„Tylko Tsatsiki” – Moni Nilsson

Tylko TsatsikiPo „Tsatsikim i Mamuśce”, „Tsatsikim i Tacie Poławiaczu Ośmiornic” czas na trzeci tom z serii. Moni Nilsson i tym razem potrafiła zainteresować moje pociechy przygodami chłopca, które opisała w książce „Tylko Tsatsiki”.

Tytułowy bohater chodzi już do trzeciej klasy. Przeżywa takie same problemy, z jakimi zmagają się współczesne dzieci na całym świecie. Oczywiście wszystkie historie wywołują uśmiech na twarzy dzieciaków, a jednocześnie pokazują, że można postępować zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, nie oglądając się na komentarze innych.

Tsatsiki trochę obawia się krytyki ze strony rówieśników, gdyż w przeciwieństwie do większości kolegów nie lubi piłki nożnej. Postanawia więc zapisać się na tańce. Tyle, że teraz rodzi się pytanie, czy jest gejem? Jeden z jego kolegów uznał, że wszyscy tańczący chłopcy nimi są, więc teraz Tsatsiki ma dylemat. Na szczęście Mamuśka trzyma rękę na pulsie i wszystko wyjaśni swojemu synowi we właściwy sposób, czyli traktując syna poważnie, bez krytycznych komentarzy.

Moni Nilsson nie boi się trudnych i skomplikowanych sytuacji. Tstasiki ma dwóch ojców (jednego biologicznego oraz męża mamy) i jest mu z tym dobrze. Rodzice wychowują go tak, by nie bał się postępować właściwie, sami też dają przykład, jak żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami. Dlatego Tsatsiki broni słabszych, a nawet będzie walczył z rasistami.

Chłopiec będzie miał mnóstwo przygód w szkole. Ta najbardziej mrożąca krew w żyłach (przynajmniej z punktu widzenia matki) będzie związana z wszami. Tsatsiki również i tym razem się zakocha, przeżyje pierwszą dyskotekę, kolejne pocałunki. Jednak nie zabraknie też poważnych spraw. Dziadek z Grecji zaprosi wnuka do siebie, kiedy zachoruje na raka. Chłopiec będzie musiał w związku z tym przyspieszyć swoje wakacje, by zdążyć się z nim pożegnać.

Szwedzka pisarka pokazała, że nawet w książkach dla dzieci można walczyć ze stereotypami. Tsatsiki bawi, wywołuje lawiny śmiechu, ale jednocześnie pokazuje jak opowiadać się za słuszną sprawą, nawet jeśli wiąże się to z niewygodnymi konsekwencjami. Dzięki powieści Moni Nilsson można się świetnie bawić, a jednocześnie autorka traktuje swojego bohatera poważnie, daje mu szansę na przeżywanie wielu problemów i rozterek.

Książka „Tylko Tsatsiki” podejmuje wiele aktualnych tematów, z którymi zetkną się wszyscy rodzice. Moni Nilsson pokazuje, jak rozmawiać z dzieckiem – dlatego historia tytułowego bohatera jest niezwykle cenna dla dorosłych. Z kolei młodzi czytelnicy mogą się świetnie bawić przeżywając przygody młodego bohatera, utożsamiać się z nim, a jednocześnie poznawać świat i uczyć, jak być tolerancyjnym. Moje pociechy były bardzo zainteresowane przygodami chłopca, a wartka akcja tak je wciągnęła , że ciągle im było mało. Czwarty tom już czeka…

Lekcja patriotyzmu dla najmłodszych: „A ja jestem Polak mały” – Eliza Piotrowska

A ja jestem Polak małyJak dziś uczyć patriotyzmu? Kiedyś było łatwiej. Wystarczyło rzucić hasło: Bóg, honor, ojczyzna i sprawa załatwiona. Bo jak być patriotą, kiedy nie trzeba umierać za ojczyznę? Dulce et decorum, est pro patria mori mówili starożytni. Kiedy chodziłam do liceum z tą sentencją spotykałam się codziennie. Na szczęście współcześni, póki co, nie muszą aż tak bardzo się poświęcać. Jednak uważam, że nie należy pomijać tego tematu w rozmowach z dziećmi. Zresztą już najmłodsi chcą wiedziec, kim są. Zaczynają od imienia, nazwiska, następnie dochodzi tożsamość miejsca. Najpierw ważna staje się rodzinna miejscowość, potem – na końcu, dociera do kilkulatka nazwa kraju, w którym rośnie, lub z którego pochodzi.

Eliza Piotrowska w książce: „A ja jestem Polak mały. Moim krajem jest świat cały” opowiada dzieciom o tym, czym jest ojczyzna. Posługuje się prostym językiem i ilustracjami, które wyjaśniają najważniejsze kwestie. Głównym bohaterem książki jest Krzyś, przedstawiony jako niemowlak. On dowiaduje się, co znaczy być patriotą. Piotrowska uczy, że warto być ciekawym świata i poznawać go. Nie ogranicza się do naszego kraju, ponieważ Polska jest częścią Europy, a potem świata.A ja jestem Polak mały

Autorka jest jednocześnie ilustratorką książeczki. Co ciekawe, można się zasugerować, oglądając ilustracje, że informacje przedstawione w tej książce przeznaczone są dla trzylatków. Nic bardziej mylnego. Otóż, jeśli spojrzycie na program nauczania, okaże się, że to o czym mowa w książce, powinno być znane czwartoklasistom. W praktyce niestety nie jest tak cudownie. Mnóstwo dziesięciolatków nie potrafi powiedzieć na jakim kontynencie mieszkają, a znaleźć Polskę na mapie świata stanowi dla wielu niewyobrażalny kłopot. Dlatego warto już najmłodsze pociechy uświadamiać, kim są, gdzie żyją. Książeczkę kończy zdanie: „Polskę tworzymy my sami. Od nas zależy jaka będzie”. Miło byłoby się tego trzymać.

„A ja jestem Polak mały” Elizy Piotrowskiej spodobała się moim dzieciom. Na początku kręciły nosem, że to pewnie taka opowieść dla maluszków, a one już są przecież takie duże. Potem jednak zaczęły zadawać mnóstwo pytań. Wiadomo – czasami jedno zdanie potrafi zasugerować temat do dyskusji. Na szczęście spodobała im się lekcja współczesnego patriotyzmu. Starsza, ośmioletnia córka, miała już świadomość istnienia „Mazurka Dąbrowskiego”; sześciolatek potrafił opisać godło i flagę. Jednak najbardziej cieszy mnie to, że w takich książeczkach dzieciaku uczą się tolerancji. Bo patriotyzm przecież tego nie wyklucza. Dzięki obrazkom młodsi czytelnicy mogą często wracać do książeczki i przypominać o czym jest ta opowieść. Dla starszych będzie to nauka bez nachalnego dydaktyzmu. Książkę łatwo się czyta, bo zastosowano duże litery oraz wzbogacono ją ogromem ilustracji. A przy okazji, rodzi się w dzieciakach świadomość tego, kim są.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owieczka za książeczkę.

„Różni, ale tacy sami. Książka o tolerancji” – Pernilla Stalfelt

Różni, ale tacy samiWyobraźcie sobie książkę, którą dostają wszyscy trzecioklasiści w kraju. Czy to możliwe? Oczywiście. Z małym dopiskiem – w Szwecji… Jak ważna jest tolerancja wiedzą ci, którzy obserwują wydarzenia w Polsce, które powtarzają się co roku przy okazji Święta Niepodległości. Może nikt tym ludziom nie opowiadał o tym, na czym polega akceptacja inności?

Pernilla Stalfelt w „Różni, ale tacy sami. Książka o tolerancji”,  liczącej sobie ledwie czterdzieści stron, postanowiła wyjaśnić dzieciom czym jest i na czym polega tolerancja. Zrobiła to w prosty i trafny sposób, a jednocześnie z dużym poczuciem humoru. Autorka zaczęła od wyszczególnienia różnic występujących między ludźmi. Bo przecież nie ma dwóch takich samych osób. W zabawny sposób pokazała czym są stereotypy i na czym polega pułapka w takim myśleniu. Podobnie dzieje się z uprzedzeniami. Bo łatwiej żyć sobie w świecie, w którym nie zadajemy sobie trudu, by kogoś poznać, a jednocześnie wyrażać o nim opinię. Pyta jednak, czy jesteśmy gotowi, by to zmienić? Wymaga to przecież małego trudu. Tylko, że nagroda będzie znacznie większa.

Pernilla Stalfelt za pomocą prostych rysunków wystawiła naszą tolerancję na próbę. Pokazała sytuacje, które jedni są w stanie zaakceptować, a inni nie. Znalazła dla tolerancji złotą regułę znaną zresztą od wieków – „Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. Pisarka nie pokazuje dziecku co ma akceptować, daje tylko bodźce do dyskusji w postaci rysunków. Mały odbiorca sam się musi nad danym problemem zastanowić.

Najistotniejsze w „Książce o tolerancji” jest to, że wskazano w niej sposób na życie w społeczeństwie. Bez odtrącania innych, gdyż P. Stalfelt zachęca do poznawania, szukania czegoś dobrego w różnicach. Choć zaczyna od określenia czym jest „ja”, pokazuje, że każdy człowiek chce być w grupie. A „my” i „wy” oraz „oni” to jedno wielkie „my” – tak cudowne jak nasza wspaniała planeta.

Książka „Różni, ale tacy sami” w bardzo pozytywnym świetle okazuje inność. Pozwala na akceptację siebie oraz dopuszcza możliwość istnienia różnic czy w wyglądzie, czy charakterze. Poprzez ukazanie wartości tej różnorodności, dzieciaki zaczynają widzieć w niej wartość. Zadają też pytania i myślą. Bo czym innym jest tolerowanie różnic, a na czymś innym polega przemoc. Pernilla Salfelt wskazuje te różnice i podkreśla, że ludziom łatwiej żyje się w grupie. Tylko, że nie musi być ona pod każdym względem taka sama. Im więcej różnic, tym bardziej interesująco… Bo przecież nie mamy być jak wróble, które nie akceptują w swoim stadzie kanarka. Warto się przyjrzeć tej pozycji – już pięciolatek jest w stanie z niej sporo wynieść.

Dziękuję Czarnej Owieczce za książkę.