Na początku tego roku sięgnęłam po książkę „Lata” Annie Ernaux. Pisałam wtedy, że francuska pisarka jest ważną kandydatką do Literackiej Nagrody Nobla. Tak też się stało i trudno byłoby mi przejść obojętnie obok najnowszej książki tej autorki, która niedawno została wydana. Chodzi o zbiór „Bliscy”. Pięknie wydany tom składa się z trzech tekstów, określanych niekiedy jako mikropowieści. Tylko „Miejsce” było już wcześniej przetłumaczone na język polski. Natomiast nowe dla czytelników będą tytuły: „Pewna kobieta” i „Druga córka”.
Pierwszy tekst powstał na początku lat osiemdziesiątych XX wieku. „Miejsce” jest opowieścią biograficzną o ojcu autorki. Choć jest niewielka objętościowo, zmusza nas do myślenia. Porusza temat pamięci, przeszłości, mowa w nim o tym, jakie uczucia towarzyszą człowiekowi awansującemu społecznie. Annie Ernaux snuje przede wszystkim opowieść o swoim ojcu. Człowieku, który odszedł, ale wpłynął na pisarkę. Kim był? Osobą z niższych warstw społecznych, która marzyła o awansie do wyższej klasy. Ale nie dla siebie, a własnej córki.
Annie Ernaux miała kontynuować ciężką pracę ojca, by osiągnąć jak najwięcej. Dlatego miała się uczyć. Czy udało jej się podążyć drogą wytyczoną przez rodziciela? Okazała się ona trudna i łączyła się z poczuciem wstydu oraz brakiem przynależności do społeczności. Kiedy przyszła pisarka rozpoczęła naukę, a potem studia, odkryła, że wszędzie czuje się obca. Nawet w domu, czyli tam, gdzie do tej pory była sobą. Nagle zrozumiała, że jej rodzice nie posługują się literackim językiem, a gwarą. Ojciec marzył o tym, że jego córka zostanie nauczycielką, czyli osobą, która nie musi pracować fizycznie. Awansowanie na tej drabinie społecznej przynosi jednak młodej dziewczynie bolesną świadomość tego, że ojciec jest człowiekiem zakompleksionym, ale w żaden sposób nie dąży do tego, by uczestniczyć w życiu kulturalnym.
Pisarka precyzyjnie, bez jakichkolwiek ozdobników językowych oddaje to, co otrzymuje od swoich rodziców. Stara się być precyzyjna w opisywaniu ludzi i sytuacji. W przypadku „Pewnej kobiety” będzie to znacznie trudniejsze, niż w „Miejscu”. Tym razem opowiada o matce, a tu trudniej wyzbyć się emocji. Zwłaszcza, że pierwsze słowa kreśli krótko po jej śmierci.
Napięcia między bliskimi pojawiają się zawsze, ale w relacji między matką a córką bywają bardziej bolesne. Zwłaszcza, że to osoba, która była od zawsze, więc bez niej nagle zostaje poczucie pustki. Ernaux pisze, że musi przeciąć po raz kolejny pępowinę. Tę ostateczną. Jednocześnie opowiadając o matce tym razem to pisarka staje się rodzicielką. Poprzez słowa wydaje swoją matkę na świat. Pragnie zrobić to jak najdokładniej, by dotrzeć jak najbliżej do prawdy o najbliższej jej kobiecie.
Ostatni tekst, czyli „Druga córka” powstał najpóźniej, w 2010 roku. Dotyczy osoby, której Annie Ernaux nigdy nie poznała. Siostra pisarki umarła w szóstym roku życia. Ta tragedia naznaczyła z pewnością rodziców przyszłej Noblistki, ale jaki miała wpływ na młodszą siostrę? Okazuje się, że była to rodzinna tajemnica, gdyż rodzice nie wspominali nigdy o starszej córce. Annie Ernaux dowiedziała się o jej istnieniu przez przypadek, podsłuchując rozmowę matki. Sama specjalnie nigdy o nią nie dopytywała. Dowiedziała się jednak, że siostra była tą grzeczniejszą. Gdyby żyła, Annie mogłaby nie pojawić się na świecie, gdyż rodzice planowali tylko jedno dziecko.
Proza Ernaux przypomina nieco oglądanie starych fotografii. Przyglądamy się im ze świadomością, że ani do końca nie oddają emocji ukazanych na niej postaci, ani prawdy o nich samych. Mimo to Noblistka w szczególny sposób oddaje to, co można powiedzieć o bohaterach tej prozy. Każde zdanie, jakie kreśli, ma znaczenie. Nie ma tu ani jednej niepotrzebnej frazy. Otrzymujemy opowieść o odchodzeniu, utracie i tym, jak nas ukształtowały osoby, których z nami już nie ma. Pisarka dostrzega, wpływ jaki mają na nas nawet ci bliscy, których nigdy nie poznaliśmy. Nie boi się opisywania nawet tych najbardziej bolesnych momentów z przeszłości, ponieważ relacje z rodzicami nie zawsze są sielankowe. Mimo miłości, nie zabraknie też bólu i cierpienia, ale też poczucia odosobnienia. Czytelnik po raz kolejny odkryje, że mimo iż Annie Ernaux dorastała w innym miejscu i czasie, niż większość z nas, to przecież opowiada o czymś bardzo uniwersalnym. Sama również znalazłam cząstkę siebie w tych opowieściach wysnutych z pamięci.
PS Książkę na język polski przełożyła Agata Kozak.