Węgierski pisarz, László Krasznahorkai, w 2025 roku został laureatem Literackiej Nagrody Nobla. Jednych to zdziwiło, innych nie, ale sama nie znałam jego twórczości. Nie czytałam wydanych wcześniej powieści takich jak „Szatańskie tango” czy „Melancholia sprzeciwu”. Na szczęście wkrótce po ogłoszeniu laureata najważniejszej nagrody literackiej, Wydawnictwo Czarne przyspieszyło wydanie zbioru opowiadań pt. „A świat trwa” tego pisarza. Książka została przełożona na język polski przez wieloletnią tłumaczkę László Krasznahorkaia, Elżbietę Sobolewską.
Zbiór składa się z dwudziestu jeden opowiadań, podzielonych na trzy części: On „Mówi”, „Opowiada”, „Żegna się”. Podczas lektury zaczynamy od „Wędrówki na stojąco”, czyli ruszamy w drogę w świat. Tak się przynajmniej wydaje, gdyż bohater przygotowuje wszystko, co potrzebne, czyli walizki i buty. Coś go jednak trzyma w miejscu i zostaje w domu, w którym wszystko jest „zimne i smutne”.
Podróżować można na różne sposoby, na przykład do czasów, gdy żył Nietzsche. W „Najpóźniej w Turynie” oglądamy postać filozofa, który współczuje koniowi katowanemu przez woźnicę. Przypomina to nieco sytuację ze „Zbrodni i kary”, ale tu Nietzsche rzuca się na szyję zwierzęcia i w tym momencie postępuje wbrew poglądom, które głosił do tej pory. Staje się to jednak początkiem jego szaleństwa i końcem życia jako filozofa. Narrator wyraża swoje zdanie na temat moralności i empatii. Jeśli inni jednak nie współczują, to może tak się stanie „jutro… albo za dziesięć… albo za trzydzieści lat. A najpóźniej w Turynie.”.
„Świat idzie naprzód” nawet po tym jak upadły dwie wieże. Bohater boi się, że nie uda się tego opisać starym językiem. W opowiadaniach pojawia się lęk przed tym, że nie można wielu rzeczy opowiedzieć, ponieważ są tak nieuchwytne, że aż nienazwane. Właśnie te kwestie wydają się w tych tekstach najważniejsze. Być może dobrze to ilustruje opowiadanie „Łabędź ze Stambułu. 79 akapitów na pustych stronach”, które składa się z kilkunastu pustych stron, ale też przypisów. Jest ono dedykowane pamięci greckiego poety Konstandinosa Kawafisa, artysty kojarzonego z melancholią. Pustka stanowi tu przeciwieństwo natłoku i nadmiaru jakim często jesteśmy bombardowani, a w zamian za to otrzymujemy dobrodziejstwo ciszy i przestrzeń.
Zaskakująca jest historia o wielorybie pokazywanym w obwoźnym cyrku. W „Prawie Tezeusza” ów obraz kojarzy się mówiącemu ze smutkiem. Prelegent wypowiadający się przed księciem i gośćmi mówi, że ten najdłużej trwający i najgłębszy smutek bierze się z miłości. „A świat trwa” mimo wszystko, mimo nędzy człowieka i jego upadku. W opowiadaniu „Gagarin” odkrywamy właśnie taką postać, która choć znana wszystkim, stała się niewygodna dla władz komunistycznych. Radziecki kosmonauta, pierwszy człowiek, który znalazł się najbliżej gwiazd, w pewnym momencie życia zaczął głosić niewygodne teorie. Widzimy tragizm postaci, gdyż bohater odkrywa, że Ziemia jest piękna i nie trzeba szukać dalej, ale… Warto odkryć, jak to się ma do narratora i jego odkrywania poglądów Gagarina.
Opowiadania László Krasznahorkaiego z pewnością zasługują na więcej niż jednokrotne odczytanie. Historie również bardzo dobrze brzmią w głośnym czytaniu. Istotny jest ich rytm oraz dynamika. Często są to długie zdania, pozbawione kropek, co może początkowo utrudniać odbiór. Warto jednak odkrywać te frazy i obserwować, dokąd nas poprowadzą. Nie zawsze będzie to wygodne mierzenie się z historią, gdyż Noblista skłania nas do refleksji nad najważniejszymi kwestiami egzystencjalnymi. Przemyślenia natury filozoficznej nie są najłatwiejsze, jednak w przenikliwy sposób dotykają ludzkiej kondycji. W „A świat trwa” otrzymujemy pozwolenie na bycie zdziwionym i zagubionym w związku z tym, co nas dotyka. Jednocześnie czujemy, że ktoś podaje nam rękę, mówiąc jednocześnie, że w tym chaosie nie jesteśmy sami.