Ameryka, romans i Tyrmand

TyrmandowieLeopold Tyrmand kojarzy się najczęściej jako bikiniarz z lat pięćdziesiątych. Pierwszym skojarzeniem do hasła – Tyrmand, będą jego kolorowe skarpetki. Powszechnie znana jest miłość pisarza do jazzu. Najbardziej zasłynął jako autor „Złego”, czy „Dziennika 1954”. A co potem?

Zupełnie nieznana mi była emigracyjna część życia pisarza. W książce Agaty Tuszyńskiej „Tyrmandowie. Romans amerykański” otrzymujemy obraz autora – zupełnie inny, niż moglibyśmy się spodziewać. Pornograf, rewolucjonista obyczajowy, playboy w komunistycznej Polsce, w USA objawia się jako zatwardziały konserwatysta. Może z jednym, acz istotnym szczegółem.

Jako pięćdziesięciolatek poznaje  dwudziestotrzyletnią studentkę mieszkającą na Brooklynie – Mary Ellen Fox. Mary, podobie jak Tyrmand, jest pochodzenia żydowskiego. Ale to nie religia ich łączy, ale poglądy. Młodą kobietę zafascynował ten niezwykły intelektualista z Europy. Zostali parą. Wbrew matce Ellen, różnicy wieku, postanowili być razem szczęśliwi.

Książka mogła powstać dzięki temu, że zachowała się korespondencja pomiędzy Leopoldem a Mary Ellen. Początkowo publikowane są listy między nimi, później tylko to co pisze Tyrmand. Niestety, autor zostawił wszystko co sam stworzył w formie pisanej – resztę wyrzucał, dlatego właśnie nie zachowały się listy jego trzeciej żony.

Gdyby nie korespondencja, nigdy by się nie poznali. Mary postanowiła, że napisze list do Tyrmanda. To dało początek ich znajomości, a potem uczuciu.

Związek tej pary trwał piętnaście lat. Jego owocem była para bliźniąt – Matthew i Rebecca. W 1985 roku, Leopold Tyrmand umiera na zawał, dzieci mają ledwie cztery lata. Mary pisze z odrobiną żalu, że pisarz nie zostawil im nawet polisy ubezpieczeniowej, mimo skrupulatności w innych sprawach.

Jaka osoba wyłania się z tej korespondencji? Prawdziwy czlowiek, z krwi i kości ze swoimi wadami i zaletami. Poznajemy również tło historyczne – interesujący obraz Ameryki lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

Mary Ellen mówi o mężu w następujący sposób:

Nie trzeba go święcić. Zależy mi na tym, żeby istnial w świadomości innych, w Polsce bardziej niż gdzie indziej. Ale nie jest święty. Każdy ma swoje słabości, śmieszności i drobne wariactwa. Warto chronić spuściznę Tyrmanda. 

Prócz listów, w książce są komentarze żony Leopolda Tyrmanda. Opowiada o nim nie próbując wybielać, ale też nie jest łatwo być żoną pisarza. Autor „Złego” sporo podróżuje, w trosce o byt rodziny – jak sam mówi. W tym czasie żona zostaje z dziecmi, wie jednak, że mąż potrzebuje tych wyjazdów, by mógł być w pełni sobą.

Byłabym niesprawiedliwa pisząc jedynie o Leopoldzie. Z książki „Tyrmandowie” poznamy również Ellen. W końcu to ona opowiada o swojej miłości, życiu, rodzinie. Okaże się, że ma sporo do powiedzenia. A historia, którą przytacza jest warta poznania, tym bardziej że czyta się ją bardzo dobrze.  Dodatkowym atutem są zdjęcia – pojawiają się fotografie zupełnie nieznane, prosto z rodzinnego albumu, choć są też te wcześniejsze – jeszcze z polskiego okresu życia Tyrmanda.

Sam tytuł jest dwuznaczny. Myślę, że autorka trafiła nim w samo sedno. Romans nie dotyczy jedynie uczucia Leopolda i Misskeit, ale i jego związku z Ameryką. Książka przecież sporo mówi o „American dream”, właśnie w wersji Tyrmanda. Skoro tyle krytykował i pouczał ten kraj, był z nim mocno związany. Bo przecież, gdyby nie kochał USA, nie miałby ochoty go upominać. Związek burzliwy, acz namiętny.

Dziękuję za biografię wydawnictwu MG.

Trzy kobiety a nazizm

Trzy kobiety w dobie ciemności9 sierpnia minęła 70 rocznica śmierci Edith Stein, która zginęła w komorze gazowej w Auschwitz. Simon Weil zmarła rok później w Londynie – ponieważ zagłodziła się na śmierć, w ramach współczucia dla rodaków (choć niektórzy z tym dyskutują). I chociaż mocno się zbliżyła do katolicyzmu, ostatecznie nie przyjęła chrztu. Hannah Arendt przeżyła wojnę, ale jako uciekinierka.

Wielkie kobiety, wielkie osobowości i niezwykłe umysły – tak można podsumować jednym zdaniem trzy bohaterki książki Sylvie Coutrine-Denamy. Nie jest to łatwa biografia.Trzeba mieć pewną biegłość w wiedzy historycznej oraz orientować się nieco w filozofii.

Edith Stein –  „córka Izraela błogosławiona przez Krzyż” – została beatyfikowana przez Jana Pawła II w 1987 roku. Kanonizował ją jako św. Benedyktę od Krzyża – w 1998 roku, rok później ogłoszono ją współpatronką Europy. Uczennica wybitnych filozofów, która sama uważała się za stoiczkę. Zgodziła się na śmierć, by w ten sosób wyrazić posłuszeństwo Bogu. Już od 1933 zabiegała bezskutecznie u papieża o wydanie encykliki na temat cierpienia narodu żydowskiego.

Hannah Arendt potrafiła działać. Kiedy Hitler objął władzę, natychmiast zajęła się ruchem syjonistycznym. Jednak najważniejsze są jej teorie filozoficzne. W czasie wojny próbowała ostrzegać przed pokusą pogardy, pragnąc, by ludzie próbowali ze sobą rozmawiać, nawet w warunkach potopu. Najistotniejszy był dla niej świat tu i teraz. Dobro i zło, które spotyka człowieka, są według niej przypadkowe. Próba zrozumienia mrocznych czasów dała potrzebę pogodzenia się ze światem, ale też teorię totalitaryzmu („Korzenie totalitaryzmu” ). Uznała, że kryzys naszej epoki jest polityczny, więc odpowiedź nań może być też tylko polityczna. Wierzy nie w Boga, ale w stworzenie, w wartości właściwe wszystkim ludziom. Zdolność do działania zakorzeniona jest w nadziei narodzenia. Każdy nowy człowiek daje szansę na odrodzenie świata.

Simon Weil nazwano laicką świętą, „chrześcijanką bez Kościoła i chrztu”.  Chociaż nie chciała mieć nic wspólnego z tradycją żydowską, to widziała do jakiego poziomu zostali sprowadzeni Żydzi przez wojnę. W 1942 roku odpłynęła do Ameryki. Jednak pozostała świadkiem mrocznych czasów, osobą zaangażowaną.

Trzy kobiety, które były filozofkami wtedy, gdy niewiele osób tej płci było naukowcami. Łączyło je pochodzenie żydowskie w czasach, kiedy równało się to wyrokowi śmierci. Wszystkie pociągała teologia, jedna z nich przeszła na katolicyzm, w 1933 wstapiła do klasztoru, a nawet została świętą. Nazywano je Wunderkinder i szybko zostały odkryte przez swoich mistrzów (Heideggera, Husserla, Alaina), a nawet z nimi polemizowały. Wszystkie doświadczyły wygnania i choć ich losy są zbliżone, to jest sporo różnic. Autorka prześledziła je od 1933 do 1942 roku. Najbardziej łączyła te trzy kobiety potrzeba pojednania się ze światem, pokochania go mimo wszystko.

Jeżeli ktoś spodziewa się łatwej lektury o charakterze hagiograficznym, lepiej niech nie zagląda do książki „Trzy kobiety w dobie ciemności”. S. Courtine-Denamy napisała dzieło trudne, na miarę myśli kobiet, o których pisała. Bo ich przemyslenia nie były proste. Trzeba sobie przypomieć kurs filozofii – fenomenologię, egzystencjalizm, filozofię chrześcijańską, transcendentalizm. Autorka przedstawia również stosunek filozofek do kobiecości, „żydowskości”. Następnie przeprowadza bohaterki przez najmroczniejszy czas w naszej historii. Nie będzie tu taniej sensacji, tylko konkretne informacje i poglądy filozofek. Biografia dla głodnych wiedzy.

Dziękuję firmie Weltbild za możliwość przeczytania książki.

Anna German mówi o sobie

Anna German o sobieKto może napisać autobiografię Anny German? Oglądając programy typu „Matura to bzdura” okaże się, że nie wszyscy to wiedzą. A jaki mętlik bedą mieli, jeśli trafią na pozycję Marioli Pryzwan, „Anna German o sobie”.

Wydawnictwo MG postanowiło wydać książkę o tej niezwykłej piosenkarce z okazji trzydziestolecia jej śmierci, która przypada 25 sierpnia. Wszyscy fani będa mieli szansę poznia Eurydyki.

Autorka biografii – Mariola Pryzwan – wykonała benedyktyńską robotę. Zebrała ogromną ilość wywiadów Anny German, jej listy oraz prywatne fotografie, wykorzystując jako podstawowe źródło wiedzy materiały ze prywatnego zbioru męża piosenkarki – Zbigniewa Tucholskiego. Skupiła się przede wszystkim na tym, byśmy poznali ją jako osobę, choć przy okazji również odkrywamy i twórczość. Zastanawiałam się – jak to możliwe, aby po tylu latach powstała książka autobiograficzna. Otóż dzięki temu, że Mariola Pryzwan niewiele dodaje od siebie. Czasami pojawia się dopisek w nawiasie, w formie jednego zdania, albo kalendarium. Niekiedy z treści wypowiedzi piosenkarki nie wynika jakaś informacja. W tamtych czasach przecież nie mogła napisać, że jej ojca zabiło NKWD, a rodzina została repatriowana z ZSRR do Polski. Wtedy do akcji wkracza dyskretnie Mariola Pryzwan.

Chociaż jestem z pokolenia, które pamięta Annę German jak przez mgłę, to po przeczytaniu książki mogłam sobie pewną wiedzę poukładać w głowie. Okazało się, że większość hitów piosenkarki znam z dzieciństwa, lub po prostu są klasykami – zwłaszcza dla osób wrażliwych na utwory – które nazwałabym lirycznymi.

Jakie smaczki wybrała dla nas Mariola Pryzwan? Dowiadujemy się, że Anna German była osobą praktyczną – skończyła geologię, w razie gdyby się okazało, że nie uda jej się ze śpiewaniem. Ciekawe były również wypowiedzi artystki, które musiały przecież tak być napisane, by przeszły przez cenzurę. Mimo życia w PRLu, tytułowa bohaterka zrobiła karierę na świecie. Niestety, Zachód nie kojarzył jej się tylko dobrze, bo we Włoszech miała wypadek samochodowy, z którego ledwie uszła z życiem. Takich ciekawostek jest sporo dla osób, które zechcą poznać bliżej piosenkarkę.

Dla kogo będzie ta biografia? Myślę, że nie tylko dla osób powyżej czterdziestki, którzy chętnie wrócą do czasów swojej młodości. Oprócz nich miłośnicy biografii będą mieli możliwość zapoznania się z dość nietypową książką – zwłaszcza dzięki  poznaniu zdania Anny German na swój temat. W pewnym momencie poczułam się, jakbym doskonale znała artstkę. Momenty, kiedy mówi o pracy, piosence, czy macierzyństwie, pokazują, że była niesłychanie wrażliwą osobą. Nie zauważyłam w niej próżności, tak częstej wśród współczesnych gwiazdeczek. Tylko raz wspomniała, że jest z siebie dumna – przy okazji, gdy dowiedziała, że jej piosenka stała się hymnem kosmonautów. A to ledwie wycinek…

Choć Mariola Pryzwan oddała głos Annie German, okazało się, że ta doskonale obroniła się sama. Jej własne wypowiedzi były na tyle interesujące, że nie trzeba było nic dodawać. A jak wiadomo – umiar jest cnotą.

Ta kobieta – Wallis Simpson

Ta kobietaJak to jest być kobietą, dla której król zrzekł się tronu? Co czuje ktoś ciągle atakowany przez media, całą społeczność anglojęzyczną? Anna Sebba w książce „Ta kobieta. Wallis Simpson” próbuje odpowiedzieć na te pytania.

Amerykanka wywodząca się ze zwykłej rodziny. Ojciec wcześnie umiera na suchoty, a matka pozostaje sama przez kolejne lata (chociaż później wyjdzie za mąż). Wallis szybko uczy się, jak to jest być niechcianą. Jako młoda kobieta nie jest najlepszą partią dla kawalerów z wyższych sfer. Pierwsze małżeństwo Wallis rozpada się. Drugie teoretycznie powinno być udane, ale wtedy na arenę wkracza książę.

Wallis, według biografki, miała potrzebę wybicia się. Poprzez małżeństwo starała się znaleźć wśród najlepiej urodzonych. Bywanie w towarzystwie było dla niej sensem życia. Jedną z jej przyjaciółek była ówczesna „dziewczyna” 37 letniego księcia Walii. Dzięki temu Wallis bez problemu mogła poznać uwielbianego przez wszystkich następcę brytyjskiego tronu – Edwarda.

Jak to się stało, że zawróciła mu w głowie? Nie była ani najpiękniejsza, ani najmłodsza, niektórzy jeszcze twierdzili, że brakowało jej inteligencji. Sebba poszukuje odpowiedzi na to pytanie. Twierdzi, że Wallis potrafiła rozmawiać z mężczyznami. Szybko wyczuwała ich potrzeby, dzięki umiejętności słuchania. Książę był zakompleksionym człowiekiem. Nie wierzył w siebie, w swoją męskość – mimo romansów, żadna z jego wybranek nie zaszła w ciążę. Pani Simpson dała mu wszystko, czego potrzebował. Była jego matką, traktowała jak dziecko, karciła – bo właśnie tego pragnął. Łączyły ich też podobne zainteresowania. Mieli obsesję na punkcie odchudzania, ćwiczeń, posiadali – nie do końca poznane – braki cielesne.

Po śmierci ojca – Dawid (nazywany tak przez najbliższych), staje się królem Edwardem. Jednak nigdy nie dojdzie do koronacji, bo król abdykuje po niecałym roku panowania. Robi to w imię miłości. Ale czy napewno? Anna Sebba twierdzi, że niekoniecznie. Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.

Wallis Simpson według autorki prawdopodobnie nie chciała zostać królową Anglii. Przez  związek z Edwardem naraziła się niemal wszystkim, do tego stopnia, że bała się o swoje życie. Wiedziała, że jej pochodzenie nie spodoba się Anglikom. Amerykanka i dwukrotna rozwódka… Zakochani wywołali kryzys w kraju, a abdykacja stała się jego jedynym rozwiązaniem. Kiedy na tron wstępuje brat księcia Walii, zaczyna się konflikt Edwarda z całą rodziną królewską.

Książę domaga się tytułu dla żony oraz pieniędzy. Narzeka przed bratem, że jest biedny, chce więcej i więcej.Tu dochodzę do sedna sprawy. Wszystko ociera się o pieniądze. Nie miłość jest ważna, a chęć posiadania. Wallis pragnie pięknej biżuterii oraz wspaniałych strojów. A na świecie jest wojna… Napominania premiera o umiar nie przynoszą efektów. Również kwestia znajomych Wallis i jej męża pozostawia sporo do życzenia. Anglicy nie zapomną „Tej kobiecie” uścisku ręki z Hitlerem i przyjaźnienie się z nazistami.

Książka Anne Sebba odkrywa przed czytelnikiem sporo nieznanych faktów o Wallis Simpson. „Ta kobieta” jednak nie odpowie na wszystkie nurtujące nas pytania. Wallis była zbyt skomplikowana, by listy, dokumenty, tajne notatki dokładnie ją prześwietliły. Autorka stawia tezy, dając czytelnikowi możliwość wyboru. Miłośnicy książek dowiedzą się, że Wallis i jej mąż nie mieli w zwyczaju czytać czegokolwiek. Wallis wolała być ikoną mody przez 40 lat i przyjmować ogromne ilości biżuterii od męża, które być może zastępowały, wszystko, co straciła przez abdykację Edwarda.

Historia opowiedziana przez Anne Sebba nie spodoba się tym, którzy chcieliby jasnych i łatwych odpowiedzi. Jednak mimo, że książka opowiada o teoretycznie nudnych historycznych postaciach i zawiera sporo opisów spotkań, imprez, opisów strojów, jest to niezbędne, by nakreślić obraz Wallis. Tytułowa postać jest niezmiernie interesująca, ale dopiero dzięki autorce historia staje się obdarta z mitów i ukazana w nowym, bardziej wiarygodnym świetle. Warto również wiedzieć, że wątek Wallis pojawia się w filmie „Jak zostać królem”.

Ucieczka od przeszłości

Niestety wszyscy się znamyBohdan Smoleń, Anna Karolina Kłys: Niestety wszyscy się znamy. Książka, która jest biografią człowieka, który rozbawiał całą Polskę. Wystarczyło, że wszedł na scenę, a już było zabawnie. Okazało się jednak, że tak jak na scenie grał zabawne postacie, tak w jego życiu było zupełnie odwrotnie.

Tytuł jest przewrotny: wszyscy się znamy. A raczej wydaje nam się, że tak jest. Smoleń dziś nie chce być rozpoznawalny na ulicy, odcina się od swoich pięciu minut:

Ja na przykład teraz nie lubię być w miejscach publicznych, zaludnionych. Przez to, że kiedyś zdobyłem popularność, to teraz zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie mnie bratersko poklepywał, bratersko obejmował. Bratersko częstował. A ja jestem człowiek nikczemnego wzrostu. Jak mnie po kolei pięć osób pierdyknie w plecy, to mnie boli.

Jak doszło do tego, że czołowa postać świata kabaretowego z lat 70 i 80 zaszyła się na wsi? Dlaczego zamiast rozśmieszać prowadzi fundację, w której zajmuje się hippoterapią dla niepełnosprawnych dzieci? Dlaczego Laskowik – to dla niego pan Zenon, a nie  najbliższy przyjaciel?

Pytań jest sporo. Na wiele z nich otrzymamy odpowiedzi. Jednak nie na wszystkie… Sam Smoleń mówi o tym, że nie potrafi wyjaśnić dlaczego jego syn i żona popełnili samobójstwo. O tych  tragicznych historiach wspomina się w książce. Część z nich znamy, dzięki specyfice naszych czasów. Jednak jak się czuje z tym Bohdań Smoleń dowiemy się dopiero z książki.

Zdziwiło mnie w tym wywiadzie – biografii, jak bujne życie prowadzili jego przodkowie. Węgierskie korzenie, austryjackie, włoskie – to wszystko przedstawia Anna Kłys we wnikliwy i interesujący sposób. Bardzo ważnym elementem jest historia matki Smolenia – kobiety, która przez wiele lat była sparaliżowana. Mogła ruszać zaledwie trzema palcami, a nie ograniczyło jej to w pracy tłumaczki i nauczycielki języków obcych.

Ta historia pokazuje, że od początku Bohdan Smoleń nie miał lekko. Jako dziecko szybko dojrzał – przez chorobę matki i alkoholizm ojca. Mimo to okazało się, że jego mocną stroną jest błyskotliwy i cięty język. I rozbawianie innych. Co ciekawe, na początku pomagała mu matka – pisząc teksty dla młodych kabareciarzy. Całą historię „Pod Budą” i „Tey” można poznać z tej książki.

Dzięki biografii Smolenia poznałam nie tylko życie jednej osoby. Bohater we wspomieniach też nie wybiela  siebie. Mówi o tym jak odnalazł się w latach głębokiej komuny, jak sobie radził z tamtą rzeczywistością. Książka opisuje mroczny świat PRLu. Sporo się można dowiedzieć o regułach panujących w tamtych czasach. Jak trudno potem  się odnaleźć człowiekowi w wolnej Polsce.

Niestety wszyscy się znamy już samym tytułem sugeruje, że niekoniecznie będzie zabawnie. Smoleń opisuje swoje życie, miejscami ze sporym poczuciem humoru – ale nawet poprzez kartki tej książki wiemy, że się nie uśmiecha. Bawi, ale sam nie potrafi się zarazić dobrym humorem. Jego życie przypomina raczej historię współczesnego Hioba. Są w książce fragmenty występów kabaretowych, słowa piosenek – jak się okazało, sporą część znałam z dzieciństwa. Warto poznać historię człowieka, o którym myślimy, że coś wiemy – bo skoro jest śmieszny, to i życie pewnie ma zabawne. A jednak niekoniecznie…

Pole zniekształcania rzeczywistości Steve’a Jobsa

Steve JobsKsiążkę Isaacsona Steve Jobs właściwie powinien przeczytać każdy. Jest to lektura obowiązkowa moim zdaniem. Niby wszyscy znają twórcę Apple. A jeszcze bardziej jako pomysłodawcę iPhonów, iPadów, iPodów. Za to jego życie owiane już jest mgiełką tajemnicy.

Dzięki biografii pewne fakty z życia bohatera tytułowego staną się w końcu jasne. Nie każdy przecież wie, jak Jobs zaczynał, co go motywowało do działania. Dla mnie istotne było nie tyle opisywanie kolejnych wynalazków Steve’a, co jego życie. Jednak jako humanistka muszę przyznać, że wiele się dowiedziałam na temat historii najnowszej technologii. Dobrze czasem wiedzieć coś więcej o kierunku w którym podąża ludzkość.

Jobs to wszystko rozumiał, potrafił przewidywać. Tworzył produkt, zanim jeszcze mogłoby nam przyjść do głowy, że czegoś takiego pragniemy. To dawało mu przewagę. Drugim ważnym aspektem, było jego umiłowanie estetyki oraz dążenie do doskonałości. Chyba każdy z nas po cichu marzy o posiadaniu choćby jednego produktu z firmy Apple. A to już mówi samo za siebie.

Życie Steve’a Jobsa  to nie jest typowy American dream. Dopiero po przeczytaniu biografii zobaczyłam, ile pracy musiał włożyć, aby osiągnąć sukces. Pomógł mu też łut szczęścia, choć w książce widać, że upór głównego bohatera był najważniejszy. Wcale nie był szalenie inteligentny, a mimo to był geniuszem. Nie skończył najlepszych szkół, ale wiedział czego chce.

Książkę przeczytałam w wersji elektronicznej. A miedzy innymi dzięki Jobsowi takie czytanie książek stało się popularne.

Ktoś mógłby zarzucić książce, że dotyczy głównie kariery Jobsa. Jednak moim zdaniem to właśnie ona była w jego życiu najważniejsza. Nie rodzina, nie przyjaciele, ale właśnie firma. Jak trudny był charakter twórcy Apple,  możemy dowiedzieć się właśnie z tej biografii. Mimo, że Isaacson to oficjalny biograf Jobsa, nie wybiela osoby, którą opisuje. Steve może być podziwiany jako człowiek, który miał olbrzymii wpływ na kształt technologii. Nikt go nie będzie jednak podziwiał jako doskonałego ojca, czy wspaniałego człowieka. Jak odnosił się do innych,  najlepiej samemu przeczytać. Ważne, by zauważyć dlaczego tak postępował. Chciał zmieniać świat na lepsze, aby to zrobić wyciskał z innych wszystkie możliwości, po to by osiągnąć cel. Czy mu się udało? Oceńmy sami.