„Śmiertelni. Wyzwania medycyny u schyłku życia” – Atul Gawande

Śmiertelni, Atul GawandeChoć nie posiadam telewizji, ani nie słucham radia, to i tak mam wrażenie, że reklamy jakie mnie otaczają, wciąż próbują mi udowodnić, że znajdę tabletkę na wszystkie problemy. Czy będzie to brak witamin, czy łupież, wystarczy odpowiedni produkt, który załatwi sprawę i zatrzymam starzenie. Będę wiecznie młoda. Śmierć nigdy nie przyjdzie, gdyż znajdę odpowiedni suplement diety, który ją odstraszy. Zresztą już Szymborska mówiła, że „Umrzeć – tego się nie robi kotu.”, a ja mam aż dwa koty. Tymczasem tylko śmierć jest czymś pewnym. Atul Gawande, znany amerykański chirurg i pisarz, postanowił przybliżyć czytelnikom problem z tym, jak wygląda odchodzenie i z czym się wiąże.

W książce „Śmiertelni” nie oglądamy umierania nagłego, wywołanego wypadkiem. Tego nie da się przecież w żaden sposób przewidzieć. Człowiek żyje coraz dłużej w porównaniu z ludźmi, który odeszli z tego świata sto czy dwieście lat temu. Jako społeczeństwo starzejemy się, ale oznacza to też pewne problemy, z którymi nie zawsze wiemy, jak sobie poradzić. Nikt nas nie przygotowuje na to, co nas czeka. Rozmowy o śmierci wydają się niepotrzebne i niepokojące. Kiedy babcia mówi ci, jakie ubrania przygotowała dla siebie do trumny, to rodzi się w nas chęć zaprzeczania. Przecież nawet po dziewięćdziesiątych urodzinach, taka staruszka może powiedzieć, że wciąż ma wiele do zrobienia.

Atul Gawande w książce „Śmiertelni” pokazuje, że w pewnym wieku stopniowo tracimy niezależność. Kiedy tylko zaczynamy wymagać opieki, nasi bliscy szukają pomocy. Albo nami się opiekują, albo wysyłają nas do domów spokojnej starości, czy do szpitala. Oznacza to jednak, że taki starszy, albo śmiertelnie chory człowiek, traci wolność. Staje się ubezwłasnowolniony przez instytucje, które każą mu działać, jak w wojsku. Wszystko jest, podporządkowane regułom danego miejsca. Dlatego starsi ludzie tak źle czują się w domach spokojnej starości. Nie mogą o niczym decydować. Jedzą na czas, chodzą do łazienki, na spacer, dokładnie wtedy, kiedy decydują o tym opiekunowie, a nie oni sami. Nic zresztą dziwnego. Porządek i zasady pozwalają na to, by dana placówka mogła dobrze funkcjonować.

Autor książki, choć sam jest lekarzem, pokazuje, że najważniejsze jest, by robić wszystko, aby jak najdłużej pozwolić człowiekowi na decydowanie o sobie. Ponadto pokazuje takie placówki, w których ludzie czują się dobrze. Okazuje się, że jest to możliwe. Wprawdzie przygląda się instytucjom amerykańskim, ale znajome okaże się wiele problemów podkreślanych w publikacji. Brak pieniędzy na geriatrię, kontrastuje ze świetnie rozwijającą się medycyną estetyczną. Kult młodości trwa w najlepsze.

Dzięki Atulowi Gawande mamy okazję pomyśleć nad kwestiami, które lubimy od siebie odsuwać. Pisarz uświadamia nam, że warto zadawać starzejącemu się, czy umierającemu człowiekowi, jak chciałby spędzić ostatnie dni. Rozmowa bez oszukiwania umierającego, bez dawania mu niepotrzebnych szans, gdy wiadomo, że nic już nie można zrobić. Wiele zależy też od lekarzy, by potrafili rozmawiać z takimi pacjentami. Wysyłanie człowieka na niepotrzebną już chemię, radioterapię czasami tylko pogłębia cierpienie i skraca życie. Opiekunowie chcą pomóc i szukają ostatniej deski ratunku, ale potrzebny jest ktoś, kto jasno powie, że już dość. Autor odczarowuje opiekę paliatywną i pokazuje, że w ostatnich dniach chodzi o to, by dać choremu szansę odejść z godnością, na tyle świadomie na ile się da, w otoczeniu bliskich. Atul Gawande stawia na pierwszym miejscu nie medycynę, a człowieka. Pokazuje, że to on powinien być najważniejszy i traktowany z szacunkiem. Okazuje się, że w XXI wieku nie istnieje coś takiego, jak sztuka umierania, ale Atul Gawande podpowiada w „Śmiertelnych”, jak się przygotować do godnego odchodzenia.

PS Książkę na język polski przełożyła Malwina Fiedorek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *