Ciągle po kole – Anka Grupińska

Ciągle po koleKsiążką po którą sięgnęłam tym razem, została wydana po raz pierwszy w 2000 roku. Autorka – Anka Grupińska – zajmowała się tematem powstania w getcie przez trzydzieści lat. W efekcie rozmów z powstańcami, powstała książka „Ciągle po kole”.

Pierwszy wywiad z Markiem Edelmanem miał miejsce już w 1985 roku. Potem dwa lata zajęło autorce zbieranie wspomień powstańców żyjących w Izraelu, później z Inką w Warszawie. Tak powstała pierwsza wersja tej opowieści – „Po kole”. Doszły kolejne rozmowy, aż książka zatoczyła koło i została zamknięta drugim wywiadem z Edelmanem.

Zaskakujące jest w tych historiach to, że choć często opowiadają o tych samych wydarzeniach, każdy z pytanych po latach widzi je w nieco inny sposób. Nawet te same osoby mogą mieć kilka wersji imion – bo niektórzy stosują polskie, a inni hebrajskie, są też imiona w jidysz.

Rozmów jest w sumie dziesięć. Kiedy w getcie wybuchło powstanie, bohaterowie zdawali sobie sprawę, że idą na śmierć. Jednego tylko nie przewidzieli – że przeżyją. Ci nieliczni, którym się udało, nie wiedzieli co z sobą zrobić. Jaką drogę obrać? Niektórzy po wojnie zostali w Polsce – jak Marek Edelman, czy Inka – Adina Blady Szwajger. Inni osiedlili się w Tel Awiwie: np. Masza Glajtman Putermilch, Pnina Gryszpan-Frymer, czy jak Szmuel Ron, który zamieszkał w Jerozolimie.

Historie, które opowiadają, łączy powstanie w getcie. Wszyscy rozmówcy brali w nim udział. I choć każda z osób miała inne doświadczenia życiowe, poglądy na świat, to wszyscy za wszelką cenę chcieli przeciwstwić się nazistom. Anka Grupinska pokazuje jak bardzo różnili się od siebie. Jednak chcieli walczyć, ich jedyną wolnością był wybór rodzaju śmierci. Posiadali na tyle silny instynkt przetrwania, że udało im się – na przekór wszystkiemu – przeżyć. Niekiedy dzieliło ich od niej niewiele, przecież śmierć ich otaczała, często czuli jej oddech, a jednak mogą nam opowiedzieć o swoich przeżyciach i emocjach.

Choć nigdy do końca nie poznamy ostatecznej wersji wydarzeń, możemy wniknąć do getta poprzez tych ludzi. Pokazują oni, jak żyli w czasie okupacji, przed i po wojnie. Kształtuje się też pewien wspólny mianownik, choć niemożliwe jest ustalenie dokładnej historii. Szokować mogą dosadne zdania Marka Edelmana, który twierdził, że w getcie nic nie było znaczące. Padają krytyczne słowa w stosunku do księży katolickich, którzy popierali antysemityzm. Nawet Kolbe w swym „Rycerzu Niepokalanej” pisał przed wojną antyżydowskie teksty. Przecież Jezusa zabili Żydzi – takie było powszechne zdanie chrześcijan. Powstańcy tak samo bali się nazistów, jak i Polaków. Zagrożeni byli z każdej strony, mogli wydać ich nawet Żydzi.

Dzięki książce Grupińskiej zachowana zostaje pamięć o Zagładzie. Nie jest może ona doskonała, ale istnieje. Ważne są odczucia bohaterów. Natomiast ich poglądy polityczne tłumaczą pewne postawy – dlaczego niektórzy zostali w Polsce, a inni wyjechali do Izraela. Obraz, który otrzymujemy, przełamuje stereotypy. Pokazuje jak skomplikowany i złożony jest problem Holokaustu.

Wprawdzie Marek Edelman wypiera się bohaterstwa, każe mówić o instynkcie, jednocześnie uświadamia czytelnikowi, że nie można porównywać tamtej moralności z dzisiejszą. Tak łatwo oceniać i szufladkować. Rozmówcy Anki Grupińskiej pokazują nam chociażby, jak źle byli traktowani ze strony AK. Nie otrzymali wsparcia, a niektórzy z Armii Krajowej gotowi byli nawet do tego, by zabijać tych żołnierzy, którzy przeżyli walki w getcie. Pewne fakty szokuja, a jednak warto je poznać, by samemu nie powielać błędnych streotypów. Może wiedza, którą nabywamy dzięki tym rozmowom, przyczyni się do tego, by wreszcie antysemityzm stał się przeszłością?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne

Oszustwo Mishy Defonseca – Przeżyć z wilkami”

Przeżyć z wilkamiKsiążka Mishy Defonseca – „Przeżyć z wilkami” wywołała kilka lat temu niemały skandal. Autorka tej historii, od 1997 roku twierdziła, że powieść jest autobiografią. Dopiero w 2008 udowodniono jej kłamstwo.

Główna bohaterka – Żydówka, która żyła w Belgii w czasch okupacji, pewnego dnia dowiaduje się, że jej rodzice zostali wywiezieni przez nazistów na wschód. Siedmioletnia Miszke zamieszkała u pewnej rodziny. Nie czuła się tam dobrze. Pani domu – Marguerite – wysyłała dziewczynkę na wieś po prowiant. Tam właśnie u dziadka Ernesta czuła się wolna. Na farmie dowiedziała się jakie zasady kierują naturą, poznawała geografię. Dostała nawet miniaturowy kompas.

Miszke postanowiła odnaleźć rodziców i wyruszyła z Belgii na wschód. Dotarła na własnych nogach do Niemiec, potem Polski oraz Rosji. Po drodze obserwowała okrucieństwa wojny. Wreszcie zaprzyjaźniła się z wilkami.

Ten wątek podkreślony został w tytule. Sądziłam jednak, że będzie dotyczył większej części książki. Jednak jest on jedynie epizodem w podróży Miszke. Dziewczynka dwa razy ma do czynienia z wilkami i uczy się ich zasad. Bohaterka od momentu, kiedy ma do czynienia z wilkami, wręcz odrzuca gatunek ludzki. Czuje się częścią stada. Człowiek jest dla niej kimś zupełnie obcym.

Celem dziewczynki było poszukiwanie matki. Dlatego musi w pewnym momencie rozstać się z ukochanymi zwierzętami. Dopiero w Rosji zdaje sobie sprawę, że jej podróż powinna się zakończyć. Postanawia wrócić. Tym razem obiera drogę bardziej na południe, a potem na zachód: przez Rumunię, Jugosławię, północne Włochy oraz Francję.

Wreszcie dociera do Belgii. Przyłącza się do grupy dzieciaków podobnych do niej samej. Starają się radzić sobie na swój sposób – przede wszyskim kradnąc. Idylla nie trwa jednak długo. Kiedy ich kompan – Owca – popełnia samobójstwo, zgłaszają sprawę policji. Wtedy dzieciaki zostają rozdzielone. Na szczęście dziewczynkę znajduje dziadek, choć nie zostaje jej opiekunem.

Książka „Przeżyć z wilkami” napisana została z perspektywy siedmioletniego dziecka. Jej podróż jest wprawdzie mało realna, bo bohaterka przemierza sama tysiące kilometrów, ale nie spotyka zbyt wielu ludzi. Jest jednak zdeterminowana. Ma tylko jeden cel – odnalezienie rodziców. W swej naiwności dziecięcej myśli, że wystarczy iść na wschód, a prędzej czy później na nich trafi. Niekiedy nawet może jest blisko, bo trafia i do getta warszawskiego, jest też świadkiem mordowania dzieci żydowskich. Opócz tego zostaje złapana przez polskich partyzantów, a potem ukraińskich.

Defonseca pokazuje kim chciałaby być w czasie drugiej wojny światowej. Powieść właśnie jest taką projekcją pragnień. Mała Misha wyrusza wprawdzie w nieskuteczną podróż, jednak udaje jej się pozbyć człowieczeństwa. Odrzuca ten gatunek, ponieważ tweirdzi, że wilki mogą być lepszymi kompanami. Zabijają, by przeżyć, nie dla przyjemności – tak jak ludzie.

Powieść „Przeżyć z wilkami” kojarzy mi się z książką Jerzego Kosińskiego „Malowany Ptak”. Z tym, że ta ostatnia jest bardziej brutalna, ale też zwyczajnie w świecie lepsza. U Kosińskiego żydowski chłopiec tuła się po okrutnym świecie w czasie drugiej wojny światowej. M. Defonseca nie zachwyca swym stylem, chociaż pomysł na książkę i wywołanie wokół niej burzy, raczej pomógł jej odnieść sukces. Na podstawie powieści „Przeżyć z wilkami” nakręcono również film.

Dobre dziecko – Roma Ligocka

Dobre dziecko„Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” Romy Ligockiej zaintrygowała mnie ze względu na tematykę wojenną. Większa część tej książki została napisana z perspektywy kilkuletniego dziecka. Dziewczynki, która musiała ukrywać się wraz z matką przed nazistami, ze względu na żydowskie pochodzenie. „Dobre dziecko” również jest historią autobiograficzną. Dotyczy jednak przede wszystkim trudnych relacji kilkunastoletniej Romy z matką. I choć główną bohaterką książki jest sama Roma, nagle – po kolejnych wyznaniach – poznajemy równie ważną postać – jej matkę, Tosię.

W „Dziewczynce w czerwonym płaszczyku” Ligocka skupiała się bardziej na sobie, na tym kim się stała przez drugą wojnę światową. Teraz autorka dorasta do tego, by przyznać, że ma nadal w sobie tę kilkunastolatkę, która wciąż się boi. Na początku jest lęk, pojawiający się w związku z przeżyciami wojennymi. Teraz dochodzi obawa o matkę.

Roma – nastolatka, różni się od pozostałych rówieśników. Nie potrafi zaprzyjaźnić się z innymi dziewczętami. Woli samotność i lektury. Choć ma tylko matkę – nie potrafią nawiązać właściwej relacji. Efekty są takie, że Roma coraz bardziej zamyka się w sobie, popada w depresję, ma problemy z apetytem.

Teofila jako jedna z nielicznych przetrwała Holocaust. Podczas wojny starała się chronić córkę. Rzeczywistość powojenna jednak ją przerosła. Kobieta utraciła bowiem wszystko. Mąż choć przeżył wojnę, zmarł na udar – prawdopodobie w wyniku tortur, które zadawali mu komuniści. Po dawnej świetności rodu Abrahamerów, z którego pochodziła Teofila, nie został niemal ślad – jedynie jeden zeszyt z pamiętnika Anny Abrahamer – babci Romy.

Teofila przed wojną uważana była za „dobre dziecko”. Anna Abrahamerowa sądziła, że córka ma przed sobą świetlaną przyszłość, jako małżonka bogatego Żyda. Jednak Tosia zakochała się w biednym Leiblingu. Ten wybór w oczach rodziny był mezaliansem.

Lata pięćdziesiąte w Krakowie były bardzo mrocznymi czasami. Stalinizm, bieda i ciągła obawa o pracę matki Romy powodowały, że obie żyły w poczuciu niepewności. Pewnego dnia dziewczynka odkrywa, że Teofila ma romans. Dzieci wytykają Romę palcami, bo pani Ligocka związała się z żonatym mężczyzną. Dziewczynka odkrywa w torebce matki listy od kochanka. Wujek – jak go nazywała nastolatka – nie chciał jednak opuścić żony.

Roma dorastała wśród skomplikowanych relacji między dorosłymi, nie bardzo je rozumiejąc. Podświadomie czuła, że z matką dzieje się coś dziwnego. Roma obawiała się, że Teofila chce popełnić samobójstwo. Chociaż dziewczynka sama nie potrafiła się pozbierać po holokauście, wyostrza wszystkie zmysły, by chronić mamę. Na szczęście za każdym razem jej się udaje.

Ligocka pisze, że długo musiała czekać, by opisać trudy dojrzewania. Okazuje się, że życie nastolatki nie musi być puste i próżne. Częściej jest trudne i bolesne. Przede wszystkim w „Dobrym dziecku” mowa o dorastaniu do miłości. Takiej między matką a córką. Choć relacja jest trudna, mają tylko siebie. Tak jak Teofila opiekowala się Romą podczas wojny, tak teraz ciężar spadł na córkę. Kilkunastoletnia dziewczynka przejmuje obowiązki i musi dojrzeć do bycia opiekunką. Obie poszukują szczęścia i miejsca dla siebie. Roma Ligocka udowadnia, że trzeba walczyć o swoje miejsce w świecie. Podsumowanie może być następujące:

Nie wiem, czy tam, dokąd lecę, może mnie spotkać nieoczekiwane szczęśliwe zakończenie – czy nasze losy mogą mieć jakiś happy end? A może to ja sama dla siebie jestem happy endem – jedynym szczęśliwym zakończeniem. (s.286)

Warto przyjrzeć się tej powieści, ponieważ Ligocka świetnie poradziła sobie w opisywaniu emocji. Opowiedziała nie tylko o sobie i matce. Świetnie oddała klimat Krakowa lat pięćdziesiątych. Ligocka ukazała trudny proces dorastania, chcąc zrozumieć nastolatkę, która w niej nadal tkwi. Na szczęście dla nas czytelników, dopuściła ją do głosu. Dzięki temu otrzymujemy ciekawą lekturę, choć opowiadającą o bolesnych wspomnieniach.

Dziękuję za książkę Wydawnictwu Literackiemu.

Człowiek w poszukiwaniu sensu – Viktor E. Frankl

Człowiek w poszukiwaniu sensuCzęsto sięgam po książki dotyczące holokaustu. Tym razem trafiłam na historię człowieka, który przeżył Auschwitz, a jednocześnie był psychiatrą. Obserwował więc ludzi w obozie koncentracyjnym i próbował odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego jedni mogą przeżyć w takich skrajnych warunkach, a inni nie?

Viktor Frankl uznany został za autorytet moralny XX wieku. Jego postępowanie w obozie koncentracyjnym było przykładem na to, że wszędzie można mieć zasady i żyć zgodnie z nimi. Mimo, że był neurologiem i psychiatrą, w Auschwitz traktowano go jako numer, próbowano odebrać mu resztki człowieczeństwa.

Książka Viktora E. Frankla podzielona została na dwie części. Pierwsza dotyczy jego przeżyć w obozach koncentracyjnych, druga jest wykładem jego poglądów z dziedziny psychiatrii. Z racji swojego pochodzenia, autor znalazł się w centrum piekła. Stracił wielu najbliższych – w tym żonę, matkę, ojca i brata. Opowiada o tym, jak znalazł się w obozie. Pisze o swoich pierwszych odczuciach oraz o tym, co go spotkało, jak reagował w różnych sytuacjach. Ważne w Auschwitz było dla niego nieustanne zastanawianie się nad istotą ludzkiego istnienia. Zauważył mianowicie, że ludzie w skrajnej sytuacji mogą zachować swoje człowieczeństwo.

Frankl obserwując innych więźniów dostrzegał pewne reguły. Widział, co dzieje się z człowiekiem, który stracił nadzieję. Ciekawa była reakcja takich więźniów – popadał w apatię, nie wstawał z łóżka i palił ostatniego papierosa. Wtedy wiadomo było, że osoba taka poddała się i wkrótce umrze. Frankl pisze, że najwięcej osób zmarło podczas epidemii tyfusu, już pod koniec wojny – gdyż nie mieli woli walki. Brak poczucia sensu równał się wyrokowi śmierci.

Najbardziej istotnym problemem, który podejmuje autor, jest kwestia wolności. Psychiatra będąc w obozie, mimo że nie miał wpływu na swój los, ciągle musiał podejmować decyzje. Od tych wyborów zależało, czy zachowa własne „ja” i wewnętrzną wolność. Autor dowodzi, że nie tylko brak jedzenia, snu, wycieńczenie wpływały na to, kim był więzień:

„Zasadniczo zatem każdy człowiek jest w stanie – nawet w tak skrajnych okolicznościach – decydować o tym, kim się stanie, zarówno pod względem psychicznym, jak i duchowym. Innymi słowy, nawet w obozie koncentracyjnym można zachować ludzką godność.” (s.110)

W tej niewielkiej książeczce Frankl pokazuje, że najważniejsze dla człowieka jest odnalezienie sensu. Tylko, czy możliwe jest to w skrajnych warunkach? Autor dowodzi, że niekiedy trzeba odnaleźć swoje przeznaczenie w cierpieniu. Również tu można zachować swoją godność. Przecież między bodźcem a reakcją istnieje możliwość wyboru. Tu, nawet w obozie, można było zachować człowieczeństwo.

Autor „Czlowieka w poszukiwaniu sensu” przeszedł najtrudniejszy z możliwych egzaminów. Podczas pobytu w Auschwitz udało mu się zachować godność i nie  złamać się. Na podstawie swych doświadczeń, obserwacji i przeżyć, stworzył teorię zwaną logoterapią, która stała się trzecią szkołą psychoterapii.

Druga część książki daje czytelnikowi wgląd właśnie w podstawy logoterapii. Frankl w skondensowanej formie przytacza najważniejsze zagadnienia swej teorii. Tutaj każde zdanie jest istotne, nad każdym trzeba chwilę pomyśleć. Warto się chwilę wysilić, bo jeśli udało się człowiekowi, który znalazł się w otchłani holokaustu znaleźć sens swojego istnienia, może i dla czytelnika znajdą się jakieś wartościowe wskazówki?

Warto poznać książkę Viktora E. Frankla. Różni się ona zdecydowanie od wszystkich dotąd poznanych. Myślę, że chociażby fragmenty powinny być lekturą obowiązkową w liceach, ponieważ daje ona nadzieję. „Od czasu Auschwitz przekonaliśmy się do czego zdolny jest człowiek. Od czasu Hiroszimy wiemy, co nam zagraża” (s. 223). Choć może to zdanie wyrwane z kontekstu brzmi jak przestroga, jednak pokazuje, że musimy dać z siebie wszystko, by pokazać wartość naszego jednostkowego istnienia – tak, by świat stał się lepszy. Viktor Frankl dowodzi, że to możliwe.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarna Owca

Roma Ligocka jako „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku”

Dziewczynka w czerwonym płaszczykuPowstało wiele książek o Holocauście. Można się zastanowić po co? Jednak ci, którzy uważają, że należy pamiętać, będą sięgali po takie pozycje. Książka Romy Ligockiej jest autobiografią i dotyczy nie tylko jej życia podczas II wojny światowej. To, że ukształtowały ją czasy pogromu Żydów, będzie miało na nią olbrzymi wpływ. Dlatego właśnie ta część życia zostanie opisana najbardziej szczegółowo.

Jak przetrwać w świecie, który uparł sie, że należy zgładzić wszystkich Żydów? Rodzice Romy stwierdzili, że należy nadać ich córce bezpieczny, aryjski wygląd. Dziewczynce w getcie na siłę farbują włosy na blond. Jednak nie da się zmienić czarnych oczu na niebieskie. Dlatego Roma boi się spojrzeć przechodniom w oczy. Niewiele z tego rozumie. Odczuwa tylko lęk. Otacza ją zawsze i wszędzie, jest wszechogarniający oraz paraliżujący.

Ligocka pisze o tym co widziała z punktu widzenia kilkulatki. Obserwuje chodniki zabarwiające się na czerwono, po tym jak mordowani są kolejni ludzie. Widzi śmierć dziecka, z którym się przed chwilą bawiła. Kiedy chowa się z innymi w ciemnym pomieszczeniu wpada w panikę, bo przebywa obok trupa, z którego wychodzą robaki – jak się okazuje, był to tylko manekin. Przez chwilę zrobiło się bardzo niebezpiecznie, bo dziewczynka zaczęła krzyczeć i mogła zdradzić nazistom  kryjówkę. Inni przebywający w tym miejscu omal nie udusili dziewczynki. Poczuła jak wiele rąk zaciska się na jej twarzy.

Wiele jest sytuacji, w których mogła zginąć. W pewnym momencie ucieka z matką do aryjskiej części Krakowa. Z wielkim trudem udaje im się znaleźć kryjówkę. Zostają przyjęte przez kobiety z rodziny Kierników. Strach jednak nie mija. Roma z Liebling, zamienia się naa Ligocką. To nazwisko zostawią sobie już na stałe.

Po upadku Hitlera życie wcale nie staje się łatwiejsze. Choć mimo wszystko Roma nie może uwierzyć, że wolno już swobodnie wychodzić na zewwnątrz, że nie trzeba lękać się innych ludzi. Mimo to wciąż się boi. A i komuniści nie ułatwią im egzystencji.

Ligocka w autobiografii opisuje świat powojenny. Odnajduje się jej ojciec, jednak idylla trwa krótko. Po aresztowaniu przez ubecję, jego organizm nie wytrzymuje. Zostaje uwolniony, prawdopodobie był torturowany – teraz jest zbyt słaby, by mógł zaszkodzić komunistycznej Polsce. Umiera, gdyż nie ma dla niego odpowiednich leków.

Kobiety zostają same i próbują jakoś żyć. Dziewczynka nie może odnaleźć się w szkole żydowskiej, ani w katolickiej. Dopiero jako komunistka jest wskazywana jako wzór. Fascynacja ideologią trwa krótko, bo Roma szybko zauważa wypaczenia komunizmu. W liceum odkrywa wreszcie siebie. W końcu ma przyjaciółki. Doskonale radzi sobie z językiem polskim, świetnie rysuje i maluje. O Holocauście i przeżyciach wojennych z nikim nie rozmawia, nawet najbliższymi. Trudno jej się porozumieć z matką. Ligocka opisuje swoje studia na Akademii Sztuk Pięknych. Jej przyjaciele są elitą artystyczną Krakowa. Nie mają nic prócz swej twórczości. Bohateka zakochuje się i wychodzi za mąż. Okazuje się, że wybranek jest alkoholikiem. Kiedy Roma ma dwadzieścia jeden lat rozwodzi się z Wiesławem.

Książka Ligockiej opowiada o dziewczynce, która wciąż w niej tkwiła. Kiedy Spielberg kręci „Listę Schindlera” odnajduje w nim siebie. Właśnie ona została w nim przedstawiona, jako dziewczynka w czerwonym płaszczyku. Jako jedna z nielicznych ocalała. Teraz chce opowiedzieć o tej dziewczynce, „która w głębi mojej duszy płacze i nadal się boi”.

Trudno sobie wyobrazić, jak wiele szczęścia miała Roma i jej matka. Jej historia porusza. Dowodzi też, że nie da się zapomnieć o tych strasznych przeżyciach. Bez wsparcia, szczerych rozmów i zrozumienia ze strony bliskich, nie udało się kobiecie poradzić z traumą. Wspomnienia wracały w snach i na jawie – np. kiedy słyszała pewne zwroty w języku niemieckim. Biografię czyta się jednym tchem, choć nie zawiera miłych i wygodnych faktów. Pewne opisy wydają się być nie do wytrzymania, a na dodatek historia pokazana została z perspektywy trzyletniego dziecka. Nie można przejść obojętnie obok tej książki, wstrząśnie każdym.

„Dym” – dla dzieci o Holocauście

DymWydawnictwo Tako odważyło się zilustrować i opisać bardzo trudny, a zarazem niezwykle ważny temat. Jak opowiedzieć dzieciom o zagładzie Żydów? Może nie najmłodszym, ale tym które uczą się już historii – czyli początkującym nastolatkom…

O Holocauście wspomina się mniej więcej na jednej lekcji w szóstej klasie. Pada ledwie kilka zdań na ten temat. O ile uczniowie sami nie zapytają, nauczyciel raczej nie zdąży wspomnieć, że ofiarami nazistów były również dzieci. Temat jest niezwykle trudny, bo na wrażliwe dzieci ta tematyka wpływa  porażająco. Inne z kolei nie potrafią sobie wyobrazić skali tej zbrodni.

Na emocje oddziałuje książka „Dym” z ilustracjami Joanny Concejo i tekstem Antóna Fortesa. Historia przedstawiona została w pierwszoosobowej narracji. Chłopczyk, który trafia do obozu zagłady opowiada bezpośrednio o sobie. W książce pada niewiele słów, każde jest jednak bardzo ważne. Nie tylko ze względu na informacje, które za sobą niesie, ale emocje, jakie rodzą się w czytelniku. „Dym” po prostu poraża. Nie da o sobie zapomnieć.

Dym - kruki„Dym” nie byłby tak niezwykły, gdyby nie ilustracje. Książka tonie w szarościach. Ilustratorka zastosowała ołówek, delikatną kredkę, a nawet długopis. Można pokusić się o tezę, że strona graficzna w „Dymie” jest bardziej istotna niż tekst. Rysunki niekiedy są dosłowne, a innym razem metaforyczne. Przykładem mogą być ilustracje strażników obozu, tu przedstawionych jako kruki. Rozsypanym ziemniakom towarzyszą dziecięce głowy – z pustymi oczyma.

Żeby nie było mało odzdziaływań na zmysł wzroku, to autorzy jeszcze wspominają obozową orkiestrę. Aż słyszę tę melodię.. Dwa zdania, a mówią tak wiele:

Mama każe mi zamknąć oczy, żeby potem nie śniły mi się smoki. Staram się patrzeć na muzyków, często słucham ich na dziedzińcu. 

dym - ilustracjaDym z kominów i smoki – bardzo trafna symbolika. Chłopiec śni, że pożera go smok z czarnym jęzorem. Niestety historia nie pozostawia czytelnikowi żadnych złudzeń. Dziecko ostatecznie trafia do domu z kominem. Wie, co się tam stanie. Chłopczyk nie chce umrzeć, mimo że matka tłumaczy, iż potem trafi do nieba, gdzie jest cudownie. Woli ten stan głodu, upokorzenia i niepewności. Siłę daje mu miłość najbliższych i bliskość jedynego przyjaciela, z którym idzie na śmierć.

Trudno sobie wyobrazić, że nastolatek trafi na taką lekturę, A powinien. I choć napisałam, że „Dym” jest adresowany do młodzieży, wpłynie na uczucia każdego, kto sięgnie po tę pozycję. Dorośli z pewnością zwrócą uwagę na szczegóły – łatwiej im będzie zrozumieć ukryte przesłania książki. Przekreślone czerwonym długopisem numery, niewiele powiedzą dwunastolatkom – dla nas dorosłych będą jednoznaczne. Książki nie da się przeczytać i zapomnieć. Budzi w czytającym refleksje, powoduje odkrycie w sobie olbrzymich pokładów empatii. I oswaja z czymś, czego w zasadzie nie można oswoić, ale jednak trzeba poznać.

Mam takie małe pragnienie – chciałabym, aby w bibliotece każdego gimnazjum pojawiła się choć jedna książka „Dym”. Ile by otworzyła serc i jak uczyłaby wrażliwości – nie sposób sobie wyobrazić.