„Awantura o Basię” – Kornel Makuszyński

Awantura o Basię, Kornel MakuszyńskiJako dziecko uwielbiałam książki Kornela Makuszyńskiego. Doceniałam poczucie humoru autora i bardzo bawiły mnie kwieciste epitety autora na określenia przedstawionych w tych historiach osób. Czytałam oczywiście tylko te powieści, jakie były dostępne w bibliotece, czasami udawało mi się zdobyć jakiś egzemplarz i mam te książki do dziś. „Awanturę o Basię” pamiętam również za sprawą ekranizacji, najbardziej utkwiła mi w pamięci czarno-biała wersja z 1959 roku ze świetną obsada aktorską. Kiedy Wydawnictwo Marginesy postanowiło wznowić powieść, postanowiłam do niej wrócić. Zaskoczyło mnie, że to wcale nie jest powieść dla dzieci koło siódmego roku życia, a dla osób starszych o jeden etap edukacyjny, którym da się wyjaśnić, czym różnił się świat z czasów Makuszyńskiego od tego współczesnego. Czytaj dalej

Czytamy „Basię” – „Basia i upał w zoo” Z. Stanecka i M. Oklejak

Basia i upał w zooJeśli dziecko lubi utożsamiać się z bohaterem, mamy sporo serii do wyboru. Jest ich tak dużo, ze trudno się połapać. Zwłaszcza, że stworzono postaci dla każdej kategorii wiekowej. My trafiliśmy na „Basię” już wcześniej. Była to historia opowiadająca o nowym koledze z Haiti. Wtedy okazało się, że seria nie należy do kategorii książek popularnych, a jednocześnie zbyt przesłodzonych, mało wartościowych, bo nastawionych jedynie na przyciąganie najmłodszych klientów za pomocą kolorowych obrazków.

Tym razem sięgnęliśmy po „Basię i upał w zoo”. Akurat temat bardzo nam odpowiadał. Wprawdzie nie byliśmy w zoo, a w fokarium, ale i tak blisko nam było do tematyki zwierzęcej. Tytułowa bohaterka marzy o zwierzaku. Na nic się zdają tłumaczenia rodziców, że z tego wynikają same kłopoty. Pupile mogą brudzić, hałasować, trzeba sie nimi zajmować w odpowiedzialny sposób. Basia podczas wyprawy z tatą do zoo szuka odpowiedniego dla siebie zwierzęcia. Okazuje się, że trudno jest znaleźć takie, które spełniłoby wszystkie wymagania postawione przez rodziców.

Wprawdzie książeczka dotyczy wycieczki do zoo, ale równie dobrze mogłaby mieć tytuł „Basia szuka zwierzątka domowego”. Właśnie ta myśl jest motywem przewodnim opowieści. Historia nie jest oderwana od rzeczywistości, ponieważ odnosi się do świata bliskiego dzieciom. Nikt nie udaje, że rodzice mogą być zmęczeni, mają swoje wady i słabości – np. mamie Basi puchną nogi, ponieważ spodziewa się dziecka. Dlatego też nie chce się łatwo zgodzić na zwierzątko.

Książka o Basi zainteresowała moich domowych słuchaczy. Pięcioletni syn utożsamiał się z dziewczynką – ponieważ bohaterka jest w podobnym wieku. Natomiast ośmioletnia córka mocno kibicowała Basi w poszukiwaniach właściwego zwierzaka.

Plusem książki są świetne ilustracje: pociągnięte grubą kreską, z wyrazistymi, ale nieprzesłodzonymi kolorami. Nawiązują do treści, a jednocześnie zmuszają małego odbiorcę do skupienia uwagi, gdyż co krok czekają na niego niespodzianki. Dają też szansę dzieciom na uruchomienie wyobraźni. Można nawet zabawić się w odszukiwanie poszczególnych elementów związanych z treścią książki. Moim dzieciakom spodobał się zając robiący bobki – nie ma idealizowania zwierząt, one przecież też wydalają. Zaintrygował je również waran, jaszczurki i węże.

Waran                         Zajączek

Ważny jest język, w którym napisano Basię. Przypomina on naturalną mowę. Nie ma sztucznych, zgrzytających zdań. Sporo tu żywych dialogów. Dlatego dzieciaki słuchają opowieści bardzo uważnie. Po prostu chce się tego słuchać. I jeszcze słowo o kategoriach wiekowych. Sprawdziłam książeczkę na trzylatce. Uważnie śledziła wydarzenia, zainteresowała ją historia. Seria może trafić i do starszych dzieci, które zaczynają przygodę z samodzielnym czytaniem. Litery są duże i wyraźne. A historia nie jest zbyt obszerna, za to urozmaicona ilustracjami oraz zabezpieczona przed zniszczeniem, ponieważ posiada grubą oprawę. Wartościowa, ale bez zbędnego idealizowania, a przez to wiarygodna.

Basia i kolega z Haiti

Basia i kolega z HaitiTom „Basia i kolega z Haiti” Z. Staneckiej i M. Oklejak powstał dla szczytnych celów. Część dochodu ze sprzedaży książeczki zasila Fundację Polska-Haiti, która wspiera rozwój edukacji na Haiti oraz działa na rzecz tolerancji i otwartości. Seria została wyróżniona w konkursie ?Świat przyjazny dziecku? oraz polecana jest przez miesięcznik „Dziecko”. Dlatego właśnie postanowiliśmy się zapoznać z „Basią”.

Do przedszkola tytułowej bohaterki przychodzi nowy kolega. Różni się od pozostałych dzieci ciemnym kolorem skóry i tym, że nic nie mówi. Basia chciałaby go bliżej poznać, ale chłopiec większą część dnia spędza pod stołem, rysując smutne ilustracje. Dziewczynka nie rozumie, dlaczego tak się dzieje. Ponadto jest zazdrosna, bo jej przyjaciólka postanawia towarzyszyć Titiemu.

Basia strasznie się złości na Anielkę i nowego kolegę. Problem rozwiązuje mama, wyjaśniając dziewczynce, skąd pochodzi Titi, co mu się przytrafiło, dlaczego chłopczyk jest taki zamknięty w sobie. Postanawiają, że zaproszą go i Amelkę do domu Basi.Tam chłopczyk się otwiera i zaprzyjaźnia z Basią.

Książka Z. Staneckiej i M. Oklejak  podejmuje trudne problemy nie owijając niczego w bawełnę, tylko przybliżając temat i wyjaśniając go w najprostszy z możliwych sposobów. Opowiedziano w niej czym jest inność. Historia w delikatny sposób odkrywa przed najmłodszymi problemy współczesnego świata. Nie zamiata się ich pod dywan, tylko przedstawia, co przytrafia się dzieciom w innych rejonach świata i co my możemy z tym zrobić.

„Basia…” nie tylko uczy tolerancji. Dzieci dowiadują się jak traktować „innego”, czego nie powinny robić, by go nie urazić. Uczą się wrażliwości i empatii. Niekiedy przecież nie mają pojęcia o tym, że istnieją trzęsienia ziemi, a ludzi spotykają tragedie, które zostawiają po sobie ślad. Dowiadują się, jak można pomóc, kto się tym zajmuje i w jaki sposób.

Książka polecana jest dzieciom powyżej piątego roku życia. Wprawdzie ma niewiele stron i siedmiolatka czuła pewien niedosyt, to młodszy – prawie pięciolatek – też bardzo zainteresował się tą historią. Oboje dopytywali oczywiście, czy i nam może się coś takiego przytrafić. Uczyli się wielu nowych rzeczy – prócz tolerancji, wrażliwości, dzieciaki poznały prozaiczne sprawy – gdzie leży Haiti, kto tam mieszka. Historia nadaje się do samodzielnego czytania dla początkujących czytelników, gdyż ma duże litery, a pewne zdania wydrukowano większą czcionką w czerwonym kolorze. Ilustracje przemówiły do dzieci, pomagały im zrozumieć czytany tekst i wiele wyjaśniały. Dorośli też nabywają pewnych umiejętności po lekturze „Basi i kolegi z Haiti” – jak rozmawiać z maluchem, gdy pojawi się podobny problem.