Po kilku latach milczenia Milan Kundera opublikował „Święto nieistotności”. Ta najnowsza książka tego autora jest niepozorna objętościowo, lecz jak zwykle bardzo intrygująca. Pisarz już nie raz udowodnił, że liczy się jakość, nie ilość. Ostatnie tytuły wydane przez Kunderę „Spotkanie” i „Zasłona” to zbiory esejów. Aż czternaście lat musiało minąć, by opublikowano tę powieść. Trzynaście, jeśli weźmiemy pod uwagę, że „Święto nieistotności” zostało wydane we Włoszech w 2013 roku, a we Francji dopiero rok później. Dla przypomnienia tylko dodam, że autor pisze po francusku i nie zezwolił na tłumaczenie swoich książek na język czeski. Możemy się cieszyć, że „La fête de l’insignifiance” nie musimy czytać w oryginale.
Narrator „Święta nieistotności” przedstawia czytelnikom kilku paryżan. Przyjaciele: Ramon, Alain, D’Ardelo i Charles są ludźmi w różnym wielu, mają też odmienne poglądy i pasje. Najpierw poznajemy Alaina, który rozważa kwestię kobiecych pępków. Dlaczego dzisiaj erotyczny czar kobiety umiejscowiony jest w takim a nie innym miejscu? Natomiast Ramon, jako najstarszy z trójki, nie ma już cierpliwości, by obejrzeć wystawę obrazów Chagalla, bo musiałby stać w długiej kolejce. W tym samym czasie D’Ardelo dowiaduje się, że nie jest chory na raka, ale koledze mówi coś zupełnie odwrotnego. W każdym razie postanawia urządzić huczne urodziny. Charles wyobraża sobie, że wystawi sztukę, w której pojawią się Anioły.
Czego brakuje dorosłym, chciałoby się rzec – starzejącym się mężczyznom? Ramon mówi, że dobrego humoru. Dodaje: „Nigdy nie czytałeś Hegla? Nie, oczywiście. Nie wiesz nawet, kto zacz. Ale nasz pan, który nas wymyślił, kazał mi go kiedyś studiować. W swych rozważaniach nad komizmem Hegel rzecze, że prawdziwy humor nie jest do wyobrażenia bez nieskończenie dobrego humoru, posłuchaj dobrze, mówi to dosłownie: „nieskończenie dobry humor”; unendliche Wohlgemutheit. Nie kpina, nie satyra, nie sarkazm. Dopiero z wysokości nieskończenie dobrego humoru możesz obserwować pod sobą wieczną ludzką głupotę i się z niej śmiać. (…) – Ale jak odnaleźć dobry humor? (s.77).
Czym jest tytułowa nieistotność? Na początku przedstawiana jest jako wartość, kiedy chce się zdobyć kobietę. Powoduje, że płeć piękna nie czuje się zobowiązana by zabłyszczeć, czy odpowiadać w sposób błyskotliwy na inteligentne zaczepki. Kobieta staje się nieuważna, beztroska, a przez to łatwiej dostępna. Na koniec jednak okazuje się, że owa „l’insignifiance” powinna być dla bohaterów sensem życia. Ramon tłumaczy, że nieistotność „to sedno egzystencji. Jest z nami wciąż i wszędzie. Jest obecna nawet tam, gdzie nikt jej nie widzi: w potwornościach, w krwawych walkach, w najgorszych nieszczęściach. (…) należy ją kochać, nauczyć się ją kochać.” (s.108). Okazuje się, aby docenić nieistotność, należy dostrzec jej piękno, ponieważ „jest ona kluczem do mądrości, jest kluczem do dobrego humoru…” (s.108)
Czytając „Święto nieistotności”, gdzieś podskórnie wciąż mamy się na baczności. Nigdy nie wiemy do końca, czy narrator się z nas nie naśmiewa. Może sprawdza naszą inteligencję, by dowiedzieć się, czy mamy poczucie humoru? A może nie rozróżniamy absurdu od żartu? To co nas śmieszy, akurat może innych nie bawi? Gdzie kończy się żart, kiedy przekraczamy granicę dobrego smaku?
Jak zwykle poznawanie Milana Kundery to czysta przyjemność. Świetny język i doskonałe pióro. Bohaterowie potrafią ze sobą rozmawiać, opowiadają anegdoty. Zachwyca absurdalna historia o żartującym Stalinie, czy Kalininie popuszczającym w spodnie ze strachu przed Generalissimusem – w nagrodę za wytrwałość miasto Królewiec zostaje przemianowane właśnie na Kaliningrad. Cała powieść, choć tak mało obszerna zmusza do głębszej refleksji nad ludzką egzystencją. Co jest istotne? Kundera odpowie – nic.
Bardzo ciekawa recenzja. Koja koleżanka uwielbia Kunderę. Po Twojej recenzji sięgnę. Poradź mi, jaki tytuł wybrać na początek?
Zaczęłabym od początku, bo lubię obserwować, jak twórczość danego autora się rozwija. Jednak gdybyś chciała się skupić na jednym (reprezentacyjnym) tytule to polecam „Nieznośną lekkość bytu”.
Czytałem tylko jedną powieść tego autora, jego debiut, ale z pewnością będę sięgać po jego kolejne pozycje. Proza Kundery jest niezwykle interesująca – bardzo podoba mi się sposób, w który czesko-francuski pisarz splata ze sobą losy swoich postaci, świetnie unaoczniając jak niejednoznacznym i skomplikowanym procesem jest ludzkie życie oraz, że wpływa cały ogrom zmiennych. Książka, o której piszesz z uwagi na tytułową tezę, że w gruncie rzeczy nic nie jest istotne, zapowiada się bardzo ciekawie 🙂
Czytałam wcześniejsze książki Kundery dawno temu i powinnam właściwie sobie przypomnieć właśnie „Żart”, czy „Nieznośną lekkość bytu”, ponieważ dawniej do mnie nie docierały. W tych ostatnich książkach podoba mi się inspiracja filozofią.