Jak będzie wyglądał świat w niedalekiej przyszłości? Wielu z nas dostrzega zbliżającą się katastrofę klimatyczną. W powieści „Ciepło-zimno” Joanna Mazur ona już nastąpiła. Tu, gdzie żyjemy, przez osiem miesięcy trwa upalne lato. Trudne do zniesienia, przed którym nie sposób uciec. Dystopijna opowieść wcale nie wydaje się jakaś odległa, a wielce prawdopodobna. Jak pisać o tym świecie? W książce Joanny Mazur zdania zaczynają się małą literą. Tylko w szczególnych sytuacjach pojawi się wielka.
Narrację prowadzi młoda kobieta. Mieszka ze współlokatorami, ale nie jest z nimi szczególnie blisko związana. Została jej tylko Babcia. Ostoja pośród zmian, jakie nastąpiły w świecie. Kraj się wyludnił, niemal nie ma w nim dzieci. Trudno o pracę, a jeszcze trudniej o świeże owoce czy warzywa. Woda jest racjonowana, dlatego nie ma szans na długi prysznic. Bohaterom pozostaje niepewność jutra, trudność w nawiązywaniu relacji. Nawet w sieci nie można robić tego, co dawniej. W internecie nie zobaczymy np. zdjęć.
Młoda dziewczyna próbuje sobie ułożyć życie w tej nowej rzeczywistości. Szuka dla siebie miejsca, ale nie potrafi się do wielu rzeczy zbliżyć. Posiada pewien dystans. Czy to w relacjach międzyludzkich, czy w tym, co robi. To, co ją ukształtowało, wiąże się ze „starym” światem. Pamięta, jaka była rzeczywistość przed katastrofą. Co jakiś czas oglądamy retrospektywne obrazy. Wcale nie będą sentymentalne oraz idealne, ale znajome i lepsze od teraźniejszości.
Widzimy w nowym świecie niedostatek. Ponadto dziewczynie trudno jest pogodzić się z przeszłością. Trudne relacje z matką, która choć na pozór silna, wreszcie nie wytrzymała i popełniła samobójstwo. Odszedł też ojciec. Została Babcia i w niej młoda kobieta widzi kogoś, w kim ma oparcie. Poczucie pustki zostało, co jeszcze dopełnia trudność w nawiązywaniu relacji z innymi. Choć kobieta wciąż mieszka z ludźmi, z którymi jest dość blisko, to czuje wobec nich dystans.
Akcja powieści rozgrywa się w ciągu kilku dni, podczas których widzimy efekty katastrofy. Jej samego przebiegu bohaterka nie opisuje. Pozostaje to w sferze domysłów. Wciąż jednak zdarzają się sytuacje mrożące krew w żyłach, takie jak śmierć grupy ludzi i grzebanie ich przez ludzi takich, jak bohaterka powieści. Jeszcze są tacy, którzy potrafią okazać solidarność, choć każdy indywidualnie walczy o przetrwanie.
Tytuł „Ciepło-zimno” skłania do refleksji, tak samo jak ostatnie sceny powieści. Obraz wędrówki wyschniętym korytem rzeki jest sugestywny. Narratorka książki prowadzi coś w rodzaju pamiętnika, a my zaglądamy do niego mając wrażenie, że nie jest to opowieść od początku. Istotne są pewne sceny i obrazy, takie jak ucieczka przed gorącym dniem, które skłaniają nas do pewnych przemyśleń. Zastanawiamy się, co oznacza tytułowe „zimno” i skąd się bierze. Dlaczego słowo Babcia pisane jest wielką literą, a początek zdania już nie? Podczas lektury z pewnością odbiorcy nie raz przyjdzie do głowy refleksja, czy rzeczywistość opisana przez Joannę Mazur nie jest tuż, tuż – na wyciągnięcie ręki? Autorka być może z jednej strony daje nam pewną przestrogę, ale również uniwersalną opowieść o ludzkich zmaganiach z trudnymi realiami, w jakimi przyszło jej żyć, a także pytaniami o sens samotnej egzystencji w takim świecie.