Kiedy zerkamy w przeszłość, często okazuje się, że nasza wiedza o przodkach jest niewielka. Niestety bywa już za późno, by uzupełnić pewne luki. Do takich przemyśleń dojdziemy podczas lektury powieści „Skrawki przeszłości” Anny Sakowicz i w podobny sposób o swoim pochodzeniu w posłowiu mówi sama pisarka. Książka ma właśnie swoją premierę, a ja sięgnęłam po tę historię tak szybko, jak tylko mogłam. Ciekawa byłam kolejnej sagi autorki. Poprzednia cieszyła się wielkim powodzeniem. Po „Jaśminowej sadze” przyszedł czas na kolejną – muślinową.
Pomysł na napisanie książki „Skrawki przeszłości” wziął się z osobistych doświadczeń Anny Sakowicz. Przez osiem lat pisarka mieszkała i opiekowała się swoją babcią. Jednak starsza pani nie chciała za wiele mówić o przeszłości. Szczególnie unikała rozmów o biologicznym dziadku pisarki. Co takiego wydarzyło się w życiu tej kobiety, że tak bardzo chciała o wszystkim zapomnieć? Po śmierci babci, a zaraz potem matki, autorka postanowiła dotrzeć do swoich korzeni, odkryć to, co się jeszcze da. Okazało się, że miała wsparcie ze strony kuzynki, która również interesowała się przeszłością rodziny. Zdobyta wiedza pozwoliła na stworzenie pewnej alternatywnej wersji historii bliskich, a jednocześnie stała się dla pisarki sposobem na przeżywanie żałoby.
Powieść zaczyna się prologiem, którego akcja rozgrywa się w czasach współczesnych. Kuba dowiaduje się o śmierci swojej ciotecznej babci, a to skłania go do pewnych przemyśleń nad swoją tożsamością. Rodzina spotyka się podczas pogrzebu, potem przychodzi czas na uporządkowanie rzeczy po zmarłej. Mężczyzna dowiaduje się, że starsza pani nie rozstawała się z łańcuszkiem z medalikiem. Dlaczego był tak ważny dla kobiety? Bliscy zastanawiają się nad przeszłością staruszki i okazuje się, że w historii jest wiele luk. Kuba z Natalią postanawiają odkryć tajemnice kobiety, a puste miejsca uzupełnić dokładnie tak, jak to robią detektywi.
Właściwa akcja powieści rozpoczyna się w 1928 roku. Zaczyna się od dramatycznych wydarzeń. W domu krawca Wawrzyńca Wilamowskiego rodzi się dziecko, Nastka. Niestety dochodzi do pewnego wypadku. Jakby tego było jednak mało, ktoś podrzuca rodzinie niemowlaka. Nie zdziwi nikogo, jak bardzo Wawrzyniec jest zaskoczony tą sytuacją. Dlaczego to dziecko trafiło w jego ręce? Czy to przypadek, czy może mężczyzna skrywa jakąś tajemnicę? A co, jeśli to najstarszy syn, Mietek, jest za to odpowiedzialny?
Wilamowscy przyjmują dziecko jako swoje, nie zdradzając nikomu, że trafił do nich podrzutek. Żona Wawrzyńca, Rozalia, postawiona w sytuacji bez wyjścia, przyjmuje małą istotkę pod swój dach. Czy uda jej się obdarzyć dziecko uczuciem takim samym, jak rodzone dzieci? To zaledwie początek historii, która prowadzi nas do 1939 roku.
Poznamy całą rodzinę Wilamowskich. Dowiemy się, jak będzie wyglądało ich życie w przedwojennym Lidzbarku, mieście położonym na granicy dawnych zaborów: pruskiego i rosyjskiego. Ludzie, którzy tu żyją, często są wrzucani do pewnego worka związanego z ich pochodzeniem. Szymon, żydowski chłopak, nie może ożenić się z ukochaną Edytą. Co może zrobić zakochana w nim panna Wilamowska? Echa tego, co dzieje się w Niemczech dochodzą i tu. Ksenofobia nie jest obca mieszkającym tu ludziom. Dochodzi do tego coraz większe napięcie polityczne, zbliża się widmo wojny.
Anna Sakowicz użyła w powieści prawdziwych nazwisk rodzinnych, choć oczywiście nie opisuje wydarzeń prawdziwych, a swoją wersję – na potrzeby książki. Oglądamy zakazane związki, odwagę ludzi, którzy wybierali inaczej niż wszyscy. Choć byli na językach, niektórzy z nich woleli iść swoją drogą. Pisarka w „Skrawkach pamięci” przybliża nam czasy, dostosowuje język do opisywanej rzeczywistości. Niektórzy bohaterowie posługują się gwarą, ale wszystko oczywiście jest zrozumiałe. Opowieść okazuje się pasjonująca, pisarka zaczyna od mocnego akcentu, a potem jest coraz bardziej intrygująco. Wszystko dzięki świetnie oddanej rzeczywistości międzywojennej, odpowiednio budowanego napięcia. Anna Sakowicz potrafi przybliżyć opisywane czasy, a jej bohaterowie są przedstawieni tak, że chcemy odkrywać ich tajemnice i poznawać ich losy. Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że szybko się spotkam z pasjonującą historią rodu Wilamowskich.