„Café Slavia” – Ota Filip

Café Slavia, Ota FilipCzy powinni dziwić nas Czesi piszący po niemiecku? Nas, mieszkańców Środkowej Europy, ani trochę. Sami przecież doskonale wiemy, jaki wpływ ma na nas historia. Ota Filip należy właśnie do takich dwujęzycznych autorów, za którego wybrała polityka. W 1974 roku musiał wyjechać do Niemiec. Oczywiście nie zrobił tego z własnej woli, został zmuszony przez czechosłowacką władzę. Komuniści zabronili wydawania jego książek. Jakie miał wyjście? Jako twórca dwujęzyczny, zajmujący się pisaniem, postanowił pisać po niemiecku. Dzięki temu jego dzieła miały szansę dotrzeć do wielu czytelników. Książka „Café Slavia” została napisana po niemiecku. Na język polski przetłumaczyła ją Małgorzata Gralińska, znana również z przekładów książek Jaroslava Rudiša i „Skąd” Sašy Stanišicia.

Osoba, która opowiada nam historię, jest świadkiem opowieści przekazywanej przez hrabiego, Nikolausa Belecredosa. Potomek arystokratycznego rodu, będzie snuł swe historie spacerując w Pradze po moście Karola z pisarzem, któremu przez kilka lat przekaże opowieści ze swojej przeszłości. Okażą się one niezwykle barwne.

Nikolaus hrabia Belecredos jest człowiekiem zabawnym, który za każdym razem wygląda inaczej. Przybiera różnego rodzaju maski, które zmieniają go w kogoś zupełnie innego. Jest mistrzem w tym przeobrażaniu się. Czy jest człowiekiem bez właściwości? Kimś, kto nie wie, kim jest? Odpowiedź okaże się bardziej złożona, gdy prześledzimy całą opowieść.

Nikolaus wpadnie w wir wydarzeń historycznych. Najbardziej naznaczy go spotkanie z Leninem. Do Pragi przybywa człowiek, który wpłynie na rewolucjonistów i losy świata. Hrabia stanie się świadkiem wydarzeń, ale przez przybieranie masek nigdy nie deklaruje, jakie są jego prawdziwe poglądy. Mimo to bohater będzie ciągle ponosił konsekwencje tego, za kogo go uważa dana strona polityczna.

Dziwak Belecredos, z prawym okiem krótkowidzącym i lewym dalekowidzącym, przygląda się rzeczywistości w oryginalny sposób. W tytułowej Café Slavia będzie spędzał czas w południe, sączył koniak i kawę, a przede wszystkim przyglądał się wszystkiemu, co widać przez okna kawiarni. Kelner, pan Alois, pozwala na to, by miejsce stanowiło oazę spokoju. W Café Slavia się nie rozmawia, tylko milczy. Warto dodać, że to miejsce istnieje naprawdę od 1884 roku.

Nad Wełtawą unoszą się mgły historii, a ludzie wpadają w jej nurt. Nie wszystkim uda się długo utrzymać na fali, a hrabia Belecredos będzie świadkiem wielu zmian: od c.k. monarchii począwszy, a kończąc na komunistycznej Czechosłowacji. Przygody Nikolausa choć będą zabawne i absurdalne, to zostaną osadzone w Pradze i jej skomplikowanej przeszłości. Humor, z jakim mamy do czynienia, niekoniecznie określimy jako typowo  czeski, ponieważ pojawia się w nim jakiś rodzaj nostalgii oraz pewnej melancholii.

Belecredos pokazuje pisarzowi swój świat, w którym nie ma miejsca dla bohaterów. Hrabia chce przetrwać, lawiruje między różnymi silnymi jednostkami, byle tylko utrzymać się przy życiu. Według niego wszystkie powstania, rewolucje i bunty nie mają sensu, ponieważ kończą się natychmiast, gdy tylko wkracza obce wojsko. Gdyby krajem rządzili Czesi, wiele więcej dałoby się osiągnąć. W historii poruszony został problem kolaboracji i zdrady. Wszystko ubrane w szaty humoru, absurdu, ale skłaniającego do refleksji.

Ota Filip poprzez „Café Slavia” zabiera nas do Pragi. Miasto staje się drugą bohaterką powieści, zaraz po Belecredosie. Szybko zwrócimy na nie uwagę i przyglądamy się Pradze  raz krótko-, raz dalekowzrocznym okiem. Warto wpaść w tę świetnie skonstruowaną opowieść. Nie brakuje w niej barwnych postaci, a sposób, w jaki Ota Filip opisuje zmieniającą się rzeczywistość pod względem społecznym i politycznym okazuje się głęboki, skłaniający do pewnych przemyśleń. Choć „Café Slavia” jest pierwszą książką tego autora, jaką miałam okazję poznać, ale myślę, że nie będzie ostatnią.

PS Książkę przełożyła Małgorzata Gralińska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *