Książka „Przyszli papieże Irlandii” zwróciła moją uwagę z kilku powodów. Najpierw zaintrygował mnie sam tytuł, a kiedy przyjrzałam się opisowi na okładce to ciekawe wydało mi się to, że tytuł zyskał uznanie w kraju, z którego pochodzi Darragh Martin. Akcja tej historii rozgrywa się w czasach doskonale mi znanych. A jednocześnie o przemianach społecznych, jakie zaszły od końca lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku po pierwszą dekadę XXI wieku wiem tyle, co nic. Dodatkową ciekawostką jest to, że powieść została wydana przez niezależne polonijne wydawnictwo Wizard Media z siedzibą w Dublinie.
Krótko po tym, jak Karol Wojtyła zostaje papieżem, odwiedza Irlandię. Łatwo nam sobie wyobrazić ten entuzjazm i radość z odwiedzin Jana Pawła II. Jest rok 1979. Irlandia znajduje się o lata świetlne od Polski. Tak się wtedy mogło nam wydawać. Tymczasem Bridget Doyle marzy o jednym. Chciałby, aby w przyszłości jeden z jej potomków został papieżem. Ma już wnuczkę, Peg, ale chce więcej. Wystarczy przecież pobłogosławić łoże małżeńskie syna wodą błogosławioną przez papieża. Rzeczywiście, dziewięć miesięcy później na świat przychodzą trojaczki. Ich matka przypłaci ten poród własnym życiem.
Po śmierci synowej, babcia ma na głowie ogromną ilość obowiązków. Wychowuje czworo wnucząt, ale według niej najbardziej wyjątkowe jest dziecko, któremu dano na imię Jan Paweł. Czy rzeczywiście chłopiec spełni marzenia starszej pani? Zdajemy sobie sprawę, że nie, ale los lubi płatać figle. Starsza pani Doyle jeszcze nie raz tego doświadczy. Bridget uzna, że plan trzeba wdrożyć za wszelką cenę w życie. Postanawia wychować wnuczęta twardą ręką, zgodnie z własnymi przekonaniami.
W powieści poznajemy całą najbliższą rodzinę Doyle. Zarówno dzieci, siostrę babci, a także mieszkańców najbliższej okolicy, w której dorastają trojaczki. Opowieść została rozłożona na wiele lat i podzielona na krótkie rozdziały przedstawiające kolejnych członków familii, ale w sposób niechronologiczny. Autor za każdym razem podaje rok wydarzeń i główną postać. Układamy sobie tę historię z kawałków. Choć wydaje się to skomplikowane, szybko wciągamy się w te puzzle.
Poznajemy niezwykle ciekawych bohaterów. Zwyczajną rodzinę, naznaczoną cierpieniem. Taką, która mierzy się z trudami codziennego dnia. Widzimy, jak sobie radzą, jakim problemom stawiają czoła. Każde z czworga dzieci Doyle doświadcza czegoś innego, choć łączą ich więzy krwi, to nawet trojaczki różnią się zdecydowanie od siebie. Oglądamy dojrzewanie dzieci, to jaką drogę wybierają podążając ku dorosłości. Każde z nich doświadczy na własnej skórze przemian, jakie zachodzą w ich kraju. Nie będzie im łatwo. A jednak właśnie w Irlandii dokonuje się taka metamorfoza, o jakiej wciąż możemy marzyć. Dostrzegamy owe społeczno-obyczajowych przemiany, które pozwolą społeczeństwu na to, by mogło śmiało nazywać się nowoczesnym.
Darragh Martin za sprawą wykreowanych przez siebie wiarygodnych bohaterów, pokazuje czytelnikom to, jak pewne tematy tabu w miarę upływu czasu przestały dzielić społeczność i rodziny. Babcia Bridget jest przedstawicielką epoki, która kojarzy się z zamknięciem i nietolerancją. Osobą, dla której najważniejszy jest Kościół. Jej wnuki będą już dążyły do wyzwolenia, choć będzie je to wiele kosztowało. Martin pozwala czytelnikom przenieść się w przeszłość i poznać emocje bohaterów towarzyszące im podczas doświadczania przełomowych momentów w życiu. Jednak nie skupiamy się tylko na tym co trudne, autor umiejętnie posługuje się humorem i opisuje pewne sytuacje w sposób zabawny. Dzięki temu czyta się tę powieść naprawdę dobrze. Nic dziwnego, że książka znalazła się w finale „Irish Book Awards 2018” w kategorii „Powieść roku”.
PS Powieść została przetłumaczona na język polski przez Przemysława Zgudkę.