„Słoneczne miasto” – Tove Jansson

Słoneczne miasto, Tove JanssonTove Jansson marzyła o tym, żeby udać się w daleką podróż. Udało jej się zrealizować te plany i w 1971 roku wyruszyła na kilkumiesięczną wyprawę dookoła świata. Trafiła między innymi do Stanów Zjednoczonych. Na Florydzie w mieście Saint Petersburg chciała zobaczyć statek z filmu „Bunt na Bounty”. Coś innego jednak przykuło uwagę twórczyni Muminków. Zaskoczył ją niesamowity spokój i cisza panująca w mieście. Okazało się, że było to miejsce dla starszych ludzi, którzy przybywali tu, by godnie dotrzeć do kresu swoich dni. Tove Jansson była pod tak dużym wrażeniem tego miasta, że napisała powieść na jego temat pt. „Słoneczne miasto”.

W tomie wydanym niedawno przez wydawnictwo Marginesy znajdziemy aż dwie powieści. Pierwsza to właśnie „Słoneczne miasto” w przekładzie Justyny Czechowskiej. Druga pt. „Kamienne pole” została przetłumaczona przez Teresę Chłapowską. Ten ostatni tytuł został wydany w oryginale w 1984 roku, a „Słoneczne miasto” dziesięć lat wcześniej. Jakiś czas temu czytałam „Córkę rzeźbiarza”, a także „Listy Tove Jansson”. Przyznam, że zaintrygowała mnie twórczość dla dorosłych tej skandynawskiej pisarki, bo choć przyćmiła ją sława Muminków, dzisiaj możemy sięgać po inne teksty Tove Jansson.

W „Słonecznym mieście” zobaczymy starsze panie spacerujące „pod palmami z kędzierzawymi głowami, panów jest tu niewielu.” (s.9). W Saint Petersburgu łatwo o fryzjerów, którzy specjalizują się w układaniu fryzur z siwych włosów. W sklepach można kupić aparaty słuchowe i zmierzyć ciśnienie. Kiedy ktoś odchodzi z tego świata, karetki przyjeżdżają na miejsce po cichu, by nie denerwować pensjonariuszy.

W takim spokojnym mieście poznajemy kilku bohaterów, nie ma tego jedynego. Wielu z nich to mieszkańcy pensjonatu, jest też właścicielka tego miejsca. Większość osób najlepsze lata życia ma już za sobą. Jednak w powieści Tove Jansoon widzimy, że wciąż nie brakuje im energii. Bo teraz ci ludzie w zasadzie nic już nie muszą. Tu zobaczymy, jakie życie wiodą. Okazuje się, że cisza zauważana przez osoby z boku, to tylko pozory. Między bohaterami nie brakuje napięć, emocji. Pisarka nie skupia się na pokazaniu kresu życia, a tego jaką może być szansą dla ludzi. Oczywiście problemy takie jak tęsknota za bliskimi, tymi co są daleko i odeszli na zawsze, też jest widoczna. Każdy na coś czeka, nawet najmłodsi z bohaterów Joe i Linda, którzy stanowią jakby przeciwwagę dla staruszków ze „Słonecznego miasta”. Dzięki tej parze będzie to też historia o miłości oraz młodości.

Druga powieść, „Kamienne pole”, to historia o Jonaszu, który odchodzi na emeryturę i postanawia napisać biografię Igreka. Okazuje się jednak, że nie potrafi tego zrobić. Choć gromadzi materiały, dopada go dziwna niemoc twórcza. Z czasem doprowadza ona do podróży w głąb siebie, do własnej przeszłości. Główny bohater coraz lepiej poznając przeszłość opisywanej postaci, zaczyna się zastanawiać nad sobą. Jakim człowiekiem był Jonasz i ojcem dla córek, które teraz dbają o niego? Im bardziej o tym myśli, tym mocniej uświadamia sobie, że nic nie wie o Marii oraz Karin. Nachodzą go bolesne refleksje dotyczące egzystencji i czasu, jaki zmarnował. Dlaczego tak się stało?

Powieści Tove Jansson umieszczone w tomie „Słoneczne miasto” nie są zbyt obszerne. W obu jednak zauważymy, że mamy do czynienia z prozą spokojną i stonowaną, zmuszającą czytającego do refleksji. Pisarka rozważa kwestie związane ze starością w sposób subtelny, ale też pojawia się tu specyficzny humor. Nad salą balową, gdzie bawią się pensjonariusze ze „Słonecznego miasta” wisi napis: „tańczycie na własne ryzyko”. Tove Jansson przede wszystkim jednak snuje melancholijną opowieść o człowieku, jego problemach, słabościach, ale też wewnętrznej sile. Pisarka okazuje się świetną obserwatorką, w sposób przenikliwy opisuje bohaterów. Otrzymujemy świetną prozę (taką do spokojnego delektowania się), w której zarówno istotny jest język, opowieść oraz przesłanie, które za sobą niosą owe dwie powieści.

  1. Wydawnictwo Marginesy robi bardzo wiele, żeby uświadomić polskiemu czytelnikowi, że Tove Marika Jansson to nie tylko „mama Muminków”. Ja, przynajmniej na razie, nie skorzystałem jeszcze ze sposobności, żeby przekonać się o tym osobiście. „Słoneczne miasto” zdaje się świetną okazją, by zmienić ten fatalny stan rzeczy – bardzo cenię sobie historie nieco melancholijne, refleksyjne, które zmuszają do chwili zadumy.

    P.S. Pochwalę się, że zanotowałem pewien sukces związany z inną pisarką, przy nazwisku której często rozdzierałem swoje czytelnicze szaty. Niedawno gościłem w bibliotece i wypożyczyłem 2 tytuły M. Atwood. Obecnie czytam „Wynurzenie” 🙂

    • Ciekawe, jakie będą Twoje wrażenia po lekturze książek Atwood?
      Dzięki Marginesom możemy lepiej poznać Tove Jansson. Wydali biografię tej artystki, listy oraz trzy tomy z jej prozą. Po dziecięcych i dorosłych doświadczeniach z Muminkami, warto się przyjrzeć tym książkom.

Skomentuj Dominika Fijał Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *