Wielu współczesnych polskich pisarzy często przywołuje Wita Szostaka, jako wzór osoby, która perfekcyjnie panuje nad słowem. Trudno nie zauważyć, jak przez lata doceniano kolejne tytuły tego twórcy, który nie tylko zostawiał czytelnika z opowieścią, ale również skłaniał do myślenia nad kwestiami poruszanymi w swoich książkach. Wit Szostak z pewnością nie tylko potrafi panować nad formą, ale również nad przesłaniem. Czy jednak po lekturze „Suchych strugach” będę w stanie nadążyć za autorem? Otrzymałam tekst, który trzeba czytać w pełnym skupieniu, a i tak mam wrażenie, że moja interpretacja wciąż jest za płytka.
Akcja powieści rozpoczyna się w 1980 roku. Starsza kobieta przygląda się kamienicy, z której właściwie została tylko jedna ściana. Tu kiedyś był jej dom. Teraz pozostały po tych wszystkich czasach strzępki tapet, resztki koloru ścian. Helena żyła zwykłym życiem w czasach, które było mało kolorowe. Zresztą rok, w którym rozgrywa się pierwszy rozdział „Suchych strug”, kojarzy się z szarością, a pozostała ściana potęguje wrażenie apokalipsy. Wszystko, co najważniejsze, już odeszło. Pozostaje wspominanie ludzi i tak właściwie tworzenie własnej wersji wydarzeń. To, co opowiada Helena o Niedorzecznej czy Redaktorce, właściwie jest jej interpretacją, gdyż rozgrywało się przede wszystkim za zamkniętymi drzwiami mieszkań.
Helena opowiada dużo, ale na przestrzeni czasu ta historia nieco się zmienia. Najbardziej tajemnicza okazuje się II wojna światowa. Kobieta milczy, jeśli chodzi o rok 1943. Przy tej dacie znajdziemy puste strony. Przez cały okres wspomnień nigdy się nie pojawi choć mała sugestia. Jedyne, co można zrobić, to przyjrzeć się miastu i temu, co wydarzyło się w opisywanych miejscach. Helena mówi o Placu Zgody, a dzisiaj jest tu Plac Bohaterów Getta. To może nas nieco naprowadzić na tragiczne zdarzenia czasów wojny.
W powieści pojawia się motyw płynącej rzeki. Narracja „Suchych strug” wtłacza nas w sam środek nurtu. Z jednej strony bohaterka nazywana Niedorzeczną nigdy nie przekracza rzeki (stąd przezwisko), z drugiej mamy Redaktorkę, której życie toczy się po drugiej stronie. Na naszych oczach rozgrywa się greckie panta rhei. Czytając kolejne strony przyglądamy się różnym zmianom, jakie następują, by odkryć, że poznajemy różne wersje historii z przeszłości. Próbujemy zbudować sobie jakąś wersję wydarzeń, ale przecież nie nadążymy za uciekającym nurtem. Wszystko staje się niedoskonałą rekonstrukcją.
Pamięć jest jednym z tematów, jakie porusza w swojej książce Wit Szostak. Śledzimy narrację, która również się zmienia: od pierwszoosobowej, do dwuosobowej. Przekształca się styl wypowiedzi, w zależności od roku, w jakim rozgrywa się dany rozdział. Z czasem odkrywamy, że tak naprawdę sami budujemy sobie opowieść o tym, co nie zostało powiedziane.
W „Suchych strugach” znajdziemy naprawdę wiele problemów i tematów. Od filozoficznych rozważań związanych z czasem, pamięcią, zmiennością po odwróconą wersję mitu o Odyseuszu. Trochę mi to przypomina grę z „Wróżeniem z wnętrzności” oraz z „Zagrodą zębów”. Z kolei za sprawą ekranizacji „Odysei” w reżyserii Christophera Nolana w mediach przetacza się sporo dyskusji na ten temat, ale autor „Suchych strug” interesował się tym tematem długo wcześniej, niż stało się to modne.
Powieść Wita Szostaka nie jest łatwa w odbiorze. Nie mam wątpliwości, że poruszyłam zaledwie nikłą część zagadnień, jakie tu znajdziemy. Na pewno książka skłania do zastanowienia w kilku warstwach: od fabularnej po interpretacyjną. Przyznam, ze kusi mnie, by za jakiś czas sięgnąć ponownie po „Suche strugi”, by sprawdzić, co odkryję i gdzie dotrę podczas ponownej lektury.