Kochamy ładne obrazki. Nie powinno nas dziwić zatem, że sukces odniosły te media społecznościowe, w których rzeczywistość jest ładniejsza, niż przeciętnie. Uśmiechnięte i atrakcyjne twarze, niebieskie niebo, cudowne widoki, niepowtarzalne wschody i zachody słońca. Anna Musiałówna, choć jest znaną fotoreporterką, mogłaby nie odnieść sukcesu w tych mediach, ponieważ jej zdjęcia opisywały (i opisują) prawdziwą rzeczywistość. Niestety nie zawsze kolorową. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy we wspomnieniowej książce „Z drugiej strony szkła. Autoportret fotoreporterki”.
Kim jest Anna Musiałówna? Miłośnicy sztuki doskonale wiedza, że mamy do czynienia z fotoreporterką, kuratorką wystaw fotograficznych. Osobą, która od lat znana jest ze względu na swoją działalność. W książce, po którą sięgnęłam, opowiada o swoim niezwykłym życiu. Jak to się stało, że zaczęła fotografować?
Autorka książki „Z drugiej strony szkła” urodziła się w Suchedniowie, trzy lata po drugiej wojnie światowej. Jej ojciec prowadził zakład fotograficzny, ale mała Anna miała zostać baletnicą. Jako jedenastoletnie dziecko wyjechała do Warszawy, do szkoły baletowej i ukończyła ją z wyróżnieniem. Zaczęła karierę tancerki. Wszystko wskazywało na to, że odniesie sukces na tym polu, ale mając zaledwie 23 lata uległa poważnej kontuzji i nie mogła kontynuować kariery. Niepowodzenie nie odebrało jej radości życia. Odnalazła dla siebie inną ścieżkę. Była nią fotografia.
W czasach PRL-u nie było łatwo opowiadać o otaczającym świecie. Fotoreporterka musiała szukać nie tylko odpowiednich środków wyrazu, by trafić do odbiorcy. Należało też przechytrzyć cenzurę. Śledząc to, co napisane we wspomnieniach, Annie Musiałównie wiele udało się przemycić między słowami. Miała też szansę na wyjazdy za granicę. Mało kto nawet dzisiaj ma okazję, by wybrać się na Spitsbergen.
„Z drugiej strony szkła” Anny Musiałówny nie czytamy jak typowych wspomnień. Autorka chwilami w tekście umieszcza dialogi, tak jakby nagrała wydarzenia sprzed lat. Oglądamy rzeczywistość PRL-owską, surowe i trudne warunki z jakimi zetknęła się fotografka. Zabiera nas bowiem do swego życia, ale oczywiście oglądamy także jej pracę. Anna Musiałówna szukając tematów do reportaży zaglądała do ubogich domów, na ulice, czy na oddział ginekologiczny. Jej najważniejsze fotografie zobaczymy w tej książce.
Wspomnienia stają się reportażem o własnym życiu. Będzie to niezwykły obraz. Prócz życia codziennego zobaczymy inną stronę znanych ludzi, np. Marię Dąbrowską we wspomnieniach gosposi Melanii, czy matkę komunistycznego polityka. Bardzo istotną częścią książki są fragmenty korespondencji Anny Musiałówny z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim. Co ich połączyło? Otóż przed wojną poeta mieszkał w Suchedniowie i to miejsce stało się ważnym łącznikiem dla obojga. Ta wymiana myśli jest bardzo ciekawa i warto ją poznać.
Po przemianie ustrojowej Anna Musiałówna nie przestała fotografować, a my mamy okazję dowiedzieć się, jak zmieniała się polska rzeczywistość. Fotoreporterka potrafi zamknąć świat i emocje w jednej fotografii, ale przecież książka potrzebuje słów. Tych w „Z drugiej strony szkła” nie brakuje. Zastanowić się można, jak udało się Annie Musiałównie zrekonstruować te wszystkie wydarzenia? Wiele historii było opisanych wcześniej na łamach prasy. Autorka, jako dziecko pisała do domu listy z internatu i te zapiski się zachowały, podobnie jak korespondencja z Herlingiem-Grudzińskim. Myślę, że warto poznać to, co ma do powiedzenia Anna Musiałówna. Mamy okazję prześledzić wspomnienia niezależnej kobiety, która wiele widziała oraz ma coś na ten temat ważnego do powiedzenia. Oglądała zmieniający się świat, zatrzymywała go na kliszy i potrafiła również oddać tę rzeczywistość za pomocą słów. Fotografia nie musi być spotkaniem z wydarzeniem, a z człowiekiem. Właśnie to widzimy u Musiałówny, umiejętność zatrzymania się na historii zwykłej osoby. Po chwili uwagi i wysłuchania opowieści, może się okazać, że nawet niepozorna kwiaciarka ma sporo ciekawych rzeczy do przekazania.
PS Bardzo mi się spodobało zdanie wypowiadane przez Annę Musiałówną: „Czytam, żeby żyć”. (s.242)