Wszyscy chyba kojarzą „Anię z Zielonego Wzgórza” kanadyjskiej pisarki Lucy Maud Montgomery. Książkę zaliczamy od dawien dawna do klasyki, która zawędrowała na listy lektur. Czy przez te wszystkie lata historia się zestarzała? Wydawało się że tak, ale za sprawą nowego tłumaczenia Anny Bańkowskiej okazało się, iż opowieść jest ponadczasowa. Wymagała odświeżonego przekładu, zgodnego ze współczesnymi kanonami. Tak Ania stała się Anne. Wywołało to wiele kontrowersji, choć krytyczne czy sceptyczne głosy obecnie przycichły. Anna Bańkowska robi swoje i tłumaczy kolejne części.
„Anne ze Złotych Iskier” jest już szóstym tomem cyklu. Tytułowa bohaterka dawno przestała być podlotkiem. Posiada liczną rodzinę. W jej skład wchodzi pięcioro dzieci oraz mąż Gilbert. Potrzebna będzie pomoc domowa, więc ważną rolę odgrywa tu Susan, prawa ręka Anne. To oczywiście nie koniec korowodu bohaterów przewijających się w powieści. W pewnym momencie rodzina się powiększy o nowego domownika, a raczej domowniczkę, Rillę.
Każde z dzieci państwa Blythe ma swój charakter i nie byłyby sobą, gdyby nie wdały się w jakimś choćby stopniu w rodziców. Anne w dzieciństwie przeżywała wiele przygód, również takich we własnej wyobraźni, a w życiu jej dzieci również mnóstwo będzie się działo, zwłaszcza że jest ich aż sześcioro.
Tytułowa bohaterka od dawna nie mieszka już u Maryli. Teraz jej rodzina posiada własny dom. Mieszkanie w Złotych Iskrach, znanych wcześniej polskim czytelnikom jako Złoty Brzeg, oznacza wiele radosnych, jak i poważnych chwil. Jak to w życiu. Dzieci Jem, Walther, bliźniaczki Di i Nan oraz Shirley zaznają tu miłości i ciepła. Nie zdają sobie jednak sprawy, że ich rodzina zaraz się powiększy i kiedy tak się stanie, przeżywają to po swojemu.
Czas płynie nieubłaganie, dlatego szkoda go marnować na nieprzyjemnych ludzi. Co jednak zrobić, gdy w domu Blythe’ów pojawi się niesympatyczna krewna? Anne nie potrafi nikomu powiedzieć nic do słuchu, inni nie mają jednak takich oporów. Ciotka Gilberta należy do takich osób, którym ciągle coś się nie podoba. Jak zniesie to Anne? W swoim własnym domu młoda matka stara się wspierać swoje dzieci, otaczać je miłością, nieznośna krewna jej męża raczej nie popiera jej metod wychowawczych.
L. M. Montgomery w „Anne ze Złotych Iskier” daje czytelnikom uniwersalną opowieść, którą inaczej odbiorą młodsi, a inaczej starsi. Powróciłam do tej historii po latach. Kiedy czytałam książkę jako nastolatka, zupełnie na co innego zwracałam uwagę. Skupiałam się na kwestiach humorystycznych, zabawnych perypetiach dzieci. Teraz mogłam docenić to, jaką matką stała się Anne. Kobieta o wielkiej wrażliwości, wspierająca swoje potomstwo, dająca im jakże potrzebną akceptację i bezwarunkową miłość. U Anne maluchy znajdą pocieszenie, choć dzieciaki stosunkowo późno odkrywają, że do mamy zawsze można przyjść z każdym problemem.
W książce znajdziemy opowieść o tym, jak wielką wartością może być zwyczajne życie rodzinne. Bohaterowie doceniają je niekiedy w kontraście, czy porównując się z innymi. Anne przeżyje też pewien kryzys małżeński, który skłoni ją do pewnych refleksji na temat wartości, w jakie wierzyła do tej pory. Tytułowa bohaterka docenia też przyjaźń i przyjaciół, których posiada od dawien dawna. Nie potrzebuje ich do plotkowania, czy obmawiania innych. Ważny dla niej jest szacunek wobec drugiego człowiek i tego będzie uczyła swoje dzieci. Po tych wszystkich przemyśleniach w trakcie lektury książki przyznam, że odebrałam „Anne ze Złotych Iskier” jako uniwersalną opowieść dla dorosłych, choć młodzież znajdzie tu też sporo dla siebie.