Huragan nie kojarzy się z niczym dobrym. Wręcz przeciwnie, budzi w nas grozę i strach, nawet jeśli nasze rejony pod tym względem nie mają najgorzej. Tymczasem w Meksyku taki żywioł może prowadzić do ogromnej katastrofy. Fernanda Melchor, autorka powieści „Czas huraganów” jednak nie o warunkach atmosferycznych pisze, a o człowieku i jego mrocznej stronie natury.
Historia, jaką kreśli meksykańska pisarka, kojarzy się początkowo z kryminałem. Kilkoro dzieci odnajduje zwłoki w kanale. W brudnej i mętnej wodzie rozkłada się ciało wiedźmy. Dzieciaki z La Matosy doskonale znały tę postać. Dlaczego zginęła osoba, która pomagała kobietom, a bali się jej mężczyźni? Okazuje się, że śmierć nie była przypadkowa. Wiedźma została zamordowana. Szybko się dowiadujemy, kto dokonał zbrodni, ale zasadniczą kwestią jest pytanie o przyczynę. Odpowiedź okaże się złożona.
Fernanda Melchor kreśli opowieść o ludziach, którzy związani będą w jakimś stopniu ze sprawą morderstwa. Zaglądamy do domów morderców, poznajemy ich historie. Jako pierwszą bohaterkę widzimy samą Wiedźmę. Poznajemy to kim była i skąd wzięło się właśnie takie miano. Dlaczego pomagała kobietom pozbyć się niechcianych ciąż, zarzucać sidła na tych, którzy nie odwzajemniają uczuć? Przylgnęła do tej osoby legenda o jej niesamowitym bogactwie i właśnie chciwość i zachłanność innych, staje się przyczyną zguby Wiedźmy.
Wszystkie z opisanych postaci łączy nie tylko to, że pochodzą z małej meksykańskiej wioski. W ich historiach pojawia się ogromna ilość cierpienia i przemocy. Bohaterowie najpierw zaznają wielu upokorzeń i bólu. Jako dzieci nie potrafią obronić się przed zadawaną im krzywdą, część z nich wchodząc w dorosłość powiela tę drogę i wybiera ścieżkę naznaczoną przemocą skierowaną ku słabszym. Jak się wyrwać z tego piekła? Czy jest na to choćby cień szansy?
Zło, które pojawia się na kartach tej powieści, staje się czymś, co przeraża. Widzimy ludzi, którzy zadają cierpienia innym. Brutalizm, makabryczne sceny i wulgarny język kojarzą się z dantejskimi scenami. Nie zatrzymujemy się jednak, schodzimy coraz głębiej do ostatnich kręgów piekielnych. A jednocześnie Fernanda Melchor o swoich bohaterach wyraża się z wielką wrażliwością. Owa czułość jest widoczna szczególnie wtedy, gdy oglądamy ofiary przemocy. Są to przede wszystkim kobiety. One nie mają zbyt wielu perspektyw, zostaje im ciche wsparcie osób tak samo jak one doświadczanych przez los.
Meksyk, jaki widzimy w powieści „Czas huraganów”, przeraża właśnie z tego powodu, że ofiarami przemocy są najsłabsze istoty, przeważnie kobiety. W fikcyjnej wiosce La Matosa oglądamy jak w soczewce czy oku cyklonu problemy, z którymi zmaga się ta część świata. Narkotyki, bieda, beznadzieja, zabobon i nowoczesność łączą się i tworzą niepowtarzalny klimat. Przyglądamy się naturze zła i jednocześnie zauważamy, że może ono być opisane w sposób niezwykle hipnotyzujący. Taki, że nie sposób oderwać się od tych drastycznych i naturalistycznie opisanych obrazów. Fernanda Melchor kreśli historie ludzi doświadczających zła, przed którym nie ma ucieczki. Forma i język, jakie wybiera pisarka, są bardzo istotne. Dzięki temu jesteśmy w stanie przebrnąć nawet przez niezwykle wulgarne sceny, ponieważ dostrzegamy, że nie są tu umieszczone bez powodu. W końcu choć huragan jest siłą destrukcyjną, to przecież może odsłonić ukryte wcześniej wartości. Książka meksykańskiej pisarki pewnością zmusi czytelników do myślenia i odkryje przed nimi świat mało znany. Warto poświęcić mu chwilę uwagi.
Ech, z przemocą jest ten problem, że generuje ona cierpienie, które zdecydowanie nie uszlachetnia. A wręcz przeciwnie – demoralizuje, degeneruje, niszczy. Człowiek, który w dzieciństwie nie zaznał za wiele dobrego, a który nieustannie był krzywdzony, siłą rzeczy (jeśli nie otrzyma należytej pomocy i wsparcia) przejmuje te negatywne wzorce. I sprężyna spirali i przemocy bez przerwy się nakręca.
Tutaj widać, jak mocno ta spirala się nakręca i w żadnym wypadku nie uszlachetnia. Czytelnik śledząc tę historię poczuje się, jakby sam znalazł się w środku tej przemocy.