Michał Cichy za poprzednią książkę „Zawsze jest dzisiaj” otrzymał w ubiegłym roku Nagrodę Literacką Gdynia oraz została nominowany do Nagrody Conrada. Ta niepozorna, bo nie licząca nawet stu stron książka zabierała czytelnika na spacer po Warszawie. Czego można się spodziewać po kolejnej publikacji Michała Cichego? W „Pozwól rzece płynąć” zobaczymy również kawałek Warszawy. Będziemy przyglądali się Ochocie, zobaczymy jak się zmienia, zgodnie z porami roku .
Heraklit z Efezu jest ponoć autorem słów: „Panta rhei” – „Wszystko płynie, nic nie pozostaje takie samo”. Ta filozoficzna myśl przypomina nam o tym, że niestałość i zmiana wciąż nam towarzyszą. Warto sobie to uświadomić oraz z tym pogodzić. Nawet tak trwałe formy jak miasto, również ulegają przemianie. Jak zatem odnaleźć się w tej rzeczywistości? Michał Cichy w książce „Pozwól rzece płynąć” staje się obserwatorem tych zmian. Dokładnie przygląda się światu, dzięki czemu udaje mu się odnaleźć własne miejsce i wewnętrzny spokój.
Narrator opowieści nie pędzi za niczym. Widzimy, że odnalazł swoje miejsce, a ta zwykła codzienność okazuje się godna uwagi i opowiedzenia. Zaczyna od słów: „Stanąłem pośrodku świata i rozejrzałem się dookoła.” (s. 5). Ten moment uwagi pozwolił dostrzec to, co najważniejsze – życie tu i teraz. Ochota staje się „axis mundi”, choć do ideału jej daleko. Właśnie mamy początek roku, bury środek zimy, gdzie wszystko przybiera taki sam kolor ziemi. Jak pisze Cichy „(…) nasz listopad trwa do marca.” (s.5).
Podczas spacerów z psem po Ochocie Michał Cichy ogląda drzewa, ptaki, zmieniającą się aurę i spotyka różnych ludzi. Odbywa podróż, która polega na wyzbywaniu się iluzji, że „życie jest gdzie indziej”. Bo: „To, co egzotyczne zaczyna się za rogiem. Rzeczywistość jest wszędzie”. (s. 11). Jaka się okazuje? Widzimy kamienicę ze sklepem alkoholowym, kiosk i zakład fryzjerski. „Moja okolica, moje otoczenie, moja dzielnica, mój rewir, moje strony, mój obwód, moja wieś w mieście. Ma kształt podobny do migdała o długości tysiąca i szerokości pięciuset kroków. Przecina ją wpół główna ulica z tramwajami. Moja wyspa w mieście wygląda na mapie trochę jak Wyspa Świętego Ludwika w Paryżu, tylko że zamiast wód opływają ją rzeki samochodów.” (s. 16).
Ochota zmienia się wraz z porami roku. Oglądamy ją od zimy do początku lata. Najpiękniej wygląda wtedy, gdy kwitną morwy. Jednak oprócz tego co stałe, codziennych rytuałów, na swej drodze spotkać można określonych ludzi. Choć wydają się oni często czymś pewnym w tym obrazie, prędzej czy później odchodzą. Widzimy bezdomnych, panią z kiosku, fryzjerkę, czy młodych mężczyzn spod sklepu. Jedni umierają, inni odchodzą na emeryturę, pewien chłopak trafia do więzienia. Świat się zmienia, ale narrator to akceptuje i rejestruje zmiany.
Książkę „Pozwól rzece płynąć” nie sposób nazwać powieścią, nie ma tu akcji. Są za to opisy tego, co Michał Cichy rejestruje za pomocą zmysłów. Obraz staje się pretekstem do snucia refleksji. Okazuje się, że zwyczajna i szara codzienność może być atrakcyjna. Michał Cichy pisze o niej z zachwytem, posługując się pięknymi frazami. Delektuje się prostym losem, a jednocześnie godzi się na to, co przynosi przyszłość. Obserwuje i rejestruje zmiany, wie doskonale, że też jest ich częścią. Lektura „Pozwól rzece płynąć” ma również nas zachęcić do tego, byśmy zauważyli rzeczywistość, która nas otacza i docenili ją.
Brzmi ciekawie 😊 Szukam czegoś co posłuży mi za „odskocznię” od wyświechtanych, przewidywalnych książek. „Pozwól rzece płynąć” chyba będzie strzałem w dziesiątkę 😉
Pozdrawiam.
Tu mamy do czynienia z lekturą najwyższych lotów. Każde zdanie można smakować jak najlepsze danie. 🙂
„Stanąłem pośrodku świata i rozejrzałem się dookoła.” – to zdanie stanowi dla mnie doskonałą rekomendację, by przeczytać tę książkę. Obecnie ogromny nacisk kładzie się na wielozadaniowość, dynamizm, uniwersalność oraz elastyczność. W efekcie czego rzeczywistość gna na złamanie karku, a ludzie ulegają temu pędowi za niczym, za pustką, za mirażami. Dlatego bardzo dobrze jest przystanąć i rozejrzeć się dookoła – można wtedy odkryć wiele rzeczy, które dotychczas umykały, a które warte są uwagi 🙂
Książka Michała Cichego zachęca właśnie do takiego zatrzymania, by zauważyć świat, który nas otacza. A takich ciekawych zdań, jak to pierwsze, jest tu całkiem sporo – około 120 stron. 🙂
„Zawsze jest dzisiaj” wciąż jeszcze nie przeczytałem, choć od dłuższego czasu mam tę pozycję na czytelniczym celowniku. Bardzo zachęca m.in. właśnie niewielka objętość, dająca pewność, że książka nie jest sztucznie utuczona.
„Pozwól rzece płynąć” zapowiada się równie ciekawie. Zwłaszcza że, sądząc po twoim opisie, świat postrzegam podobnie jak autor. Moja dzielnica to moja axis mundi.
Poza tym wydanie sprawia wrażenie bardzo ładnego. Nie wiedziałem do tej pory, że książka ta w ogóle istnieje, ale zachęciłaś mnie, by w końcu zapoznać się z twórczością tego pana 🙂
Nie udało mi się przeczytać niepozornej pod względem objętości „Zawsze jest dzisiaj”, ale zauważyłam jej istnienie, dlatego wykorzystałam okazję, by sięgnąć po kolejną książkę tego autora. „Pozwól rzece płynąć” również nie jest zbyt obszerną pozycją, ale rzeczywiście została bardzo dobrze wydana. Michał Cichy opisuje swój świat i pokazuje zwyczajność w taki sposób, że staje się atrakcyjna.
Bardzo ciekawa propozycja czytelnicza, myślę że zwrócę uwagę na tą książkę 🙂
Lektura najwyższych lotów 🙂
Zwięzłość w cenie. Zaś od lektury „Książki” Keitha Houstona morwa kojarzy mi się nieodmiennie z początkami papiernictwa.
Dla mnie morwa jest symbolem słodkiego lata. I brudnej buzi 🙂
Morwa również kojarzy mi się z początkami papiernictwa, ale za sprawą zespołu Mor W.A., który do morwy m.in. dlatego się odwoływał 😉