Mieszkam na wsi położonej nieopodal lasu. Znam doskonale charakterystyczne dźwięki wydawane przez jelenie w czasie godów. Nie sposób tego pomylić z jakimkolwiek innym dźwiękiem, a już na pewno nie z ludzkim krzykiem. Dlaczego o tym wspominam? Z prostego powodu: poetycki tytuł „Usłyszeć śpiew jeleni”, debiutanckiej powieści Františka Šmehlíka nawiązuje właśnie do głosu wydawanego przez wielkich rogaczy, gdy na początku jesieni rywalizują o samice na rykowiskach.
Tylko w leśnej głuszy można usłyszeć jelenie. Położona w Beskidzie Śląsko-Morawskim osada Helašná jest oddalona od wielkich miast. Mieszka tam niewiele osób. Jedni chcą się tam skryć przed tłokiem, inni żyją tu od pokoleń. Czytając początkowo historię, miałam wrażenie, że dzięki opisanym postaciom książka może okazać się humorystyczna, ale się myliłam. František Šmehlík chwilami dodaje niektórym postaciom nieco komicznego rysu. Zabawny okazuje się szef policji, inspektor Lada, który lubi brylować przed kamerami. Nie wie jednak, że wkrótce będzie miał do czynienia z tak trudną sprawą, że cała jego popularność może ulecieć, jak dym. Sytuacja robi się poważna.
Dwaj mężczyźni, skłóceni o podejście do muzyki, znajdują zamordowaną kobietę. Doskonale ją znają. Jest to piękna Ivana, sympatyczna dziewczyna lubiana przez wszystkich mieszkańców osady. Wkrótce miała poślubić sławnego piłkarza. Dlaczego została zamordowana, a z jej ciała zostały wycięte pewne fragmenty tkanki? Kto byłby do tego zdolny?
Policjanci badający sprawę dochodzą do wniosku, że sprawca był z osady. Mają koło 20 podejrzanych, ale tropy prowadzą w kierunku młodego Roma, który od dziecka przyjaźnił się z Ivaną. Marek podkochiwał się w dziewczynie i raczej nie podobało mu się to, że znalazła sobie innego wybranka. Pięknie śpiewający Rom w noc morderstwa miał akurat urodziny i twierdzi, że świętował w karczmie. Bywalcy tego miejsca nie są zgodni. Jedni twierdzą, że widzieli tam Marka, inni zaprzeczają i zeznają, że tej nocy chłopaka z pewnością w knajpie nie było. Ktoś kłamie, ktoś mataczy.
Zadaniem policji jest znalezienie winnego zbrodni, ale nic nie idzie po ich myśli. Nie ma tu jednego śledczego, który by rozwiązał sprawę, a aż sześć współpracujących ze sobą osób. Charakter każdego z nich może przybliżyć do rozwiązania zagadki, albo od niego oddalić. Różne są ich osobowości, jak i doświadczenie zawodowe. Sympatię wzbudza niedoświadczony Roman. Jest też Petr, który nie wierzy w siebie. Poznajemy również wysportowanego Aleša. On najpierw działa, potem myśli. Autor postanowił nie dawać czytelnikom jednej głównej postaci, choć oczywiście znajdziemy sobie ulubionego śledczego, któremu szczególnie będziemy kibicowali podczas jego działań.
František Šmehlík stopniowo buduje napięcie. Oglądamy miejsce zbrodni, wraz z policją wysłuchujemy czasem sprzecznych relacji mieszkańców osady i budujemy sobie pewien obraz. Podpowiedzi, jakie otrzymujemy, szybko wskazują winnego, ale wydają się za proste, oparte na stereotypach, więc domyślamy się, że raczej nic nie będzie tak łatwe i proste, jak chcieliby niektórzy śledczy. Jeden z nich wierzy w niewinność Marka, ale jak ją udowodnić? Czy musi dojść do kolejnych zbrodni? Czekamy niecierpliwie na finał. Trwa walka z czasem, a przy okazji akcja powieści przyspiesza. Im bliżej końca, tym więcej się dzieje, a czytelnicy z wypiekami na twarzy śledzą tok wydarzeń.
Istotne są również tematy poruszanie przez Františka Šmehlíka. Oglądamy zamkniętą małą społeczność, stereotypy, jakimi lubią się kierować ludzie. W „Usłyszeć śpiew jeleni” autor w ciekawy sposób pokazuje rywalizację mężczyzn, którzy dążą do rozwiązania sprawy. Mamy do czynienia z mroczną zbrodnią, a każdy ze śledczych posiada własne domysły i chciałby postawić na swoim. Myślę, że mało kto domyśli się, że powieść została napisana przez debiutanta, ponieważ otrzymujemy powieść przemyślaną, w której wszystkie wątki spójnie wiążą się ze sobą.
PS Książkę na język polski przełożyła Anna Radwan-Żbikowska.