swoje koncerty i zabrał do Disneylandu. Dzięki White’om muzyk postanowił stać się choć odrobinę mniej egocentryczny.
Elton John pisze o swoim życiu, ale w kontekście AIDS. W latach osiemdziesiątych choroba ta zgarnęła ogromne żniwo wśród artystów. Wystarczy wspomnieć Freddiego Mercurego. Elton był w grupie ryzyka. Nie tylko jako homoseksualista, ale też człowiek uzależniony od narkotyków, alkoholu i przygodnego seksu. Dzisiaj patrzy krytycznie na swoją osobę. Jednak niewiele brakowało, by i Elton John znalazł się wśród osób, które zabrała epidemia. Spotkał jednak na swej drodze Ryana, a jego walka z AIDS stała się dla muzyka bodźcem, który zapoczątkował zmianę.
Artysta pozornie miał wszystko – sławę, pieniądze, popularność. Kiedy jednak spotkał rodzinę White’ów zauważył jak niewiele jest to warte, gdy nie ma się kogoś bliskiego. Kiedy Elton John odszukał w sobie siłę, by rozpocząć odwyk, jego następnym krokiem było założenie fundacji przynoszącej pomoc ludziom zarażonym wirusem HIV.
Elton John kreśli w swej książce biografię AIDS. Jego osoba jest na trzecim miejscu, po historii Ryana White’a. Muzyk pokazuje jak wiele błędów popełniały rządy państw, lekarze w informowaniu ludzi o wirusie HIV. Jak daleką drogę i ile trudu kosztowało właśnie dotarcie do zwykłych ludzi, by chorzy na AIDS mogli godnie żyć oraz umierać. Fundacja, którą założył w 1992 roku nosi nazwę – EJAF, czyli Elton John AIDS Foundation. Jej celem jest walka ze stygmatem AIDS.
W walce z AIDS według muzyka to właśnie „Miłość jest lekarstwem” – takie przesłanie płynie z książki. Chodzi o to, by nie dać upustu homofobii, czy nienawiści. Strach rodzi się z niewiedzy, natomiast współczucie i miłość pomagają w walce z chorobą. Elton John krytykuje wszystkich tych, którzy rzucają kłody pod nogi tym, którzy są chorzy. Obrywa się rządom państw – zwłaszcza USA oraz kościołowi i katolickiemu, i protestanckiemu.
Choć wydaje nam się, że wiele wiemy o wirusie HIV oraz o AIDS warto sięgnąć po tę pozycję, by prześledzić ile czasu zajęło nam dojście do tego stanu wiedzy. Ile osób jednak musiało się poświęcić, by świat wreszcie zrozumiał, że właśnie wykluczeni społecznie są najbardziej narażeni na zarażenie. Przez chwilę przeszło mi do głowy, że autor książki używa zbyt górnolotnych słów. Czy żeby być tolerancyjnym, potrzebna jest miłość? Elton John twierdzi, że jest konieczna. Po namyśle okazuje się, że on wcale nie był pierwszym, który głosił takie hasła. Znamy je od 2 tysięcy lat…
Dziękuję SQN za książkę.
Myślę, że ciągle jeszcze nie wiele wiemy na temat „współczesnej dżumy”, szczególnie w Polsce, a także humanitarnego podejścia do tej choroby. Dobrze że powstają takie książki, spisane przez ludzi sławnych i w pewnym sensie pokornych, nie obawiających się przyznania do błędów z przeszłości, dostrzegających ludzi słabszych, potrzebujących pomocy.
Myślę, że to też niezły dokument, przedstawiający szalone lata 80te.
Poruszyła mnie Twoja recenzja, chętnie przeczytam książkę. O AIDS chyba ciągle wiemy zbyt mało i ciągle się nam wydaje, że to nas nie dotyczy.
Ja przyznaję się, że o AIDS i HIV wiem zdecydowanie za mało. Chętnie przeczytam tę książkę.
Fanem Eltona Johna nie jestem, jego muzyki raczej nie słucham, ale biografia napisana przez pryzmat AIDS wydaje się bardzo interesująca.
Jest to bardzo poruszająca książka, przeczytałam ją dwukrotnie.
Mogę powiedzieć,że jest tego warta.
Dzięki niej bliżej poznałam sir. Eltona Johna jako filantropa i człowieka o dobrym sercu.
Dzięki książce, możemy też dowiedzieć się o tym, iż mimo wielu sukcesów jakie odnieśliśmy w walce HIV i AIDS jak jeszcze mało o wirusie wiemy, jak mało w Nas zrozumienia miłości do drugiej osoby.