Pierwszą książką Patryka Fijałkowskiego, jaką poznałam, była powieść „Filip i hydra”. Natomiast jesienią wydana została trzecia książka tego autora, wciąż należącego do młodego pokolenia. Jej tytuł „Rano cisza” intryguje, ponieważ brzmi jakoś niewygodnie pod względem językowym. Podczas lektury znajdziemy jednak odpowiedź, dlaczego właśnie tak brzmi a nie inaczej.
Powieść rozgrywa się w czasach nam współczesnych, a jednak rzeczywistość nie do końca przypomina tę, która jest wokół nas. Bohaterowie przebywają w świecie, który dotknęła jakaś forma zagłady. W mieście, do którego przyjechali, nie znajdą ani żywego ducha. Budynki są opuszczone, podobnie jak pojazdy na ulicach. W centrum widzimy tylko nieskończoną budowę, w której wciąż najważniejszym punktem są cztery dźwigi. Widać je niemal z każdego miejsca w mieście.
Bohaterami powieści są muzycy zespołu muzycznego „Kałuże”. Rockmani wydali do tej pory tylko jedną płytę. Nosi ona tytuł, jak już się można domyślić, „Rano cisza”. Minęło kilka lat od tego debiutu. Niestety nie doczekał się on takiego odzewu, jakiego oczekiwaliby ci młodzi muzycy. Jednak znalazł się ktoś, kto przeprowadza z nimi wywiad rzekę. Cała grupa zbiera się w opuszczonym pensjonacie i w różnych miejscach miasta snuje opowieść o płycie. Te rozmowy będą miały na celu wyjaśnienie historii danego utworu, przy okazji jednak zobaczymy doświadczenia tych ludzi.
Powieść została skonstruowana na wzór albumu muzycznego. Jest podzielona na rozdziały, z których każdy będzie dotyczył innej piosenki z płyty „Rano cisza”. Podczas kolejnych wywiadów muzycy zwracają uwagę na genezę opisywanego utworu, ale każda kompozycja stanowi jakiś wycinek z ich życia. Wszystkie kompozycje są po prostu bardzo osobiste. Łączą się bezpośrednio z konkretnymi wydarzeniami.
Mamy do czynienia z historiami kilku młodych mężczyzn. Wszystkich ich połączyła wspólna pasja. Marzyli o tym, by zaistnieć na muzycznej scenie. Jednak od premiery pierwszej płyty minęło już trochę czasu. Dlatego jeszcze raz spotykają się, by podjąć kolejną, może już ostatnią próbę. Dokładna analiza tego, jak powstał album, ma pomóc w nagraniu następnego. Stąd właśnie pomysł na wywiad. Okazuje się jednak, że te rozmowy stają się czymś znacznie głębszym. Trzech muzyków stopniowo odkrywa przed pytającym swoją duszę. Bohaterowie opowiadają tak, jak by znajdowali się na terapii, czy spowiedzi.
Poznajemy Rafała, Ramira i Wogóla. Nie są już chłopakami, ale wciąż nie czują się całkiem dojrzali. Ich młodość wcale nie była doskonała. Jeden z nich napisał powieść jeszcze jako nastolatek, ale kiedy wydawca zgodził się na publikację, chłopak dowiedział się, że zostanie ojcem. Gdy ma się dziewiętnaście lat, może oznaczać to koniec świata. Ramiro i Wogól też nie należeli do grupy wybrańców, którzy trzymają pana Boga za nogi. Dorastanie w biednych, niepełnych rodzinach i niespełnione marzenia, to coś co ich wszystkich łączy. Jakie doświadczenia dzielili razem, jakie osobno, kim dla siebie byli, zobaczymy podczas lektury powieści.
Najbardziej tajemniczą postacią okazuje się prowadzący wywiad. Kim jest? Niewiele o nim wiemy, mimo że z jego perspektywy oglądamy rzeczywistość. Tak skupia się na swojej pracy, że zauważa tylko muzyków z zespołu „Kałuże”. Nic więcej dla niego nie istnieje. Wsłuchuje się w wypowiedzi rockmanów, motywuje ich i wspiera z całych sił. Widać, że debiutancka płyta zespołu okazała się dla niego ważna. Jednak dopiero na końcu historii dowiemy się nieco więcej na temat tej postaci.
Patryk Fijałkowski skonstruował tę powieść w ciekawy sposób. Jako pierwsza rzuca się w oczy forma. Podporządkowana została tytułowej płycie. Okazuje się, że można w interesujący sposób opowiedzieć o nieistniejącej muzyce. Tak, że wydaje nam się, iż z pewnością nie raz ją słyszeliśmy. Do tego otrzymujemy historię o ludziach, którzy dorastali w miejscach, które często nazywa się Polską D. Chłopcy z prowincji marzą o karierze muzycznej. Widzimy z jakimi problemami i trudnościami muszą się zmierzyć. W pewnym momencie dojrzewają i podczas wywiadu mogą zobaczyć, co osiągnęli. Czy są szczęśliwi? Co dla nich w tej chwili jest najważniejsze? Nie bez powodu wszystko pokazane jest w postapokaliptycznej rzeczywistości. Do końca trzymani jesteśmy w niepewności, co takiego się wydarzyło i kto jest narratorem opowieści. Myślę, że wielu czytelników zakończenie książki mocno zaskoczy.