Po świetnej książce Magdaleny Grzebałkowskiej na temat roku 1945, z zainteresowaniem sięgnęłam po opowieść o tym, jaki ważny dla naszej historii był rok 1956. Autorem „Przebudzonych” jest Piotr Bojarski, historyk z wykształcenia, dziennikarz oraz reporter „Gazety Wyborczej” w Poznaniu. Pierwsza publikacja z serii „Lata” została wyróżniona licznymi nagrodami, między innymi otrzymała Nagrodę publiczności plebiscytu Nike 2016, czy Nagrodę Newsweeka im. Teresy Torańskiej 2015 w kategorii „Najlepsza książka z dziedziny literatury faktu”. Ciekawe, czy Piotr Bojarski, autor książki „1956. Przebudzeni”, również doczeka się tylu wyróżnień za tę publikację.
Książka została podzielona na 12 rozdziałów, tyle ile jest miesięcy w roku. Piotr Bojarski zaczyna od wspomnienia swojego ojca, które przerosły w legendę, dla każdego, kto o nich opowiadał. Dwunastoletni ojciec zapamiętał, że przez jego rodzinną miejscowość przejeżdżała kolumna sowieckich czołgów. Zmierzały prawdopodobnie w kierunku Warszawy. Rok 1956 był dla Piotra Bojarskiego historią z opowieści ojca, dlatego wspomina o jego wrażeniach i uczuciach, które wywoływały czołgi przejeżdżające przez Polskę.
W zbiorze „1956” na początku każdego rozdziału otrzymujemy fragmenty z ówczesnych gazet. Dominuje Trybuna Ludu, ale nietrudno domyślić się dlaczego. Widzimy, jak działała propaganda, ale są też wiarygodne informacje, choćby o tym, że milicja została wyposażona w gumowe pałki. Te szczegółowe wycinki z gazet będą ważne dla opowieści, którą znajdziemy czytając kolejne strony reportażu.
Opowiadanie „Kanał” napisał żołnierz AK, Jerzy Stefan Stawiński, pseudonim „Łącki”. Andrzej Wajda postanowił nakręcić film na jego podstawie za namową Tadeusza Konwickiego, który zachwycił się opowiadaniem. Piotr Bojarski zdążył odbyć rozmowę z Wajdą na temat „Kanału”. Dowiadujemy się, kto grał główne role, ale też jaka była reakcja publiczności na ten film nakręcony właśnie w 1956 roku. Na festiwalu w Cannes mówiono do reżysera, że partyzanci przechodzący kanałami to świetny pomysł. „Jak pan na to wpadł?”. Nie mieli świadomości, iż film został oparty na prawdziwych wydarzeniach.
W reportażach Piotra Bojarskiego jest mowa o przemianach politycznych w Polsce. Widzimy też, jaki ma to wpływ na życie społeczne. Następuje pewien przełom. Ludzie wreszcie mogą czytać książki tłumaczone z języka angielskiego na polski, słuchać takiej muzyki jak lubią, a nawet udać się na I Festiwal Muzyki Jazzowej w Sopocie. Skończył się terror stalinowski, wielu więźniów politycznych zostaje wypuszczonych na wolność. Podczas przemówienia Gomułki na wiecu pod Pałacem Kultury, tłumy słuchaczy uważają go za bohatera. Nie wiedzą jeszcze, że właśnie następuje odwrót od ideałów Października.
Lektura książki „1956” pozwala nam stworzyć sobie pewien obraz tego jakże zróżnicowanego roku. Z jednej strony kwitnie kultura, otwierane są kolejne kawiarnie i kluby (nie tylko literackie, także ze striptizem). Piszą tacy ludzie jak Hłasko, Osiecka, karierę zaczynają muzycy: Jan Ptaszyn Wróblewski, czy Krzysztof Komeda Trzciński. Wystarczy jednak przypomnieć sobie tragiczne wydarzenia czerwca, o których opowie nam pielęgniarka Aleksandry Banasik, by zobaczyć, do ilu doszło tragedii. Wspomniana Aleksandra Banasik pomagała rannym znajdującym się po obu stronach barykady. Autor wybrał dla nas też mniej znane fakty. Zdaje nam relację z listopadowych zamieszek w Bydgoszczy, podczas których zniszczono tzw. zagłuszarkę, ponieważ ludzie chcieli słuchać wolnego radia.
Piotr Bojarski w książce „1956. Przebudzeni” przedstawia kulisy ważnych wydarzeń oraz takie, o których nie wspomina się zbyt często. Zostały one podane czytelnikom w formie reportażu. Opowieści są niezależne od siebie, ale ich zbiór daje nam pewien obraz roku 1956. Dla autora ważni byli świadkowie. Tam gdzie to możliwe, oddaje im głos. Podczas lektury niemal wyczuwamy nastroje ludzi, ich oczekiwania. Kończy się pewna epoka, następuje koniec stalinowskiego terroru, ale system komunistyczny wciąż trwa. Książka daje nam odpowiedzi na pewne pytania, jak żyli wtedy zwykli ludzie, co zmieniało się w polityce i jakie były tego konsekwencje.
Lektura książki Piotra Bojarskiego zaprowadziła mnie też krok dalej. Jako, że najbardziej istotną dla mnie sprawą jest kwestia literatury, to po przeczytaniu reportaży na temat 1956 roku, warto zobaczyć, jacy pisarze spodziewali się większej swobody. „Rachunek pamięci” ze wstępem Michała Głowińskiego” to zbiór szkiców szesnastu autorów, który miał zostać wydany przez SW „Czytelnik” w 1957 r. Niestety ostatecznie cenzura wstrzymała druk książki. Warto dzisiaj poznać opinię tych twórców na temat lat stalinizmu, czy zapoznać się z ich rozrachunkiem z pierwszym dziesięcioleciem powojennym. Jedni dali się zwieść władzy i o tym mówią, inni wybrali milczenie. Po Październiku mieli nadzieję, że będą mogli pisać o swoich osobistych refleksjach.
Ha, tak jak do reportaży jakoś szczególnie mnie nie ciągnęło, tak tuż na początku roku 2017 przeczytałem „Czasy secondhand” Swiatłany Aleksijewicz, by niedługo potem sięgnąć po „Sprawiedliwych zdrajców” Szabłowskiego. O „Wojnie i pokoju” słyszałem bardzo dużo dobrego i od pewnego czasu przymierzam się do tej lektury. „Przebudzeni” prawdopodobnie także wylądują na liście pozycji, które muszę poznać 🙂
Niektórzy twierdzą, że do tej formy dorasta się z wiekiem – im człowiek starszy, tym częściej sięga po reportaże. Nie wiem na ile to prawda, ale trzeba przyznać, że nawet członkowie Akademii Szwedzkiej wreszcie ją docenili, przyznając Nobla Aleksijewicz.
Obie książki ciekawią mnie głównie dlatego, że traktują o okresie powojennym, o którym mówi się dość mało. Na lekcjach historii często wcale się tak daleko nie dociera, a w okres PRL-u jest często demonizowany z różnych względów i dla różnych celów, co udaje się właśnie przez marną wiedzę o nim.
Jest jeszcze jedna tendencja, do tego żeby przedstawiać PRL w sposób humorystyczny, jak z filmów Barei. A to również jest kwestią niewiedzy. Na szczęście tutaj autor potrafił znaleźć złoty środek i opowiedzieć o historii, ale też życiu zwykłych ludzi.