Kiedy wielcy i sławni piszą książki, zaraz pojawia się poczucie zwątpienia, czy to przypadkiem nie mamy do czynienia z dziełem, które trudno zaliczyć do literatury. Tymczasem, jeśli ktoś czytał „Poniedziałkowe dzieci”, wie, że Patti Smith, zanim trafiła do branży muzycznej, rysowała i pisała wiersze. W Polsce możemy sięgnąć po czwartą książkę gwiazdy rocka pt. „Rok małpy”.
Słowa motta rozpoczynającego to niepozorne objętościowo dzieło, są bardzo znaczące. Cytat „Na świat spada śmiertelne szaleństwo” autorka zaczerpnęła z twórczości Antonina Artauda. Słowa szybko nabiorą odpowiedniej siły znaczeniowej. Najpierw zdajemy sobie sprawę, że osobą prowadzącą narrację, możemy utożsamiać z autorką. Kobieta podróżuje w czasie martwego sezonu. Trafia do Motelu Marzeń, gdzie w pokoju naprzeciwko niej miał zamieszkać Sandy Pearlman. Człowiek, którego Patti znała od czterech dekad. Tymczasem przyjaciel w przeddzień trasy koncertowej stracił przytomność na parkingu. Doznał wylewu.
Właśnie rozpoczął się 2016 rok, który upływa w chińskim kalendarzu pod znakiem małpy. Jednak sławnej artystce wbrew temu, co kojarzy nam się z tym zwierzęciem, ani trochę nie jest do śmiechu i żartów. Kobieta czuje powagę sytuacji. Swoje sześćdziesiąte dziewiąte urodziny Patti Smith spędza w szpitalu przy łóżku Sandy’ego, który stopniowo odchodzi. Kobieta wie, że czas się pożegnać. Jak jednak to zrobić, jeśli przyjaciel cały czas jest nieprzytomny? Pozostaje zjednoczenie myśli.
Kolejne trudne wydarzenia, z którymi wiąże się ów rok, to ciężka choroba bardzo bliskiego jej człowieka, Sama Sheparda, aktora i pisarza. Na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku nawet na krótko się związali, ale ich znajomość przerodziła się w przyjaźń na całe życie. Patti Smith uświadamia sobie, że lista osób, które odeszły z jej życia, staje się coraz dłuższa. Znikają bliscy, postacie ze świata kultury. Przychodzi z kolei jedna wielka niewiadoma w postaci nowego prezydenta z żółtymi włosami.
Dla Patti Smith emocje związane ze świadomością odchodzenia nie są łatwe do zniesienia. Być może z tego powodu ucieka w marzenia senne. Czytelnik często ma problem z oddzieleniem jawy od snu. Rozmyślanie o bliskich ludziach powoduje popadanie w stan, który jest ni to odrętwieniem, ni to snem. Pozwala zbliżyć się do ludzi, którzy zmarli, uporać się z uczuciami. Marzenia senne przypominają stare zdjęcia, stają się podobne do fotografii dołączonych do książki. Niewyraźne, zamazane, ale zmuszające do myślenia.
W „Roku małpy” znajdziemy również liczne nawiązania literackie. Sytuacja artystki, jej emocje powodują, że zastanawia się nad dziełem życia Roberta Bolaña, książką „2666”. Szuka nawet zdjęcia, na którym widnieją ulubione planszówki tego pisarza. Pobyt w hotelu i rozmowa z szyldem hotelu „Dream Inn” spinają książkę w całość. Otrzymujemy w ten sposób zapiski marzeń sennych i przemyślenia artystki, dla której istotne są ulotne wrażenia i emocje. Zapisuje te strzępki snów i marzeń, to pozwala skupić się jej na własnym wnętrzu i świecie. Te uczucia i zapiski wrażeń nie są jednak oderwane od rzeczywistości. Bo to co realne splata się ze snem i prowadzi często do zaskakujących skojarzeń oraz przemyśleń prowadzących nasze myśli ku przemijaniu.