„Schwedenkräuter” – Zbigniew Kruszyński

Schwedenkräuter, Zbigniew KruszyńskiZbigniew Kruszyński zadebiutował w 1995 roku powieścią „Schwedenkräuter”. Teraz mamy okazję sięgnąć po wznowienie tej książki. Ostatnio o autorze słyszałam za sprawą powieści „Kurator”. Od czego zaczynał Zbigniew Kruszyński? Warto dodać, że pisarz jest lingwistą oraz tłumaczem. Przez dziesięć lat mieszkał z rodziną w Szwecji. Wyjechał, gdyż otrzymał od władz komunistycznych paszport w jedną stronę, za to że działał w opozycji.

Wspominam o epizodzie emigracyjnym Zbigniewa Kruszyńskiego, gdyż debiutancka powieść tego autora „Schwedenkräuter” odwołuje się do jego osobistych doświadczeń. Jednak nie można powiedzieć, by sama historia miała charakter autobiograficzny. Bohater książki jest z lingwistą z wykształcenia, a na swój los patrzy przez pryzmat języka.

Domyślamy się, że uchodźca przyjeżdża do Szwecji, choć nawa tego kraju nigdy się nie pojawia w powieści. Podpowiedzią mogą być słowa narratora: „Wasze niezdecydowanie, o mylnej nazwie, samogłoski, wahające się między a i o, u i o, błędne, niemogące sobie znaleźć miejsca. Sztywna składnia, drżąca o podmiot do tego stopnia, że rezerwująca miejsce na wpadek, gdyby się zapodział. Przyimki odsuwane na koniec, na później, niczym gorzkie pigułki, tran. Pełno dokuczliwych, wciskających się wszędzie zaimków. Terror rodzajników, albo, albo – nic pośredniego, żadnych półcieni, meandrów, luk pamięci, czy świadek znał, czy nie znał, proszę decydować, każde zdanie jak protokół przesłuchania. Monstrualne, germańskie złożenia, gotowe połknąć wszystko (s. 29-30). A to tylko fragment na temat charakterystyki owego obcego języka, w którym przyszło bohaterowi próbować się odnaleźć. Nauka języka stanowi dla emigrantów torturę, nawet trzeba na nowo uczyć się seplenić.

Bohater wszystko porównuje ze sobą: stare i nowe miejsce . Uczy się wszystkiego od początku, jak dziecko i opisuje za pomocą języka. Wspomina też to, co zostawił za sobą. Emigrant z gorszego świata, o ciemnej karnacji, który cierpi z powodu rozstania z ukochaną. Narracja, którą poznajemy oddaje jego alienację. Dzięki słowom, widzimy jak bardzo bohater jest samotny. Świat, w którym się znalazł jest mu obcy, a to tylko pogłębia jego uczucie wyobcowania. Tak trudno znaleźć w nowej rzeczywistości własne miejsce.

Przez to, że właściwie nie podano ani skąd, ani dokąd przybywa bohater, możemy odebrać tę powieść jako uniwersalną. Taką, która chce pokazać to, co jest wspólne dla wszystkich emigrantów. Widzimy podział. „Przemieszczeni” – czyli owi emigranci, choć znajdują się w nowym miejscu, wyraźnie widzą, że do niego nie należą.

Zbigniew Kruszyński stara się opisać uczucia, które dotykają emigranta. Buduje narrację pierwszoosobową, bohater mówi do nas bezpośrednio, dzięki temu staje się czytelnikom bliższy. Język, którym autor próbuje oddać emocje, niekiedy bardziej przypomina poezję, niż prozę. Długie rozbudowane zdania, pełne metafor, ukrytych znaczeń. Gry słów, skomplikowane porównania i niezwykłe skojarzenia – tak najkrócej można scharakteryzować styl pisarza. Otrzymujemy prozę erudycyjną, w tym miejscu widoczne staje się wykształcenie lingwistyczne Zbigniewa Kruszyńskiego. Sama lektura wymaga od odbiorcy uwagi i skupienia. Najbardziej zaskakujące staje się to, że o emigracji można opowiedzieć, koncentrując się na warstwie językowej.

  1. Dla mnie jeden z lepszych polskich współczesnych, za mało jakoś znany. Może dlatego, że obnaża różne mity? No i mieszka w różnych miejscach, więc nie występuje w telewizji śniadaniowej. „Ostatni raport” to dla mnie jego najlepsza rzecz, ale cenię wszystkie.

    • Szkoda, że nie jest zbyt doceniany. Warto byłoby takich twórców promować, choć za sprawą kontrowersyjnej tematyki „Kuratora” mógłby się pojawić w programach śniadaniowych, ale nie sądzę, by tego chciał.

  2. Zupełnie nie miałam pojęcia o tej książce – do tej pory takie doświadczenie emigracji było dla mnie w literaturze obecne przez „My zdies’ emigranty” Gretkowskiej, ale to książka bardzo mocno osadzona w konkrecie, może nawet za mocno, bo mam wrażenie, że traci na tym i forma, i język. Dobrze się dowiedzieć, gdzie szukać materiału do dalszego zapoznania się z tematem. Zwłaszcza to, co piszesz o autora rozważaniach o języku brzmi zachęcająco (mam nadzieję jednak, że forma nie przerasta tu zupełnie treści). Plus okładka – świetna!

    • Forma jest zdecydowanie na pierwszym miejscu, ale właśnie język określa głównego bohatera. Dzięki niemu jest tym, kim jest. natomiast odbiór książki przez to staje się trudny, ponieważ każde zdanie jest ważne i wymaga skupienia.

  3. W ogóle nie słyszałem o tym autorze, a z Twojego tekstu oraz powyższego komentarza wynika, że to bardzo interesujący twórca.

    Sama fabuła odrobinę przypomina mi powieść innego polskiego pisarza, również dość słabo kojarzonego w naszym kraju, zatytułowaną „Asystent śmierci”, autorstwa Bogdana Świderskiego (utwór także opublikowano na łamach wydawnictwa W.A.B. w ramach serii „Archipelagi”). Książka opowiada o losach polskiego bohatera, który kilka lat wcześniej wyemigrował do Danii. Dość smutny obraz życia na obczyźnie oraz wiele ciekawych uwag i refleksji dotyczących tolerancji, które pojawią się także w kontekście Islamu.

    • Szkoda, że Kruszyński jest wciąż mało znanym pisarzem. Wprawdzie książki Bogdana Świderskiego nie czytałam, ale w „Schwedenkräuter” jest jedna zasadnicza różnica – autor stara się pisać o emigracji w sposób uniwersalny. Nie wymienia żadnej religii, czy koloru skóry – ale brak możliwości odnalezienia się w nowym miejscu, również z tego wynika.

  4. Piękna okładka, mimo że to fragment zdjęcia.
    Zaczęłam kiedyś czytać „Kuratora”, ale wydał mi się po prostu obleśny.;( Porzuciłam go bez żalu, ale może tym raczej pójdzie mi lepiej. Nie powiem, autor zaciekawia.

Skomentuj czytankianki Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *