„Kąkol” – Zośka Papużanka

Kąkol, Zośka Papużanka„Wsi spokojna, wsi wesoła…” – takie idylliczne i sentymentalne skojarzenie obudzi się u sporej grupy osób, gdy sięgną pamięcią do swoich wakacyjnych wspomnień. Wielu z nas wyjeżdżało latem do babci czy do bliskich na wieś. Nie było zbyt wielu opcji, tylko szczęśliwcy trafiali na wymarzone obozy i kolonie. Bohaterka najnowszej powieści Zośki Papużanki pt. „Kąkol” wyjeżdża z całą swoją rodziną do domku na wsi.

Dziewczynka, która właśnie skończyła piątą klasę staje się narratorką i naszym przewodnikiem po tej rzeczywistości. Wszystko zaczyna się od spakowania rodziny do jaskrawopomarańczowego opla. Auta, o które ojciec troszczy się znacznie lepiej niż o własne pociechy. Poświęca mu całą swoją uwagę i czułość. Dzieci mogą liczyć na jakąś atencję dopiero wtedy, gdy coś przeskrobią. Ale nawet lanie jest lepsze niż brak uwagi.

W niewielkim wiejskim domku przebywa nie tylko rodzina dziewczynki. Jest tam także cała rodzina ojca, łącznie z dziadkami. Wszyscy tłoczą się na ograniczonej przestrzeni, co powoduje wiele konfliktów. Przy okazji dzieci mają okazję sporo zaobserwować. Stają się  świadkami wydarzeń, których do końca nie rozumieją. Nikt im też niczego nie będzie tłumaczył na poważnie. Dopiero wspominane po latach wydarzenia nabiorą jasności.

Rodzina nastolatki składa się z młodszego rodzeństwa, czyli Trutni, ojca oraz matki. Kobieta nie czuje się komfortowo we wiejskim domku. Dzieje się tak przez Antoniego, seniora rodu. Dziadek nie ma nic wspólnego z idealnym wyobrażeniem tej postaci. Wręcz odwrotnie. Mamy do czynienia z osobą apodyktyczną, która terroryzuje wszystkich domowników. Lepiej trzymać się od niego z daleka, choć nie zawsze będzie to możliwe. Główna bohaterka powieści nie zazna od niego niczego dobrego, nie rozumie dlaczego dziadek Antoni jest taki surowy. Upokarzana wielokrotnie przez dziadka dziewczynka, w końcu mu się przeciwstawi i wyrazi swoje zdanie. Dziadek usłyszy parę słów, których do tej pory nikt nie miał odwagi mu powiedzieć.

Zośka Papużanka oddaje w swojej powieści obraz wsi z końca XX wieku. Taki, w którym sama dorastałam. Jednak choć łatwo mi się odnaleźć w tej rzeczywistości, to autorka nie uogólnia tego świata. Nabiera on indywidualnych cech za sprawą obserwacji i osobistych doświadczeń nastoletniej narratorki. Zbiera ona zioła, suszy je w swoim kajecie. Robi to, co wiele innych dzieci w jej wieku. Szuka przyjaciół, bawi się z rodzeństwem, kuzynostwem i odkrywa okolicę. Na pozór nic niezwykłego, ani ciekawego. Jednak dzięki własnym doświadczeniom owa rzeczywistość nabiera nowego wymiaru.

Bohaterka książki opowiada o tym, co się dzieje w relacjach między jej bliskimi, opowiada o przyjaciółce i mieszkańcach wsi. Otrzymujemy niezwykle barwny obraz. Dziecko nie wszystko przecież rozumie, a jej opowieść z pewnością byłaby inna, gdyby została ukazana z perspektywy dorosłego. Zośka Papużanka pokazuje, jak świat rozumie dziecko, które obserwuje i słucha, a także wyciąga wnioski. Niekiedy zupełnie zaskakujące. Co myśli i czuje  szóstoklasistka, która słyszy od dorosłych, że jest zła? Wiele sytuacji opisanych w tej powieści nie należy do przyjemnych, ale zostało opisanych tu w sposób ciepły, z dużą dozą czułości. Zaskakująca jest forma i wrażliwość językowa oddana w „Kąkolu”. Wypowiedzi bohaterów są żywe, sprawiają, że postaci nabierają wyrazu i charakteru. Nie raz pojawi się humor w przedstawianiu sytuacji i osób. Pisarka kreśli niekiedy historię tak, jakbyśmy mieli do czynienia z baśnią lub legendą, innym razem opowieść zmienia się w przypowieść. Za każdym jednak razem będzie to zachwycający obraz tego, co zazwyczaj jest niedoceniane, choć świetnie znane wielu czytającym.

PS Przypominam sobie z dzieciństwa, że bardzo lubiłam zbierać kwiaty kąkola. Tyle, że wtedy nazywaliśmy je zegarkami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *