„Nie to/ Nie tamto” – Soren Gauger

Nie to/Nie tamtoKiedy sięgnęłam po książkę Sorena Gaugera „Nie to/ Nie tamto” moja pierwsza myśl dotyczyła tego, czy otrzymuję książkę napisaną po polsku, czy jakiegoś skandynawskiego pisarza? Odpowiedź jest jeszcze bardziej skomplikowana, niż samo pytanie. Autor powieści jest Kanadyjczykiem, który od piętnastu lat mieszka w Polsce i zajmuje się tłumaczeniem literatury polskiej na język angielski. Książka „Nie to/ Nie tamto” to debiut Gaugera, ale napisany po angielsku. Natomiast polska wersja językowa powstała we współpracy z Bartłomiejem Woźniakiem.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Soren Gauger napisał zbiór opowiadań. Jednak im bardziej wczytujemy się w treść, tym lepiej widzimy, iż części są w pewien sposób powiązane. Najpierw poznajemy bohatera, na którego szyi pojawia się obrzydliwy guz. Narośl wręcz doprowadza do kryzysu jego małżeństwa. Do tej pory para lubiła sobie spacerować po parku i podziwiać śliczne kwiatki, a tu coś tak bardzo psującego te piękne widoki. Czytaj dalej

Zapiski intymne – „Kronos” Witolda Gombrowicza

KronosZanim wydano „Kronos” krążyły wokół niego mity. Niektórzy wiedzieli, że dziennik istnieje, choć nie mieli pojęcia co zawiera. Gombrowicz zaczął pisać prawdopodobnie między 1952 a 1953 rokiem, w swoich zapiskach rekonstruuje wydarzenia od czasu zdania matury, prowadzi notatki niemal do śmierci, do 1969 roku.

Tekst „Kronosu” jest niezwykle trudny. Po pierwsze Gombrowicz pisał go raczej dla siebie. Rekonstruował najważniejsze wydarzenia ze swego życia. Potem opisuje wydarzenia w miarę na bieżąco. Nie sposób byłoby cokolwiek z tego tekstu zrozumieć bez przypisów. Pojawiają się skróty, autor podaje nazwiska osób, z którymi się spotyka, czasem bez żadnego komentarza. Istotna jest forma jaką się posługuje. Pisze równoważnikami zdań, bez żadnych ozdobników.

Rita Gombrowicz dowiedziała się o istnieniu „Kronosu” w 1966 roku. Zauważyła, że jej mąż prowadzi zapiski na dużych arkuszach papieru. Stwierdził, że to dziennik dla niego samego. Dwa lata później – rok przed śmiercią – nakazał żonie, że w razie nagłego wypadku typu pożar, ma zabrać ze sobą właśnie „Kronos” i umowy z wydawcami. Dla Rity, po śmierci Witolda, była to niewątpliwie trudna sytuacja, trzymać w ręku manuskrypt męża, nic z niego nie rozumiejąc.

„Kronos” pisany jest w pewnym sensie od środka. Skoro autor zaczął notować najważniejsze fakty ze swego życia od 1952, czy 1953 roku, wcześniejsze wydarzenia mógł przywoływać jedynie z pamięci. Dlatego lata od 1922 do 1939 są najbardziej lakoniczne. Trudno nawet oddać w druku sposób prowadzenia owych zapisków. Dlatego oprócz tekstu, pojawia się na koniec „Tableaux”, odbitki manuskryptu, dzięki którym można dokładnie zobaczyć, jak wyglądały – istotna jest ich forma przestrzenna. Niektóre zapiski są porozrzucane na kartce, niekiedy pojawiają się podkreślenia, czy nawet rysunki.

O czym pisał Gombrowicz w „Kronosie”? Przede wszystkim można zauważyć, że skupiał się na wydarzeniach dotyczących jego osoby. Opisuje jak odbierano jego dzieła, kontakty z innymi ludźmi: notuje kogo spotykał, ale i z kim zrywał relacje. Wymienia partnerów seksualnych, zaznacza stosunki intymne za pomocą kółek na marginesie. Robi bilanse finansowe oraz wymienia choroby jakie przechodzi i lekarstwa, które zażywa. Notuje też swoje lektury i nad czym aktualnie pracuje.

Jeśli ktoś chciałby zaczynać zapoznawanie się z twórczością Witolda Gombrowicza poprzez „Kronos”, popełni olbrzymi błąd. Przede wszystkim warto przeczytać „Dzienniki”. Autor kreuje w nich siebie jako wielkiego indywidualistę i erudytę oraz komentatora własnej twórczości. Zapiski, które otrzymujemy obecnie – wiele lat po śmierci pisarza – są jakby na drugim biegunie. Dwa różne od siebie teksty, a jednak wzajemnie się uzupełniające.

Widoczne jest, że Gombrowicz tarktował „Kronos”, jako zapiski pisane dla siebie. Jakby bał się, że zapomni o ważnych wydarzeniach i ulegną one zapomnieniu. Pisze jednak tak lakonicznie, że bez przypisów stają się niezrozumiałe dla czytelników. Gombrowicz odsłania w tym dzienniku swoje lęki, kompleksy i dziwactwa. Głównym bohaterem staje się los. Stara się o nim pisać w miarę chronologiczny sposób – stąd  ten tytuł. Ale może właśnie teraz pisarz z ironicznym uśmiechem przygląda się temu, jak jest odbierany, ponieważ Chronos i Kronos to dwie różne osoby w mitologii. Dla starożytnych Greków Chronos był uosobieniem czasu, natomiast Kronos był tytanem, zrzuconym do Tartaru przez swego syna Zeusa. I znowu – jak w „Ferdydurke” („Koniec i bomba/ A kto czytał, ten trąba!”) – pisarz kpi sobie z nas, stosując tego typu dwuznaczności.

„Kronos” Witolda Gombrowicza nie powinien być odbierany w kategoriach sensacji. Kto szuka tutaj skandali mocno się zawiedzie. Dowie się jedynie, że autor „Ferdydurke” był biseksualistą. Ale oprócz wymienienia imion partnerów, czy chorób wenerycznych oraz lakonicznych zdań na temat partnerów – niczego więcej nie otrzyma. Dla mnie za to „Kronos” jest dopełnieniem twórczości Gombrowicza, zwłaszcza jego „Dzienników”. Tutaj najważniejsze okaże się życie. Pisarz odkrywa nam swój los – pełen bólu, bez ozdobników. Intymne i ważne dla tych, którzy chcą poznać Gombrowicza jako artystę i człowieka.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za „Kronos”.