Na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku jazz był nieakceptowany przez polskie władze, ale nie przeszkadzało to temu gatunkowi muzycznemu się rozwijać. Ludzie, którzy decydowali się tworzyć w tym stylu, nie spodziewali się, że zrobią karierę, raczej nastawieni byli na szykany, ale robili to, co kochali. Wtedy też pojawił się Krzysztof Komeda. Człowiek, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Znają go nie tylko fani muzyki jazzowej. Sama odkryłam artystę dzięki filmom Romana Polańskiego: „Nóż w wodzie” i „Dziecko Rosemary”, do których Komeda skomponował muzykę.
Książka „Nietakty. Mój czas, mój jazz” opowiada przede wszystkim o żonie Krzysztofa Komedy. Widzimy rozkwit jazzu, karierę i samego słynnego muzyka z jej perspektywy. Zofia Komedowa Trzcińska spisała swoje wspomnienia, ale w całość zebrał je Tomasz Lach, jej syn z pierwszego małżeństwa. Kim była kobieta, która dzięki swojemu temperamentowi torowała Krzysztofowi Komedzie drogę na sam szczyt?
Historię Zofii Trzcińskiej poznajemy od jej najmłodszych lat. Opowiada, że pochodziła z rodu von Tittenbrun. Urodziła się w 1929 roku i mieszkała w majątku w Dryszczowie. O miejscu, w którym spędziła najlepsze lata dzieciństwa, wspominała z uczuciem i bardzo obrazowo. Nic dziwnego, druga wojna, a potem czasy komunistyczne wszystko jej zabrały. Patriotycznie wychowywana, już jako trzynastolatka działała w AK jako łączniczka. Po wojnie postanowiła nadrobić braki w edukacji, skończyła liceum krawieckie w Krakowie. Tam wyszła za mąż za mężczyznę starszego od niej o dziewięć lat. Małżeństwo z Ludwikiem Lachem okazało się niewypałem. Przystojny inżynier leśnik okazał się „dżolerem”, kombinatorem handlującym walutą.
Z tego związku narodził się Tomasz Lach, ale początkowo dzieckiem zajmowała się matka autorki wspomnień. Przyszła pani Trzcińska mieszkała w Krakowie i właśnie w tym mieście zetknęła się ze śmietanką artystyczną. Choć pracowała jako robotnica, zajmowała się produkcją bombek, to w pewnym momencie uległa urokowi jazzu. Po śmierci Stalina powoli słabła niechęć władz do tego rodzaju muzyki. Zofia Lach mogła organizować koncerty, była impresario, menadżerem, w 1956 pomogła Krzysztofowi Trzcińskiemu założyć zespół.
Zachęciła lekarza laryngologii do podjęcia decyzji, czym ma się zajmować w przyszłości. Wreszcie Krzysztof Trzciński zostaje Komedą, a choć na Zofię mówi „Szefowa”, szybko okazuje się, że para jest sobie bliska. Po ślubie zamieszkają w Krakowie i mogą już opiekować się Tomkiem. Kariera Krzysztofa nabiera rozpędu, ale jej motorem jest Zofia.
Przyjaźń z Romanem Polańskim, pierwsze kompozycje do filmów i koncerty. Potem Skandynawia, a wreszcie Hollywood. Wszystko wskazywało na to, że Stany to idealne miejsce na rozwój takiego talentu. Jednak właśnie tam Komeda przewrócił się i doznał urazu głowy. Stało się to podczas spaceru z Markiem Hłasko, po sporej dawce alkoholu. Zofia w tym czasie przebywała w Polsce i nikt jej nie powiedział o tym, że jej mąż leży w śpiączce w szpitalu. Jednak kobieta nie byłaby sobą, gdyby nie postawiła wszystkiego na głowie, żeby tylko dostać się do Krzysztofa Komedy. I choć dojedzie do USA, zabierze męża do Polski, nie uda się go uratować.
Zofia Komedowa Trzcińska w swoich wspomnieniach jest niezwykle bezpośrednia. Widzimy, że najpiękniejsze lata pary, to te w Krakowie. Klimat tamtych czasów i miejsca poznałam już nieco za sprawą biografii Ewy Demarczyk pt. „Czarny Anioł”. Pojawiają się te same nazwiska i miejsca. W pewnym momencie jednak kariera Komedy poszła w innym kierunku. Zaczęła rozwijać się na wielką skalę, głównie za sprawą świetnego zmysłu organizacyjnego Zofii. Niestety gwiazdy spotykają na swojej drodze ludzi, którzy lubią żerować na ich blasku – o nich również będzie mowa w książce.
Plejada ciekawych postaci, które pojawią się na stronach „Nietaktów” jest imponująca. Urszula Dudziak, Agnieszka Osiecka, Roman Polański, Marek Hłasko, Wiesław Dymny, Wojciech Frykowski, czy Jerzy Skolimowski. O wielu z nich wypowiada się z sympatią, jednak nie zabraknie słów krytyki, jeśli coś mieli na sumieniu. Sporo gorzkich uwag pada w kierunku Polańskiego oraz Wojciecha Frykowskiego. Ta ostatnie postać zginęła tragicznie w 1969 roku. Frykowski został zamordowany przez członków sekty Charlesa Mansona w domu Romana Polańskiego.
Tytuł książki: „Nietakty. Cały mój jazz” podkreśla sposób w jaki pisze Zofia Komedowa Trzcińska. Nie jest poprawna, nie stara się nikomu przypodobać, rozlicza się z innymi, ale też z sobą. Opowiada o miłości do Krzysztofa Komedy i do muzyki. Nie wybiela ani siebie, ani męża. Opisuje też trudne momenty związku. Widzimy, że Zofia Trzcińska była częścią mitu. Autorka książki zmarła w 2009 roku, a nad redakcją pracował jej syn. Właśnie on zadbał o to, by największy akcent we wspomnieniach padał na lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte ubiegłego wieku. Odbiorcy poznają nie tylko Krzysztofa Komedę, kim był i jak tworzył. Zobaczymy również tło społeczne i obyczajowe tamtych czasów. Dzięki temu po książkę mogą sięgnąć zarówno miłośnicy wspomnień jaki i ci, którzy interesują się jazzem, czy szerzej – polskim światem artystycznym z drugiej połowy ubiegłego wieku.
Chętnie bym przeczytała te wspomnienia…..dla Komedy i klimatu lat jazzu w Polsce. To bardzo intrygujące wspomnienia.
Wspaniały był klimat tamtych czasów, choć oczywiście system nie wspierał tej muzyki.
Mnie jazz kojarzy się ostatnio głównie z Harukim Murakamim. A recenzowana pozycja wydaje się dość ciekawa, głównie z uwagi na pejzaż lat 50-tych oraz 60-tych – interesująco jest śledzić zmiany zachodzące w obyczajowości społeczeństw na przestrzeni lat 🙂
Czytałam kilka książek Murakamiego, ale jakoś nie kojarzę książek autora z jazzem. Widać mam jeszcze sporo do nadrobienia 🙂