„Sex, drugs & rock n’roll… i inne kłamstwa” – Duff McKagan

Sex, drugs & rock n'roll... i inne kłamstwa, Duff McKaganMuzyczni idole nastolatków. Co się z nimi dzisiaj stało? Kiedyś uwielbiałam zespół Guns N’ Roses, słuchałam ich na okrągło, zdobywałam plakaty z niemieckich kolorowych pism, a potem z pierwszych magazynów muzycznych dla młodzieży wydawanych w Polsce. Natomiast moja świnka morska te postery namiętnie ogryzała – cóż to była za strata… Choć ich muzyka wciąż mi towarzyszyła, to o zespole praktycznie zapomniałam. Kiedy w mediach pojawia się Axl Rose, w niczym nie przypomina tego charyzmatycznego młodzieńca ze wspaniałym głosem. A co z pozostałymi członkami Guns N’ Roses? Dzięki wydanej jakiś czas temu autobiografii Duffa McKagana pt. „Sex, drugs & rock n’roll… i inne kłamstwa”, mogłam poznać historię basisty zespołu. Czytaj dalej

„Jim Morrison. Król Jaszczur” – Jerry Hopkins

Jim MorrisonMiłośnikom muzyki nie trzeba przedstawiać tej postaci. Narosło wokół niej sporo mitów i legend. Dlatego książka Jeery’ego Hopkinsa pt.: „Jim Morrison. Król Jaszczur” wzbudziła moje zainteresowanie. A gdy nadarzyła się okazja, wzięłam udział w konkursie na blogu agaczyta i – ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu – wygrałam tę biografię. Raczej nie muszę dodawać jak bardzo się ucieszyłam.

Biografie takich muzyków jak Morrison mają jedną wadę – szybko się kończą, bo i życie bohaterów nie było zbyt długie. Owo magiczne 27 lat jest tą granicą, której niektóre sławy nie były w stanie przekroczyć. W epoce, kiedy tworzył Morrison, w tym samym wieku co tytułowy bohater książki odeszli: Janis Joplin, Jimi Hendrix. Do słynnego „Klubu 27” należy też Kurt Cobain, czy Amy Winehouse. Niektórym się marzy, by do tej grupy dołączył Justin Bieber, jeszcze inni uważają, że to zbyt straszne, by tak długo czekać…

Wracając do tematu, Jerry Hopkins osobiście poznał słynnego Króla Jaszczura. Przeprowadzał z nim wywiady, choćby dla magazynu „Rolling Stone”. Na początek autor wprowadza nas w temat. Pokazuje, skąd się wzięło jego zainteresowanie Jimem oraz jak odbierano muzyka w latach sześćdziesiątych. Ludzie wierzyli w przesłanie, które niosły jego piosenki. Natomiast swój wizerunek Jim zaczerpnął od klasyków. Wzorował się na Aleksandrze Wielkim i postaciach rzeźbionych przez Michała Anioła. Później tryb życia muzyka doprowadził do nieuchronnych zmian – Morrison zapuścił brodę oraz przytył.

W biografii Jerry Hopkins rekonstruuje życie Jima, zaczynając od historii jego rodziców. Przyszły wokalista The Doors urodził się w 1943 roku, w Melbourne. Jak to się stało, że syn zawodowego wojskowego stał się artystą? Być może muzyk zerwał ze swoją rodziną, bo nie mógł znieść tego, że wojsko dla jego ojca było ważniejsze, niż bliscy. Nastoletni Jim uwielbiał pisać sprośne wierszyki, czy rysować niegrzeczne obrazki. Nikogo nie traktował dobrze – nawet brata, czy swoich dziewczyn. Bał się, że jak będzie zwyczajny, wszystkim się znudzi. A jednocześnie istniał drugi Morrison – zdolny, oczytany, o wysokim ilorazie inteligencji, ten który dostał się w 1961 roku na Uniwersytet Florydy, a po 1,5 roku rozpoczął naukę na UCLA. Już na studiach nadużywał alkoholu (według autora, właśnie on doprowadził muzyka do śmierci).

Jim marzył o tym, by zostać filmowcem. Jednak nadeszła era Beatlesów i Stonesów, a kiedy w 1965 roku wraz z kolegą ze studiów – Rayem Manczarkiem (który potem zmieni nazwisko na Manzarek) założy zespół, olbrzymi sukces odniosą jako The Doors. Ich zespół miał być drzwiami, które dzielą wiadome od niewiadomego. W tym samym roku Jim rozpocznie eksperymenty z narkotykami.

Poeta, gwiazda rocka, czy pijak? Można jeszcze dodać że chciał być szamanem i zaklinaczem rzeczywistości. Sława, która przyszła, okazała się czymś nie do zniesienia dla Morrisona. Prowokacje na scenie doprowadziły do konfliktów z prawem. Oskarżono Króla Jaszczura o publiczne obnażanie się. Na ile było ono prawdziwe, zostało dokładnie opisane przez autora książki (do dziś są sprzeczne opinie na ten temat).

Hopkins stara się pokazać Jima Morrisona w sposób obiektywny. Nie buduje mu pomnika, lecz opisuje artystę, jako człowieka z jego wszystkimi wadami i zaletami. Stara się być obiektywny. Wyjaśnia też tajemnicę śmierci Króla Jaszczura, która nastąpiła w Paryżu w 1971 roku. Największy jednak smaczek otrzymujemy na samym końcu książki – jedną trzecią stanowią wywiady, których udzielił artysta w czasie swej niezwykle krótkiej kariery.

Do tej pory nie miałam do czynienia z biografiami z wydawnictwa Anakonda. Książka została wydana w twardej oprawie na kredowym papierze. Przydałoby się jeszcze dopracować korektę, bo dopatrzyłam się kilku usterek. Jednak miłośnicy Jima Morrisona nie powinni omijać tej książki, nie tylko dlatego, że otrzymują biografię wokalisty The Doors wzbogaconą o liczne zdjęcia, ale ze względu na liczne wywiady, umieszczone na końcu książki.

„Jagger. Diabeł z przedmieścia” – Philip Norman

Jagger. Diabeł z przedmieściaKiedy sięgam po biografie muzyków, liczę na to, że otrzymam opowieść nie tylko o ciekawej postaci, ale też zobaczę szerszą perspektywę, a mianowicie czasy, w których owi ludzie tworzyli. Na książkę Philipa Normana „Jagger. Diabeł z przedmieścia” nie trzeba mnie było namawiać, bo miałam ochotę poznać jednego z najsłynniejszych muzyków rockowych.

Fenomen Micka Jaggera polega na tym, że wokalista The Rolling Stones śpiewa w swoim zespole już od pięćdziesięciu lat. Przetrwali wszelkie burze, zmiany, nowinki muzyczne i trwają. Zmieniają się odbiorcy, moda, rządy i obyczaje, a Jagger wydaje się być wieczny.

Jak to się stało, że grzeczny syn wuefisty został znanym muzykiem? Wszystko wskazywało na to, że Mick urodzony w 1943 roku w Dratford będzie ekonomistą. Natomiast dzięki ojcu – świetnie wysportowanym specem od cyferek. W czasie wojny w wielkiej Brytanii nie było zbyt przyjemnie, w każdej chwili można było spodziewać się nalotu nazistowskich rakiet V-1, czy potem V-2. Młody Michael Philip – późniejszy Mick – był grzecznym dzieckiem, potem ułożonym młodzieńcem uwielbiającym jazz.

Kiedy w 1962 roku powstała grupa – the Rolling Stones – wszystko wskazywało na to, że jej liderem będzie Brian Jones. Ten jasnowłosy gitarzysta i buntownik, już jako szesnastolatek został ojcem, do dwudziestego roku życia miał aż troje dzieci – każde z inną kobietą. W porównaniu z Brianem, Mick był ideałem. Natomiast jeśli chodzi o nazwę zespołu był to hołd dla Muddy’ego Watersa.

Kapela zaczęła stawać się popularna za sprawą Andrew Oldhama, który ich wypromował. Współpraca z wytwórnią płytową Decca, to kolejne elementy układanki na drodze do sukcesu. Jednak w 1964 roku podczas pierwszej podróży do Stanów Zjednoczonych członkowie kapeli wciąż klepali biedę. Na pocieszenie zaczęły się pojawiać w mediach informacje o Stonesach, że są głosem nastolatków i przeciwieństwem grzecznych muzyków z The Beatles. Zaczęło się szaleństwo, które trwa do dziś.

Mick Jagger w biografii Philipha Normana nie jest bóstwem postawionym na piedestale. Niewiele też ma wspólnego z antychrystem. Poznajemy człowieka zdeterminowanego, potrafiącego osiągnąć zamierzony cel. A słynny Stones po cichutku marzył o karierze aktorskiej. Jak się okazało, dane mu było stać się jednym z najsłynniejszych muzyków rockowych.

Za sprawą biografii obserwujemy zmiany, które nastąpiły w świecie Zachodu. Choć w latach sześćdziesiątych „The Rolling Stones” byli uważani za buntowników, tak naprawdę Mick był znacznie bardziej poukładany, niż choćby niektórzy Beatlesi oraz podporządkowany systemowi. Później Jagger oczywiście pokazał na co go stać, ale jakoś udało mu się pokonać problemy z narkotykami, czy alkoholem.

Gorzej natomiast było z miłostkami Jaggera. Zdobywał wszystkie najpiękniejsze damy od słynnej Marianne Faithfull zaczynając. W jego życiu była też Chrissie Shrimpton, Bianka Pérez-Mora Macias, Carlia Bruni, Jerry Hall, Luciana Morad (w sumie został ojcem siedmiorga dzieci, ze związku z czterema kobietami). Ukochane Micka mogły być pewne tylko jednego, że słynny Stones nie będzie wierny. Czym fascynował niewysoki, szczupły i szerokousty wokalista, że potrafił zdobyć serce najpiękniejszych?

Dzięki biografii Normana widzimy jak zmieniał się Mick Jagger. Obserwujemy też estradę z perspektywy fanów, czy muzyków oraz ekipy. Widzimy najpierw grzecznych chłopców, postrzeganych potem jako brudasów, a następnie buntowników. Michaela, który stopniowo przekracza kolejne granice, by wreszcie stać się sir Mickiem Jaggerem.

Każdy z nas ma swoje ulubione utwory Stonesów. Dla jednych będzie to „Sympathy for the Devil”, dla innych „Satisfaction”, czy „Brown Shugar”. Za sprawą biografii Philipa Normana (rówieśnika Jaggera) dowiemy się jak doszło do ich powstania. Sam Mick twierdzi, że niczego nie pamięta. Dzięki tej nieautoryzowanej biografii cofamy się w czasie i przechodzimy drogę artysty do sławy jeszcze raz. Zobaczymy jakie są koszty popularności, poznamy też człowieka z krwi i kości, który wcale nie poszedł tą samą drogą co Hendrix, Janis Joplin, czy Jim Morrison. Bo choć wydawało się, że jako trzydziestolatek będzie już za stary by śpiewać „Satisfaction”, rzeczywistość okazała się dla rockmana łaskawa.

Książę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa: Świat Książki.

„Obłokobujanie” – Patti Smith

ObłokobujaniePatti Smith znana jest przede wszystkim jako wokalista rockowa. Jednak po przeczytaniu „Poniedziałkowych dzieci” dowiedziałam się, że jej potrzeby realizacji artystycznej są znacznie szersze. Zanim Patti zaczęła śpiewać, zastanawiała się, czy nie zostać malarką. Natomiast zawsze marzyła o tym, żeby napisać książkę.

Tak się stało w 1992 roku, kiedy zadebiutowała jako autorka „Obłokobujania”. Dziś mamy możliwość sięgnięcia po tę książkę, która została wydana przez Wydawnictwo Czarne. Patti Smith swoją wrażliwość artystyczną zawarła na zaledwie dziewięćdziesięciu stronach, które są wzbogacone zdjęciami z prywatnego archiwum artystki.

„Obłokobujania” nie sposób streścić, ponieważ nie jest to powieść fabularna. W ksiażce autorka starała się skupić na swoich uczuciach i wrażeniach, choć – jak sama twierdzi – wszystko zostało oparte na faktach. Artystka wspomina swoje dzieciństwo, dojrzewanie artystyczne i robi to w niezwykle poetyckim stylu.

Dzięki „Obłokobujaniu” czytelnik uzmysławia sobie, jak ważna jest dla Patti Smith wrażliwość dziecka. Artystka pielęgnuje ją i nie pozwala jej odejść, zachowując też przy tym dziecięcą niewinność. A my przenosimy się do środka tych onirycznych obrazów, które pozwalają nam oderwać się od szarej rzeczywistości, gdyż dla dzieci nawet codzienność jest niezwykła i odkrywcza. Jednak następuje czas dojrzewania: „Oczarowane codziennością dziecko bez wysiłku wkracza w świat dziwów, aż własna nagość zaczyna je przerażać i wprawiać w zakłopotanie. Wtedy próbuje szukać okrycia i ładu. Podpatruje, gromadzi informacje, po czym zszywa z ich kawałków zwariowaną kołdrę prawd – dzikich i barbarzyńskich, właściwie niemających nic wspólnego z prawdą” (s.25).

Autorka również poszukuje swojej drogi oraz akceptacji. Udaje jej się otrzymać pozytywną opinię na temat książki od ojca, co daje jej dodatkową siłę w działaniu. Wrażliwość  Patti powoduje, że skupia się na takich obrazach rzeczywistości, których inni by nie zauważyli. Jest to właśnie owo obłokobujanie, które oprócz znanego nam znaczenia ma jeszcze jedno i wiąże się ze zbieraniem wełny. Artystka jest właśnie taką łapaczką uczuć. Jej wrażliwość sprawia, że stara się swoje  impresje zarejestrować.

Choć dzieło Patti Smith jest tak miniaturowe, pozwala cieszyć się każdym słowem. Nie ma tu żadnego nadmiaru, a wszystkie zdania są istotne. Patti Smith postawiła sobie wysoko poprzeczkę, gdyż inspirowała się podczas pisania dziełami flamandzkich mistrzów malarstwa. Zmusza też czytelnika, by razem z artystką usiąść przed progiem i obserwować chmury, a następnie sięgać z nich po nici, które będą pozwalały rozwijać wrażliwość i wyobraźnię.

„Obłokobujanie” są właśnie takimi obrazami, z których składamy sobie intymny obraz znanej wokalistki. Metaforyczny język sprawia, że całość jest bardzo poetycka. Nie wszystkie obrazy będą jednak równie melancholijne. Artystka uzewnętrzniła też swą niezwykłą wrażliwość słuchową, ponieważ przejmująco opisała dźwięk palących się żywcem nietoperzy. Z tych krótkich, niekiedy baśniowych impresji, wyłania się ścieżka, która prowadzi Patti Smith ku sztuce. Autorka ją odnalazła, a my mamy wyjątkową okazję, by jej w tej drodze towarzyszyć.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

Album ze zdjęciami o legendzie rocka: „Bon Jovi. Kiedy byliśmy piękni”

Bon JoviKsiążka „Bon Jovi. Kiedy byliśmy piękni” choć opowiada o muzykach, działa na odbiorcę poprzez zmysł wzroku, ponieważ mamy do czynienia ze świetnie wydanym albumem z fotografiami. W 2008 roku zespół obchodził dwudziestopięciolecie. Z tej okazji powstał film dokumentalny oraz właśnie ta książka.

Autorem większości zdjęć jest Phil Griffin. Współpraca z zespołem Bon Jovi zaowocowała filmem dokumentalnym w reżyserii Griffina oraz albumem z fotografiami o tej legendarnej grupie. Film „Kiedy byliśmy piękni” wyświetlono na specjalnym pokazie w ramach nowojorskiego Tribeca Film Festival w 2009 roku.

Do nas opowieść o Bon Jovi przywędrowała na trzydziestolecie istnienia zespołu. Jednak nie tylko Phil Grffin jest autorem książki „Kiedy byliśmy piękni”. Współtworzyli ją również członkowie bandu: frontman i wokalista grupy Jon Bon Jovi, grający na gitarze Richie Sambora, klawiszowiec David Bryant, perkusista Tico Torres. Dzięki albumowi fani zespołu mają jedyną w swoim rodzaju okazję, by stanąć po drugiej stronie, za kulisami. Członkowie grupy pokazują nam również swój warsztat pracy oraz mówią o sobie i o relacjach jakie panują w zespole.

Opowieść dotyczy czasów od momentu narodzin grupy w New Jersey do słynnej trasy Lost Highway w 2008 roku. Gwiazdy rocka wspominają dwadzieścia pięć lat swojej kariery. Opowiadają o sobie w sposób ciepły i opisują braterskie więzi. Oczywiście jest to wybielona wizja zespołu. Nie ma w niej miejsca na samokrytycyzm, czy wywlekanie brudów. Choć bohaterowie wspominają o kryzysach i problemach jakie mieli w ciągu ćwierćwiecza, to jednak są to tylko półsłówka i dobrze jeśli znamy historię zespołu, żeby lepiej orientować się w temacie.

W albumie najważniejsza jest jednak możliwość wejścia za kulisy jednej z ulubionych grup Ameryki. To największa gratka dla fanów zespołu, bo właśnie dla nich jest ta książka. Taki czytelnik wyrusza w sentymentalną podróż do czasów, kiedy członkowie bandu ze swoimi długimi kudłami brylowali w kolorowych magazynach. Teraz należą do klasyków rocka, a wiele z ich utworów nadal cieszy ucho. Wystarczy sobie przypomnieć takie piosenki jak „Livin’ On A Prayer”, „Always”, czy ” Its My Life”, które stały się częścią kultury, na której wychowywały się wtedy nastolatki. Jon Bon Jovi wspomina, ze chciałby, aby jego utwory wciąż były aktualne. I dopóki ma słuchaczy, jego marzenie się spełnia. A jeśli ktoś ma ochotę przyjrzeć się bliżej tej legendzie, chętnie sięgnie po album „Kiedy byliśmy piękni”. Ciekawe, czy Mikołaj jeszcze przyjmuje zamówienia?

Dziękuję Wydawnictwu SQN za album.