Wyniki konkursu – „Cyrk nocy”

Nadszedł czas ogłoszenia wyników konkursu. Zgłosiło się sześć osób, które wyraziły chęć otrzymania powieści Erin Morgenstein „Cyrk nocy”. Jako, że egzemplarz był jeden, trzeba było poszukać sierotki Marysi, która wyłoniłaby szczęśliwca. Pierwszy kandydat do tej chlubnej roli nie wyraził najmniejszego zainteresowanie wybieraniem zwycięzcy.

1

Jak widać na zdjęciu klocki były bardziej interesujące. Trzeba było poszukać innego ochotnika do pełnienia tej funkcji.

2

Starsza córka nie zastanawiała się ani chwili, natychmiast przystapiła do akcji, ledwo zdążyłam fotografować. A wyłonionym zwycięzcą jest:

3

perla

Gratuluję 🙂 I jednocześnie proszę o kontakt, aby móc jak najszybciej przesłać książkę.

Konkurs – Cyrk nocy do wzięcia

JCyrk nocyeżeli narobiłam komuś apetytu na książkę Cyrk nocy, to zapraszam do konkursu. Zasady są proste. Wystarczy w komentarzu wyrazić chęć otrzymania tej powieści. Zgłaszać się można do 12.12.12r. do północy. Następnego dnia jakaś bliżej nieznana sierotka Marysia wybierze szczęśliwca. Mam nadzieję, że będzie to dla Was miła lektura na długie zimowe wieczory. Zapraszam do wzięcia udziału w zabawie 🙂

Cyrk nocy – marzenie o świecie pełnym magii

Cyrk nocyKsiążka Erin Morgenstern wyróżnia się piękną okładką. Kiedy się spojrzy z boku na książkę „Cyrk nocy” odnieść można wrażenie, że widniejące na okładce namioty są przestrzenne.

Sięgnęłam po tę powieść, bo zaintygowały mnie opisy książki. Trochę się bałam, że nie trafię w swój gust. Przecież nie lubuję się w romansach, a już tym bardziej magicznych. No i jak rozumieć to wyrażenie?

Fabuła „Cyrku nocy” nie jest prosta. Historia została opowiedziana niechronologicznie. Poznajemy losy Celii, która od dzieciństwa jest przygotowywana do pojedynku z Markiem. Bohaterowie nie wiedzą, kto jest ich przeciwnikiem, ani jakie są reguły gry. Uczą się magii, by prezentować ją w czasie występów cyrkowych. Tu wkracza iluminacja, nie sztuczki, tylko prawdziwe czary. W pewnym momencie para zakochuje się w sobie, nie wiedząc, jakie będą tego konsekwencje. Na czym polega pojedynek, czego będą musieli dokonać? Jak wpłynie to na ich miłość?

Druga historia, to opowieść o nietypowym cyrku. Londyński reżyser Chandresh Lefe`vre chce stworzyć coś niezwykłego, innego niż zawsze. Zatrudnia młodego Marka, by pomógł mu w tym skomplikowanym przedsięwzięciu. Nie ma pojęcia, czym zaowocuje jego pomysł…

„Cyrk nocy” już od samego początku przyciągał mnie opisami. Delikatnie i łagodnie dozując odbiorcy świat magii, autorka spowodowała, że byłam gotowa uwierzyć we wszystko, co wykreowała. Świat, który przedstawia, jest niezwykle subtelny. Podobnie dozowanie napięcia. Cały czas jesteśmy trzymani w niepewności. Co zrobi Celia, jaki będzie jej ruch, cóż wymyśli jej ojciec Prospero?

Książka została tak napisana, że natychmiast czujemy się tak, jakbyśmy świadkami spektaklów, występów artystów cyrkowych. Ciągle chcemy więcej. Same opisy są magiczne, powodują, że cały fantastyczny świat mamy w zasięgu ręki.

Erin Morgenstern pobudziła we mnie wszystkie zmysły. Nie tylko widziałam czarno-biały cyrk, również słyszałam opisywane dźwięki, czułam jego zapachy – na nie autorka zwraca szczególną uwagę, smakowałam rozpuszczające się w ustach czekoladowe myszy. Podobały mi się liczne odniesienia literackie. Prospero, czyli ojciec Celii – jest przecież bohaterem szekspirowskim. Gdybym miała się zastanawiać nad gatunkiem „Cyrku nocy”, to pierwsze skojarzenia, które mi się nasuwają, to powieść gotycka. Akcja książki rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku. Mamy fin de si?cle i odpowiedni nastrój, który powoduje, że wciąż oczekujemy mrocznego końca – w końcu akcja powieści niemal cały czas rozgrywa się w nocy.

Kunsztownie napisany „Cyrk nocy” zachwyci niejednego czytelnika. Nawet tego, który lubi twardo stąpać po ziemi. Jesienne wieczory pomagają wczuć się w magiczny świat opisany przez Erin Morgenstern. Powieść należy do takich, które należy smakować powoli, wszystkimi zmysłami. Doznania będą niezapomniane. Dobrze jest w nim na chwilę się zanurzyć i zapomnieć o szarości na rzecz bieli, czerni oraz czerwieni.

Dziękuję Weltbild za „Cyrk nocy”.

Szopka niekoniecznie betlejemska

SzopkaZośka Papużanką swoją książką „Szopka” zdzieliła mnie mocno obuchem w głowę. Tyle, że w roli obucha wystąpił język. I nie był on bynajmiej poetycki.

Powieść na zaledwie dwustu stronach przedstawia historię kilkupokoleniowej rodziny. Głównym bohaterem staje się właśnie ona. Niekiedy środek ciężkości w narracji spływa na któregoś z członków tej familii, ale w sumie otrzymujemy jej całościowy obraz.

Matka rodziny jest najsilniejszą osobowością. Czarnym koniem. Jej charakter wpływa na wszystkich. Ona jest twórczynią kompleksów swojej córki. Dzięki niej sześćdziesięcioletni mężczyzna nadal jest Maciusiem, choćby nie wiem jakie przewinienia miał na sumieniu. Papużanka wspaniale oddała tę postać, za pomocą języka. Jej jazgot, biadolenie, wieczne narzekania zlewa się w jedną całość, tworząc coś, co przypomina ujadanie psa.

Wanda i Maciuś są rodzeństwem. Przyrodnim, ale zawsze. Matka została wcześnie wdową, jednak trzyletni chłopczyk dowiaduje się, że ma w rodzinie nie tylko nowego ojca, ale i jakiegoś insekta, który wprawdzie budzi zainteresowanie, ale i agresję. Główną przyjemnością malucha będzie straszenie siostrzyczki. Ot, słodki braciszek. Wanda wyrośnie na obraz i podobieństwo ojca. Cicha, zakompleksiona, lękliwa. Trudno jej się odnaleźć między matką a ojcem. Musi jeszcze przetrwać zamachy brata.

Akcja powieści dzieje się głównie w Krakowie. Najpierw tym PRLowskim, później współczesnym. Okazuje się, że rodzina jest pochodzenia chłopskiego – jak to się wtedy określało. Ojciec – Pomorzanin – ma za sobą wstydliwą przeszłość – służył w Wermachcie. Na dodatek z tamtymi czasami wiążą się jego najwspanialsze wspomnienia. Natomiast pobyt w obozie jenieckim w Anglii dał mu pierwszą miłość. Mężczyzna jednak decyduje się na powrót do ukochanej ojczyzny. I trafia mu się nie słodka Wendy, a kolejne wcielenie Ksantypy.

Rodzina opisana przez Papużankę nie ma w sobie zbyt wiele dobra. Jest małym piekłem za życia. Te postaci, które są pozytywne, nie mają najmniejszej siły przebicia. Dla mnie obraz, który się wyłania to antymacondo. Jest saga rodzinna, ale nie ma w niej magii. Pozostaje przede wszystkim koszmar. On chce zwyciężać i dominować, nie sposób przed nim uciec.

Książka jest rewelacyjna. Czyta się ją jednym tchem. Sama tematyka powieści do przyjemnych nie należy, jednak mocno porusza.  Choć „Szopka” jest debiutem autorki, wkracza ona ostro w świat literacki. Język jakim się posługuje, to majstersztyk. Już sam tytuł wiele mówi. Obraz polskiej rodziny nakreślony przez autorkę, daje nam sporo do myślenia. W wiarygodny sposób ukazuje małe koszmary rzeczywistości, które po dodaniu się tworzą wizerunek zwyczajnej rodziny. Oni tego zła nie widzą, albo nie mają ochoty i siły, by z nim walczyć. Warto się zastanowić, po jakiej stronie my jesteśmy, czy nie znajdujemy się przypadkiem w takiej szopce…

Dziękuję za książkę wydawnictwu Świat Książki

Ocalenie Atlantydy – o poszukiwaniu tożsamości

Ocalenie AtlantydyJuż sam tytuł książki Zyty Oryszyn intryguje – „Ocalenie Atlantydy”. O jakie miejsce może chodzić? Czym jest tytułowa Atlantyda? Jak ocalić coś, co nie istnieje?

Bohaterami powieści są przesiedleńcy z ziem wschodnich. Po wojnie zostali wyrwani – niemal siłą ze swoich rodzinnych stron. Teraz próbują przetrwać na Dolnym Śląsku. Zetkną się tu z wieloetnicznością. Z jednej strony wypędzeni Niemcy, po których zostały jedynie przedmioty. Potem przesiedleńcy – niekiedy to dawna arystokracja ze wschodu, która pod przybranym nazwiskiem, udaje chłopstwo. No i elita powojenna – ludzie zacofani, ale niebezpieczni. W czasach PRLu, oni będą rozdawać karty.

Zyta Oryszyn kreśli interesujące historie kilku rodzin. Są to jednak zaledwie szkice. Nie ma jednego, głównego osobowego bohatera. Na pierwsze miejsce wysuwa się historia. Również narracja prowadzona jest z kilku perspektyw. Niekiedy wydarzenia przedstawione są z punktu widzenia naiwnego dziecka. Pojawią się też powtórzenia. Autorka robi to celowo, aby ukazać powtarzalność historii. Losy bohaterów stykają się, przenikają, wpływają na siebie – nawet jeśli oni sami tego nie zauważają. Czymś co spaja te historie, będą słowa jednej z bohaterek:

Teraz (…) – ty zostaniesz moim schronem. Ty już nie musisz się chować, ale mnie musisz przechować, mój świat (…). Twoja pamięć to zrobi. Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem. Niedługo umrę i zostanie ze mnie i mojego świata tylko tyle, ile zapamiętasz.

Atlantydą staje się pamieć. Zyta Oryszyn stara się uzmysłowić czytelnikowi, że tylko my jesteśmy w stanie ocalić ją przed zapomieniem. Przetrwać można jedynie dzięki młodszym pokoleniom.

Powieść Zyty Oryszyn podejmuje ważne tematy. Autorka kreśli ciekawe opowieści, jednak w sposób niejednoznaczny. Mimo to pokaże, co jest ważne. Choć treść  może wydawać się nieco przygnębiająca, bo przecież PRL nie jawił się w jasnych barwach, to bohaterowie czekają na coć dobrego – na tych „Naszych”. Oni nadejdą, może dopiero w 1989r., ale warto czekać. Przy okazji należy ocalić Atlantydę, poprzez przekazywanie swej tożsamości kolejnym pokoleniom. Tu jest nadzieja i szansa na przetrwanie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Weltbild.pl

Drwal – kryminał made by Witkowski

DrwalMichała Witkowskiego raczej nie trzeba przedstawiać. Jeden z nielicznych pisarzy, o którym słyszała cała Polska – nie tylko ta czytająca. Popularność autora potęgowana jest faktem nominacji do nagrody Nike 2012. Muszę się przyznać, że „Drwal” zainicjował moją przygodę czytelniczą z Witkowskim. I – dopowiem – nie zawiodłam się.

Alter ego pisarza udaje się w tereny nadmorskie, by zamieszkać u mężczyzny z małym domkiem. Robert, który zaszył się w leśniczówce w okolicach Międzyzdrojów, może być tym tytułowym drwalem – ale czy napewno? Nie da się tego jednoznacznie określić, gdyż właściciel domku, to postać niezwykle tajemnicza i małomówna. Jak na siebie trafiły dwa tak skrajne charaktery? Chciałoby się zaraz podyskutować na ten temat. Wścibski Michaśka trafia do współczesnych Międzyzdrojów, kiedy jest to teren niemal martwy. Jesień jest szara, pozbawiona zupełnie kolorów. Dopiero pojawiające się kolejno postaci ożywiają ten niemal martwy świat.Wiele powiedzą już same imiona, nazwiska, czy przezwiska: masażysta pan Zbyszek,  recepcjonista Kaczoroffsky, Frau Krewetka, luj Mariuszek,  gangster i jego syn Domino,  pan Kazimierz, doktor Robert, Rozklekotany, prostytutka Jadwiga Parszywa naznaczona przez życie dzięki nazwisku. Intryga, która się rodzi, jest niezwykle ciekawa, choć bardziej będzie kojarzyła się z Nienackim, niż Stiegem Larssonem.

Bohater ucieka od warszawki, by napisać powieść, a jednocześnie chce przeżyć wspaniałą przygodę, jak w „Panu Samochodziku”. Jego ciekawość pisarska, a może wścibskość, doprowadzą do tego, że rzeczywiście książka do końca przytrzyma czytelnika w stanie napięcia.

Fabuła kryminalna jednak nie jest w powieści na pierwszym miejscu. Prawdziwy Witkowski chce jakby wykrzyczeć odbiorcy, że on też potrafi, ale lepiej… Tworzy „Drwala”, którego największym atutem jest język, autoironia, stylizacja. Pisarz wrzuca nas do świata pełnego nostalgii za latami 70 i 80 ubiegłego wieku. Kreuje przestrzeń literacką w taki sposób, że czułam się świadkiem tych dawno minionych czasów. Nawet byłam w stanie przypomnieć sobie tamte kurorty sprzed niemal 30 lat. Teraz będę widziała je poprzez pryzmat prozy Witkowskiego.

Równie interesujące są nawiązania literackie. Jako miłośniczka Gombrowicza cieszę się z postaci przesiąkniętych nieco „Ferdydurke”, czy „Transatlantykiem”. Zamiast synczyzny mamy lujczyznę. Fascynacje Witkowskiego-bohatera lujkiem Mariuszkiem, doprowadzają do nieudanej próby oswojenia, ugładzenia tej postaci. Sztuczny warszawski ciota jest na przeciwległym biegunie naturalności surowego Mariusza. Chłopca, który nie wie, czy dojrzeć (upupianie), ale nawet mimo swej agresji, jednocześnie dobrego i sympatycznego.

Trzeba zwrócić uwagę na elegancką i intrygującą okładkę. Książka wręcz zaprasza, kusi do sięgnięcia po nią. Myślę, że warto przeczytać tę powieść, nie ze względu na wątek kryminalny, ale po to by skupić się na odczuwaniu – bo właśnie uczucia są bardzo ważne w „Drwalu”. No i zostało już tylko parę dni, by dowiedzieć, kto zostanie laureatem Nike. Czekam z niecierpliwością…

Dziękuję za książkę wydawnictwu Świat Książki.