Szczepana Twarocha nie trzeba przedstawiać miłośnikom polskiej literatury. Po wydaniu powieści „Wieczny Grunwald” pisarz został uznany za dojrzałego twórcę, a jego dobra passa trwa. Kolejne powieści tylko potwierdziły jego popularność. „Morfina” okazała się bardzo ciekawa, podobnie jak „Drach”, czy bestsellerowy „Król”. Parnas literacki został zdobyty. Szczepan Twardoch mierzy się również w innych formach. Wystarczy wspomnieć jego dzienniki „Wieloryby i ćmy”. Teraz otrzymujemy zbiór opowiadań pt. „Ballada o pewnej panience”.
Mam słabość do krótkich narracji. W nich autor może popisać się swoim kunsztem i talentem, czy poeksperymentować ze słowem. Zbiór „Ballada o pewnej panience” daje nam próbkę stylu Szczepana Twardocha. W książce umieszczono jedenaście opowiadań, z których część znamy już z innego zbioru: „Tak jest dobrze”. Podczas lektury kolejnych opowiadań czytelnik, który poznał większość książek autora, z pewnością poszuka nawiązań do powieści Twardocha. Ich klimat, opisywana rzeczywistość nasuwają skojarzenia z „Morfiną”, czy „Drachem”. Stanowią przez to pewnego rodzaju preludium dla tych historii.
W tytułowym opowiadaniu na pozór mamy do czynienia z przedwojenną Warszawą, jak w „Królu”. Po jakimś czasie okaże się, że to historia alternatywna. Nawiązań do przeszłości znajdzie się w zbiorze znacznie więcej, np. w tekście pt. „Gerd”. Akcja wielu z nich to teraźniejszość, bądź odwołania do niedalekiej przeszłości. Szczepan Twardoch nie zapomina również o Górnym Śląsku, czy rodzimej gwarze.
Autor „Wiecznego Grunwaldu” świetnie panuje nad słowem oraz kompozycją opowiadań. Zwodzi czytelnika, prowokuje, a także zaskakuje puentą. Fabuła bywa przewrotna oraz zmuszająca do myślenia i okraszona czarnym humorem. Najbardziej poruszyła mnie opowieść o wyprawie na Spitsbergen ojca z malutkim synem. „Tak jest dobrze” najpierw wywołuje poczucie buntu, ponieważ na takie wyjazdy w zimne i niebezpiecznie miejsca nie zabiera się malutkich dzieci, na dodatek w kaloszach, a nie obuwiu specjalistycznym do takich wypraw. Z czasem poznamy całą historię.
Szczepan Twardoch kreśli historie realistyczne, ale nie brakuje w nich czarnego humoru. Opowiadanie „Masara” w przewrotny sposób pokazuje współczesnych trzydziestolatków. Po lekturze tego tekstu nie zabraknie gorzkich refleksji. Zobaczymy ludzi, którzy poświęcają się pustym zajęciom, którzy oceniają to, co widzą, nie zagłębiając istoty problemu. Człowiek może osiągnąć sukces pod warunkiem, że najpierw jako nastolatek dostosuje się do grupy, a kiedy wygląda inaczej, nie jest akceptowany. Po kilkunastu latach niewiele się zmienia.
Pisarz sprawdza się również w opowiadaniach o charakterze groteskowym, czy surrealistycznym. „Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka” nasuwają skojarzenia z „Wystarczy być” Jerzego Kosińskiego, ale historia kończy się jak u Rolanda Topora. Historia ze zwyczajnej opowieści o wyrywaniu się z niewidzialnych okowów nadopiekuńczej matczynej miłości, przeradza się w historię rodem z koszmarnego snu.
Zbiór „Ballada o pewnej panience” daje czytelnikom przekrój możliwości literackich Szczepana Twardocha. Zobaczymy jak radzi sobie z krótką formą, w jaki sposób panuje nad opowieścią, jej konstrukcją. Historie są pewnego rodzaju miniaturkami, dzięki którym docenić można to, jak autor panuje nad stylem i językiem. Bawi się formą, ale bywa też przewrotny i nie zapomina o suspensie. Historie pokazują ludzką kondycję, nasze cielesne słabości, ale również dramaty, z którymi trudno sobie poradzić, nawet po wielu latach. Pisarz zmusza odbiorcę do przeżywania różnych emocji, a także zagłębia się w ludzki umysł, który często przenika mrok.
Jeszcze nie przeczytałam ani jednej książki tego autora. Mówię to ze wstydem, ale nie mam kiedy.
Ciekawa jestem, czy by Ci się spodobała jego twórczość? Jak kiedyś uda Ci się po niego sięgnąć, to mam nadzieję, że się dowiem.
Mam na czytniku i wreszcie muszę sięgnąć. Tak myślę, że mnie zachwyci, więc sama nie wiem na co czekam.
Ja też mam słabość do krótkich form, więc z chęcią sięgnęłabym po te opowiadania. Najbardziej ciekawi mnie „Tak jest dobrze”. 🙂 Pisząc o Toporze, masz na myśli jego „Chimerycznego lokatora”?
Jeśli chodzi o porównanie do Topora, miałam na myśli jego styl, a nie konkretne dzieło. W „Tak jest dobrze” zaskakuje zakończenie, które jest przewrotne.
Krótkie formy to taki papierek lakmusowy – szybko i skutecznie można sprawdzić warsztat danego artysty. Prozę Twardocha znam, chociaż przyznaję, że przeczytałem tylko jedną książkę i w dodatku bardzo, bardzo dawno temu (była to „Epifania Wikarego Trzaski”). Cały czas obiecuję sobie powrót do twórczości tego pisarza.
W takim razie zacząłeś przede mną, jeszcze zanim Szczepan Twardoch stał się uznanym pisarzem, a kiedy dopiero był obiecującym twórcą. W „Balladzie o…” otrzymujemy styl Twardocha w małych dawkach – ciekawa jestem, czy znalazłoby się tam coś z tego początkującego pisarza, którego poznałeś za sprawą „Epifanii”…
Ja nie znam jeszcze tego Autora, ale to może być idealny początek i będę mogła zobaczyć cały przekrój jego prozy…
Parę książek już się nazbierało, ale te opowiadania będą świetne na początek.
Kolejny świetny tytuł Szczepana Twardocha, w którym udowadnia swój literacki talent. Każde z opowiadań wciąga czytelnika, oferuje mu mnóstwo emocji i zmusza do refleksji. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę! 🙂 Świetna recenzja!
Dziękuję za miłe słowa. Opowiadania będą dobre zwłaszcza dla tych, którzy chcą zacząć przygodę z tym pisarzem. Zobaczą, czy odpowiada im ten styl. 🙂
Wciąż nie mogę się za niego zabrać, ale czas to zmieni.
Jeśli chodzi o ten tytuł, to polecam miłośnikom opowiadań oraz tym, którzy chcą poznać styl pisania Szczepana Twardocha.