„Pod słońcem Turynu” – Ivana Dobrakovová

Pod słońcem Turynu, Ivana DobrakovováBardzo lubię sięgać po książki napisane przez naszych sąsiadów z południa. Staram się nie pomijać premier z Wydawnictwa Książkowe Klimaty, które specjalizuje się w tłumaczeniach książek z Europy Środkowej. Mimo to nigdy wcześniej nie poznałam debiutanckiej książki Ivany Dobrakovovej. Być może dziesięć lat temu jeszcze nie dość uważnie śledziłam ciekawych autorów zza południowej granicy. Teraz jednak dekadę po „Bellevue” wydana została druga książka słowackiej pisarki, która zabiera czytelników… do Włoch.

Za sprawą powieści „Pod słońcem Turynu” przenosimy się do tytułowego miasta. Autorka również jest z nim związana, gdyż właśnie tam mieszka. Główna bohaterka książki przeprowadziła się do Włoch z Brukseli. Turyn stał się miastem dla Kristiny, jej męża i dwojga ich dzieci. Marco otrzymał propozycję przeniesienia się tam i była to taka oferta, której się nie odrzuca. Kobieta nie musi pracować, choć mąż nie zmusza jej do prowadzenia domu. Sam często wyjeżdża w dalekie delegacje. Kristina zostaje wtedy sama z synami. Podobnie jak oni chce się odnaleźć w nowym mieście.

Pierwszoosobowa narracja pozwala nam wkroczyć do świata głównej bohaterki. Kobieta ma za sobą trudne dzieciństwo i młodość. To wszystko wraz z samotnością w Turynie doprowadza ją na skraj przepaści. Kristina doskonale wie, jak nie powinna postępować, jednak robi mnóstwo rzeczy wbrew sobie. Zachowuje się jak ćma spalająca się w hipnotyzującym ją płomieniu.

Kiedy czytałam powieść, drażniła mnie strasznie ta postać. Trudno polubić kogoś, kto rani własne dzieci, męża, jedyną koleżankę jaką ma. Z jakiegoś powodu Kristina przekracza stopniowo granice moralne, jakie sobie postawiła. Zdradza samą siebie. Najpierw jednak widzimy szczęśliwą rodzinę. Marco kocha swoją żonę, dzieciaki również są dla nich prawdziwym szczęściem. Szybko jednak okazuje się, jak łatwo zniszczyć to, co budowało się z takim trudem przez lata. Mimo że Kristina pragnie wszystkiego, co najlepsze dla swoich bliskich, rani ich swoim postępowaniem. Nie potrafi się jednak zatrzymać w tym, w co się wikła. Nie odkładajcie jednak powieści, gdy wyda się wam oparta na znanym schemacie. Ivana Dobrakovová wodzi czytelników za nos. Skupiamy się na narratorce opowieści, możemy się zastanawiać, czy popada w jakiś rodzaj szaleństwa, że nie potrafi kontrolować tego, co robi. Cała ta opowieść może nas nieco zwieść, gdyż zmierza w kierunku zupełnie innym, niż się spodziewamy.

Co czai się „Pod słońcem Turynu”? Jakie niebezpieczeństwa czyhają na czytelników tej powieści? Ivana Dobrakovová pokazuje nam świat, w którym skupiając się na sobie, nie zauważamy tych, których mamy kochać i chronić. Oglądamy ludzi samotnych i skrzywdzonych. Takich, którzy nie otrzymują wsparcia i odpowiedniej uwagi. Nikt ich nie zauważa. Podobnie dzieje się z główną postacią. Kristina przekracza granice, by wreszcie coś poczuć. Ma świadomość, że wszystkie jej kłamstwa mogą mieć konsekwencje, pozwala jednak na to, by zło wkroczyło do jej życia. Potem nie jest w stanie się wycofać, ponieważ łatwo się od tych emocji uzależnić. Nic więcej się nie liczy. Tylko dreszcz adrenaliny.

Powieść Ivany Dobrakovovej nie jest łatwą książką. Trudno czytać o tym, jak kuszące potrafi być zło. Pisarka uświadamia nas, jak skomplikowana potrafi być ludzka natura. W jednym człowieku drzemie zarówno zło, jak i dobro. Obserwowanie tego, jakiego wyboru dokonują bohaterowie w danej chwili sprawia, że z trudno się oderwać od lektury. Oczywiście łatwo po wszystkim dojść do wniosku, że sami byśmy tak nie postąpili, ale czy na pewno? Dzięki książce z pewnością wielokrotnie będziemy się zastanawiali nie tylko nad wyborami bohaterów, ale również nad własnymi.

PS Tłumaczenie z jęz. słowackiego: Izabela Zając.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *