Na co dzień pracuję z młodzieżą. Kiedy rozmawiamy o tym, kim chcą zostać, jaką drogę pragną dla siebie wybrać, wielu z nich marzy, by zaistnieć w mediach społecznościowych. Godziny spędzane przed ekranami smartfonów sprawiają, że zaczynają wierzyć, że ich idole z Internetu wiodą boskie życie i nie są obarczeni żadnymi obowiązkami, a czas spędzają na samych przyjemnościach. Każdy by tak chciał: żyć bez stresów, robić tylko to, co lubi i na dodatek jedynie wtedy, kiedy ma na to ochotę. Trudno młodym ludziom wyobrazić sobie, że tiktokerzy i youtuberzy ciężko pracują, a za kilkudziesięciosekundowym filmikiem, który obejrzały, często stoi kilka osób oraz wiele godzin pracy. Przecież to wszystko robi się samo! Podobnie jak sława i pieniądze spływające wraz z nią.
Janek Strojny wydaje się być postacią, która dokładnie jest kimś takim, komu udały się te nastoletnie marzenia. Wybił się w mediach społecznościowych, zanim jeszcze pojawił się zalew osób, pragnących pójść w jego ślady. Jak mu się to udało? Przecież my dorośli, zdajemy sobie sprawę, że ten świat mediów to tylko nowa forma baśni. Ale czy zawsze? Okazuje się, że problem dotyczy wszystkich. Ładne obrazki i filmu przyciągają naszą uwagę jak magnes. Trudno się od tego uwolnić niezależnie od wieku.
Autor książki “Nie zostawaj influencerem” pisze o tym, że doskonale wiedział, jak przyciągnąć widzów do siebie. Sam przecież oglądał te wszystkie atrakcyjne przekazy i postanowił je robić tak, by podobały się polskim widzom. Znał podstawy montowania filmów i szybko się uczył. Nie był jednak przygotowany na to, co niesie ze sobą rozpoznawalność. Nie wiedział również tego, co dzieje się w branży, do której trafił. Sukces w mediach społecznościowych kosztował go wiele zdrowia psychicznego.
O świecie influencerów i całej branży, która za nim stoi, dowiemy się wiele z tej publikacji, chociaż Janek Strojny napisał książkę bez podawania nazwisk. Nic dziwnego – nie chciał się narazić na procesy sądowe. Słyszymy niekiedy o aferach z największymi gwiazdami polskiego, ale tak naprawdę niewiele wiem o tym świecie. Janek Strojny odsłania nieco rąbka tajemnicy i pokazuje, jak naprawdę jest. Autor jest szczery w tym, co opowiada i nie unika tematu zdrowia psychicznego. Pokazuje, jak ta medialna rzeczywistość przyczyniła się do jego choroby.
W “Nie zostawaj influencerem” nie zabraknie informacji o najciemniejszej stronie sławy, w której pojawiają się zakazane używki, ale również inny, mało znany aspekt tworzenia w sieci. Wszystkie platformy, social media, pokazują statystyki. Janek Strojny mówi o tym, że zarówno twórca oraz jak inne osoby (a także stojące za nimi pieniądze), właśnie na to patrzą. Liczą się zasięgi, a patrzenie na statystyki miało wielki wpływ na Janka Strojnego, a dokładnie na jego samopoczucie i samoocenę. Autor mówi, że nikt nie jest wolny od tego, na każdego to działa.
Książka z pewnością jest ważnym głosem w dyskusji o wpływie mediów społecznościowych na życie młodych ludzi, choć myślę, że publikacja jest dla każdego, niezależnie od wieku. Strojny używa prostego języka, dzięki temu może dotrzeć do szerokiej publiczności. Czy sięgnie po nią ktoś, kto czyta na co dzień, czy sporadycznie, pochłonie książkę w kilka chwil. Dowie się jednocześnie jakie mechanizmy działają w branży influencerskiej , pozna też jej mroczną stronę. Wydaje się, iż młodzież nie wyobraża sobie życia bez mediów społecznościowych, a tymczasem Strojny podpowiada, że warto się zastanowić, czy rzeczywiście tak powinno być. Czy nie warto by spróbować zwykłego kontaktu z drugim człowiekiem, a nie przez ekran smartfona?