Paul Auster – „Dziennik zimowy”

Dziennik zimowyPo przeczytaniu „Sunset Park”, wiedziałam, że Paul Auster stanie się moim ulubionym pisarzem. Teraz, dzięki lekturze „Dziennika zimowego”, utwierdzam się w tym przekonaniu. Nowojorski pisarz tym razem pisze o sobie wprost, kreśli dzieło, którego głównym tematem może być szeroko pojęte przemijanie oraz pamięć. Pojawiają się też rodzime wątki, bo autor ma i polskie korzenie.

Czytelnik otrzymuje zatem książkę autobiograficzną. Paul Auster nie boi się podejmować w niej trudnych tematów. Odnosimy wrażenie, że nie ma zamiaru sięgać po autokreację, a pragnie ze wszech miar być szczery. Zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie poniesie w związku z upublicznianiem prywatności. Wspomina o tym, że niektórzy bliscy nigdy nie zaakceptowali tego, że mówi wprost o swojej rodzinie. Przecież w jednej z wcześniejszych książek wspomniał choćby o tak drastycznym wydarzeniu z przeszłości, którym jest zastrzelenie dziadka, przez babcię. Teraz i ten temat powraca.

Kim jesteśmy? Co nas kształtuje? To szczegółowo stara się zrekonstruować Paul Auster. Odpowiedź zależy też od tego, co pamiętamy. Autor chce za pomocą „Dziennika zimowego” ocalić owe okruchy pamięci. Wbrew pozorom, potrafi zrekonstruować sporo wydarzeń ze swej przeszłości. Na przekór tego co sugeruje, odnosimy wrażenie, że naprawdę wiele zapamiętał. Podaje choćby szczegółowy spis swoich dotychczasowych miejsc zamieszkania. W końcu mieszkania, czy domy, w których żyjemy również nas jakoś kształtują i określają. Nie byłoby w tym żadnego problemu, gdyby było ich kilka. Jednak u Paula Austera ich ilość jest wręcz oszałamiająca.

Autorzy dzienników przyzwyczaili nas, że piszą w pierwszej osobie. U Austera narracja zaskakuje. Pisarz mówi w drugiej osobie, więc właściwie czujemy, jakby pisał o nas, albo do siebie. Oczywiście można się z tymi słowami utożsamiać, lub nie – często jednak odnajdujemy w nich coś, co będzie nam bliskie. Wystarczy choćby taki cytat: „Zacznij mówić teraz, zanim będzie za późno, i umocnij się nadzieją, że będziesz mówił do chwili, kiedy już nic nie zostanie ci do powiedzenia. Jakkolwiek by było, czas się skończy” (s. 5). Jeśli jeszcze weźmiemy pod uwagę, że w języku angielskim nie ma w tym momencie podziału na rodzaj męski i żeński, zaczynamy odczuwać z autorem intymną więź.

Paul Auster na koniec autobiografii pisze: „Wkroczyłeś w zimę swego życia” (s. 232). Jaka ona będzie? Łagodna i długa, czy krótka i nieprzyjemna? Dla pisarza wzorem jest aktor Jean-Louis Trintignant, który podczas rozmowy wspomniał, że  choć ma 74 lata, czuje się młodszy od Austera, który był wtedy pięćdziesięciosiedmiolatkiem. Być może pogodził się już ze świadomością odchodzenia, co pozwoliło mu osiągnąć spokój.

Pisarz pokazuje nam wszystkie swoje blizny. Tak jakby one jakoś nas kształtowały – i te ślady fizyczne, i psychiczne. Każdy pisarz w pewnym sensie jest osobą zranioną, ale ta skaza pozwala mu tworzyć – krwawić na papierze. Co pozwala zatem odnaleźć sens w tym chaosie i niepewności? Dla autora „Sunset Park” sterem, który pcha go do przodu, staje się miłość. Trzydziestoletni związek z kobietą życia daje mu poczucie bezpieczeństwa i szczęście oraz – co może najważniejsze – chroni go przed nim samym.

Skoro Paul Aster osiągnął już dojrzałość i zaczął zimę swej egzystencji, rozmyśla nad lękiem przed śmiercią. Większość jego bliskich odeszła za wcześnie, za każdym razem sprawiając mu olbrzymi ból. Jednak właśnie śmierć jest czymś stałym, przed czym nie można uciec. Dlatego dla pisarza ważne jest, by skonfrontować ją z miłością. Dzięki uczuciu do kobiety życia, łatwiej mu się z nią pogodzić, choć strach przed śmiercią, gdzieś podskórnie krąży, by w niespodziewanej chwili wypłynąć.

Przyznam, że „Dziennik zimowy” czyta się jednym tchem. Forma książki bardziej przypomina pamiętnik, bardzo mocno skupiony na osobie twórcy. Autor mniej pisze o swojej twórczości, a więcej wspomina o tym, co go ukształtowało. Poznajemy las rzeczy, jedne – istotne dla pisarza – zostają pokazane w dużym zbliżeniu, nawet jeśli są to sprawy bardzo bolesne. Do tej pory Barnes był dla mnie mistrzem pisania o starości. Teraz do tego grona mogę dołączyć również Paula Austera.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Beksińscy. Portret podwójny” – Magdalena Grzebałkowska

Beksińscy. Portret podwójnyPodczas Literackiego Sopotu, niektóre spotkania ze szwedzkimi pisarkami prowadziła znana dziennikarka – Magdalena Grzebałkowska. Potem jednak na jakiś czas zniknęła mi z oczu. Okazało się, że pisała biografię Beksińskich. Książkę, o której było głośno jeszcze na długo przed jej wydaniem. Przyczyną tego faktu są opisywane postacie, ale i pióro autorki, która zasłynęła również innym dziełem – „Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego”.

Magdalena Grzebałkowska nie pisze tej podwójnej biografii z pozycji na kolanach. Do Beksińskich ma dystans. Jak sama mówi, wiedziała kim są, ale dotąd zbytnio nie przykuwali jej uwagi. Słuchała tej samej muzyki co Tomasz Beksiński, ale nie była fanką jego audycji w radiowej Trójce. Znała obrazy Zbigniewa, jednak nie pochylała się do tej pory nad tymi pracami ze szczególnym uwielbieniem. Książka powstała na zlecenie, wszystko zostało jasno określone w wywiadach, których udzieliła do tej pory autorka.

Reporterka sięgnęła do licznych źródeł, by opowiedzieć tę historię. Opowiada o Beksińskich od początku do końca, choć nie zawsze w sposób chronologiczny. Dzięki temu, moim zdaniem jest bardziej interesująco. Przede wszystkim dowiadujemy się skąd się wywodzi rodzina. Jak wpłynęli na Zdzisława Beksińskiego jego przodkowie oraz dom. Żyjący na prowincji w Sanoku chłopczyk, który zostanie znanym malarzem traktowany jest po pańsku. Urodził się w 1929 roku, więc dane mu jeszcze było poznać życie, które po wojnie ma zostać całkowicie wymazane przez władze ludowe. Przed wojną w Sanoku żyją obok siebie Polacy, Żydzi i Ukraińcy. Dorosły Zdzisław będzie zawsze odcinał się od antysemityzmu, choćby dzięki zdarzeniu, które kiedyś obserwował. Widział obrzęd rzucania z wieży kukły Judasza. Chłopczyk Zdziś jest zafascynowany całą tą inscenizacją, jako dorosły zrozumie jej cel.

Dom, w którym dorasta Zdzisław, a potem Tomasz wychował pięć pokoleń Beksińskich. Miejsce to stanie się również przekleństwem obu mężczyzn, od którego spróbują się oderwać. W końcu przeniosą się do Warszawy, która może zaoferować im szersze perspektywy, niezależność. Ale czy na pewno? Chylący się ku upadkowi dom w Sanoku, pełen tajemniczych korytarzy, ukształtował ich, więc nigdy im się nie uda od niego odciąć. Kiedy czytamy opisy tego miejsca, zostajemy wrzuceni w sam środek lektury „Sklepów Cynamonowych” Brunona Schulza. Klimat jest zupełnie taki sam.

Po wojnie Zdzisław z woli ojca ma wybrać konkretny zawód. Zostaje więc inżynierem, który pracuje w Zakładach Autosanu, firmie należącej kiedyś do jego rodziny. Żyjąc w cieniu ojca, dopiero po jego śmierci mógł zacząć się rozwijać artystycznie, ale jako samouk. Praca w państwowym zakładzie służy do tego, by móc wynosić materiały potrzebne do działalności twórczej. Zdzisław nie ma z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.

W 1958 roku Beksińskim rodzi się syn. Dostaje na imię Tomasz – na cześć autora „Czarodziejskiej Góry”. Opiekę nad dzieckiem sprawuje żona Zdzisława. Zofia jest moim zdaniem najbardziej intrygującą postacią tej podwójnej biografii, ponieważ niewiele o niej wiadomo. Trudno niekiedy nawet wyobrazić sobie, co mogła czuć, czy myśleć. Kim była i jaka była? Całkowicie oddała się rodzinie i bliskim, nie zostawiając niczego dla siebie. Stała się duchem opiekuńczym Zdzisława i Tomasza. Bez niej żaden z nich by sobie nie poradził.

Magdalena Grzebałkowska pisze, że biografia jest książką o miłości. Właściwie chciałoby się dodać, że jest to opowieść o braku umiejętności okazywania sobie uczuć. Zdzisław Beksiński nie pragnął dziecka, brzydził się niemowlakami. Tomek za to stał się odbiciem jego samego z dwudziestolecia międzywojennego. Równie samotny, ale bez służby, która mogłaby się nim zająć. Rósł bez żadnych ograniczeń, pozwalano mu właściwie  na wszystko, ale nigdy nie został przez ojca przytulony, nie czuł się przez niego akceptowany.

Tomek już jako dziecko ucieka do świata fikcji. Nawet gdy dorośnie, będzie czternastolatkiem w ciele mężczyzny. Jego uzależnienie od rodziców, brak samodzielności, jeszcze się pogłębi po tym, jak ojciec w latach siedemdziesiątych zacznie odnosić sukcesy. Wreszcie będą mieli pieniądze na płyty, jedyny obiekt pożądania Zdzisława, a wkrótce i Tomasza. Ojciec uwielbia muzykę, syn nie potrafi się bez niej obejść. Dlatego też może prowadzić niezwykłe audycje radiowe, bo posiada takie krążki, o których inni mogą tylko marzyć.

Między Beksińskimi istnieje zarówno uczucie miłości, jak i całkowity brak bliskości. Syn jest całkowicie skupiony na sobie, nie potrafi stworzyć prawdziwego związku z kobietą. Dzięki prowadzeniu audycji w radiu poznaje coraz to młodsze fanki, które jednocześnie się go wstydzą i uciekają od niego. Żadna nie wytrzymuje z człowiekiem, który nie wie nawet, gdzie kupić płyn do mycia naczyń. Psychiczna niedojrzałość Tomasza być może jest efektem tego, jak był traktowany przez rodziców. Kilkakrotnie próbuje odebrać sobie życie, ale czy chciał zwrócić na siebie uwagę ojca? Gdzie leży przyczyna takiego stanu psychicznego syna?

Dopiero po śmierci matki, Tomasz definitywnie kończy ze swoim życiem. Zdzisław Beksiński z jednej strony staje się wolny. Jednak jednocześnie całkowicie wyobcowany i samotny. Ginie z ręki Pawła Hendlera, którego rodzice zajmowali się mieszkaniem Beksińskiego. Autorka wyjaśnia również jak doszło do tego, że młody, zwyczajny chłopak stał się mordercą.

Magdalena Grzebałkowska wykonała niesamowitą robotę. Opowiedzieć o tak niezwykłych ludziach bez oceniania ich, jest niewyobrażalne. Czytelnik sam musi odpowiedzieć sobie na wiele pytań, które narzucają się same podczas lektury tej biografii. Jednak nie należy szukać w tej książce tanich chwytów. Przecież można się było skupić na tym, co obecnie jest na topie i poszukiwać sensacji. Wystarczyłoby zapłacić mordercy dwadzieścia tysięcy złotych, by dowiedzieć się czegoś więcej. Jednak nic z tego. Bowiem świadomy czytelnik wie, ile to byłoby warte. Samo zacytowanie listu Hendlera mówi o wiele więcej o mordercy, niż to, co powiedziałby za mamonę. Autorka pokazuje życie i śmierć swoich bohaterów, pokazuje, co ich ukształtowało, osadza ich w miejscu, czasie. Daje czytelnikowi karty, które należy samodzielnie interpretować i układać. Dzięki temu lektura książki pozwala nam naszkicować interesujący obraz Tomasza i Zdzisława Beksińskich. Przy okazji, jakby mimochodem, poznajemy epokę i czasy w których byli zmuszeni żyć oraz jaką cenę musieli za to zapłacić.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.

Sunset Park – Paul Auster o poszukiwaniu tożsamości

Sunset ParkBardzo mi zależało na przeczytaniu książki Paula Austera, „Sunset Park”. Tyle miała pozytywnych opinii w mediach, więc chciałam poznać styl pisarski autora. Dlatego pewnie, że dużo o tym mówiłam, znalazłam tę książkę pod choinką.

„Sunset Park” jest przede wszystkim opowieścią o młodym mężczyźnie – Milesie Hellerze, który porzucił najbliższą rodzinę i przez siedem lat nie dawał o sobie znaku życia. Zrobił  to, bo chciał się ukarać za śmierć przyrodniego brata. Czuł się winnym, bo przyczynił się do wypadku. Nikomu jednak nie powiedział prawdy o tym, co się wydarzyło. Po jakimś czasie staje się świadkiem rozmowy macochy i ojca, z której wynika, że coś jest nie tak z Milesem. Wtedy właśnie podejmuje decyzję o opuszczeniu rodziny. Porzuca studia i przenosi się z Nowego Jorku. Poznajemy go, gdy przebywa na Florydzie.

Tam spotyka w parku piękną Kubankę – Pilar Sanchez. Łączy ich ta sama lektura. Milesowi podoba się jej niezwykła inteligencja, mimo że dziewczyna pochodzi z tak zwanych nizin społecznych. Pilar czuje, że Miles skrywa jakąś tajemnicę. Para zakochuje się w sobie. Niestety, nie mogą otwarcie wyznawać sobie uczuć, gdyż dziewczyna jest niepełnoletnia.

Sielanka trwa krótko, gdyż siostra Pilar szantażuje Milesa. Postanawia on wyjechać do Nowego Jorku, gdzie jego przyjaciel ma mieszkanie i wrócić, kiedy dziewczyna stanie się pełnoletnia. Właśnie w tym nigdy niezasypiającym mieście poznajemy ciekawe postacie. Takie, w których odbija się skomplikowane oblicze miasta.

Cała trójka, do której dołącza Miles, mieszka w opuszczonym domu, nie płacąc czynszu, ani rachunków. Wiedzą, że rozwiązanie jest chwilowe, ale w danym momencie ratuje ich sytuację finansową. Dzięki temu budynkowi mogą na jakiś czas zapomnieć o swoich kłopotach, choć świadomość niestałości pozostaje.

Gospodarzem domu jest Bing – przyjaciel Milesa. Łączy ich niechęć do rzeczy materialnych. Bing utrzymuje się z naprawy ram, zepsutych maszyn do pisania – rzeczy, które nie mają nic wspólnego z nowoczesną technologią. Wieczorami grywa w swoim zespole jazzowym. Olbrzym jest też pośrednikiem między Milesem a jego rodziną. Dzięki Bingowi ojciec wie, że jego syn żyje.

Kolejne mieszkanki domu to kobiety. Ellen – która wciąż nie może dojść do siebie po tym, co się wydarzyło niemal 10 lat wcześniej. Próbuje łatać rany, tworząc rysunki o charakterze erotycznym, wręcz pornograficznym. Z kolei Allen stara się dokończyć doktorat, ale jej życie osobiste trudno nazwać doskonałym.

W „Sunset Park” losy ludzi są ze sobą powiązane jak cienkie nitki pajęczyny. Pozornie nieważne decyzje wpływają na bohaterów, również ich przyjaciół, czy rodzinę. Paul Aster buduje niezwykle ciekawe pod względem psychologicznym postaci. Stara się pokazać jak bardzo wpływa na jednostkę jej przeszłość, a nawet te decyzje, które zapadły jeszcze przed pojawieniem się na świecie.

Autor rewelacyjnie wnika we wnętrze bohaterów. Oni sami opowiadają o swoich emocjach. Jednak narracja jest oszczędna, nie ma nadmiaru słów. Zdania są proste, ale każde wnosi coś ważnego. Jeśli pojawia się tytuł filmu, czy książki, to będzie on miał olbrzymie znaczenie. „Sunset Park” opowiada o dojrzewaniu bohaterów. Dopiero wtedy będą mogli zrozumieć świat, kiedy wezmą odpowiedzialność w swoje ręce, a rany które odniosą pozwolą im być prawdziwymi, pełnymi ludźmi.

Powieść Paula Austera została napisana w ten sposób, że nie zaznaczono dialogów, choć one się pojawiają. Nie utrudnia to jednak czytelnikowi odbioru. Proza najwyższych lotów, pokazująca skomplikowane wnętrze i emocje człowieka. Autor swą powieścią zmusza odbiorcę do przemyśleń – a o to właśnie chodzi w dobrej literaturze.