„Wisłocka, czyli jak to ze Sztuką kochania było” – Konrad Szołajski

Wisłocka, Konrad SzołajskiPamiętam z dzieciństwa, że książka Michaliny Wisłockiej znajdowała się w każdym domu, tyle że była głęboko ukryta, gdzieś poza zasięgiem dziecięcych oczu. Wcale nie było łatwo ją zdobyć w czasach PRL-u. Wtedy brakowało wielu towarów, a książki nie należały do wyjątków. Pamiętam, że kupowało się nie to, co się chciało, ale to co akurat było dostępne. Jeśli chodzi o „Sztukę kochania” Michaliny Wisłockiej, łatwo się domyślić, że ta pozycja znikała ekspresowo z półek w księgarniach, choć z nieco innych powodów. Pechowcy, którym nie udało się jej nabyć, musieli ją pożyczać od przyjaciół.

Seksualność człowieka przez wieki była tematem tabu. Dopiero w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku nastąpiła w tej kwestii pewna rewolucja. Tyle, że nie miała ona miejsca u nas, a w Ameryce. Niektórzy uważają, że nastąpiła dzięki „Raportowi Kinseya”, ale to badania duetu Masters i Johnson sprawiły, że zaczęto otwarcie mówić, iż przyjemność cielesna ma wpływ na to, czy pary czują się ze sobą szczęśliwe. W Polsce Ludowej tzw. pożycie małżeńskie wciąż było tym, o czym się nie mówiło głośno.

Dzięki Michalinie Wisłockiej wiele się zmieniło w tych kwestiach. Wprawdzie w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku ludzie mieli wieść egzystencję w zgodzie z socjalistycznymi ideałami oraz w sposób cnotliwy, to rzeczywistość okazywała się nieco inna. Państwo nieco rozluźniło pęta, bo większą swobodę zyskał choćby Kościół katolicki, któremu pozwalano na nieco więcej niż do tej pory (między innymi pozwolono na to, by powstawały nowe świątynie). Wciąż jednak istniała cenzura, która nie pozwalała na wydawanie książek o nieobyczajnych treściach. A według władz partyjnych „Sztuka kochania” właśnie taka była. Jak przekonać wszystkich przeciwników tej publikacji, że nie miała ona nic wspólnego z pornografią, tylko była poradnikiem, który powinien trafić do każdego domu?

Konrad Szołajski, autor powieści „Wisłocka”, jest reżyserem i scenarzystą filmowym. Nie zdziwi zatem, że jego książka przypomina gotowy scenariusz. Zresztą Konrad Szołajski znał osobiście Michalinę Wisłocką, nakręcił o niej film „Sztuka kochania według Wisłockiej”. Teraz otrzymujemy książkę, którą można nazwać fabularyzowaną biografią. Z jednej strony jest to opowieść o tym, jak doszło do wydania „Sztuki kochania”, a z drugiej poznajemy jej autorkę, czyli Michalinę Wisłocką. Kobietę z pasją, która miała misję. Chciała nauczyć Polki, jak osiągnąć spełnienie w związku. Stała się edukatorką, kimś kto po raz pierwszy mówił otwarcie o sprawach seksu. Przeciwko książce byli zarówno ludzie partii, lekarze ginekolodzy czy Kościół katolicki. Kiedy wreszcie wydano „Sztukę kochania”, poradnik odniósł olbrzymi sukces. Publikacja została sprzedana w siedmiu milionach egzemplarzy.

Historia napisana przez Konrada Szołajskiego ma również cechy powieści sensacyjnej. Widzimy, że główna bohaterka jest śledzona przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Rafał Dominiak ma rozpracować „figurantkę”, a dzięki temu, że w jego ręce wpadają pamiętniki Michaliny Wisłockiej, dokładnie poznajemy przeszłość tytułowej bohaterki oraz jej uczucia. Przy okazji Konrad Szołajski przybliża nam tło, czyli czasy PRL-u. Czytając książkę może nas razić język propagandy, którym posługują się głównie funkcjonariusze SB oraz władze partyjne. Mamy do czynienia z ideologiczną nowomową, przeplataną z wulgarnym i dosadnym słownictwem. Autor podkreśla absurdy gierkowskich czasów, a kiedy zestawi to wszystko z niezwykłą osobowością, jaką była Michalina Wisłocka, powstaje ciekawy obraz. Niedawno pokazywano film w reżyserii Marii Sadowskiej pt. „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, widać więc, że postać autorki „Sztuki kochania” intryguje i myślę, że warto porównać sobie te dwa dzieła.

  1. Co do seksualności, to patrząc na to, co się wokół niej wyprawia, można odnieść wrażenie, że od skrajności wpadliśmy w kolejną skrajność. Całun milczenia zastąpiony został przez wszechobecność – wydaje mi się jednak, że w obu przypadkach można mówić o wykoślawieniu.

    A co do samej książki, to wydaje się całkiem interesująca także z uwagi na tło akcji.

    • I tak naprawdę dużo czasu nie minęło, a popadliśmy ze skrajności w skrajność. Tylko, czy nadmiar tych wszystkich zewnętrznych bodźców wizualnych, idzie w parze z wiedzą na temat ludzkiej seksualności? Nie jestem przekonana.

      Co do tła akcji, to rzeczywiście jest godne uwagi, bo przybliża tę PRL-owską rzeczywistość.

      • Ha, to w tym wszystkim jest właśnie najgorsze – erotyka jest wszechobecna, ale wiedza na temat seksualności nadal jest na zatrważająco niskim poziomie.

        Ja na swojej ścieżce edukacyjnej spotkałem tylko jedną nauczycielkę (panią od biologii z gimnazjum), która otwarcie mówiła o naszej płciowości (można powiedzieć, że oprócz kwestii stricte biologicznych poruszała też zagadnienia psychologiczne, albo raczej biologia była rozważana pod kątem psychologii).

Skomentuj Dominika Fijał Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *