Po wielu miesiącach oczekiwania wreszcie są. Spotkania autorskie z udziałem publiczności. Można przyjść do wcześniej określonego miejsca typu biblioteka, dom kultury i posłuchać wypowiedzi ulubionego pisarza. Bez sprzężeń, zacięcia internetu i tego typu dodatków specjalnych typowych dla spotkań online. Wczoraj, w GOK-u w Kaliskach, miałam okazję poprowadzić taką rozmowę z Anitą Scharmach, autorką książek obyczajowych i nie tylko. Jeśli śledzicie tego bloga, to znajdziecie tutaj recenzję powieści „Miłość na gigancie”, czy „Cztery wesela i rozwód”.
Znam Anitę osobiście dzięki spotkaniom blogerów i pisarzy „A może nad morze z książką” . Zawsze zaraża nas swoim niesamowitym humorem i energią życiową. Na spotkaniu autorskim skupiłyśmy się oczywiście na twórczości Anity. Od 2016 roku pisarka wydała już osiem książek. Najpierw wydana została powieść „Mogę wszystko”, a potem były kolejne, które za każdym razem znajdują coraz więcej czytelników.
Anita Scharmach jest mieszkanką Gdyni i to miasto często pojawia się w tle wydarzeń jej powieści. Autorka opowiedziała nam za co kocha to miejsce i wspomniała, że ludzie, którzy w nim mieszkają uważają się za osoby szczęśliwe. Podobnie właśnie czuje się Anita, ale nie dajmy się zwieść, w jej książkach pojawiają się historie takie jak w życiu, nie wszystkie muszą mieć szczęśliwe zakończenie. Są opowieści o miłości, ale też o trudnych momentach w życiu. Autorce udaje się też rozśmieszyć czytelnika, co nie jest łatwym zadaniem. Inna pisarka, Anna Sakowicz mówi, że łatwiej wzruszyć niż rozśmieszyć, choć Anicie Scharmach udaje się jedno i drugie (czasem może być to śmiech do łez). Jak widać, odbiorcy znajdą coś dla siebie.
Autorka opowiedziała osobom obecnym na spotkaniu wiele zabawnych anegdot o tym, jak powstawały jej książki, jak w ogóle doszło do ich napisania. Może kolejną ciekawą historią mogłaby stać się biografia samej Anity? Również ona byłaby interesująca, chwilami zabawna, a za moment wzruszająca. Już wiemy, dlaczego Anita nazywana jest Królową Wzruszeń. Czytelnicy chętnie sięgają po powieści, w których nie zabraknie emocji.
Wspomnę o jednej książce: „Cztery wesela i rozwód” to powieść, która właśnie miała swoją premierę. Jeśli ktoś ma ochotę na poprawę nastroju, właśnie tutaj to znajdzie. Książka może stanowić przecież bardzo bezpieczny antydepresant, choć niektórzy twierdzą, że od literatury można się uzależnić. Moim zdaniem czytanie jest pod tym względem bezpieczne. Czytelnicy znacznie więcej zyskują, niż tracą na lekturze powieści. Z pewnością wzbogacają w ten sposób swoje życie wewnętrzne.
Mam nadzieję, że sytuacja stanie się coraz bardziej sprzyjająca spotkaniom na żywo. Wciąż trzeba pamiętać o dystansie, maseczkach, ale mimo wszystko jesteśmy już bliżej stabilizacji. Czas pokaże, co będzie dalej, ale trzeba mieć nadzieję, że to pierwsze spotkanie autorskie na żywo nie będzie ostatnim.